Gość: wikul
IP: *.acn.waw.pl
26.07.03, 22:12
Od dłuższego czasu cs137 , zarozumiały i dumny obywatel amerykański ,
usiłuje nas przekonać o najwyższych walorach amerykańskiej konstytucji
i amerykańskiego systemu prawnego . Jego zdaniem w Stanach "Sprawa
Nieznalskiej" nie trafiłaby do sądu bo amerykańska konstytucja i system
prawny do tego by nie dopuściły . Ponieważ jestem wrogiem wszelkiej
przesady , jestem gotów udowodnić że nie ma racji . Liczę na pomoc wszystkich
znających Stany Zjednoczone a zwłaszcza ich system prawny i praktyczne
orzecznictwo sądowe .
Na początek ciekawa korespondencja z Nowego Jorku :
Z tarczą strzelniczą na plecach
PIOTR MILEWSKI z Nowego Jorku
„Humanitarne tortury”... To nie cytat z Orwella. Autorem tego oksymoronu jest
były agent FBI, uczestnik telewizyjnej debaty na temat poszerzenia uprawnień
organów ścigania. Amerykanie słyną ze skłonności do przesady, wpisanej w ich
kulturę jak neony Las Vegas. Oni też wymyślili prawo Murphy’ego: „Jeśli coś
może się nie udać, na pewno się nie uda”. Dlatego w sytuacjach krytycznych,
zamiast ryzykować, wolą przedobrzyć.
Kongres po ataku na WTC i Pentagon niemal jednomyślnie przegłosował pakiet
ustaw o zwalczaniu terroryzmu, zatytułowany „Uniting and Strengthening
America – Provide Appropriate Tools Required to Intercept and Obstruct
Terrorism”, w skrócie „USA – PATRIOT”. Nowe przepisy umożliwiają bezterminowe
aresztowanie imigrantów i osób posiadających prawo stałego pobytu, lecz nie
mających obywatelstwa, co do których „istnieje uzasadnione podejrzenie” o
związki z terrorystami. Zarzuty muszą być im postawione nie w ciągu 48
godzin, lecz 7 dni od zatrzymania. Pretekstem do de facto internowania może
być naruszenie przepisów imigracyjnych, np. posiadanie nieważnej wizy
turystycznej. Organy śledcze nie muszą dowodzić przed sądem udzielającym
zgody na bezterminowe aresztowanie winy zatrzymanych. Przepis ten zastosowano
już wobec ok. 1100 osób pochodzących z Bliskiego Wschodu.
Kolejne budzące wątpliwości prawników i protesty organizacji praw człowieka
(konstytucja USA gwarantuje przywileje „ludziom”, nie „obywatelom”
postanowienie USA – PATRIOT pozwala aresztować i deportować imigrantów,
wspierających finansowo „organizacje uznane za terrorystyczne”. Kwalifikacji
dokonuje Sekretarz Stanu. Za terrorystyczną może uznać każdą organizację,
która dopuściła się jakiejkolwiek przemocy, a więc np. „Greenpeace”. Ustawa
zliberalizowała też przepisy o podsłuchu i kontroli internetu. W szerszym
stopniu wykorzystany zostanie system inwigilacji Carnivore („Mięsożerca”

,
który kontroluje pocztę elektroniczną. Według FBI ma on rejestrować tylko te
przesyłki, w których występują słowa: bomba, zamach itp.
Znamienne jednak, że kiedy system powstawał (luty 1997), zwano go Omnivore –
„Wszystkożercą”. Przed atakami z 11 września możliwość jego oficjalnego
zastosowania była prawie wykluczona. Przeciw systemowi protestowali
przedstawiciele biznesu i opinia publiczna. Teraz większość Amerykanów uważa,
że w zamian za bezpieczeństwo warto poświęcić trochę prywatności. Dlaczego
jednak agencje używające tak wyrafinowanych metod nie wpadły na trop Bazy?
Specjaliści tłumaczą, że organa śledcze nie koncentrowały się na
bezpieczeństwie narodowym. Systemy wykorzystywane były do śledzenia karteli
narkotykowych i innych organizacji poza granicami USA. Teraz priorytety
ulegną odwróceniu. Czy jednak terroryści są na tyle głupi, by używać w
korespondencji podejrzanych słów?
Jeśli chodzi o podsłuch telefoniczny, złagodzone zostały przepisy dotyczące
ciężaru dowodu. Aby uzyskać zgodę sądu, FBI musi jedynie wykazać, że
informacje, które chce uzyskać „mają związek z prowadzonym śledztwem”. USA –
PATRIOT umożliwia też policji federalnej prowadzenie rewizji pod nieobecność
podejrzanych, CIA daje prawo szpiegowania obywateli amerykańskich, firm i
instytucji, FBI zaś zapewnia dostęp do akt studentów oraz dokumentów
bankowych, kredytowych i giełdowych mieszkańców USA.
Nie wszystkie zmiany w przepisach wynikających z „habeas corpus” zapadają w
Kongresie. 6 listopada Bush podpisał dekret, który pozwala na sądzenie w
trybunałach wojskowych, powoływanych doraźnie na okrętach wojennych i w
bazach za granicą (i obradujących za zamkniętymi drzwiami) cudzoziemców
podejrzanych o terroryzm. Na mocy innego dekretu FBI przesłuchuje ok. 5 tys.
imigrantów z Bliskiego Wschodu, którzy nie są oficjalnie o nic podejrzani.
Zaś prokurator generalny John Ashcroft zarządził „monitorowanie” rozmów,
które podejrzani o terroryzm prowadzą z adwokatami. Władze zaprzeczają, że
przy podejmowaniu tych decyzji jakąkolwiek rolę odegrały badania opinii
publicznej, co sugeruje Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich. „Nie jest
tajemnicą, że społeczeństwo popiera wszelkie inicjatywy zaostrzające prawo
karne – mówi Andrew Kohut z Pew Research Center. – Poparcie to wzrasta, gdy
ograniczane są prawa cudzoziemców, przede wszystkim podejrzanych o terroryzm”.
Członkowie Kongresu, i to z wszystkich opcji politycznych, z coraz mniejszym
entuzjazmem komentują poczynania administracji. „Zmiany w przepisach
dokonywane na mocy prezydenckich dekretów są tak fundamentalne, że Izba
Reprezentantów musi natychmiast rozpocząć przesłuchania w ich sprawie –
stwierdził Bob Barr, republikanin i szef Komisji Sądownictwa – Administracja
powinna przynajmniej konsultować się z Kongresem”.
Bush nie jest pierwszym, który w imię bezpieczeństwa narodowego ogranicza
konstytucyjne prawa człowieka. W czasie wojny secesyjnej Lincoln poddał
jurysdykcji unijnych trybunałów wojskowych sympatyków Konfederacji. Podczas I
wojny światowej przeforsowana przez Wilsona ustawa o szpiegostwie i
działalności wywrotowej pozwoliła władzom aresztować tysiące komunistów,
anarchistów i pacyfistów. Lider Partii Socjalistycznej Charles T. Schenck
spędził w więzieniu kilka lat, ponieważ pisał i rozpowszechniał ulotki
wzywające do bojkotu służby wojskowej. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy,
który ustami Olivera Wendella Holmesa sformułował niesławne orzeczenie,
że „czasem wolność słowa stwarza oczywiste i bezpośrednie zagrożenie dla
interesów państwa”, więc Kongres może ją ograniczać. W 1942 r. Roosevelt
internował 120 tys. obywateli USA pochodzenia japońskiego. Dwa lata później
Sąd Najwyższy usankcjonował tę decyzję liczbą 6 głosów przeciw 3. „Amerykanie
kochają bezpieczeństwo bardziej niż wolność” – uważa prof. David Cole,
prawnik z Uniwersytetu w Georgetown.
O torturach jako „skutecznej metodzie śledczej” rozprawiają ostatnio nie
tylko policjanci. Felietonista „Newsweeka” Jonathan Alter przywołuje opinię
profesora Harvardu Alana Deshowitza, który uważa, że stosowanie wobec
podejrzanych „nadzwyczajnej presji psychicznej i fizycznej nie byłoby
sprzeczne z konstytucją, jeśli zdobyte w ten sposób informacje wykorzystywano
by dla dobra śledztwa, a nie w celu skazania przesłuchiwanego”. „OK – pisze
Alter – nie chodzi o elektrowstrząsy czy gumowe szlauchy. Ale poza torturami
fizycznymi są jeszcze inne, bardziej wyrafinowane techniki nacisku. Jest też
pentotal sodu („serum prawdy”

. FBI bardzo chce wykorzystać tę opcję i
powinno otrzymać na to zgodę”. Felietonista prestiżowego tygodnika narzeka,
że tortur fizycznych nie da się w USA zalegalizować. Uznaje jednak, że jej
mieszkańcy muszą „bez przesądów spojrzeć na możliwość stosowania, za zgodą
sądów, technik presji psychicznej”. Wcześniej wyjaśnia, co rozumie przez
presję psychiczną: „Przesłuchiwanego zamyka się w ciemnym pokoju, ze
śmierdzącym workie