Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
28.07.03, 00:48
http://www.nczas.com/?a=show_article&id=1277
Dziesięć powodów,dla których należy zrezygnować z unijnych dotacji
Dla polskiej gospodarki byłoby bardziej korzystne, gdyby polskie
przedsiębiorstwa i urzędy nie mogły starać się o dotacje z UE. Dlaczego?
Jest wiele powodów, które skutkują tym, że istnienie różnorakich funduszy
unijnych jest nieopłacalne z ekonomicznego punktu widzenia zarówno dla
polskiej gospodarki jako całości, jak i dla Polaków jako podatników i
konsumentów. Ponadto mogą stać się niebezpieczne politycznie.
Po pierwsze - dotacje spowodują uzależnienie polskich przedsiębiorstw od
unijnej biurokracji. Dr Mariusz Salamon w materiałach szkoleniowych dla
polskich przedsiębiorców pod tytułem "Dotacje unijne dla firm" pisze: "jeśli
o coś prosisz, będziesz uległy wobec tego, kto daje, musisz zaaprobować jego
system, określony schemat działania" i ostrzega: "niepokorni nie dostaną
nic". Według autora, UE rozdaje pieniądze, bo załatwia własne
interesy: "chce opanować rynek, a żeby był podatny, trzeba weń zainwestować,
urobić sobie konsumentów i uczynić ich podatnymi na wpływ unijny (dając
pieniądze, narzędzia, pracę)". W zamian za swoje pieniądze Unia
oczekuje "uzależnienia rynku i ustrukturyzowania go w sposób, który ułatwi
jej penetrację; wdzięczności potencjalnych konsumentów (a aktualnych
beneficjantów); społeczeństwa bardziej konsumpcyjnego (nazywa się je
demokratycznym)".
Po drugie - przygotowywanie wniosków o dotacje jest całkowicie
nieproduktywne. Tony formularzy i dokumentów nie powodują zwiększania
dochodu narodowego, a jedynie stratę czasu, surowców i pieniędzy. Tymczasem
jak stwierdził w "Rzeczpospolitej" Robert Gmyrek, były wiceminister
rolnictwa, np. w Estonii pozyskanie jednego euro z unijnego programu SAPARD
po naliczeniu kosztów proceduralnych, administracyjnych kosztuje aż 0,8
euro! W Polsce same koszty przygotowania dotowanych projektów inwestycyjnych
wynoszą około 1 mld zł rocznie. Jak pisze Maciej Madelski "rolnik ubiegający
się o pieniądze na modernizację gospodarstwa rolnego musi zgromadzić 25
załączników." A przecież przygotowanie wniosku o dotacje nie oznacza, że
pieniądze te się otrzyma. Jest to dopiero etap wstępny, po którym dopiero
rozpoczynają się bizantyjskie procedury urzędnicze i ostatecznie wniosek
może zostać odrzucony. - Jedna trzecia wniosków odpada, głównie z tego
powodu, że przedsiębiorcy nie mogą sprostać biurokracji - twierdzi
przedstawiciel Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Biurokracja i
wymogi formalne narzucone są z Brukseli, a jak uważa Richard Mbewe, główny
ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej S.A.: "UE jest najbardziej
zbiurokratyzowaną organizacją na świecie".
Kolejne niepotrzebne milionowe koszty ponosi Ministerstwo Finansów, które
zleca audyty programów pomocowych i agencji nimi zarządzających. Audyt
Agencji SAPARD wchodzącej w skład Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji
Rolnictwa kosztował w 2002 r. 1,1 mln zł.
Po trzecie - aby istniały fundusze strukturalne konieczne jest wyższe
obciążenie podatkowe ludzi. W 2003 r. 34,3% wspólnotowego budżetu (który
wynosi 99,7 mld euro) jest przeznaczonych na politykę strukturalną. Polska,
rezygnując z otrzymywania dotacji, równocześnie mogłaby więc domagać się od
UE zmniejszenia składki unijnej o ponad jedną trzecią. Na dodatek dotacje są
współfinansowane z polskich środków publicznych w wysokości aż 25%. Oznacza
to, że na każde 1 euro dotacji tylko 0,75 euro pochodzi z UE a 0,25 euro
(ponad 1 mld zł rocznie) - z polskiego budżetu, czyli od polskich
podatników. Biorąc pod uwagę to, że jeśli koszt pozyskania z funduszy wynosi
w Polsce podobnie jak w Estonii 0,8 euro na każde 1 euro dotacji, to na
każde 0,75 euro dotacji z Unii Polska i polscy przedsiębiorcy wydają łącznie
1,05 euro! Jasno z tych obliczeń wynika, że Polska de facto na dotacjach
traci i to nie mało. Biorąc pod uwagę fundusz SAPARD, którego budżet wynosi
około 350 mln euro rocznie, z UE pochodzi 262,5 mln euro, które Polska mogła
uzyskać wydając 367,5 mln euro! Natomiast uzyskanie 352,5 mln euro funduszu
PHARE 2001, może polskich podatników i przedsiębiorców kosztować 493,5 mln
euro! Gdyby Polska wykorzystywała w 100% unijne fundusze musiałaby dopłacać
do interesu o nazwie SAPARD ponad 100 mln euro rocznie a do PHARE rocznie
być może nawet 150 mln euro. Na szczęście te środki pieniężne nie są
wykorzystywane w 100%. Należy zaznaczyć, że za pieniądze z dotacji przy
różnych programach konieczne jest opłacenie unijnych doradców, a inwestorzy
kupują maszyny i urządzenia w krajach UE wspomagając tamtejsze gospodarki.
Po czwarte - aby polskie przedsiębiorstwa lub samorządy mogły otrzymywać
dotacje, polska administracja będzie musiała zatrudnić potężną ilość nowych
bezproduktywnych urzędników do obsługi unijnych dotacji. Oczywiście za
pieniądze polskich podatników. Według poufnego raportu Komisji
Europejskiej "ogromny wzrost odpowiednio przeszkolonego personelu jest
niezbędny". Mówi się o wzroście zatrudnienia urzędników o około 200%! W
samej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do obsługi systemu
IACS, który jest częścią Wspólnej Polityki Rolnej, znalazło zatrudnienie
około 5 tys. nowych urzędników, a budowa tego systemu w latach 1999-2005
wyniesie łącznie 4 mld zł. Już teraz do zarządzania funduszami unijnymi
zaangażowane są oprócz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
także Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej, Rolnictwa i
Rozwoju Wsi, Infrastruktury, Finansów, Edukacji Narodowej i Sportu, Polska
Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i
Gospodarki Wodnej, Urzędy Marszałkowskie, Komitet Badań Naukowych, Biuro
Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych oraz Równego Statusu Kobiet i
Mężczyzn, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Są tworzone takie
socjalistyczne twory jak Narodowy Plan Rozwoju na lata 2004-2006, w skład
którego wchodzi sześć sektorowych programów operacyjnych: Transport i
gospodarka morska, Rozwój zasobów ludzkich, Restrukturyzacja i modernizacja
sektora żywnościowego i rozwój obszarów wiejskich, Rybołówstwo i
przetwórstwo ryb, Wzrost konkurencyjności gospodarki, Program Operacyjny-
Pomoc Techniczna i Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego oraz
wojewódzkie programy operacyjne. A przecież centralne planowanie już w
Polsce było przerabiane - z wiadomym skutkiem.
Po piąte - inwestycje za państwowe pieniądze są zwykle nietrafione. Gdyby
były one opłacalne to prywatni przedsiębiorcy, wietrząc możliwość zysku,
dużo wcześniej sami podjęliby ryzyko danej inwestycji. Tymczasem dotacje
powodują marnotrawstwo na wielką skalę. Doskonałym przykładem są choćby
oczyszczalnie ścieków wybudowane w Belgii, Hiszpanii czy Włoszech za
pieniądze z Brukseli: nie odpowiadają wymaganym normom, są za małe lub za
duże w stosunku do potrzeb, nie są w ogóle używane z powodu braku przyłączy
do sieci kanalizacyjnych lub energetycznych, budowa przedłuża się o wiele
lat, koszty inwestycji wzrastają o kilkaset procent. Jak twierdzą niemieccy
autorzy książki "Banany dla Brukseli": "wyniki kontroli pewnych badań
pokazują, że środki publiczne obciążające podatników w UE i państwach
członkowskich są błędnie inwestowane". Ponadto jak twierdzi amerykański
ekonomista Henry Hazlitt, skutkiem subwencji jest to, "że kapitał i pracę
wyprowadza się z przemysłów, w których mogą pracować bardziej wydajnie, a
kieruje do przemysłu, w którym są mniej efektywne. Wytwarza się mniej
bogactwa. Przeciętny standard życia obniża się w porównaniu z tym, jaki
byłby możliwy."
Po szóste - dotacje do inwestycji mogą powodować zmianę istoty samej
inwestycji. Gdyby nie istniały fundusze prywatni przedsiębiorcy lokowaliby
swoje pieniądze w inne przedsięwzięcia, prawdopodobnie bardziej efektywne i
produkt