tomek9991
03.08.03, 13:50
A dokładnie uczynił to szeregowiec Franciszek Dolas.
Potem Niemcy cały czas się bronili i w końcu skapitulowali 8 maja 1945. I
oczywicie Żydów nie oni zabili. Oni byli tylko ofiarami, zwłaszcza Czechów i
Polaków.
- Były polski minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski, krytycznie
nastawiony do forsowanego przez Niemiecki Związek Wypędzonych (BdV) projektu
Centrum przeciwko Wypędzeniom, nie może mieć decydującego głosu wobec planów
utworzenia centrum. Opinię taką wyraził polityk SPD Peter Glotz w wywiadzie
opublikowanym w dzisiejszym "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung".
Wypowiedziana przez Bartoszewskiego "groźba", iż w odpowiedzi na powołanie w
Berlinie niemieckiego centrum należy utworzyć w Poznaniu ośrodek
dokumentujący historię germanizacji Polski, jest "bardzo mocna" - ocenił
Glotz. - W tym punkcie nie rozumiem go. Trzeba wsłuchiwać się w wyrażane
przez Bartoszewskiego uwagi. Nie oznacza to jednak, że należy przyznać mu
prawo weta - powiedział Glotz.
Glotz kieruje wspólnie z szefową BdV Eriką Steinbach fundacją, której celem
jest utworzenie w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom. Planowany ośrodek
ma upamiętnić losy milionów Niemców, którzy w wyniku II wojny światowej
uciekli bądź zostali przymusowo wysiedleni z Europy Środkowej i Wschodniej.
Krytycy tej propozycji obawiają się, że kierowana przez BdV placówka będzie
jednostronnie ukazywać cierpienia Niemców bez przedstawienia historycznego
kontekstu wysiedleń. Może to wpłynąć negatywnie na stosunki niemiecko-polskie
i niemiecko-czeskie.
Glotz zapewnił, że autorzy projektu nie mają zamiaru koncentrować się
wyłącznie na cierpieniach ludności niemieckiej i wykluczać ofiary innych
narodowości. - Tego nie wolno robić i nie mamy takiego zamiaru. (...)
Jesteśmy gotowi do dyskusji o projekcie i do dokonania zmian. To nieprawda,
że doszło do stworzenia faktów dokonanych. Niemieckie władze stopnia
centralnego i landowego mogą włączyć się do realizacji projektu i uzyskać
wpływ na jego kształt - zauważył.
Niemiecki socjaldemokrata podkreślił, że zgłoszony przez fundację BdV projekt
powinien pozostać prywatną inicjatywą, a nie stać się przedmiotem
międzyrządowych negocjacji. - Mogę sobie natomiast wyobrazić większy udział
historyków z Polski, Czech, Serbii czy Kosowa - dodał.
Glotz przyznał, że "żałoba po ofiarach i ludzkie cierpienie" będą "z
pewnością" jednym z aspektów centrum. - Ten aspekt nie wyczerpuje jednak
sensu całego centrum - zastrzegł. Glotz opowiedział się za powołaniem we
Wrocławiu podobnej placówki. Jego zdaniem, Berlin jest jednak najlepszym
miejscem dla niemieckiego centrum. - Chcę kontaktować się z Niemcami i w
Niemczech. We Wrocławiu nie da się tego osiągnąć. Berlin jest dobrym
miejscem - wyjaśnił.
Jak podał niedzielny "Der Spiegel", Steinbach znalazła już prawdopodobnie
dogodny budynek w "mniej więcej centralnym" punkcie Berlina. Szefowa BdV nie
ujawniła szczegółów, jednak ma nadzieję, że do października zarezerwuje
wybraną nieruchomość. W ten sposób decyzja o lokalizacji centrum zostałaby
przesądzona, co jest od dawna strategicznym celem Związku Wypędzonych -
zauważa "Spiegel".
Projektem powołania centrum "bardzo zainteresowany" jest także prezydent
Niemiec Johannes Rau - twierdzi "Spiegel". Głowa niemieckiego państwa uważa,
że planowane centrum nie może być pod żadnym pozorem "skierowane w
przeszłość". Z informacji uzyskanych przez wydawany w Hamburgu tygodnik
wynika, że prezydent RFN przeprowadził rozmowy w sprawie centrum z politykami
w Niemczech i za granicą.(PAP)
fakty.interia.pl/news?inf=413233