Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
04.08.03, 01:09
Drodzy Panstwo,
przeczytalem dzis w "Rzeczpospolitej" swietny artykul dotyczacy "wypedzonych"
Problem ten wielokroc juz poddawany byl naszej refleksji. Teraz, w zwiazku z
planowana budowa "Centrum" staje sie aktualny na nowo.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_030802/plus_minus_a_8.html
Mowi sie, iz ludzkiego cierpienia nie mozna poddawac relatywizacji. Mowi sie,
iz smierc jednego niewinnego czlowieka, to smierc kosmosu, iz kazda smierc i
cierpienie jest straszne. Ze smierc smierci rowna.
Czy mozna jednak mowic o wielkich, niemieckich cierpieniach i ofiarach w
trakcie II WS, bez paralelnej i nierozerwalnie zwiazanej z ta problematyka,
rozmowy o fundamentalnej PRZYCZYNIE ofiar tych w ogole zaistnienia ? Czyli
mowic nie wspominajac o kontekscie roli, ktora Niemcy odegraly jako agresor,
jako panstwo winne rozpetaniu II wojny ?
Czy w ogole nalezy podejmowac taka rozmowe, skoro bedzie ewidentnie rozmowa
wybiorcza, degenerujaca temat? Degenerujaca, skoro zgodzimy sie na
pozbawienie dyskusji kontekstu tlumaczacego konsekwencje, wynikajace z
naturalnej logiki zaleznosc przyczyn i skutkow.
Czy nigdy niczego sie nie nauczymy ? Czy nie wyciagnelismy zadnej nauczki z
lekcji jedwabienskiej ?
Blednie przedstawione zagadnienie, pozbawione swego fundamentalnego kontekstu
moze prowadzic tylko na manowce, doprowadzic do wyciagniecia falszywych
wnioskow.
Swietnie taka (wcale nie hipotetyczna) sytuacje ilustruje rezultat
zakonczonej wlasnie dyskusji wewnatrzniemieckiej.
Pozdrawiam Panstwa :
Euromir