qwardian
28.12.07, 16:05
Mamy do czynienia ze światoglądem, który wyklucza pojęcie
kierunkowości i celowości otaczającego nas wszechświata i nas samych.
Wszystko powstaje z chaosu, dzięki przypadkowi, bez żadnej istoty
sensu, pomimo, że na naszej planecie planowanie, organizacja,
kierunkowość i kontrola stanowią klucz do sukcesu. Jak jest więc
możliwe, że ateiści odrzucają pojęcie Boga, albo starają się nas
przekonać, że Boga nie ma? W pewnym momencie element przyczynowo-
skutkowy przestaje obowiązywać. Skąd to się bierze. Kiedyś na forum
nauka przytoczyłem bezsens ateistycznych spekulacji. Moim argumentem
było prawo Emila Borela na niemożliwość zdarzenia, którego
prawdopodobieństwo jest mniejsze niż jeden na dziesięć do potęgi
pięćdziesiątej. Odpowiedziano mi wówczas, że w Totolotka zawsze ktoś
wygrywa nagrodę. Tak, tylko zapomniano dodać, że nagrodą są
konkretne pieniądze, które nie powstały w wyniku permutacji
szalejącego huraganu, a w procesie szczegółowo zaplanowanej pracy.
Do napisania tego wątku sprowokował mnie artykuł z forum nauki,
który powiedzmy swoją treścią nadawałby się dla pacjentów szpitala
psychiatrycznego, ale nie, to poważne prace naukowe finansowane z
budżetów państwa. Przeczytajcie jego treść:
Tańczące drobiny kurzu.
Nowa forma życia, o której odkryciu poinformowała w sierpniu grupa
badaczy z Instytutu Fizyki Pozaziemskiej im. Maksa Plancka w
Garching pod Monachium. "Obce życie może istnieć na Ziemi w formie
tańczących drobin kurzu" - do takiego wniosku doszli fizycy z tego
instytutu, symulując w komputerach zachowanie elektrycznie
naładowanych cząsteczek kurzu, takich, jakie wchodzą w skład chmur
materii międzygwiezdnej.
Wynik symulacji był tak zdumiewający, że zaskoczył nawet
eksperymentatorów. "Elektrycznie naładowane pyły w otoczeniu
kosmicznej plazmy układały się w podwójne spirale podobne do tych,
które w ziemskich organizmach tworzy DNA. Co więcej, twory te
zachowują się jak żyjące stworzenia. Potrafią się kopiować i
przekazują sobie wzajemnie informacje" - wyjaśniał dr Gregor
Morfill, kierujący tym doświadczeniem. Drobiny pyłu najpierw
wychwytywały z otoczenia cząstki naładowane ujemnie (elektrony), a
następnie przyciągały z gazowej plazmy jony dodatnie, które tworzyły
wokół nich trwałą otoczkę, oddzielając je od otoczenia. W ten sposób
powstawały regularne sieci pyłowe, wśród których pojawiały się
struktury przypominające podwójną spiralę DNA. Spirale te, tak jak
DNA, gromadzą informacje, a porządek, w jakim łączą się ze sobą
krótsze i dłuższe odcinki nici, jest kopiowany z jednej spirali na
drugą jak kod genetyczny.