leje-sie
28.01.08, 22:41
Człowiek jest gatunkiem wolno rozmnażającym się, ciąża trwa 9 miesięcy, a
uzyskanie samodzielności coraz bardziej się wydłuża, ale nawet w czasach
prehistorycznych trwało kilkanaście lat.
Inwestycja w nowego człowieka jest więc bardzo kosztowna. Nic więc dziwnego,
że w cywilizacji stworzonej kilka tysięcy lat temu na Bliskim Wschodzie jednym
z głównych tabu - mniej lub bardziej ściśle przestrzeganym - było zabójstwo,
przynajmniej jeśli chodzi o członków własnej społeczności.
Trzeba też powiedzieć, że w innych kulturach stosunek do życia ludzkiego bywał
bardziej pragmatyczny i podporządkowany szansom przeżycia w sytuacji grożącego
braku środków. Przeludnienie w izolowanych populacjach miało bardzo konkretne
znaczenie.
Przy dzietności (w skali globalnej) powiedzmy 5 dzieci na kobietę, szansę na
przeżycie miało nieco więcej niż dwoje potomstwa. Wzrost populacji był przez
przeważającą część istnienia gatunku ludzkiego umiarkowany.
Nie wiemy, czy powstanie rolnictwa zostało wymuszone czynnikami
demograficznymi, czy odwrotnie - to wynalazek uprawy ziemi i hodowli
umożliwiły przekroczenie bariery gęstości zaludnienia nieubłaganej dla kultur
myśliwskich.
Rezultatem dalszych postępów techniki i medycyny jest mniejsza śmiertelność
dzieci i wydłużanie się długości życia, a co za tym idzie obserwowalna
eksplozja demograficzna. Ludność Ziemi podwaja się co 2 pokolenia.
Ponoć w chwili obecnej ludność Ziemi wynosi więcej niż liczba wszystkich ludzi
od powstania gatunku ludzkiego do lat 30-tych. W przybliżeniu jedna szósta
wszystkich ludzi, którzy urodzili się na ziemi w przeciągu ostatnich sześciu
tysięcy lat, żyje dzisiaj.
Jeśli ta tendencja utrzyma się (demografia mówi, że nie, ale obserwowane
trendy być może nie odnoszą sie do całego globu - innymi słowy stagnacja
demograficzna, która przytrafiła się w Europie być może nie przytrafi się
Bangladeszowi), to ludzkość stoi przed wyzwaniem sformułowanym przez Malthusa.
Zobaczmy jak to wygląda w tempie przyspieszonym 65 razy:
"Dojrzałość płciową osiąga w wieku 2-3 miesięcy. Ciąża trwa 21 dni, w miocie
jest 4-9 młodych. W sprzyjających warunkach rozmnażanie trwa cały rok, średnio
5-8 miotów/rok."
Ktoś może sobie zadać trud i wyliczyć, ile myszy może wydać na świat jedna
samica i jej potomstwo w ciągu jednego roku. Około 5 tysięcy?
Gdyby więc myszy miały do dyspozycji środki, które stosuje człowiek to w tym
tempie Ziemia zostałaby wkrótce pokryta grubym kożuchem tych nielubianych gryzoni.
Ale myszy co prawda nie znają sposobów regulacji urodzeń i rozmnażają się po
bożemu, bez ograniczeń i grzesznej antykoncepcji.
Z drugiej jednak strony regulacja populacji jest okrutna i nieubłagana, a
demografia myszy domowej w skali globalnej niewiele odbiega od zmian
demograficznych rodzaju ludzkiego.
Całe szczęście więc, że myszom brak techniki i medycyny, że wartość życia
pojedynczej myszy jest niewielka, że stanowią zdobycz drapieżników.
A ludzie - cóż mogą przez kilka jeszcze pokoleń żyć w hipokryzji między
oficjalnym nakazem chrześcijaństwa i religii afiliowanych zaludniania ziemi a
pragmatycznym stosowaniem środków antykoncepcyjnych.
Mogą pokrywać powierzchnię Ziemi nowymi połaciami nekropolii (w ciągu 65 lat
zemrze kolejnych 6 miliardów ludzi, a następnie dwa razy tyle).
Ale co dalej?
Uwaga - dokładność niektórych danych wyssałem sobie z brudnego palca.