______Co Polacy chcą Niemców 1/3 teryt. im zabrali

02.02.08, 21:49
dostali pomoc.

Co ci antysemici jeszcze chcą? Pomagali nazistom w holocauście
Żydów! Wybudowali polskie obozy koncentracyjne na swoim terytorium.

Ludobójcze AK mordowało

wypędzali Niemców
podkładali bomby jak terroryści

nienawidzą Rosjan
Jeszcze chcą 45 mrd $ za Warszawę, w której nie pomogli Zydom
w Powstaniu w 1944 r. przywitać wyzwolicieli

cały czas tylko polityka historyczna i jojczenie

wypędzili Steinbach z Rumii z jej ojczystego domu
wypędzili prezydenta Niemiec z rodzinnego Skierbieszowa
    • hasz0 _______Niemcy są wypędzeni a Polacy to repatrianci 02.02.08, 21:59
      CZY PREZYDENT KÖHLER BYŁ "WYPĘDZONY" ?
      Wybrany 23 maja br. prezydent Niemiec Horst Köhler urodził się w
      Skierbieszowie k. Zamościa. Ten fakt ostatnio zaczyna mieć znaczenie
      propagandowe.

      Premier Bawarii Edmund Stoiber 30 maja br. wezwał Czechy do
      anulowania dekretów Benesza, zgodnie z którymi Niemcy popierający
      Hitlera, a zdradzający Czechy, musieli po wojnie opuścić teren
      Czechosłowacji.

      U nas jest coś jeszcze bardziej drażliwego. Oto pani Erika
      Steinbach, przewodnicząca Związku Wypędzonych w Niemczech i
      reprezentantka milionów Niemców, żąda, żeby Polska albo oddała w
      ramach Unii Europejskiej Ziemie Odzyskane, albo pozwoliła wrócić
      byłym mieszkańcom i ich rodzinom na dawne ziemie, albo wreszcie,
      żeby wypłaciła pełne odszkodowanie rodzinom Niemców, którzy w czasie
      wojny i po niej uszli z tych ziem przed Armią Czerwoną.

      Nie zważa ona wcale na to, że ziemie te przyznali nam alianci, że
      Sowieci nasiedlili tam ludność polską wypędzoną z polskich ziem
      wschodnich i częściowo zamieszkali tam również Ukraińcy, którzy nie
      chcieli wyjechać do Związku Sowieckiego. Erika Steinbach urodziła
      się również w czasie wojny na terenie Polski jako córka niemieckiego
      feldfebla (podoficera), który walczył przeciwko Polsce i Rosji.
      Teraz uważa, że została "wypędzona" przez Polaków i traktuje Polskę
      jako główną sprawczynię "wypędzenia" Niemców z owych ziem.

      Ostatnio właśnie Edmund Stoiber, Erika Steinbach i wielu innych
      wywierają różne naciski na nowego prezydenta Niemiec wywodzącego się
      z CDU/CSU, żeby jako "dziecko niemieckich wypędzonych" poparł
      Związek Wypędzonych i "prawo" rewindykacji majątkowych. Po prostu,
      by się określił jako "wypędzony z Polski przez Polaków", gdyż
      podzielił los Niemców "wypędzonych" z ziem zachodnich i północnych.

      Po wyborze powiedział: "Chcę być otwarty [w tej kwestii], a jeśli
      trzeba, niewygodny". Co znaczy "otwarty"? Otwartość może oznaczać
      właśnie chęć poddania sprawy polskich Ziem Odzyskanych pod dyskusję
      europejską.

      Z kolei 1 czerwca powiedział: "Moje miejsce urodzenia nie stanowi
      problemu". Znowu, co to znaczy? Czy to, że urodził się w
      Skierbieszowie i uszedł przed Armią Czerwoną, nie czyni
      go "wypędzonym z Polski" czy też nie jest Niemcem "gorszym" od tych
      zachodnich? Powiedział też, że "krzywda powinna zostać nazwana po
      imieniu". Czy to nie oznacza, że krzywdę Niemcom wyrządzili tylko
      Polacy, a nie nieodpowiedzialna i zbrodnicza polityka niemiecka? A
      wreszcie powiedział: "To moi rodzicie zostali wypędzeni... z Polski"
      (J. Trenkner).

      Niepokojąca jest mentalność niemieckich mediów na temat pochodzenia
      Köhlera. Po jego wyborze napisano, że "rodzice Horsta Köhlera
      mieszkali w Besarabii" (dziś Mołdawia) i że "zostali przesiedleni w
      1940 roku na polecenie władz hitlerowskich na tereny okupowanej
      przez Niemców Zamojszczyzny".

      Tak samo piszą nasze media na niemieckim żołdzie. Już się nie mówi,
      że z Rumunii do Polski, tylko że z terenu na teren, z regionu do
      regionu, tak jakby już Hitler tworzył Europę regionów. Nie mówi się
      też, że rodzice wyjechali dobrowolnie, lecz że "na polecenie władz
      hitlerowskich", jakby wina leżała tylko po stronie władz
      hitlerowskich i to one miałyby wyrządzić olbrzymią krzywdę rodzinie
      Köhlerów, a oni sami, niebożątka, nie szukali urządzenia się w
      życiu. A przede wszystkim nie wspomina się, że osiedlili się w
      gospodarstwie polskim, którego właścicieli wywieziono do Auschwitz
      na śmierć, a dzieci na zniemczenie. Nie mówię, żeby to była wina
      małego Horsta, ale jego rodzice tkwili korzeniami w zbiorowej
      zbrodni niemieckiej.

      W rezultacie problematyczna jest też postawa nowego prezydenta
      względem Polski. Horst Köhler, chłodny finansista i bankier, były
      dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego, bez wrażliwości
      socjalnej, jest zwolennikiem neoliberalizmu, niemieckiej dominacji w
      UE i chce przerzucić więcej kosztów unijnych na inne państwa, w tym
      na Polskę. Opowiada się za dominacją międzynarodowych rynków
      finansowych nad polityką narodową, choć popiera jednak Niemcy w
      walce o hegemonię gospodarczą w UE. Chce też dążyć do podniesienia
      znaczenia Niemiec na forum ONZ i w całym świecie, choć nie bez
      współpracy z Ameryką. Jest od roku 1981 chadekiem, ale popiera wiele
      różnych tez, jak ograniczanie roli państwa, wydłużenie czasu pracy,
      podwyższenie wieku emerytalnego, głęboka reforma rent i podatków,
      większe obciążenie klasy średniej, a wreszcie jest skłonny
      wprowadzić wysokie opłaty za studia, by młodzież zdyscyplinować i by
      nie było nadmiaru bezrobotnej inteligencji. Opowiada się także za
      pomniejszeniem znaczenia parlamentu. Wypisz, wymaluj polityka
      obecnej koalicji polskiej, która "zjednoczyła nas z Niemcami".

      Żeby lepiej zrozumieć sprawę, trzeba sięgnąć do naszej historii.
      Otóż Horst Köhler urodził się 22 lutego 1943 r. w Skierbieszowie,
      osadzie leżącej na Zamojszczyźnie. Zamojszczyzna zaś odgrywała ważną
      rolę w imperialnych planach "Wielkich Niemiec" i w "Generalnym
      Planie Wschodnim", głównie ze względu na bardzo urodzajne ziemie i
      wspaniałą rzeźbę terenu. Uznano ją za prastare ziemie niemieckie, a
      mianowicie za tereny germańskich Gotów, których szczątki zresztą do
      dziś mają odkrywać polscy nieświadomi uczeni. Sam Zamość miał się
      nazywać Himmlerstadt. "Niemieckim Okręgiem Osiedleńczym" kierował
      bezpośrednio wysoki dygnitarz hitlerowski Odilo Globocnik (1904-
      1945), Austriak, który kierował też zagładą Żydów w Generalnej
      Guberni. On to dozorował plan wysiedlenia Polaków z całej
      Zamojszczyzny i zasiedlenia jej Niemcami z Besarabii, Bośni, Serbii,
      Słowenii, ZSRS i z Polski (także volksdeutschami na gorszych
      terenach). Faktycznie z całej Zamojszczyzny wysiedlono ok. 150 tys.
      Polaków z 297 wsi i ze Szczebrzeszyna, w tym ok. 30 tys. dzieci,
      których wiele w tych warunkach zmarło. Na to miejsce zamierzano
      nasiedlić ogółem 60 tys. Niemców, ale do końca roku 1943 nasiedlono
      tylko ok. 10 tys., gdyż zbrodniczą akcję przerwał front wschodni.

      I właśnie w Skierbieszowie, który odtąd miał się nazywać Heidenstein
      (Pogański Kamień), dokonała się pierwsza akcja próbna wysiedlenia
      Polaków już w nocy z 6 na 7 listopada 1941 roku. Chodziło o
      zbadanie, jak zachowa się ludność tubylcza, co zrobi polska
      konspiracja i czy sami Niemcy zechcą się osiedlić. Wysiedlono
      mieszkańców bogatszych i bardziej okazałych gospodarstw, także ludzi
      z pobliskich osad, m.in. z dworku Mościckich, skąd pochodził Ignacy
      Mościcki, prezydent II Rzeczypospolitej, przebywający wówczas na
      emigracji w Szwajcarii. Tej samej nocy, w czasie pluchy i
      przejmującego zimna, wysiedlono także niektórych gospodarzy z
      Sitańca, Białobrzegów i innych wsi. Rodzinom polskim dawano 20-30
      minut na zebranie się, spędzano je w jedno miejsce i przewożono do
      obozu przejściowego w Zamościu "za druty", stąd zaś do Auschwitz i
      na przymusowe roboty do Niemiec.

      Informacja, że "rodzice Köhlera zostali przesiedleni z Besarabii w
      1940r. na rozkaz władzy hitlerowskiej", nie jest ścisła. Bowiem w
      1940 r. Armia Czerwona w porozumieniu z Niemcami zajęła Besarabię i
      dokonano "wymiany ludności" - ruskiej i niemieckiej. Rodzina
      Köhlerów może wówczas wyjechała z Besarabii, ale po 6 listopada 1941
      r. nie była jeszcze w Polsce, zresztą po 22 czerwca 1941 roku wojska
      niemieckie wdarły się głęboko na wschód. W każdym razie rodzice nie
      przyjechali do Skierbieszowa przymusowo i wbrew ich woli, mieli też
      wiele miejsc do wyboru. Ponadto nie było to w roku 1940 - jak zdaje
      się podawać sam prezydent - lecz co najmniej rok później. W roku
      1941 przyjechała już pierwsza grupa Niemców z Besarabii.
      Przywieziono ich furmankami od kolei z Zamościa. Nasiedleńcy byli
      uzbrojeni, każdy dorosły mężczyzna miał karabin, a znaczniejsi mieli
      także broń krótką ii granatami, i wygrażają resztkom Polaków, że ich
      wybiją, a domostwa spalą.

      Na domiar złego na południu Zamojszc
      • hasz0 Wiecie jak wypędzono Polaków z domu w którym 02.02.08, 22:04
        zamiszkał ojciec Eriki Steinbach?

        Wiecie ile dziesiatków tys. poiągów wywieziono z samej Warszawy
        ruchomości po wysiedleniu do obozów 600.000 mieszkańców stolicy?

        A wczsniej wywieziono skarby kosztowności urzędów, fabryk, z banków
        i muzeów.
        Ile Polaków wysiedlono z terenów pod Getto?

        Wypędzonych na śmierć i do obozów pracy było w sumie 2.500.000
        Polaków.


        • hasz0 zaraz mi patrioci nawtykają od idotów i debili 02.02.08, 22:07
          bo jojczę

          a Niemcy słusznie się domagają
          • szach0 ________Górny ŚLąsk 03.02.08, 07:55
            www.silesia-schlesien.com/pl/artikel/artikel/article/1/polskie-obozy-
            koncentracyjne.html
            Josef Mandel
            Wednesday, 05-12-07 14:06 E-Mail

            Panie Wessel
            nie wiem skąd tyle nienawiści w Panu tkwi, ale myślę w następnym
            blogu mi tu Pon wyjaśni - ja wg Sz. W-mościa należę do tych co co to
            profitują i płaszczą się przed niestety nie wiem przed kim ale to i
            tak Pon mi powie - dla ciekawostki załączę Panu moj blog w innej
            strony internetowej - może zrozumie P. ze som tez Niemcy Hanysy co
            trochę inaczej myślom niż Ci co w Pańskim umyśle tkwią i dla
            powiększenia tego kręgu muszę Panu uprzejmie donieść ze w mojej
            rodzinie i w moim kręgu nikt nie myśli o polakach zle - tu cytat -
            "jo tyz chciałbym wziąć udział w tej dyskusyji na temat Slaska -
            Niemcy - Polska, bo cos niecos przezyl stary Hanys tam na Slasku- i
            tak
            1)Ociec uciekl z Wermachtu we Italii, 2) Dziadka wywieźli w 45 na
            Syberyja i już nie wrocil,
            3)Ujka(16) zamknęli w Brzezince i wrócił poturbowany,
            4) Mame z Babkom wygnali w 45 z domku i wprowadzili tzw. prawdziwych
            polaków (ich dziecka byli w NRF prendzej niż jo i nazywajom sie nie
            Grzyb ino Pilz)
            5)mnie(7) ukryto w klasztorze na Klimoncie w Lędzinach ale teraz
            nojlepsze - 25.09.1952 Sad w ...
            Sygn akt. Ns.IV.17/55 zrehabilitowano mojom raczej rodzinę mojego
            Dziadka ze wszystkich zarzutów bo ukrywali w czasie wojny powstańca
            śląskiego i pomagali biednym i prześladowanym polakom - mieszkaliśmy
            ok. 15 km od Auschwitz i rodziny w naszej wiosce po wojnie widzieli
            my tych biedokow pędzonych na zachód. Tego nie powinno się zapomnieć
            nigdy ale ja nie widze powodu by nowe pokolenia w Niemcach i Polsce
            nie szukali porozumienia i rozpracowania tego okrutnego "Kapitla" w
            historie naszych narodów ( a miedzy nami) moj Syn ożenił się z
            rodowitą oświęcimiankom i zyjom w Niemcach jo zresztą tez i majom
            najlepszy spass jak w jakim Amcie zapytają sie Synowo - geboren? i
            uslyszom ze im Auschwitz ale w 64 roku nie 44!

            Moi PRZYJACIELE co ich odwiedzom na śląsku som ze Stanisławowa tez
            wypędzeni ale przez ruskich. No ja tako jest ta nasza Europa.
            Pyrsk Twoj staryhanys - cz.2
            nie, nie wpisujom Auschwitz tylko Oświęcim tylko dla przypomnienia
            co niekterym, gdyby zapomnieli ze coś takiego istniało ! tak jest ja
            potępiam tylko zło i obojętnie z jakie nacji wyszło, zło jest złem.
            Ja po prostu nie sieje nienawiści do nikogo i ja wierze w dobro co
            jest w człowieku i przekazuje to moim wnukom co jezdzom do Babci w
            Oświęcimiu, ale ona nawet ich nie prowadzi do Lagru by im to
            okrucieństwo pokazać - mówi "my starzy już dość przeżyli" a ze byli
            inni niemcy popatrz na tych wokół siebie.

            Widzi Pan myśmy dowiedzieli się który z sąsiadów nas "uprzejmie
            zapodał" do tych co latali po wsi z czerwono-białymi opaskami , ale
            co mam jechać tam i zbezczeszczic jego grób, przecież on musiał z
            tym świństwem co zrobił do końca swoich dni żyć. Ja mam te swoje 70
            i do końca zostało już nie wiele może 5 może 10 latek kto to wie
            ile. Wybaczyłem już moim wrogom , niech sobie zyjom ze swoimi
            troskami a szkoda tylko ze ludzie w Polsce co som katolikami albo
            tak się tylko nazywajom? nie słuchali swojego wielkiego świętego
            człowieka Jan Pawła - co tyle mówił o miłości człowieka do człowieka
            o wybaczeniu. Przecież on nie zaznał żadnej miłości od tych
            suk....now hitlerowców. Ach kończę bo jeszcze zacznę filozofować.
            Pyrsk! Wasz staryhanys!

            wlodzimierz golebiewski
            Friday, 22-06-07 22:32 E-Mail

            Sucham tych dyskusji o nazwie obozu w Auschwitz - nie wiem czy sie
            smiac czy plakać-Niemcy wyplacili miliardy dolarow potomkom
            spalonych Zydow z Izraela- więc wygodnie dzisiaj pisac , ze byli to
            nazisci- i dzisiaj sie pisze - ze to Polacy to nazisci-czy juz ten
            swiat zglupial zupelnie?. A co bedzie np. za 200 lat?

            Witold Krużyński
            Saturday, 12-05-07 12:37 E-Mail

            Witam serdecznie Pani Halino!

            Moja teściowa niedawno zmarła po bardzo ciężkiej chorobie. Nie miała
            jakichkolwiek kontaktów z ruchem oporu itd.
            Rodzice mojej teściowej mimo że mieli niemieckojęzyczne nazwisko i
            pochodzenie to urodzili się W Polsce i mieszkali od urodzenia cały
            czas na terenie Polski a dokładniej w Toruniu, w domku
            jednorodzinnym z całą swoją rodziną.

            Po 1945 roku, zostali przymusowo wysiedleni, został im odebrany cały
            dorobek życia a cała rodzina mojej teściowej wraz z nią, osadzona w
            Powojennym Polskim Obozie w Potulicach! Gdzie zmarła młodsza siostra
            mojej teściowej - Ania.

            Pozdrawiam serdecznie


            Witold Krużyński
            Monday, 07-05-07 07:12 E-Mail

            Niestety J.S. Jesteś osobnikiem niereformowalnym i jedyną osobą
            żałosną Jesteś Ty o czym świadczą Twoje kłamliwe komentarze.
            zaraz po wojnie u moich dziadków pracowała jako robotnik przymusowy
            młoda Niemka bo tak Polskie władze postanowiły, Ta młoda Niemka była
            bardzo dobrze traktowana przez moją rodzinę, wiele lat po wojnie
            mieli ze sobą kontakt listowny, cały czas dziękowała za bardzo dobre
            traktowanie!
            Jestem dumny z mojej rodziny i bardzo ich za to podziwiam bo to jest
            właśnie przykład do naśladowania.
            A muszę Cię zmartwić bo na Świecie nie mają o nas dobrego zdania! Bo
            kiedyś napisałeś że Polacy są bardzo lubiani na świecie...Jest to
            kłamstwo!

            Jedno w Polakach jest lubiane jest to tania siła robocza!

            Trybunał Praw Człowieka w
            Strasburgu, spraw przybywa bo Polska notorycznie łamie prawa
            człowieka!

            Włoskie obozy pracy!

            Coraz więcej polaków ginie na świecie w różnoraki sposób!

            No i oczywiście tacy pieniacze jak Ty - Jutrzenka Słowiańska nie
            znający faktów historycznych, oczywiście skrzętnie zatajonych przez
            Zwycięzców II Wojny Światowej!

            Jak na razie to tylko Ty cały czas przynosisz wstyd sobie, swojej
            rodzinie, Polsce i całej Europie, bo cała Europa wie już od dawna o
            Powojennych Polskich Obozach Koncentracyjnych!!!
            Między innymi przez takich ludzi jak Ty Niemcy nie chcą pojednania a
            Polska nie może być ceniona i lubiana w Europie!

            Witold Krużyński

            • szach0 _____Kto wypędzał i kto przyklaskiwał wypędzeniom 03.02.08, 08:01
              7dni.wordpress.com/2007/03/18/granice-polski-po-ii-wojnie-swiatowej-wg-jozefa-stalina/
              9 października 1944 r. w rozmowie z Churchillem Stalin
              stwierdził: “Polsce muszą zostać oddane Prusy Wschodnie, Śląsk, a
              obszar wokół Królewca wraz z miastem weźmie Związek Sowiecki”.
              Churchill oświadczył, że uważa to za właściwe, sądzi jednak,
              że “niemiecka ludność na tych terenach winna zostać przesiedlona do
              Niemiec. Teraz bowiem będzie w Niemczech wystarczająco dużo miejsca,
              gdyż sprzymierzeni zabili około 8 milionów Niemców”. Stalin na tę
              propozycję skwapliwie przystał.

              Cztery dni później, podczas rozmów Stalina, Churchilla i
              Mikołajczyka, poruszono sprawę udziału przedstawicieli rządu RP na
              emigracji oraz komunistów w nowym polskim rządzie oraz kwestię
              granic Polski. Mikołajczyk zapytał: “Czy mógłbym dowiedzieć się, co
              postanowiono w Teheranie w sprawie zachodnich granic Polski?.
              Mołotow? Wypowiedziano tam opinię, że linia Odry uznana jest za
              słuszną. (…wink Churchill? Ja także wyraziłem zgodę. (…wink Stalin?
              Chciałbym tylko oświadczyć, że wśród nas, u Rosjan, mówi się o
              przyznaniu Polsce nie tylko Gdańska, ale i Szczecina. Churchill
              wtrąca? Oczywiście! My (…wink to podtrzymujemy. (…wink Churchill? Rząd
              brytyjski także”.

              Rokowania moskiewskie zakończyły się fiaskiem. Rząd polski nie
              chciał się bowiem zgodzić na zamianę ziem wschodnich na nabytki
              terytorialne na zachodzie bez zgody społeczeństwa wyrażonej w
              referendum względnie przyzwolenia ze strony parlamentu wyłonionego w
              wolnych wyborach. Ale Stalin nie brał w ogóle pod uwagę opinii
              polskiego rządu na emigracji. Obstawał przy linii na Odrze i Nysie.
              Co więcej, postanowił wytyczyć granicę na linii Nysy Łużyckiej.

              Wzdłuż zachodniej Nysy

              6 lutego 1945 r. podczas konferencji jałtańskiej Stalin
              zakomunikował Rooseveltowi i Churchillowi, że rząd sowiecki
              widzi “zachodnią granicę Polski wzdłuż linii Odra - Nysa. By uniknąć
              nieporozumień, trzeba zaznaczyć, że istnieją dwie rzeki o nazwie
              Nysa? pierwsza płynie bardziej na wschodzie, w okolicach Wrocławia,
              druga bardziej na zachodzie”.

              Stalin uważał, że “zachodnia granica Polski przebiegać powinna
              wzdłuż tej zachodniej Nysy i prosi Roosevelta i Churchilla o
              wsparcie w tej sprawie”.

              Zachodni alianci zmienili jednak zdanie w tej kwestii. Zdecydowanie
              podali w wątpliwość przesunięcie polskiej granicy zachodniej na
              linię Odry i Nysy Łużyckiej, żądając jednocześnie korzystnych dla
              Polski poprawek linii Ribbentrop - Mołotow na jej południowym
              odcinku. Chodziło o Lwów i Borysław wraz z zagłębiem naftowym.
              Natrafili jednak na twardy opór Stalina. Ostatecznie potwierdzili
              przebieg wschodniej granicy Polski wzdłuż zmodyfikowanej linii
              Ribbentrop - Mołotow (Białystok i Łomża znalazły się po stronie
              polskiej), odkładając kwestię granicy zachodniej do konferencji
              pokojowej.

              Ale Stalin niewiele się przejmował opiniami zachodnich aliantów,
              stwarzając fakty dokonane zarówno w kwestii systemu politycznego w
              Polsce, jak i jej granic zachodnich. Wychodził ze słusznego
              założenia, że antyniemiecka koalicja nie rozpadnie się z powodu
              Polski.

              Dziewięć dni po konferencji jałtańskiej, 20 lutego 1945 roku, Stalin
              jako przewodniczący Państwowego Komitetu Obrony rozkazem nr 7558
              ustalił granice Polski na zachodzie i północy: “Aż do ostatecznego
              ustalenia zachodniej i północnej granicy Polski na przyszłej
              konferencji pokojowej zachodnia granica Polski przebiega na zachód
              od Świnoujścia aż do Odry, miasto Szczecin pozostaje po polskiej
              stronie, dalej wzdłuż Odry aż do ujścia zachodniej Nysy i tam wzdłuż
              zachodniej Nysy do granicy czechosłowackiej. Północna część Prus
              Wschodnich (…wink wraz z miastem Królewiec pozostaje w granicach ZSRS,
              a wszystkie pozostałe części Prus Wschodnich wraz z okręgiem
              gdańskim przypadają Polsce”.

              Podczas konferencji w Poczdamie zarówno Churchill, jak i Truman,
              nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, nie tylko odrzucali granicę na
              Nysie Łużyckiej, lecz podali w wątpliwość również samą granicę na
              Odrze. Stalin był nieugięty i wytyczona przez niego granica została
              potwierdzona. Postanowione zostało również, względnie
              usankcjonowane, “regularne przesiedlenie niemieckiej części
              ludności” z tychże obszarów, a także z Czechosłowacji i Węgier.

              Same korzyści dla Kremla

              Przesunięcie Polski o około 200 kilometrów na zachód i następujące w
              związku z tym wysiedlenia (wypędzenia) polskiej i niemieckiej
              ludności było dziełem Stalina. Granice zostały wyznaczone przezeń
              samodzielnie, Niemców, Polaków, Ukraińców oraz Białorusinów
              wysiedlono (wypędzono) natomiast rękami polskich komunistów lub też
              organów władzy sowieckiej. Zachodni alianci początkowo
              przyklaskiwali tym pomysłom, wierząc naiwnie, że Stalin zadowoli się
              tym i zaakceptuje utworzenie niepodległej, niekomunistycznej Polski.
              Gdy jednak uświadomili sobie, że zamierza on zainstalować w Polsce
              posłuszny sobie reżim, próbowali częściowo podważyć powzięte
              wcześniej wspólne ustalenia dotyczące terytorialnych przesunięć.

              Czym się kierował Stalin, wyznaczając zachodnie granice Polski
              właśnie wzdłuż linii na Odrze i Nysie Łużyckiej? Nie był przecież
              przyjaźnie nastawiony do Polski i Polaków. Wręcz przeciwnie, co
              dobitnie udowodnił, podpisując w 1940 roku decyzję o wymordowaniu
              polskich oficerów. Po 22 czerwca 1941 roku zaczął jednak również
              nienawidzić Niemcy i Niemców. Zapewne było to spowodowane w jakiejś
              części ostatecznym pogrzebaniem jego wcześniejszych nadziei na
              spełnienie przez Niemcy roli kluczowego ogniwa światowej rewolucji.
              Zadanie Niemcom klęski militarnej, podział pokonanego kraju,
              zniszczenie niemieckiego przemysłu i “odepchnięcie” niemieckiej
              strefy osiedleńczej na zachód należały od tej pory do wyznaczonych
              przez niego celów wojny.

              Przesunięcie Polski na zachód przynosiło Stalinowi same korzyści, i
              to zarówno na krótką, jak i dłuższą metę. Stworzono miejsce dla
              polskiej ludności przesiedlonej z ziem wschodnich, które Stalin
              wcielił do sowieckiego imperium. Polacy zamieszkujący Kresy
              Wschodnie odznaczali się wyjątkowo wysokim stopniem narodowej
              świadomości oraz zdecydowanie antysowieckimi postawami. Również
              Niemcy mieszkający na swoich ziemiach wschodnich uchodzili za
              przesiąkniętych wyjątkowo mocno nacjonalizmem.
              • szach0 _____________kim byli tatusiowie liderów przemian 03.02.08, 08:12
                Komunistyczna Partia Polski została zlikwidowana przez Stalina w
                1938 roku, a sami komuniści skompromitowani m.in. głoszeniem hasła
                zwrócenia Niemcom "zagrabionych przez polski imperializm" Pomorza i
                Śląska oraz oddania kresów wschodnich Związkowi Sowieckiemu.

                Jeszcze w lipcu 1941 r. władze sowieckie przystąpiły do
                kompletowania działaczy przeznaczonych do przyszłej pracy w Polsce.
                Wybranych zgromadzono w "szkole partyjnej" w Puszkino pod Moskwą, a
                kiedy wojska niemieckie zbliżyły się do Moskwy, przerzucono do
                Kusznarenkowa koło Ufy. Warto pamiętać, że pod zwrotami "szkoła
                partyjna" lub "szkoła specjalna" krył się po prostu ośrodek
                szkoleniowy NKWD. Komuniści ćwiczyli tam strzelanie, skoki
                spadochronowe, uczyli się topografii, sporządzania tajnopisów, itp.
                ...współpracowali z NKWD. Za swoją ojczyznę uważali nie "byłą pańską
                Polskę", tylko ZSRR. Świadczą o tym dostępne w archiwach fragmenty
                prywatnej korespondencji przyszłych przywódców PPR.

                Jednak pierwszy lot do Polski zakończył się fiaskiem: tuż po starcie
                samolot spadł na ziemię. Jeden z członków grupy zginął, a trzech
                zostało rannych. Dopiero druga próba przerzucenia do Polski (koniec
                grudnia 1941 r.) była udana...nieskrywana przed nikim działalność
                podziemna, tajne zaś, czyli skrywane przed narodem, miały pozostać
                powiązania kierownictwa partii z Moskwą, z Kominternem, uznawanie
                ich zwierzchnictwa nad partią mimo formalnego wyrzeczenia się przez
                nią przynależności do Międzynarodówki Komunistycznej. O tym drugim,
                tajnym aspekcie oblicza partii wiedział jedynie w stopniu bardzo
                zróżnicowanym jej kierowniczy aktyw. Najgłębiej znała te sprawy
                trójka kierownicza partii wchodząca w skład pierwszej grupy
                (Nowotko, Finder, Mołojec - przyp. aut.), jak też przerzuceni
                później do kraju członkowie II Grupy Inicjatywnej".

                Zadania PPR zredukowano głównie do wywiadu przeciwko polskiemu
                podziemiu i Niemcom oraz propagandy na rzecz ZSRR. Komuniści
                niszczyli też polską konspirację donosząc na gestapo. W początkach
                1943 r. doszło nawet do "pomyłki" - kierownictwo PPR zadenuncjowało
                własną drukarnię w Warszawie przy ul. Grzybowskiej 23/25 myśląc, że
                to lokal AK.

                Z opublikowanych dokumentów sowieckich wiemy, że donosy do Niemców
                były normalną procedurą stosowaną przez Sowietów wobec polskiego
                podziemia. Podczas narady Centralnego Sztabu Partyzanckiego w
                czerwcu 1943 roku jego szef, Pantelejmon Ponomarienko, zalecił
                wykrywanie i likwidowanie polskiej konspiracji na kresach
                wschodnich: "Wszystkimi sposobami wystawiać ich pod uderzenie
                niemieckiemu okupantowi. Niemcy bez skrupułów rozstrzelają ich,
                jeśli dowiedzą się, że są to organizatorzy polskich zgrupowań
                partyzanckich lub innych organizacji. W tych sprawach niezbędna jest
                dobra organizacja. (...) Wychodzić należy z tymi sprawami na szeroką
                skalę".
                www.naszawitryna.pl/jedwabne_896.html
                • hasz0 Ofiary II WŚ Niemcy wypędzeni i Zydzi holocaust 03.02.08, 09:51
                  o to idzie w budowie Centrum Wypędzeń
                  i oczernianiu Polaków antysemityzmem
    • rycho7 stancie w ordynku nastepne pacyny Haszolskiego 03.02.08, 10:50
      hasz0 napisał:

      > dostali pomoc.

      Widze, ze haszszachmat i inni sie ociagaja. Nie ma to jak mowic
      wspolnym glosem.

      Kiedy kretynie oddasz ojcowizne Mazurow?
    • klara551 Re: ______Co Polacy chcą Niemców 1/3 teryt. im za 03.02.08, 12:05
      I zanowu objawił się na forum kompletny ignorant,który usiłuje jak w
      sławetnych dowcipach z radia Erewań opowiedzięc bzdurną historię. Z
      pretensjami to proszę do państwa pruskiego,które usiłowało
      zwalczyć"element polski"na swoich terenach,w następnej kolejności do
      USA,Wielkiej Brytanii i ZSRR,bo to ta trójca bynajmniej nie święta
      podjęła deyzję ooddaniu wschodnich terenów Polski czerwonym,a
      Polakom w zamian oddała zajęte wcześniej przez Niemców zachodnie
      tereny.Aco z polakami wysiedlanymi z kraju warty/robiono miejsce dla
      szwabów z Rosji/,zamojszczyzny,co ze zrabowanymi dziełami
      sztuki,spalonymi miastami,obozami/Oświęcim był budowany dla
      polaków,dopiero po roku Niemcy wpadli na to,że tam można również
      zabijać żydów/,co z obozami dla żołnierzy np. w Dobiegniewie.Czy
      przez okres wojny Niemcy nie korzystali z naszych
      ziem/żywność ,przemysł/,czy polski robotnik nie pracował przymusowo
      na rzecz IIIRzeszy?Trudno się dziwić chęci odwetu p[o 5 latach
      upodlenia. Można się obrażać za zbombardowanie Drezna,a
      bombardowanie Londynu to był żart?A spalenie Warszawy w odwecie za
      powstanie to było normalne?To nie tylko dziwna
      nacja "Naziści"mordowali,korzystali ze zdobyczy
      wojennych,zatrudniali jeńców,to byli Niemcy,ci sami którzy teraz
      płaczą nad utaconymi Śląskiem,Wielkopolską Prusami wsh.,czy czeskimi
      sudetami.W tych żądaniach zwrotu "utraconego raju" przypominają jao
      żywo Zydów ,ktorych tak usilnie chcieli wyniszczyć,w żądaniach
      zwrotu danej przez Boga 2000lat temu Palestyny.Zaczęli zabawę w
      wojenkę,to przyszło za nią zapłacić ,pod batem USA Wlk. Brytanii i
      ZSRR.Do tych trzech państw proszę iść z pretensjami.
      • hasz0 __________Rychu7 nie wypowiadaj się za Mazurów 03.02.08, 12:07
        LIST OTWARTY MIESZKAŃCÓW POMORZA W SPRAWIE BUDOWY CENTRUM PRZECIKO
        WYPĘDZENIOM

        Tragedia każdego człowieka zasługuje na pamięć i współczucie - także
        los tysięcy Niemców, którzy w rezultacie działań wojennych musieli
        opuścić swoje domy na Wschodzie Europy, by już nigdy nie móc do nich
        powrócić. Pragniemy, aby już nigdy wbrew własnej woli nikt nie
        musiał opuszczać domu swoich przodków.

        Jednocześnie z całą stanowczością wyrażamy dezaprobatę wobec idei
        zbudowania na terenie Republiki Federalnej Niemiec Centrum przeciwko
        Wypędzeniom, które w żadnym stopniu nie przyczyni się do realizacji
        idei pokojowego współistnienia narodów europejskich. Jeśli mówimy o
        pamięci, to nie może być to pamięć wybiórcza, która dla niewiadomych
        celów wynosi jedną tragedię ponad inne. Jest to prosta droga do
        relatywizacji problemu odpowiedzialności za haniebne wydarzenia z
        niemieckiej historii w minionym stuleciu.

        „Wypędzenia” ze Wschodu rozpoczęte w zimie 1944/45 r. mają swoją
        smutną genezę. Dla nas Pomorzan, były to wydarzenia nad wyraz
        bolesne, który to ból nasi dziadowie dzielili ze wszystkimi
        obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej.

        III Rzesza Adolfa Hitlera, który doszedł do władzy w wyniku
        demokratycznych wyborów, rozpoczęła 1 września 1939 r. wojnę z
        Polską. Już wkrótce ziemia naszych dziadów została wcielona do
        Niemiec jako „Okręg Rzeszy Gdańsk Prusy Zachodnie”. Na tym
        terytorium znalazł się wówczas jako żołnierz okupacyjnej armii
        ojciec dzisiejszej przewodniczącej Związku Wypędzonych Eriki
        Steinbach

        W tym samym czasie wielu naszych przodków znalazło śmierć w
        Piaśnicy - kilkanaście kilometrów od Rumi – miejsca urodzenia
        przewodniczącej, Lesie Szpęgawskim koło Starogardu Gdańskiego,
        obozie koncentracyjnym Stutthof w pobliżu Gdańska, gdzie pośród
        tysięcy niewinnych osób zginął brat pierwszego premiera
        demokratycznej Polski Tadeusza Mazowieckiego, w obozie
        przesiedleńczym Potulice pod Bydgoszczą i w setkach innych miejsc,
        które nie były celem wysiedlenia, tylko miejscem śmierci. Wykazy
        osób przeznaczonych do rozstrzelania sporządzali ich niemieccy
        sąsiedzi jeszcze przed wybuchem wojny, dlatego wielu z nich w 1945
        r. w popłochu opuszczało swoje domy, choć nikt ich nie wypędzał.
        Jeśli do tego dodamy przymusowe wpisywanie Kaszubów i Polaków na
        Niemiecką Listę Narodowościową, dla której alternatywą było
        pozbawienie majątku i wywiezienie do Generalnego Gubernatorstwa, a
        nawet uwięzienie w obozie koncentracyjnym oraz przymusową służbę w
        niemieckiej armii, będziemy mieli zaledwie przedsmak tragedii, która
        była udziałem naszych ojców i dziadów.

        Dla nas wypędzenia rozpoczęły się już w 1939 r., gdy tysiące rodzin
        musiały opuścić swoje domy i pod eskortą Gestapo zostały skierowane
        do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie pełnili rolę niewolniczej siły
        roboczej na rzecz niemieckiego rolnictwa i przemysłu. Części z nich
        udało się po sześciu latach powrócić na własne gospodarstwa, ale
        niektórym tylko po to, by przekonać się, że muszą zbudować je na
        nowo.

        Mundur niemieckiego żołnierza przez lata był dla nas symbolem trwogi
        o los najbliższych i zwiastunem śmierci. Nie będziemy przepraszać,
        za to że w 1945 r. okupacyjne wojska opuściły nasz kraj.

        Nie uznajemy zbiorowej odpowiedzialności, ani zasady dziedziczenia
        win ojców. Nie możemy, ani nie chcemy obciążać współczesnych Niemców
        za zbrodnie dokonane rękami ich przodków. Jednak logiczną
        konsekwencją tego faktu jest odrzucenie zasady dziedziczenia statusu
        wypędzonego.

        Nie chcemy w nieskończoność rozpamiętywać krzywd naszych przodków.
        Uważamy jednak, że działalność polityczna pani przewodniczącej
        Steinbach, która jest nakierowana na realizację budowy Centrum
        Przeciwko Wypędzeniom, nie liczy się z odczuciami obywateli naszego
        państwa i realizuje partykularny wąskiej grupy obywateli w
        społeczeństwie niemieckim, kosztem pozytywnego obrazu całego
        społeczeństwa. Jest to duży krok wstecz na drodze pojednania między
        Polską a Niemcami.

        Za niedopuszczalną uważamy wypowiedź jednego z pomysłodawców idei
        Centrum przeciwko Wypędzeniom Petera Glotza dla „Frankfurter
        Allgemeine Zeitung”, który polemizując z wypowiedzią b. ministra
        Władysława Bartoszewskiego, wypomniał Polsce „sprawę Kaszubów”.
        Żaden niemiecki polityk nie ma prawa wypowiadać się w imieniu
        Kaszubów. Nie życzymy sobie tego, ponieważ niemieckie pośrednictwo w
        relacjach polsko-kaszubskich zawsze wychodziło nam na szkodę.

        Nie chcemy zasklepiać się w rozpamiętywaniu własnych krzywd i nie
        dostrzegać tragedii innych ludzi. Pragniemy oddać sprawiedliwość
        niewinnie prześladowanym i mówić z otwartością także o aktach
        przemocy dokonywanych na Niemcach w naszym kraju po zakończeniu
        wojny. Ponadto chcemy uczyć nasze dzieci o tych nielicznych rodakach
        Pani Przewodniczącej, którzy w czasach nazistowskiej dyktatury
        ocalili honor niemieckiego narodu i człowieczą godność. Wierzymy, że
        podział na ludzi podłych i przyzwoitych nie przebiega wzdłuż
        podziałów narodowych, co przez lata starała nam się wmówić
        komunistyczna propaganda. Z wdzięcznością wspominamy pastora Martina
        Niemoellera i kardynała von Galen.

        Do ewentualnej debaty na temat losów Niemców, Polaków i Kaszubów
        zapraszamy historyków z obu krajów. W dyskusji potrzebna jest
        znajomość faktów, a nie manipulowanie emocjami.

        Gdańsk, 26 września 2003 r.

        • hasz0 __Rychu7 ignorancie ojcowie Steinbach i Koehler to 03.02.08, 12:15
          okupanci a nie wypędzeni! Mieszkali w domach wypędzonych Polaków!

          "Najgorzej znany naród Europy" - pisał o swoich rodakach jeszcze
          przed hekatombą II wojny światowej Tomasz Mann.

          - myśleliśmy, że totalna klęska III Rzeszy i tragedia lat wojny
          przeorały niemiecką świadomość. Myliliśmy się. Niemiecka świadomość
          historyczna (a poczucie odpowiedzialności za popełnione zbrodnie
          przede wszystkim) to obszar ignorancji, różnych kłamstw i
          przeinaczeń... Co więcej, jest to niewiedza z wyboru, dokonywanego
          dzięki pruskiej bucie pyszniącej się tym, jacy to "Niemcy są silni i
          wspaniali".

          Publikacje organizacji wypędzonych stanowiły podstawę niemieckich
          podręczników szkolnych. W 1956 roku organizacje niemieckich
          wysiedleńców przeforsowały przyjęte przez Konferencję Ministrów
          Kultury wytyczne do Ostkunde, które znalazły wyraz w podręcznikach
          szkolnych. Utrwalały one jednoznacznie negatywny wizerunek Polaków,
          jako narodu niższego cywilizacyjnie, niezdolnego do zagospodarowania
          uzyskanych ziem oraz Polski jako kraju zagubionego na bagnach i
          moczarach, odbiegającego poziomem i kulturą życia od "Europy". Z ich
          treści wyłaniał się karykaturalny obraz wschodnich sąsiadów, co
          wobec braku alternatywnego widzenia musiało rzutować na ocenę Polski
          i Polaków na kilka dziesięcioleci. To m.in. pod ich wpływem w latach
          sześćdziesiątych niemal 70 procent uczniów uznało Polaków za
          barbarzyński lud słowiański, który źle traktował Niemców w czasie II
          wojny światowej.

          prezydent Horst Koehler i szef Bundestagu Wolfgang Thierse
          ...
          niemal każda polska rodzina była w czasie wojny ofiarą
          niejednokrotnych wysiedleń. Nikt po wojnie na ten temat nie
          deliberował, bo po prostu przesiedlenia i wojenna tułaczka
          traktowane były jako "normalny" element okupacyjnej rzeczywistości.
          Dlatego nagłe żądanie upamiętnienia w sercu Europy niemieckich ofiar
          przymusowych wysiedleń, wyeksponowanie tego faktu jako szczególnej
          tragedii - jest dla nas co najmniej niezrozumiałe.
          Dlaczego prezydent Koehler, mówiąc o Centrum Wypędzonych nie
          zauważył niestosowności, jaką popełnił? To proste, jeśli prześledzi
          się jego życiorys. Sam jest też "wypędzonym", przynajmniej według
          niemieckich standardów. Otóż urodził się w 1943 roku w
          Skierbieszowie, na północ od Zamościa. Tak, w Niemczech także Niemcy
          zasiedlający Zamojszczyznę traktowani są jako wypędzeni. Pomijając
          domowe resentymenty przyszłego prezydenta Niemiec, skupmy się na
          jego historycznej edukacji. Bez wątpienia przebiegała ona tak, jak w
          przypadku milionów Niemców, którzy poszli do szkoły w latach 50-tych
          ubiegłego wieku.

          Historia pod dyktando ziomkostw
          Mało kto sobie zdaje sprawę, że publikacje organizacji wypędzonych
          stanowiły podstawę niemieckich podręczników szkolnych. W 1956 roku
          organizacje niemieckich wysiedleńców przeforsowały przyjęte przez
          Konferencję Ministrów Kultury wytyczne do Ostkunde, które znalazły
          wyraz w podręcznikach szkolnych. Utrwalały one jednoznacznie
          negatywny wizerunek Polaków, jako narodu niższego cywilizacyjnie,
          niezdolnego do zagospodarowania uzyskanych ziem oraz Polski jako
          kraju zagubionego na bagnach i moczarach, odbiegającego poziomem i
          kulturą życia od "Europy". Z ich treści wyłaniał się karykaturalny
          obraz wschodnich sąsiadów, co wobec braku alternatywnego widzenia
          musiało rzutować na ocenę Polski i Polaków na kilka dziesięcioleci.
          To m.in. pod ich wpływem w latach sześćdziesiątych niemal 70 procent
          uczniów uznało Polaków za barbarzyński lud słowiański, który źle
          traktował Niemców w czasie II wojny światowej.
          Z takiego podręcznika historii zapewne korzystał i dzisiejszy
          prezydent Niemiec, tego uczyła się także Erika Steinbach, a także
          całe pokolenie polityków, którzy właśnie w związku ze zmianami
          pokoleniowymi zaczęli odgrywać znaczące role na niemieckiej arenie
          politycznej. Tak wychowano dwie generacje Niemców. W tym samym
          czasie naród niemiecki ustawiany był pod pręgierzem, ale był to
          przede wszystkim pręgierz zewnętrzny. W niemieckich domach na temat
          zbrodni się nie mówiło. Znamiennym jest też fakt, że w procesach
          ludobójców żaden z nich "nic nie wiedział" i nikt nie poczuwał się
          do winy.
          Jakie to miało znaczenie dla formowania niemieckich postaw -
          świadczy pewne spotkanie, jakie miało miejsce 9 listopada 2000 roku,
          którego przebieg opisuje Andrzej Więckowski w swych "Listach z
          Moabitu" (opublikowanych w 2001 roku w miesięczniku "Odra"). 9
          listopada (data to symboliczna w historii Niemiec, jak żadna inna:
          1938 r. - "noc kryształowa", 1989 - upadek berlińskiego muru, 1918
          r. - powstanie Republiki Weimarskiej - 1923 r. marsz w Monachium,
          który tę Republikę miał obalić) 2000 roku podczas uroczystej kolacji
          wydanej przez Deutsche Bank, a kończącej posiedzenie rady miejskiej
          w Düsseldorfie, która m.in. uczciła pamięć żydowskich
          ofiar "kryształowej nocy" sprzed 62 lat, doszło do rozmowy między
          Paulem Spiglem, przewodniczącym Centralnej Rady Żydów w Niemczech, a
          znanym adwokatem Udo von Busekistem, "który zapewniał, że w czasie
          wojny jako pomocnik w obronie przeciwlotniczej w Oświęcimiu nie
          spotkał się z żadną przemocą wobec Żydów". "Podobno - pisze Andrzej
          Więckowski - kolacja bardzo szybko się skończyła, bo taktowni
          gospodarze z Deutsche Bank obawiali się, że dojdzie do czegoś
          jeszcze gorszego".
          Właściwie nic dodać, nic ująć. Gdy uświadomimy sobie jeszcze fakt,
          że dzieje się to wśród ludzi naprawdę wykształconych, wśród
          niemieckiego establishmentu i w epoce, gdy swego rodzaju terror
          sprawuje poprawność polityczna a pamięć o holokauście jest
          pielęgnowana przez społeczeństwo niemieckie od pokoleń, to dopiero
          możemy mieć mgliste pojęcie o niemieckim bezmiarze ignorancji na
          temat okrucieństwa Niemców i ich zbrodniach popełnianych na
          Polakach.
Pełna wersja