hasz0
03.02.08, 12:25
Nawet największy polski przyjaciel Niemców Władysław Bartoszewski,
jeszcze jako minister spraw zagranicznych, pozwolił się w związku z
tym tematem "zinstrumentalizować". W swoim - mało w Polsce znanym,
ale w Niemczech przyjętym z wielkim aplauzem - przemówieniu w
Bundestagu jesienią 2001 wyraził w związku z przesiedleniami Niemców
głęboki żal, co odbiło się w niemieckich mediach sporym echem i
zostało odebrane jako oficjalne potwierdzenie "polskiej winy". Fakt
ten przyspieszył jeszcze starania Eriki Steinbach. Jednocześnie w
obu głównych programach telewizji publicznej pokazywano nowe,
nakręcone z wielkim epickim rozmachem seriale dokumentalne. W ARD
Wypędzeni - ostatnie ofiary Hitlera, w ZDF Wielka ucieczka, pod
dyrekcją wymienionego wyżej prof. Knoppa. Nastrój swoistej euforii
spowodował dodatkowo medialny hałas wokół książki Günthera Grassa
Idąc rakiem, autora, który był w Niemczech dotąd zdecydowanie
nielubiany, w głównej mierze za swój krytyczny stosunek do
nazistowskich Niemców wyrażony w Blaszanym bębenku. Tak oto powstała
nowa niemiecka "kultura cierpienia", która przez siedem ostatnich
lat nie tylko nie straciła ani grama na wadze, lecz wciąż nabiera
nowego rozpędu.
Dziś widać to, co przewidywali znawcy tematu z Polski i Czech - oto
szczególnie w kontekście europejskim Niemcy są przedstawiani jako
ofiary innych narodów. Upragniony status ofiary Historii, co od
klęski w I wojnie światowej stanowi w Niemczech dominujące poczucie,
po 60 latach od klęski w II wojnie światowej został w RFN
usankcjonowany. Zasługi p. Steinbach w tym względzie są nie do
przecenienia, ale przecież na ten spektakularny sukces pracowało
wiele innych osób. Nie tylko naukowcy, których osiągnięcia,
szczególnie w algebrze, są znaczące, ale przede wszystkim ludzie
kultury. Szczególny nacisk, co zrozumiałe, położono na
kinematografię. Tym bardziej, że dzięki Berlinale dotrzeć można z
pożądanym przesłaniem do międzynarodowej krytyki. Do zakłamanego
historycznie kiczu Aimee i Jaguar muzykę napisał polski kompozytor
Jan Kaczmarek, co zostało w Berlinie nagrodzone i tym samym film
wyróżniono z masy innych propozycji. Inny kicz - Upadek na podstawie
powieści biografa Hitlera, Joachima Festa - opowieść o ostatnich
dniach Hitlera w bunkrze pod Placem Poczdamskim, bił rekordy
popularności. Najbardziej znany i ceniony reżyser niemiecki Wim
Wenders uratował twarz części krytycznych wobec tego "dzieła"
Niemców, dając na swój koszt ogromne krytyczne wobec filmu
ogłoszenie do gazety. Żaden telewizyjny talkshow, od których w
niemieckich programach aż się roi, nie dał mu możliwości
bezpośredniej reakcji na film. Niejako dla równowagi za sfilmowanie
niegdyś Blaszanego bębenka Völker Schlöndorf wziął na warsztat od
razu dwa filmy pokazujące szlachetnych Niemców walczących z
poświęceniem życia z nazizmem: raz jest to ksiądz, innym razem
rodzeństwo Scholl z Monachium. Doszła do tego gorąca publiczna
dyskusja wywołana książką konserwatywnego historyka Jörga Friedricha
na temat zbombardowania Drezna - Pożar. To właśnie wówczas słowa
holocaust zaczęto używać w odniesieniu do narodu niemieckiego.
Procesy w Norymberdze, w interpretacji dyskutujących w telewizji
niektórych historyków oraz samego prezydenta Raua okazały się
być "zemstą zwycięzców" . Dotąd było to pojęcie używane ściszonym
głosem tylko w narożnych knajpach po wypiciu przynajmniej trzech
kufli piwa.