Monte Cassino - fakty i mity

13.02.08, 12:15
Przyszedł maj i ziemia, nieuprawna przez wojnę, pokryła się makami.
Maki, czerwienią, pokrywały każdy załomek gruntu" - odnotował
Melchior Wańkowicz w "Szkicach spod Monte Cassino". Tego samego,
którego nie zdobyli Polacy...Minelo 60 lat od bitwy, z którą wiąże
się kilka stereotypów, wciąż pokutujących w polskim społeczeństwie,
wbrew historycznym faktom. Lubimy wierzyć w legendę, że Polacy
zdobyli klasztor szturmem ("i poszli, i udał się szturm" - mówią
słowa znanej pieśni o czerwonych makach). Jednak Polacy klasztoru
wcale nie zdobyli, chociaż wykazali pod Monte Cassino prawdziwe
bohaterstwo, budząc słuszny międzynarodowy podziw. Dlaczego nie
zdobyli? Bo był on nie do zdobycia. Taką opinię wyrażali przed bitwą
włoscy eksperci wojskowi, z którymi musieli się zgodzić amerykańscy
i brytyjscy generałowie.O tym, że nie należy atakować skalistych gór
południowego Lacjum, wiedział już Hannibal. Rozpoczynając w 218 roku
p.n.e. drugą wojnę punicką, wolał przejść przez alpejskie przełęcze
i wkroczyć do Italii od północy, niż forsować łańcuchy Apeninów
ciągnące się na południe od Rzymu.Alianckie lądowanie na Sycylii i
późniejszy, powolny marsz na północ przez Półwysep Apeniński były
rezultatem koncepcji Churchilla, który domagał się ataku w "miękkie,
południowe podbrzusze Europy". Pod względem strategicznym okazało
się to błędem - armie alianckie utknęły we Włoszech. Od lądowania na
Sycylii (10 lipca 1943) do zajęcia Rzymu (4 czerwca 1944 roku) minął
niemal rok, a alianckie armie posunęły się zaledwie o 500
kilometrów, by później znów zatrzymać się w północnych Włoszech i
stać tam aż do końca wojny.Zajęcie Rzymu nie miało znaczenia
strategicznego, raczej propagandowe, lecz musiało się wiązać z
wielkimi stratami w ludziach, bo wymagało szturmowania masywów
górskich, gdzie wojska niemieckie umocniły się na tak zwanej linii
Gustawa.Walki o wzgórze klasztorne i sąsiadujące z nim góry - San
Angelo i bezimienne szczyty - zaczęły się już 12 stycznia 1944 r.
Pierwsi atakowali Arabowie z francuskiego korpusu ekspedycyjnego.
Dołączyli do nich Brytyjczycy i szósty korpus amerykański, następnie
szturmowali Nowozelandczycy i Hindusi. Wszystkie ataki załamywały
się w morderczym ogniu. Zanim doszło do pierwszych szturmów,
wszelkie znajdujące się w klasztorze obrazy, zabytki, manuskrypty i
starodruki zostały wywiezione ciężarówkami, na których widniały
znaki dywizji "Hermann Goering". Hitlerowscy propagandyści
postanowili skorzystać z tej okazji, by zaprezentować się w
charakterze obrońców kultury. Wywiezione z Monte Cassino zabytki
zostały uroczyście, w obecności prasy i kroniki filmowej, przekazane
Watykanowi. Oczywiście Goering nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie
zagarnął części skarbów. Było to 15 skrzyń z bezcennymi dziełami
sztuki, które odnalazły się dopiero po wojnie, ukryte w austriackiej
kopalni soli.Przekazanie Watykanowi zabytków z Monte Cassino można
też odczytać jako nagrodę za postawę Watykanu wobec Holocaustu. 16
października 1943 roku oddziały SS wkroczyły do żydowskiej dzielnicy
Rzymu i urządziły łapankę, w wyniku której wysłano do Oświęcimia
około tysiąca osób. Stolica apostolska zachowała się dokładnie tak,
jak sobie życzyli hitlerowcy, czyli w ogóle nie ustosunkowała się do
tej sprawy. Żadnego protestu ani oświadczenia. Pius XII niczego nie
dostrzegł, a Radio Watykańskie wyraziło wdzięczność wojskom
niemieckim za to, że "uszanowały rzymską kurię". Wymiana przyjaznych
gestów między Berlinem a Watykanem trwała nadal. Hitlerowcy
postanowili zademonstrować, że klasztor w Monte Cassino nie zostanie
przekształcony w twierdzę, aby budowli liczącej niemal półtora
tysiąca lat nie narażać na alianckie naloty.
David Hapgood i David Richardson, amerykańscy autorzy książki "Monte
Cassino", którzy przez 10 lat zbierali do niej materiały, twierdzą,
że w pierwszym miesiącu bitwy w klasztorze w ogóle nie było
niemieckich żołnierzy. Niemcy nie strzelali z samego klasztoru ale z
jego bezpośredniego sąsiedztwa, zabijając setki żołnierzy
indyjskich, atakujących wzgórze. Turbany Sikhów padały między
czerwone maki. Niektóre ich kompanie miały po 80 proc. strat.
Dowódca indyjskiej dywizji brygadier H. Dimoline poprosił o wsparcie
lotnicze. Zmasowane bombardowanie amerykańskie, przeprowadzone 15
lutego, zburzyło gmach opactwa. Jego ruiny stały się idealnym
punktem oporu i zostały obsadzone przez niemieckie oddziały.
Całkowite zrujnowanie klasztoru było już nieuniknione. Gdy w
wyzwolonym już Rzymie opat z Monte Cassino, 80-letni Gregorio
Diamare, odwiedził monsiniore Lombardiego z biura watykańskiego
sekretarza stanu, usłyszał od niego: "Nie zdradzę żadnej tajemnicy,
jeśli powiem, że Watykan wykorzystał katastrofę Monte Cassino, by
zmusić uczestników wojny do poszanowania Rzymu".Bastion stojący na
stromym wzgórzu - wyposażony w moździerze, karabiny maszynowe, broń
przeciwpancerną i przeciwlotniczą, otoczony polami minowymi - stał
się fortecą nie do zdobycia i nie został zdobyty mimo wielokrotnych
szturmów.W nocy z 11 na 12 maja atakowali Polacy i oni także zostali
zatrzymani. Próbowali ponownie 17 maja.Rankiem 18 maja 1944 roku do
klasztoru zbliżył się patrol pod dowództwem podporucznika Kazimierza
Gurbiela. Żołnierzy zdziwiło, że niemieckie karabiny maszynowe
milczą; podeszli pod same mury. Wtedy z ruin wyszło osiemnastu
rannych Niemców, a w podziemiach było jeszcze trzech ciężko rannych.
Okazało się, że oddziały niemieckiej pierwszej dywizji
spadochronowej, które broniły klasztoru, wycofały się poprzedniej
nocy. Dlaczego? Bo zostały oskrzydlone od północnego zachodu przez
Marokańczyków i Algierczyków z francuskiego korpusu ekspedycyjnego.
A zatem dalsza obrona klasztoru nie miała sensu.To, że Polacy nie
zdobyli Monte Cassino szturmem, nie umniejsza ich zasług.
Zaszczytnie wyróżnili się podczas czteromiesięcznych walk o klasztor
i gen. Harold Alexander szczerze złożył im hołd, mówiąc: "Jeśli by
mi dano do wyboru pomiędzy jakimikolwiek żołnierzami, których bym
chciał mieć pod swoim dowództwem, wybrałbym was, Polaków".Na
cmentarzu w Cassino spoczywa 1052 polskich żołnierzy, którzy
marzyli, że powrócą do ojczyzny z bronią w ręku. Napis na cmentarnym
murze głosi: "Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w
jej służbie".JANUSZ CHRZANOWSKI(...)

    • andrew2008 : Monte Cassino - fakty i mity 13.02.08, 12:27
      Moja ciotka w latach 50-tych glosna puszczala z patefonu piesn
      "czerwone maki pod Monte Cassino" przy otwartym oknie.
      W nocy przyszlo UB, ciotke skatowano i wyslano na rok do obozy pracy.
      To byli ideowi towarzysze hien z redakcji "Zadne Fakty, same Mity"
    • rycho7 wersja szturmu nie jest mi znana 13.02.08, 13:50
      kakareich napisał:

      > To, że Polacy nie zdobyli Monte Cassino szturmem

      Dotychczas sadzilem, ze sukcesem Polakow bylo wniesienie na wzgorza
      ciezkich dzial. Dziala te ogniem na wprost mogly unicestwic kazdego
      wroga. Niemcy nie mieli wyjscia.
      • xiazeluka Szturmu czego? 13.02.08, 14:45
        Wzgórza klasztornego nikt nie atakował.

        A propos, jak bardzo ciężkie były te działo, co to niby Polacy je
        gdzieś wciagali?
        • andrew2008 Szturmu budki z Piwem - Monte Cassino 13.02.08, 14:57
          No wiadomo. mozdek polakozercy nie jest w stanie przyjac , ze Polacy
          cos dokonali.
          1) Te tysiace grobow polskich zolnierzy na Monte Cassino to ofiary
          zaciecia sie zyletka przy goleniu
          2) Te dziala ,ktore Polacy wniesli to paierowe atrapy dla picu
          3) Polkozercy dobrze wiedza, ze klasztor jest jeszcze nie zdobyty i
          ciagle obsadzony przez dywizje SS.
          • xiazeluka Co to za dyletant? 13.02.08, 15:22
            andrew2008 napisał:

            > No wiadomo. mozdek polakozercy nie jest w stanie przyjac , ze
            Polacy cos dokonali.

            To "coś" to kluczowe określenie. Nie wiadomo co, lecz wiadomo, że
            dokonali.


            > 1) Te tysiace grobow polskich zolnierzy na Monte Cassino to ofiary
            > zaciecia sie zyletka przy goleniu

            Te dramatycznie wysokie straty dowodzą konkretnie czego? Polacy nie
            zdołali przełamać nieprzyjaciela, co nie oznacza, że nie walczyli.

            > 2) Te dziala ,ktore Polacy wniesli to paierowe atrapy dla picu

            Pytam raz jaszcze - jakie konkretnie działa, kiedy i gdzie je
            wniesiono?

            > 3) Polkozercy dobrze wiedza, ze klasztor jest jeszcze nie zdobyty
            i ciagle obsadzony przez dywizje SS.

            W klasztorze nie było żadnej dywizji SS, lecz pluton
            spadochroniarzy. 18 maja Niemcy odeszli, porzucając kilkunastu
            rannych. Nie było zatem potrzeby go zdobywać, lecz spacerkiem udać
            się go zająć.
            • andrew2008 Co to za konfabulator 13.02.08, 18:16
              Pluton niemiecki (21 ludzi) w starym klasztorze? Pluton atakowany
              komsekutywnie przez anglikow, kanadyjczykow ,hindusow, polakow
              z wielotysiecznymi stratami. Pluton atakowany wielokrotnie i
              dywanowo przez amerykanskie lotnictwo strategiczne.
              CZy nie latwiej bylo zostawic kompanie wartownicza zeby ten pluton
              zdechl z glodu w ruinach niz go atakowac.
              Cz ty nas masz wszystkich za idiotow? Jeszcze takiego
              cynicznego klamcy, durnia naiwnego i ignoranta historii jak w mozgu
              luka to nie spotkalem.
              "w muzgu-luka"
              • xiazeluka Skąd się biorą numerowani idioci? 14.02.08, 09:06
                Niemal każdy z cyferką w niku to skończony idiota.

                Powtórzmy: klasztoru czyli wzgórza klasztornego nikt nie atakował.
                Owszem, pozycja była ostrzeliwana i poddawana nalotom, jednak
                piechota wzgórza klasztornego nigdy nie zdobywała. Mowa tu jest o
                jednym z punktów całej linii fortyfikacji, a nie jednym, konkretnym
                pogórku. Korpus Polski atakował wzgórza leżące nieco na prawo od
                samego Monte Cassino, z lewej strony doliną Liri nacierali Angole.

                Sam zaś nalot, który zdruzgotał klasztor, nie miał uzasadnienia
                militarnego. Zburzono go, ponieważ lśniąca, niedostepna budowla
                drażniła żołnierzy alianckich, tygodniami rozbijającymi głowy o
                pozycje niemieckich umocnień.

                W klasztorze nie było więc potrzeby trzymać masy wojska, wystarczyła
                obsługa paru karabinów maszynowych.

                Nie pyskuj zatem, głupcze, ekspercie od obsadzania
                klasztorów "dywizjami".
                • rycho7 Re: Skąd się biorą numerowani idioci? 14.02.08, 09:14
                  xiazeluka napisała:

                  > piechota wzgórza klasztornego nigdy nie zdobywała.

                  Wysokie straty alianckich jednostek wynikaly z wdychania Cyklonu B w
                  nieistniejacych komorach gazowych. Wszystko [xe]jasne.

                  Ze wzgledu na ostrzal nie dalo sie podejsc do wzgórza klasztornego.
                  W tym sensie ([xe]logiki kazuistycznej) "piechota wzgórza
                  klasztornego nigdy nie zdobywała". Piechota ginela usilujac
                  doprowadzic do sytuacji umozliwiajacej zdobywanie wzgórza
                  klasztornego.
                  • rycho7 Re: Skąd się biorą numerowani idioci? 14.02.08, 09:30
                    rycho7 napisał:

                    > xiazeluka napisała:
                    >
                    > > piechota wzgórza klasztornego nigdy nie zdobywała.
                    >
                    > Piechota ginela usilujac doprowadzic do sytuacji umozliwiajacej
                    > zdobywanie wzgórza klasztornego.

                    W ogole wystarczylo zastosowac "most powietrzny" i ominac linie
                    umocnien. To podpowiada [xe]geniusz strategiczny alikologii
                    stosowanej.
                    • xiazeluka Re: Skąd się biorą numerowani idioci? 14.02.08, 11:47
                      A wiesz, półgłówku, że Alianci i tego sposubu sie chwycili? Formą
                      takiego obejścia linii umucnień był desant pod Anzio, z powodu
                      nieudolności amerykańskich generałów niewykorzystana okazja
                      zmuszenia Niemców do odwrotu.
                  • xiazeluka Re: Skąd się biorą numerowani idioci? 14.02.08, 11:42
                    rycho7 napisał:

                    > Wysokie straty alianckich jednostek wynikaly z wdychania Cyklonu B
                    w nieistniejacych komorach gazowych. Wszystko [xe]jasne.

                    Linia Gustawa składała się, zdaniem encyklopedysty numer 7,
                    wyłacznie ze wzgórza klasztornego. To jest ta rozległa wiedza, którą
                    postanowiłeś poszpanować?

                    > Ze wzgledu na ostrzal nie dalo sie podejsc do wzgórza
                    klasztornego.

                    Ostrzał skąd?
                    Nie dawało się podejść, ponieważ masyw Cassino nie składał się z
                    jednego szczytu.

                    > W tym sensie ([xe]logiki kazuistycznej) "piechota wzgórza
                    > klasztornego nigdy nie zdobywała". Piechota ginela usilujac
                    > doprowadzic do sytuacji umozliwiajacej zdobywanie wzgórza
                    > klasztornego.

                    Tępaku, celem aliantów było przełamanie pozycji obronnej, a nie
                    zdobycie góry Cassino. Zdobycie okolicznych wzgórz oraz przełamanie
                    w dolinie Liri sprawiło, że Niemcy porzucili tę linię, wycofując się
                    na kolejną. Nawet najlepsza pozycja obronna traci swoją wartość,
                    jesli zostaje oskrzydlona.
                    A fakt: nikt ine atakował MC pozostaje faktem, co sam przyznajesz.
                    Powstaje więc pytanie: w jakim celu pyskujesz? Nie krócej
                    napisać: "Nie lubię cię, [xe]fajansiarzu"?
            • rycho7 konkretnie 13.02.08, 18:23
              xiazeluka napisała:

              > Pytam raz jaszcze - jakie konkretnie działa

              Konkretnie dzialo:
              pierwsze,
              drugie,
              trzecie,
              ...
              piedziesiate czwarte,
              ...
              czysta czydzieste czecie,
              ...

              > kiedy

              Przed wycofaniem sie Niemcow z Monte Cassino.

              > gdzie je wniesiono?

              Na wzgorza okalajace Monte Cassino, od strony ataku Aliantow, czyli
              jak domniemam od poludnia.

              Zwaz [xe]debilu, ze nie podaje sie za eksperta od martyrologi
              polaczkow. Napisalem, ze tak to zapamietalem. A Twoja obstrukcja
              mozgo-czaszkowa nie zmienia mojej wiedzy na ten temat. Puszczanie
              gazow ustami nie jest informowaniem. Jak masz cos do powiedzenia to
              powiedz a nie naprezaj sie d.pa.

              Polacy ponoc rozebrali ciezke armaty na czesci. Rozebrane byly
              lzejsze i daly sie wniesc. Nawet udalo sie je zmontowac.
              • xiazeluka A ten jak zwykle niczego nie wie. 14.02.08, 08:58
                Herr Richardzie, nie zawracaj głowy. Podejrzewam, że umiesz czytać,
                więc może od tego zacznij, zamiast mieć pretensję, iż ktoś zwrócił
                Ci uwagę na luki w pamięci.
                Marnujesz mój czas.
                • rycho7 Re: A ten jak zwykle niczego nie wie. 14.02.08, 09:08
                  xiazeluka napisała:

                  > Podejrzewam, że umiesz czytać

                  Ale nie poswiece czasu na bzdet "czerwonych makow".

                  > luki w pamięci

                  To jest umiejetnosc odrozniania rzeczy waznych od belkotu.

                  Ty jak na razie nie potrafisz nawet opisac tego co wedlug Ciebie
                  jest sluszne. Pierdzisz wszelkimi otworami czaszki. Ty wiesz
                  wszystko jak grochowka.
                  • xiazeluka Re: A ten jak zwykle niczego nie wie. 14.02.08, 11:34
                    To ja mam problemy z napisaniem czegoś w rodzaju "na wzgórze 593
                    wciągnięto 87 mm armatohaubicę"?

                    Rysiu, siad.
    • canaris.jr Re: Monte Cassino - fakty i mity 13.02.08, 18:55
      Za ten haniebny czyn zniszczenia klasztoru długo obciążano
      niemiecką stronę. Ale w międzyczasie okazało się jasne , że
      niemiecki Wehrmacht starannie wyłączył ten stary klasztor Zachodu z
      bitewnych zdarzeń, a alianci mimo to , na rozkaz brytyjsko-
      nowezelandzkiego generała Freyberg’a 15.lutego 1994 okropnie go
      zbombardowało.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja