Obejście otoczone było wysokim płotem,

20.02.08, 17:23
dla ochrony przed nawiewającym z pól śniegiem. Płot nadawał mu wygląd
warownego obozu.

Wjeżdżało się przez bramę o dwóch skrzydłach, zawieszonych na solidnych
słupach, głęboko wkopanych w ziemię, na podwórze porosłe murawą z perzu,
rumianku, rdestu, babki i tasznika. Pod płotem, w miejscach zacienionych rosły
rozłożyste łopiany, podbiał, pokrzywy, jaskry, lebioda, skrzypy, bylica.

Na prawo od wjazdu był wrośnięty w ziemię pierwszy dom dziadków, z bali
kładzionych na zrąb, budowany jeszcze w pierwszą wojnę. Kuchnia, z polepą i z
maleńkimi, umieszczonymi wysoko okienkami służyła teraz za kuchnię letnią.

Tam też piekło się chleb i ciasta. W drewnianej dzieży, przykryty lnianym
ręcznikiem czekał zakwas z poprzedniego pieczenia. W tajnych proporcjach
mieszano mąkę żytnią, pszenną, wodę, ciasto wyrabiano starannie i zostawiano
do wyrośnięcia. W tym czasie napalano w czeluściach pieca chlebowego. Z ciasta
formowano bochny pozostawiając je do ponownego wyrośnięcia na liściach
kapusty. Teraz wszystko odbywało się szybko. z pieca wygarniano żarzące się na
czerwono i wybuchające skocznymi płomykami węgle, bochny nasuwano na drewnianą
łopatę, którą mój wuj pewnym ruchem wsuwał do pieca. Gdy piec był napełniony
zamykano metalowe drzwiczki na godzinę?, półtorej? Drzwiczek nie wolno było
otwierać bez potrzeby, żeby "duch nie uleciał".

Nam, czyli dzieciom dostawały się gorące jeszcze pajdki świeżego chleba,
niewielkie, żeby nas nie rozbolały brzuchy.

A ciasta? Serniki, makowce, pierogi z jabłkami, kaszą gryczaną lub kapustą.

Dawny pokój w starym domu służył jako spichlerz. Okienko i tu byłe niewielkie,
zasnute pajęczynami. W półmroku można było po chwili dojrzeć zamykane klapą
skrzynie na mąkę żytnią i pszenną, na otręby, na kasze. I większe skrzynie na
zboża.

Stary dom kryty był cynkowaną blachą, która w słońcu nagrzewała się
niemiłosiernie. Tam kładliśmy duże, litrowe butelki, napełnione kwiatami
chabrów, wodą i cukrem. Płyn zmieniał po kilku dniach leżakowania barwę na
różową, w smaku był lekko kwaskowy i zawierał pewnie jakiś procent alkoholu.
Było to nasze wino chabrowe.

Kiedyś wystawiliśmy na dach podpiwek, by prędzej dojrzewał, co zakończyło się
kanonadą napełnionych nim, wybuchających butelek po oranżadzie (takich z
porcelanowymi korkami na sprężynce).

Pod dachem zawieszona była drewniana skrzynka na narzędzia, pełna tajemniczych
cudów. Kowalski młotek i obcęgi, przecinak, odważniki do wagi kalibrowane w
funtach, oliwiarka z długim dziobkiem i przyciskanym kciukiem dozownikiem,
zawsze w połowie napełniona, zawsze wyciekająca, babka, czyli niewielkie
kowadełko, zakończone długim szpikulcem do wbijania w pniak do rąbania drwa,
pokrzywione gwoździe, śruby, nakrętki, hacele i różne drobiazgi, niewiadomego
pochodzenia.

O drzwi oparte były żelazne sztaby i resztki okuć. Czekały, by je zawieziono
do kowala (stelmacha), który przerabiał je na rzeczy użyteczne - noże, bosaki,
zawiasy i haczyki do furtek, dłuta i śrubokręty.

Do starego domu przylegał murowany chlew, miejsce smrodliwe, nieprzyjemne i
mroczne. Świnie dostawały jeść mieszankę tłuczonych kartofli, plew, otrąb i
resztek obiadowych. Kilka razy do roku zamykano wszystkie bramy obejścia,
mężczyźni uzbrajali się w tłuki i siekiery, jedną ze świń wypuszczano z
chlewika i rozpoczynało się świniobicie.

Cdn, jeśli będzie życzenie
    • marouder.eu Bardzo chetnie poczytam o swiniobiciu.. 20.02.08, 17:32
      ..o kaszankach, salcesonach i kielbasach...
    • wikul Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 20.02.08, 17:33
      Rozrzewniłem się. Kontynuuj proszę.
      • ada08 Piękne :-) 20.02.08, 17:49
        a.
    • ariadna-enta Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 20.02.08, 17:55
      brzmi smacznie i swojsko.
    • andrew2008 [...] 20.02.08, 18:07
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • ada08 Re: Czysty snieg wiejski i cuchnace szambo 20.02.08, 18:17
        andrew2008 napisał:

        > Jest taka roznica pomiedzy sielanka twego dziecinstwa a obecnym
        > toba

        No, przestań bruździć, andrew2008!

        "Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
        Święty i czysty, jak pierwsze kochanie,
        Nie zaburzony błędów przypomnieniem,
        Nie podkopany nadziei złudzeniem,
        Ani zmieniony wypadków strumieniem."

        smile

        Nie podoba Ci się, nie czytaj! Ale nie przeszkadzaj innym!
        a.
    • dachs Czy slusznie domyslam sie, 20.02.08, 18:47
      ze to poczatek czegos wiekszego?
      Jezeli tak, to niecierpliwie czekam na calosc.
      smile
    • leje-sie Ci, którzy tu wchodzicie... 20.02.08, 19:15
      Świniobicie odbywało się pod jesień, gdy nie było już pilnych prac polowych, a
      świnia, specjalnie dobrana, tuczona była intensywnie czas jakiś. Co jakiś czas
      znawcy przeprowadzali inspekcję deliberując nad wagą i grubością słoniny. Można
      powiedzieć, że na jakiś czas stawała się okoliczną celebrity, sąsiedzi
      wiedzieli, u kogo i w jakiej kolejności odbędzie się rzeź.

      Rozbijano deski zagrody i trzech chłopa taplając się w gnoju, a to ciągnąc
      tucznika za uszy, a to popychając go od tyłu starali się wypędzić go z chlewa.

      Zakładano mu na tylną nogę postronek, ale jak był niechętny opuszczaniu chlewa,
      tak na świeżym powietrzu dostawał animuszu i wyrywał się skutecznie na wolność.

      Wianuszek uzbrojonych w tłuki mężczyzn rozsypywał się, wszyscy rzucali się w
      pogoń za zwierzęciem, które świadome zagrożenia i obłąkane ze strachu pędziło
      przez podwórzu szukając ucieczki przed prześladowcami.

      Należało w biegu, dobrze wymierzonym, szerokim i silnym zamachem trafić w głowę
      i ogłuszyć świnię. Zazwyczaj jeden źle wycelowany cios nie wystarczał.

      Pod płotem stały kobiety i dzieci przyglądając się widowisku.

      Gdy wreszcie ogłuszone, nieprzytomne zwierzę padło, któryś z katów z mozołem
      podrzynał mu nożem pachwinę. Z rzucającego się w drgawkach ciała do podstawionej
      miednicy spływała pieniąca się, ciepła krew. Aż wreszcie długim metalowym
      szpikulcem wbijano się w serce, by dokonać dzieła.

      Teraz któraś z kobiet zabierała miednicę, by zacząć przygotowywać kaszanki i
      salcesony. Krew mieszano z kaszą gryczaną i przyprawiano solem i pieprzem.

      Tylne nogi przecinano wzdłuż, w przecięcia wpychano orczyk z przywiązanymi
      postronkami i ciągnięto ciało do poddachu przy oborze, gdzie zawieszano je na
      wysokiej belce. Wiechciami zapalonej słomy opalano skórę ze szczeciny i
      rozpłatywano brzuch, ostrożnie, by nie zanieczyścić wnętrzności żółcią.

      Do balii lub szaflika wyjmowano jelita, napełnione odchodami, żołądek, pęcherz,
      wątrobę, nerki i serce. Te wrażliwe na zepsucie części trzeba była jak
      najprędzej oczyścić i zużytkować.

      Któraś z kobiet płukała starannie jelita. Część z nich napełniano przygotowanym
      uprzednio nadzieniem, kaszanki wkładano do brytfanki i wstawiano do rozgrzanej
      duchówki. To już była domena babci.

      Była chwila odpoczynku na papierosa i komentarze na temat grubości słoniny. Na
      trzy, czy na cztery palce?

      Bezwładny zewłok opuszczano ostrożnie na czystą słomę i wuj przystępował do
      ćwiartowania, ważenia i dzielenia. Sąsiedzi odchodzili z przypadającą im z
      rozliczeń rąbanką.

      Kobiety zabierały się do solenia kawałów mięsa, układanych ciasno w wielkim,
      żeliwnym, pobielanym od środka saganie, zakopywanym w chłodnej piwnicy. Było
      stamtąd mięso do kapuśniaków i zup, o charakterystycznym smaku i zapachu starzyzny.

      Kawałki słoniny babcia smażyła na patelni z cebulą i pływającymi w tłuszczu
      skrawkami świeżego mięsa.

      Z piwnicy wynoszono schłodzoną ćwiartkę wódki lub spirytusu rozrobionego z
      miodem albo sokiem malinowym, na talerze krojono pajdy chleba, sałatkę z
      pomidorów i cebuli, mizerię. Na stół wystawiano brytfanny z parującą kaszanką i
      półmisek z pływającymi w tłuszczu skwarkami i kawałkami świeżego, nieco
      gumowatego mięsa.

      Zasiadano do stołu.

      Zapadał zmierzch.

      Jeszcze przy świetle lampy naftowej babcia kroiła mięso na kiełbasy, soliła
      połcie słoniny, które wynoszono na strych i wieszano u krokwi.

      Jeśli pogoda następnego dnia pozwalała wynoszono na dwór stół z przykręconą
      maszynką do mięsa. Przez specjalną nastawkę napełniano powoli kręcące się zwoje
      jelit grubo mielonym nadzieniem z szynki.

      Na środku podwórza rozstawiano przenośną wędzarnię. U dołu rozpalano palenisko z
      wilgotnych, wonnych polan wiśniowych, u góry na poprzecznych kijach rozwieszano
      pęta kiełbas. Górą uchodził sino-niebieski dym.
      • ariadna-enta Re: Ci, którzy tu wchodzicie... 20.02.08, 19:20
        opis cokolwiek naturalistyczny,ale ciekawie się czyta
        może napisz książkę masz talent narracyjny.
      • dachs Cos mi tu nie gra 20.02.08, 19:21
        leje-sie napisał:
        > Z piwnicy wynoszono schłodzoną ćwiartkę wódki lub spirytusu...

        Tylko? smile
        • leje-sie Tylko! 20.02.08, 19:28
          Mam za mało eksperiencji, by napisać traktat o piciu, ale były różne okazje.

          Do świniobicia stawiano na stół przedwojenne jeszcze angielki i było chyba po
          jednym kieliszku i pół na trawienie i poprawę humoru.

          Do dobrego tonu należało umiarkowanie.

          Co innego odpust lub wielki zjazd rodzinny.
          • dachs Re: Tylko! 20.02.08, 19:35
            leje-sie napisał:

            > Do dobrego tonu należało umiarkowanie.

            I dalej nalezy. smile Za to dobry ton nalezy do przeszlosci. sad
            • januszcz A niech mnie...Lejesiu... 20.02.08, 19:47
              ...uruchomiłeś wspomnienia dzieciństwa i ślinianki. Dawaj jeszcze coś o
              salcesonach. Uwielbiam te wiejskie, do których nie żałowano przypraw a których
              smak wciąż pamiętam, choć pamięć już nie ta przecież.

              W w ogóle to jakieś święto dzisiaj?...patrona zarzynanej świnki?
              Co do angielek, nie powiem...kurturarnie byłosmile)
              Ja w stanie wojennym uczestnicząc w świniobiciu zagłuszałem sumienie z
              musztardówkisad(

              J.
            • wikul Re: Tylko! 20.02.08, 22:11
              dachs napisał:

              > leje-sie napisał:
              >
              > > Do dobrego tonu należało umiarkowanie.
              >
              > I dalej nalezy. smile Za to dobry ton nalezy do przeszlosci. sad


              Mówią że umiarkowane picie nie szkodzi nawet w najwiekszej ilości.
              A starszy Lubaszenko uważa że nie sztuka nie pić, sztuka uchodzic za
              niepijacego.
      • marouder.eu Wszystko jak zywe:)) 20.02.08, 22:20
        ...jakbys moje ostatnie swiniobicie u ciotki Honoraty opisywalsmile)
        Dziekismile)
      • aquanet Re: Ci, którzy tu wchodzicie... 20.02.08, 23:34
        leje-sie napisał:

        > Pod płotem stały kobiety i dzieci przyglądając się widowisku.

        U mojej babci mieszkającej na wielkopolskiej wsi dzieciom nie wolno było patrzyć
        jak zabija się świnie. Wszyscy musieliśmy zmykać do domu i nawet nie wolno było
        podglądać przez okno big_grin
    • orwella milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, pls. 20.02.08, 20:25
      dajcie kumie jakis inny obrazek tego obejscia.
      • marouder.eu O przed niedzielnym mordowaniu drobiu.. 20.02.08, 22:21
        ...na rosol lub czernine??

        orwella napisała:

        > dajcie kumie jakis inny obrazek tego obejscia.
      • dachs Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 20.02.08, 22:34
        orwella napisała:

        > dajcie kumie jakis inny obrazek tego obejscia.

        Trudno bedzie. To bylo chlopskie obejscie, a nie wysunieta placowka wladzy
        ludowej. Slodkich obrazow mordowania "reakcjonistow" ci raczej lejek nie
        dostarczy.
        • ariadna-enta Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 20.02.08, 22:47
          a c ci z wysuniętej placówki władzy ludowej nie mogą wywodzić
          się z chłopskiego obejścia?
          • dachs Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 20.02.08, 22:54
            ariadna-enta napisała:
            > a c ci z wysuniętej placówki władzy ludowej nie mogą wywodzić
            > się z chłopskiego obejścia?

            Nie z tego. smile
            To, co opisuje Lejek jest typowym obejsciem kulaka - klasowego wroga Aurorek.
            • ariadna-enta Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 20.02.08, 22:57
              jak mogłam przeoczyć tak oczywisty fakt.)
            • orwella Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 21.02.08, 00:18
              Lejka nie znam, wiec na pewno nie jest on moim wrogiem. bylam
              wrogiem lewicy za czasow PRL, ale kiedy poznalam kulisy prawdziwego
              kapitalizmu zarazilam sie lewicowoscia w ... USA. Dziwne? Nie, bo
              tam jest prawdziwa lewica podobnie jak w Europie zachodniej.
              PRLOwska pseudolewica byla partia zlobu, teraz metamorfozowala w
              zlodziei-baronow, zwanych oligarchami. Polacy to wyczuwaja, dlatego
              skreslili SLD. Ta partia nie ma szans, bo jest historycznie
              skompromitowana i to nie przez PRL, tylko swym postomunistycznym
              zachowaniem.
        • orwella Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 21.02.08, 00:10
          ze towarzysz lubujesz sie w scenach mordow, to wiemy nie od dzis.
          smacznegocrying
          • ariadna-enta Re: milo sie czyta, ale nie o mordowaniu ssakow, 21.02.08, 00:35
            kto się niby lubuje w scenach mordów Orwellko?
    • cs137 Re: Drogi Lejku: 20.02.08, 22:51
      Nie chce obrazic porzadnych aquanetowiczow, ale jesli o tej mniejszosci na
      chwile zapomimy, to Twoje pisanie na Aqua jest po prostu niczym innym, jkak
      rzuczaniem perel miedzy wieprze. Albo, powiem nawet silniej: rzuczaniem
      diamentow miedzy perly.

      Ja Cie namawiam, bys sie przeniosl w lepsze rejony, wyprowadzil ze slumsa do
      lepszej dzielnicy. Szczegoly tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50308&w=75992833
      • dachs Re: Drogi Lejku: 20.02.08, 22:59
        cs137 napisał:


        > Ja Cie namawiam, bys sie przeniosl w lepsze rejony, wyprowadzil ze
        > slumsa do lepszej dzielnicy. Szczegoly tutaj:

        Zupelnie jak naganiacz przed burdelem.
        Gdzies Ty sie tego nauczyl? To juz w Oregonie legalne?
        • aquanet Re: Drogi Lejku: 20.02.08, 23:22
          dachs napisał:

          > cs137 napisał:
          >
          >
          > > Ja Cie namawiam, bys sie przeniosl w lepsze rejony, wyprowadzil ze
          > > slumsa do lepszej dzielnicy. Szczegoly tutaj:
          >
          > Zupelnie jak naganiacz przed burdelem.
          > Gdzies Ty sie tego nauczyl? To juz w Oregonie legalne?
          >

          Ale żeś mu dofasolił, hahahaha big_grin
        • cs137 Re: Drogi Panie Borsuku: 21.02.08, 07:16
          No dobrze, zgódźmy się - niech będzie i burdel. Mam jednak dwa pytania:

          (a) czy panu I. Janke przysługuje w takim razie tytuł burdelmamy, czy raczej
          burdeltaty?

          (b) co, u licha, nieszczesny Łoregon ma mieć do tego wszystkiego?
      • sz0k żałosne... n/t 21.02.08, 00:14
        • cs137 Re: żałosne... tak, niestety, stalo sie to forum 21.02.08, 01:25
          Trzeba ratowac co sie da z tych ruin.
          • aquanet Re: żałosne... tak, niestety, stalo sie to foru 21.02.08, 01:36
            cs137 napisał:

            > Trzeba ratowac co sie da z tych ruin.

            Na zamknięte forum ma pisać? To tak jakby do szuflady chował swoje piękne teksty.
            • cs137 Re:A kto mowi o zamknietym? 21.02.08, 03:30
              Forum "4_or_not_4_your_ice" jest wylacznie skrzynka pocztowa, do ktorej nie
              wszyscy maja wglad. Zajrzyj, prosze, Ty w tej chwili masz. A co do Lejka, to
              sugerowalem mu cos calkiem innego.
    • aquanet Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:26
      leje-sie napisał:

      > Cdn, jeśli będzie życzenie

      Jaki rejon Lejek opisuje ... Podlasie?

      Ale się lekko czyta, wspaniałe.
      • ariadna-enta Re: Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:27
        jest życzenie.)
        • aquanet Re: Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:37
          ariadna-enta napisała:

          > jest życzenie.)

          i dopowiem , że wolę dalszą część pieczenia chleba, niż świniobicie. Gotowania
          czerniny też nie chcę,bleeeeeee
          • ariadna-enta Re: Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:41
            i znowu się zgadzamy.))
            opis pieczenia chleba na kapuścianych liściach
            jest bardziej przyswajalny
            dla mnie ciekawszy o tyle,że nie miałam babci na wsi.

            ale przyznać trzeba,że opisuje wszystko z dużą ekspresją.
            • aquanet Re: Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:47
              ariadna-enta napisała:

              > i znowu się zgadzamy.))
              > opis pieczenia chleba na kapuścianych liściach
              > jest bardziej przyswajalny
              > dla mnie ciekawszy o tyle,że nie miałam babci na wsi.
              >
              > ale przyznać trzeba,że opisuje wszystko z dużą ekspresją.

              Ciekawe czy te kapuściane liście miały jakieś znaczenie. Mnie sie wydawało, że
              piekli w liściach z chrzanu, ale nie jestem pewna. Nie wiem czy wiesz, że w
              Radzionkowie jest Muzeum Chleba.

              www.muzeum-chleba.pl/
              a Muzeum Świniobicia nie ma big_grin
              • ariadna-enta Re: Kto zgadnie ... 20.02.08, 23:54
                ciekawe jakby wygladało muzeum świniobicia?
                • aquanet Re: Kto zgadnie ... 21.02.08, 00:03
                  ariadna-enta napisała:

                  > ciekawe jakby wygladało muzeum świniobicia?

                  W gablotach byłyby narzędzia zbrodni i przedmioty do opalania szczeciny wink
                  oczywiście róznego rodzaju naczyńka o pojemności "pięśdziesiątki" do zapijania
                  ... nie, nie dam se spokój z tym muzeum ;/ big_grin
          • marouder.eu Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 20.02.08, 23:42
            ...w moich stronach podawana w dwu wersjach, na slodko i na kwasno z
            kartoflanymi kluskami. Wieki nie jadlem niestetysad
            • aquanet Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 20.02.08, 23:54
              marouder.eu napisał:

              > ...w moich stronach podawana w dwu wersjach, na slodko i na kwasno z
              > kartoflanymi kluskami. Wieki nie jadlem niestetysad

              W Wielkopolsce też tak dają. Moja babcia gotowała i niestety podejrzałam kiedyś
              skąd się bierze krew na czerninę. Głowę kaczce się nacina. sad Nigdy tej zupy do
              ust nie wzięłam.
              • ariadna-enta Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 00:00
                chwalipięty.
                opowiedzieć wam o moich pobytach u babć
                w zakurzonych śląskich miastach?
                miało to niepowtarzalny urok.))
                • aquanet Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 00:10
                  ariadna-enta napisała:

                  > chwalipięty.
                  > opowiedzieć wam o moich pobytach u babć
                  > w zakurzonych śląskich miastach?
                  > miało to niepowtarzalny urok.))

                  smile Ale krupnoki tylko na Śląsku były. No, opowiadaj big_grin
                  • ariadna-enta Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 00:19
                    kiepska ze mnie ślązaczka bo nie lubię krupnioków
                    w tym też jest jakaś krew
                    blee.

                    a pobyty cudowne- bawiliśmy sie na zakurzonych podwórkach wisząc
                    głową w dół na trzepakach,huśtając się na skrzypiących
                    huśtawkach,albo grając w piłkę nożną,albo bawiąc się w podchody, Po
                    powrocie do domu byliśmy szarzy od kurzu i sadzy.
                    Blisko mielismy do Parku kultury i wypoczynku i tam często
                    chodzilismy do wesołego miasteczka,albo na basen.
                    Sami widziecie sam urok,ale wspominam to miło i lubiałam tam jeżdzić.

                    • aquanet Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 01:43
                      ariadna-enta napisała:

                      > kiepska ze mnie ślązaczka bo nie lubię krupnioków
                      > w tym też jest jakaś krew
                      > blee.
                      >
                      > a pobyty cudowne- bawiliśmy sie na zakurzonych podwórkach wisząc
                      > głową w dół na trzepakach,huśtając się na skrzypiących
                      > huśtawkach,albo grając w piłkę nożną,albo bawiąc się w podchody, Po
                      > powrocie do domu byliśmy szarzy od kurzu i sadzy.
                      > Blisko mielismy do Parku kultury i wypoczynku i tam często
                      > chodzilismy do wesołego miasteczka,albo na basen.
                      > Sami widziecie sam urok,ale wspominam to miło i lubiałam tam jeżdzić.
                      >

                      Mimo wszystko trzepak to najlepsze centrum sportowe i miejsce rozrywki - tak
                      chyba było w całej Polsce.smile

                      dobranoc
              • marouder.eu Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 00:02
                Gdy bylem dzieckiem bralem swiat po prostu, jak leci, nie obrazalem sie na jego
                ksztalt. Nie pisze tego, by kpic z twojej wrazliwosci, po prostu tak bylo.

                Nie narzucam nikomu swojej wobec niego postawy. Czasem mysle, ze nawet za daleko
                sie w tym posunalem. Moj 15 letni syn jest dla przykladu wegetarianinem od 8-ego
                roku zyciasmile)
                • aquanet Re: Czernina bleeee??? Bardzo dobra zupa... 21.02.08, 00:08
                  marouder.eu napisał:

                  > Gdy bylem dzieckiem bralem swiat po prostu, jak leci, nie obrazalem sie na jego
                  > ksztalt. Nie pisze tego, by kpic z twojej wrazliwosci, po prostu tak bylo.
                  >
                  > Nie narzucam nikomu swojej wobec niego postawy. Czasem mysle, ze nawet za dalek
                  > o
                  > sie w tym posunalem. Moj 15 letni syn jest dla przykladu wegetarianinem od 8-eg
                  > o
                  > roku zyciasmile)

                  A ja po prostu lubiłam zwierzęta. Mięso mogło być, ale nie musiało. Teraz w
                  ogóle może go nie być.
                  • januszcz No i proszę jaki piękny wątek się zrobił... 21.02.08, 01:38
                    ...tylko gdzie Autor?

                    J.
                    • ariadna-enta Re: No i proszę jaki piękny wątek się zrobił... 21.02.08, 01:43
                      może myśli nad następnym rozdziałem.
                      • aquanet Re: No i proszę jaki piękny wątek się zrobił... 21.02.08, 01:46
                        ariadna-enta napisała:

                        > może myśli nad następnym rozdziałem.

                        chciałam to właśnie napisać: myśli nad dalszym ciągiem, a my w antrakcie tak
                        sobie opowiadamy smile
                        • ariadna-enta Re: No i proszę jaki piękny wątek się zrobił... 21.02.08, 02:04
                          dobranoc pani.)
                          • aquanet Re: No i proszę jaki piękny wątek się zrobił... 21.02.08, 02:13
                            ariadna-enta napisała:

                            > dobranoc pani.)

                            dobranoc smile
    • leje-sie Obejście widać było z daleka 21.02.08, 21:20
      Wystawione było na najwyższym w okolicy pagórze, zapewne na zazdrość sąsiadom i
      dla zdrowszego, niż w wądole, powietrza.

      Z daleka czerwieniła się więc ceglana obora, i wysokie drzewa okalające,
      ochraniające i ocieniające dom.

      Pierwszą zapowiedzią były samotnie w polu stojące dwie grusze - matka i córka.
      Oracz zauważył widać kiedyś jednoroczną dziczkę-samosiejkę, wyminął pługiem, a
      ta bez doglądania pięknie wyrosła.

      Bękart niby, nie szczepiona, wydawała jakby z namysłem i ociąganiem powoli
      dojrzewające owoce. Dla niecierpliwych amatorów długo były cierpkie i twarde, aż
      nagle napełniały się słodyczą i sokiem. Wtedy trzeba było się spieszyć, bo
      miąższ szybko brązowiał (chyba, że ktoś lubił przejrzałe) a wielkie gruszki
      spadały pod własnym ciężarem rozbryzgując się między skibami.

      A córce, z pokroju podobnej do matki, płochej i płonnej widać, nie spieszyło się
      do owocowania. Nie wiadomo na co i na kogo czekała, lecz nikt jej przecież nie
      ruszał.

      Droga wychodziła z wąwozu, na lewo zaczynał się sad. Szpalerem wzdłuż drogi
      rosły pokręcone, sękate i kolczaste śliwki węgierki, posadzone z myślą o
      zgłodniałych i spragnionych wędrowcach. Dojrzewały w ostatnie dni słonecznego
      upalnego lata (lub, jeśli ktoś chce, wczesnej jesieni) i łatwo było wypatrzeć
      intensywnie sino-niebieskie owoce wśród żółknących w suszy, drobnych liści.

      W głębi stały w karnych szeregach drzewa wiśniowe, stare od zawsze,
      wysokopienne. Były solidnym źródłem dochodów na przednówku, zbierane do wiader i
      sprzedawane na targu w pobliskim mieście.

      Koniec sadu, patrząc od drogi, wyznaczało kilka jabłoni. Najbardziej wysunięta
      na wschód kosztela dawała zielono-złociste w ciemniejsze kropki, słodkie jabłka.
      Inne, których nazwę mam na końcu języka, dawały owoce późne, nadające się do
      długiego przechowywania w piwnicy, winne w smaku.

      Sad przedzielony był na pół kwietną alejką prowadzącą do furtki na podwórze.
      Zaczynała się baldachimem sklepionych gałęzi bzu, jakby z myślą o zakochanych
      parach żegnających czule się w majową, ciepłą i wonną noc.

      Alejka wysadzana była ulubionymi kwiatami babci: pstrokatymi, jednorzędowymi
      goździkami, nasturcjami, floksami, rozłożystymi piwoniami, blado-żółtymi
      narcyzami i niebieskimi irysami. Najbliżej domu sadzone były ukochane przez
      babcię wielobarwne gatunki georginii.

      Przy samej furtce, zagradzając połowę wejścia i pacając w twarze nieostrożnych
      domowników i gości omdlewającymi od ciężaru kwiatów i ich zapachu gałązkami,
      rozpychał się krzak jaśminu.

      Przy krzakach bzu rosły trzy dzikie czarne czereśnie samosiejki, jakby
      zapowiadając odmieniony charakter dalszej części sadu.

      Tak jak w sadzie wiśniowym panował rozsądny, gospodarski zamysł, tak tutaj
      rządził chaos, ustanowiony widać przez gusta i apetyty licznych domowników.

      Od strony drogi ta część wysadzana była żywopłotem z czarnej wiśni. Posadzone
      gęsto dla osłony domu przed kurzem nawiewanym z piaszczystej drogi,
      nieprzycinane, wybiły się na anarchiczną wolność, wysoko, ku światłu wyciągając
      wątłe pnie, jedna przed drugą wznosząc witkie gałązki i zarzucając trawę na dole
      chrustem. Owocowały niewiele, zmęczone walką o przeżycie.

      W wykrocie po jednym z drzew, w mysiej norce, urządziły sobie gniazdo dzikie
      pszczoły. Budowały komórki ze zmyślnie przyciętych i skrojonych w sześciokątny
      kształt liści wiśniowych.

      A w sadzie rosły: jabłoń papierówka, dwie czereśnie - biała i czerwona, o pniach
      spływających lepką żywicą, obrywaną przez dzieci namiastką gumy do żucia, jabłoń
      nieokreślonego gatunku z owocami o nieokreślonym smaku, renkloda, której nie
      dane było dożyć wieku dojrzałego, bo ją kuzyn pracowicie (i jeszcze kilka innych
      sadzonek świeżo kupionych w szkółce ogrodniczej) i starannie dookoła obrzezał z
      kory, śliwki-samosiejki gdzie popadnie, złota reneta, owoców której nie zdążyłem
      się doceniać, bo którejś mroźnej zimy, nocą, jej pień pękł wzdłuż z wielkim
      hukiem. Wreszcie dwie potężne grusze, posadzone raczej by ocieniały dom niż
      dawały owoce - te bowiem smak miały mdły i cierpki zarazem, choć nadawały się do
      suszenia.

      Na końcu sadu znajdowała się droga dojazdowa do domu, ordynarna, nic
      szczególnego, z głębokimi koleinami i wysokimi, porośniętymi trawą przydrożkami.

      I jeszcze przed samą bramą kępa wysokich dzikich czereśni i kasztanowiec. W ich
      cieniu, w upalne letnie dni, stawiano wozy lub przywiązywano krowy do dojenia,
      by nie zapędzać ich do obory.
      • orwella Re: Obejście widać było z daleka 21.02.08, 23:28
        To jest sliczmy obrazek i tak owocowo sugestywny, ze od razu
        skusilam sie na jablko soczyste z cynamonem. a czy bedzie cos o
        zbieraniu miodu? Zastanawiam sie takze, czy w paragrafie o grzadce
        kwiatowej nie wspomniec o roznym czasie kwitnienia narcyzow i
        georginii.smile
        • leje-sie Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 15:59
          że kwiaty sadzono, by kwitły w różnych porach lata. Ale nie byłem pewien.

          Dzisiaj nie będzie następnego odcinka, chyba że będzie się bardzo domagał.
          • januszcz Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 16:25
            Bardzo ładnie napisane. Miło jest obcować na forum z tak utalentowanym pisarsko
            facetem. Tekst jest znakomitą odtrutką na tutejsze klimaty.

            J.
            • ariadna-enta Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 16:54
              popieram janusza
              dobrze jest przeczytać coś literackiego
              w zalewie udziwnionego języka niektórych bywalców
              prosimy o ciąg dalszy.
              • felicia Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 16:59
                Lajku, dołączam się z prośbą o cd.; świniobicie jak
                w "Postrzyżynach"... Gdzie się to działo, w jakej części kraju?
                F.
                • felicia Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 17:03
                  Wiem, że jesteś LEje-siem.
                  F.
                  • cs137 Re:Droga Felicjo: 22.02.08, 22:00
                    Jestes osoba madra (mimo silnych sklonnosci do stronniczosci), wiec pomyslalem
                    sobie, ze moze byc mnie poparla w namawianiu lejka do rozpoczecia udzielania sie
                    w Salonie24?

                    Tu jest odnosny link:

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50308&w=75992833
                    I jeszcze mam taka prosbe - czy po przeczytaniu tego, co tam napisalem, moglabys
                    kiedys przy sposobnosci wyjasnic swemu przyjacielowi Panu Borsukowi co nastepuje
                    - mianowicie, jesli on sobie wydumal, ze ja usiluje "skaptowac" Lejka do
                    jakiegos prywatnego forum, ktore zalozylem, to sie kompletnie pomylil.
                    • felicia Drogi Ceesie 23.02.08, 07:44
                      Lejek osoba dorosła. Borsuk czytać umie, ze zrozumieniem.
                      Pozdrawiam (mimo stronniczości) serdecznie
                      F.
                      PS Z przysłów ludowych: Salony miewają progi nie na każdego nogi.
                      • cs137 Re: Drogi Ceesie 23.02.08, 20:58
                        felicia napisała:

                        > Lejek osoba dorosła.

                        Pełna zgoda

                        > Borsuk czytać umie, ze zrozumieniem.

                        Umie, ale tego co Ty mogłas przeczytać, on mnie mógł, bo tam jest filter
                        załozony przeciw takim osobom jak Rachelcie, Andrewy, Borsuki i cała reszta tego
                        towarzystwa.

                        > Pozdrawiam (mimo stronniczości) serdecznie
                        > F.

                        Wzajemnie!
                        > PS Z przysłów ludowych: Salony miewają progi nie na każdego nogi.

                        No, tutaj z Ciebie po prostu babski kompleks niższości wychodzi. Absolutnie
                        niepotrzebnie - spróbuj, zobaczysz, nikt tam Ci nie powie, że jestes w Salonie
                        dysonansem! Tam ludzie sa bardzo tolerancyjni. Słuchaj, nawet Lukę tolerują!
                        Inna sprawa, ze Luka tam grzeczniutki...
                    • dachs Dziekuje Ci Ceesie 23.02.08, 19:55
                      cs137 napisał:

                      > I jeszcze mam taka prosbe - czy po przeczytaniu tego, co tam
                      > napisalem, moglabys kiedys przy sposobnosci wyjasnic swemu
                      > przyjacielowi Panu Borsukowi co nastepuje
                      > - mianowicie, jesli on sobie wydumal, ze ja usiluje "skaptowac"
                      > Lejka do jakiegos prywatnego forum, ktore zalozylem, to sie
                      > kompletnie pomylil.

                      Wprawdzie jest mi dokladnie obojetne do czego usilujesz kaptowac Lejka, ale milo
                      mi, iz zadajesz sobie tyle trudu, abym nie zyl w bledzie.
                      smile
                      • cs137 Re: Szanowny Panie Borsuku, 23.02.08, 22:16
                        Propowałbym, zebyśmy przeszli na "Pan". Okazji może juz nie byc, ale, jeśli się
                        przypadkiem jakaś zdarzy, to mówienie sobie na "ty" stwarzałoby błędne pozory,
                        iż stosunki miedzy nami są przynajmniej poprawne.

                        Pożegnam się, jak to zwyczaj nakazuje w przypadku ludzi, którzy sa z soba na "Pan":

                        Z uszanowaniem,

                        Cs137
                        • dachs Szanowny Panie Profesorze 23.02.08, 22:58
                          W Coravalissku.
                          moj urwisku

                          chmury
                          bzdury
                          i gbury

                          W Oregonku,
                          moj bufonku

                          lasy,
                          smutasy
                          • leje-sie Obaj Wielce Szanowni Panowie 23.02.08, 23:42
                            Naparzalnia riadom (wejście obok).

                            Tylko tak zawczasu proszę, jakby co.
                            • cs137 Re: Nie bój sie, 24.02.08, 00:13
                              Ja zostałem napadnięty przez opryszków, kiedy zwróciłem sie do Ciebie.

                              A swoją drogą drogą, Lejku, gdybyś człowiekowi choc słowkiem odpowiedział, jak
                              sie do Ciebie zwraca (przeciez uprzejmie, nie?), a nie odpowiadał pogardliwym
                              milczeniem, to byłoby sympatyczniej.
                              • xiazelulka Re: Nie bój sie, 24.02.08, 00:38
                                Kto chce miec z bufonem do czynienia, a juz szczegolnie jezeli bufon jest
                                fizykiem. Wszyskie fizyki trzasniete som
                                • cs137 Re: Powrót "Lucy in the sky with diamod" Beatlesów 24.02.08, 00:44
                                  Tylko teraz słowa sa "Asshole in sky with Perla"
            • leje-sie Przygana Januszowi 23.02.08, 14:56
              Schlebiaj, ale na Boga, z umiarem wink
          • ada08 Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 16:27
            leje-sie napisał:

            >
            > Dzisiaj nie będzie następnego odcinka, chyba że będzie się bardzo
            domagał.

            Niech się domaga, moze niekoniecznie dzisiaj, ale niech pamięta, że
            jest tu chętnie i z entuzjazmem czytany smile
            a.
          • orwella Re: Tak właśnie myślałem, 22.02.08, 18:01
            leje-sie napisał:

            > że kwiaty sadzono, by kwitły w różnych porach lata. Ale nie byłem
            pewien.

            Moze chodzi i rozne pory roku? narcyze to kwiaty wiosenne, a
            georginie - letnie. Twoj obrazek jest bardzo malowniczy i latwo
            mozna sobie wyobrazic wyglad tego obejscia, calosc robi wrazenie
            raczej lata (te ociekajace owoce). Czy robisz zamierzona podroz
            przez sezony kondensujac w jednym opisie wiosne i lato?
    • leje-sie Wszystkim miłym czytelnikom 23.02.08, 15:01
      Wasze wpisy czytam z uwagą, napełniam się pochwałami jak balon.

      Postaram się odpowiedzieć każdemu z osobna, gdy zakończę.

      Teraz tylko Ceesiowi - na Salon się zgłaszałem, kandydaturę odrzucono. No, nie
      całkiem, odpowiedzi nie mogę odzyskać z rezerwowego konta pocztowego gazeta.pl,
      bo mi gazeta.pl dostępu doń nagle odmawia.
    • leje-sie Stodoła była obszerna 23.02.08, 16:26
      Miała trzy zapola i dwa boiska, jedno z solidną podłogą z grubych dech, by
      utrzymać ciężką młocarnię.

      Ustawiona była prostopadle do starego domu, na wprost głównej bramy.

      W załomie między stodołą a starym domem rósł niegdyś potężny sokór. Nie pamiętam
      go samego, ale pamięć czterolatka wspomina pozostały po nim wielki pień i
      wyrastające z pnia i korzeni co wiosnę pnące się ku górze wilki o nadnaturalnie
      szerokich liściach, ostatnie, desperackie próby zachowania życia. Aż wreszcie
      zmartwiał, spróchniał i w kilka lat później został wykarczowany.

      Pnie zostały wywiezione do tartaku, z szerokich desek zbudowano drewutnię,
      flankującą z prawej strony bramę, kurnik i poddach przy stodole, magazyn rzeczy
      potrzebnych i zapomnianych. Stały tam papierowe worki z różowawą saletrą i
      krwiście czerwoną solą potasową, rzadko używane narzędzia gospodarskie,
      drewniane, z metalową obręczą koła do wozów, zwinna bryczka, malowana olejną
      farbą na żółto-brązowy kolor, używana do wyjazdów na odpusty, wreszcie patefon z
      tubą i separator Lavala, jeszcze działający, choć nieużywany i nieubłaganie
      obrastający rdzą.

      W połowie lipca stodoła była pusta, jeśli nie liczyć resztek słomy z
      zeszłorocznych żniw. Przez szpary w deskach zaglądały promienie słońca, z
      wirującymi drobinkami kurzu, w piachu grzebały się kury, wróble w poszyciu
      wysiadywały pisklęta.

      Czuć było napięcie, ruch i niepokój. Wuj wychodził w pole, brał w dłoń kłos
      żyta, kruszył, zdmuchiwał plewy i zębami próbował, czy już dojrzałe.

      W pień do rąbania drzewa wbijano babkę i miarowymi dźwięcznymi uderzeniami
      młotka klepano na niej kosy. z poddachu wynoszono toczak, kamień szlifierski
      napędzany korbą, zwilżany wodą w korytku, całe urządzenie ustawione na kozłach.
      Sztangę do żniwiarki ostrzono dokładnie, każdy ząb z obu stron, aż błyszczały
      ostrością.

      Nim żniwiarka wyruszyła w pole, trzeba było każdy zagon obkosić. Kosiarz
      poruszał się miarowo - zamach kosą, pół kroku do przodu, następny zamach, i tak
      godzina po godzinie, aż ramiona sztywniały z wysiłku. Pokos kładł się na ścianę
      zboża, któraś z domowniczek szła za kosiarzem, podbierała pokos i składała w
      garści, wreszcie idący na końcu niedolatek wiązał snopy i układał je na miedzy,
      by zrobić przejście dla żniwiarki. Bywałem tym niedolatkiem, bywałem później i
      kosiarzem.

      Nadchodził ten dzień. Wyciągano z murowanego poddachu przy oborze żniwiarkę,
      zakładano grabie, osadzano w tulejach blaszany stół ze sztangą, wzniesiony na
      sztorc do transportu, montowano metalowe siodło z dziurkami dla powożącego,
      oliwiono części ruchome oliwiarką z długim dziobkiem, zakładano sztangę i
      zaprzęgano konie.

      Żniwiarze - domownicy i sąsiedzi - ruszali w pole. Jeszcze chwila deliberacji,
      jak gęste jest zboże, czy dać co trzecie, czy co czwarte grabie, czy ulica dla
      żniwiarki nie za wąska, jeszcze opuszczanie stołu na odpowiednią wysokość, by
      jak najniższe zostawiać ściernisko, jeszcze kontrolny piruet na jałowym biegu i
      już wgryzała się żniwiarka w łan, już z jazgotem niosącym się daleko i z
      klekotaniem grabi zsuwających ze stołu świeżo skoszoną, pachnącą sokiem
      ścinanych ziół i słomy pierwszą garść, rozpoczynały się żniwa.

      Każdy znał swoje zadania; młodsze dzieci kręciły na wyścigi powrósła i układały
      je przy skoszonych garściach, kobiety podbierały oszczędnymi ruchami skoszone
      zboże, przeciągały dołem powrósło, przyciskały mocno kolanem, by snopek był jak
      najściślejszy, skręcały szybkim ruchem powrósło i już szły dalej.

      Na końcu wlokła się nasza niezdyscyplinowana banda polnych maruderów
      ustawiających snopki w kupki. Mistrzem był ten, kto potrafił ustawić pierwszy,
      środkowy snopek tak, by nie potrzebował podpórki. Wokół niego ustawiało się
      luźno dwa kręgi, by zboże szybko schło.

      Gdy przychodziło pierwsze ustanie, wysyłano któregoś z naszej hałastry po
      chłodną wodę ze studni, pitą starannie i solennie przez spoconych pracowników.

      Po zboczach sąsiednich pagórów, jak okiem sięgnąć, poruszali się w upale tym
      samym rytmem inni żeńcy.

      Mieliśmy czas i ochotę do wypatrywania cudów odsłanianych na ściernisku -
      przycupniętego za strachu zajączka, gniazdo trzmieli i największy skarb -
      samosiejki orzechów. Te sadzonki wygrzebywałem z ziemi i zanosiłem do nowego
      sadu, niepisaną umową mojej wyłącznej własności. Każdy z kuzynów brał udział w
      zawodach, kto więcej sadzonek zniesie z pola i komu najładniej będą rosły.

      Jeśli zagon był blisko, żniwiarze schodzili się na południowy odpoczynek i
      posiłek do domu, w cieniu orzecha ustawione były stoły z zimnymi przekąskami,
      chlebem, ogórkami i sokiem malinowym.

      Konie wiązano w cieniu drzew przy bramie, jadły obrok, leniwie oganiając się
      ogonami od much.

      I popołudniowa praca, wolno, w zmęczeniu, z ciągłym poglądaniem na słońce, czy
      już chyli się ku zachodowi.

      Wieczór nadchodził, ktoś pierwszy się prostował, żniwiarka robiła ostatni obrót
      - bo dobry gospodarz nie zostawiał niedokoszonego łanu, ktoś przysiadał na
      snopku i dłużej, niż wypadało odpoczywał, wśrod załogi szerzyła się
      demoralizacja i nie pozostawało nic innego jak dać sygnał do zakończenia pracy.
      Schodziliśmy z pola, oglądając się z dumą na bezmiar wykonanej pracy.

      Jeśli wieczór był ciepły, a był, znów siadano pod orzechem, przy stołach
      zastawionych ciepłym posiłkiem - kluskami z serem i ze słoniną lub kartoflami
      polanymi omastą z cebulą. Bywała zupa pomidorowa z mięsem, zalewajka z łazankami
      albo, gdy etap pracy był zakończony specjalność babci - pieczone, nadziewane
      siekanymi podrobami, bułką i wonną nacią młodej pietruszki kurczęta z młodymi
      ziemniakami i zsiadłym mlekiem.

      Był czas na niespieszne rozmowy, wspomnienia, przygaduszki. Aż zapadał wieczór.
      • dachs Re: Stodoła była obszerna 23.02.08, 20:00
        leje-sie napisał:
        > ᎯᎠ ᏧᏣᏔᏊ ᏑᎵ

        Skoro tak pytasz... chyba jednak musisz pisac dalej. smile
    • leje-sie Kolejność odcinków 23.02.08, 17:56
      jest w zasadzie dowolna, ale dla ułatwienia daję linki:

      I. Podwórze

      II. Świniobicie

      III. Sad

      IV. Żniwa I

      Następne będą numerowane.

      Miłej lektury.

      Cdn nastąpi (chyba).
      • januszcz Re: Kolejność odcinków 23.02.08, 18:07
        Zapiszę sobie bo życie Aquqnetu na włosku a czasem ma się ochotę wejść do
        chlewika i pooddychać "mahoniowym" powietrzem.
        Już teraz wiem dlaczego Abpral tak często do chlewika chadzał znajdując w nim
        więcej świeżego powietrza niż na szamboneciesmile)
        Maluj dalej, Malarzu.

        J.
    • innanutka Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 23.02.08, 18:08
      czy to opis przedwojennej zagrody chlopskiej?
      • wikul Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 24.02.08, 00:32
        innanutka napisała:

        > czy to opis przedwojennej zagrody chlopskiej?



        Z przed wojny japońskiej.
    • leje-sie Odpowiedź (nie tylko) Ceesiowi 24.02.08, 00:59
      Spisałem w skupieniu dwa odcinki inwentaryzacji wspomnień, w wielkim pośpiechu.

      Zobaczyłem kilka odpowiedzi, poharcowałem z Borsukiem i zgasiłem komputer wielce
      z siebie zadowolony.

      Następnego dnia zasiadłem do kontynuacji, otworzyłem wątek i... szczęka mi
      opadła. Chyba było już pięćdziesiąt wpisów.

      Miałem wybór - pisać dalej swoje lub oddać się jakże przyjemnemu zajęciu rozmowy
      z czytelnikami, z każdym z osobna. Wystraszyłem się, poczułem, że nie dam rady.
      Do tego dołączył się wstydliwy nieco problem, jak zareagować na lawinę pochwał.

      Napisałem odpowiedź zbiorczą, obiecałem odpowiedzieć KAŻDEMU po zakończeniu
      pracy. Postaram się słowa dotrzymać za kilka dni (daje słowo, a nawet się
      postara je dotrzymać!).

      Hurtowo bardzo Ceesowi, Borsukowi, Marouderowi, Ariadnie, Wikulowi, Adzie,
      Felicji (!), właścicielce Aquanetu, Danutce (!!), Orwelli, Januszowi i wszystkim
      cichym czytelnikom za pochwały, wsparcie, zapytania, inspiracje dziękuję, czuję
      się tylko trochę nieswój i zażenowany. Wybaczcie moją gapowatą gburowatość.

      Ceesiu - tobie akurat odpowiedziałem. Do Salonu zapukałem, z powodu problemów
      technicznych nie zostałem wpuszczony (albo i wpuszczony, do konta rezerwowego
      nie mam dostępu), będę pukał jeszcze raz. Groźba, zupełnie realna, a po wpisach
      w wątku sąsiednim jeszcze wzmocniona, zamknięcia Aquanetu na cztery spusty,
      zmusza mnie do rozważenia przejścia na blogowisko takie lub inne. Niechętnie, bo
      forma i forum bardzo mi odpowiadają, choć niekoniecznie nowi bywalcy.
      • leje-sie Appendix 24.02.08, 01:03
        Dziękuję również dawno tu niewidzianemu Xięciu Lulce. I know who you really are.
        Proszę zanadto tu nie harcować.
      • ariadna-enta Re: Odpowiedź (nie tylko) Ceesiowi 24.02.08, 01:10
        lawina pochwał niech Cię zachęci do dalszej wytężonej pracy
        ku chwale literatury.)
    • leje-sie V. Tractatus oeconomicus & de rei socialis 28.02.08, 17:35
      Ponieważ kolejny odcinek nie zaczął się domagać jeszcze wydania na świat, robię
      małą wycieczkę w bok, metajęzykiem, od głównego tematu.

      Wieś, ta którą znam, a nie mam powodu, by przypuszczać, że gdzie indziej było
      lepiej, doznawała w czasach przeze mnie opisywanych nie tylko pauperyzacji, ale
      przede wszystkim głębokiej zapaści cywilizacyjnej.

      Symbolem tej zapaści były poniewierające się po obejściu patefon z tubą (dostęp
      do kultury) i separator (dostęp do techniki).

      Dobra materialne, sprzęty domowe, maszyny w domu dziadków, wszystkie bez wyjątku
      prawie pochodziły z czasów przedwojennych.

      Formalne i nieformalne organizacje, inicjatywy obywatelskie zanikły, odeszły w
      niepamięć, wieś przykurczyła się w sobie, cofnęła, zamknęła w walce o
      przetrwanie. Miast przedwojennych kółek rolniczych powróciły rozliczenia
      odróbkowe, ścierające się ze sobą partie i organizacje polityczne znikły
      pozostawiając pustkę.

      Jedyną instytucją integrującą pozostał w zasadzie Kościół, ale przecież cele
      jego były "nie z tego świata" i zastąpić funkcji instytucji obywatelskich nie
      mógł i nie chciał.

      Czasami tylko odzywały się w wieczornych sąsiedzkich pogwarkach echa dawnych
      sporów ideologicznych, w nowej rzeczywistości mało produktywne. Ot, jakiś
      wiciowiec wypomniał narodowcowi przedwojenne grzechy, ot inny wspomniał
      pslowskie swoje działanie.

      Dla młodych, urodzonych po wojnie, te rozmowy były niezrozumiałe, jak
      niezrozumiała była możliwość wzięcia spraw lokalnych we własne ręce,
      samoorganizacji, działania wspólnego ku wspólnemu dobru.

      Wieś w bardzo szybkim tempie przeszła z gospodarki pieniężnej na gospodarkę
      wymienną. Pieniądza w obrocie było bardzo niewiele, wystarczało go do opędzenia
      najniezbędniejszych potrzeb życiowych i na kupno produktów codziennego użytku,
      których nie można było wyprodukować samemu (pieczenie chleba, wyrób kiełbas,
      szycie ubrań). Usługi wymieniano przeliczając je dniówki, według konsensusowego
      cennika.

      Dopiero w późnych latach 50-tych lub wczesnych 60-tych w gospodarstwie pojawiła
      się pierwsza maszyna zakupiona po wojnie - prymitywna konna koparka do kartofli.
      A jeszcze trochę później pierwsze radio bateryjne (1961?).

      Najłatwiej było nadrobić straty spowodowane wojną. Co prawda z kilkunastu krów w
      oborze ostała się tylko jedna, ale gospodarstwo miało silne podstawy, by się
      szybko odrodzić.

      Działy rodzinne uszczupliły areał - to prawda. Ale utrzymanie dzieci też
      kosztowało, więc ulgą było ich przeniesienie się na swoje.

      Wreszcie Żydzi. Z perspektywy apologetów odchodzącej w przeszłość, nieudolnej
      gospodarki folwarcznej, Żyd był Nemezis, tym, który wydziedziczał dobra
      rodzinne. Ale na miejscu dawnych, upadłych i zlicytowanych, folwarków i
      wykarczowanych lasów powstawały prężne, dobrze zarządzane, rozwijające się i
      trwoniące kapitału, gospodarstwa chłopskie.

      Dla chłopa na dorobku możliwość zbytu płodów po godziwych cenach była sprawą
      kluczową. Dla egzemplifikacji - gospodarstwo dziadków powiększyło się w ciągu 25
      lat bez mała dwukrotnie, coraz to przyrastając o nowe maszyny i inne dobra
      materialne.

      Ocalały z Zagłady, za sprawą dobrych ludzi, rodziny właściciela mleczarni i
      kupca zbożowego. Ich dziedzice zaraz po wojnie podjęli działalność handlową, jak
      gdyby nic się nie zdarzyło. Bitwa o handel uświadomiła im, że nie mają czego w
      Polsce szukać. Eksodus żydowski w latach czterdziestych odbył się na wiele
      większą skalę niż ten w dwadzieścia lat później, zostawiając handel i przemysł
      na łasce centralnego planowania.

      Główną przyczyną była oczywiście obwarowana dogmatem niewydolność gospodarcza
      nowego system, uzurpującego sobie prawo zarządzania każdym działem aktywności
      społecznej, doktryna zakazująca podmiotowości obywatelskiej, w razie potrzeby
      podkreślana sankcjami i codziennym zastraszaniem.

      Wieś pacyfikowano. w latach stalinowskich przeprowadzane zostały akcje
      rozkułaczania i przymusowego kołchozowania.

      System obowiązkowych dostaw i odgórnie ustalanych cen zbytu trzymał wieś w
      półniewoli ekonomicznej, równie skutecznie zapobiegając rozwojowi ekonomicznemu,
      co niegdyś pańszczyzna.
    • leje-sie VI. Żniwa 2 29.02.08, 22:33
      Lipiec przechodził w sierpień, powietrze było ciężkie, nieruchome, nagrzane od
      ziemi.

      Wóz rozbierano do osi, dawano długą rozworę i nakładano drabiny. Po tylu latach
      mam trudności z nazwaniem części wozu, choć wystarczy bym zamknął oczy i widział
      je każdą z osobna,ręce też zachowały pamięć o wszystkich czynnościach.

      Z samego rana wóz zaprzężony w dwa koni pospiesznie dążył w pola. Zawieszony
      wysoko skowronek trelował dźwięcznie, spod kół wyskoczył rozzłoszczony chomik,
      przyłapany na kradzieży i obszczekiwał pojazd.

      Załoga składała się zazwyczaj z dwóch podrostków. Młodszy powoził od kopki do
      kopki, nabijał na dwuzębne widły o długim trzonku snop za snopem i podawał na
      wóz. Starszy, odpowiedzialny i doświadczony, układał je starannie - najpierw
      ukkładał je wzdłuż, w przestrzeni między drabinami, potem rozkładał warstwami
      szeroko na boki, kłosiem do środka. Praca była kontemplacyjna, nastrajała do
      rozmyślań, być może, że z każdą warstwą coraz wyżej, coraz bliżej było do Absolutu.

      Jeszcze decyzja, czy pozrywać się na układanie czwartej warstwy, czy zostać przy
      trzech. Cztery warstwy były ryzykowne, snopki mogły się rozsunąć, albo jeszcze
      gorzej, koło mogło podskoczyć w bruździe i przewrócić wóz wraz z chojrakiem, ku
      wesołości obserwatorów.

      Ciężko naładowanym wozem zajeżdżałem pod wrota do stodoły i ostrożnie wjeżdżałem
      na boisko. Wóz za wozem, snopek za snopkiem do zapola, wysoko aż pod strzechę.

      Ładunek ostatnich dwóch wozów składany był na boisku, do pierwszej młocki.

      Schodzili się do młocki robotnicy, ustawiano przy stercie zboża młocarnię, do
      kieratu zaprzęgano konia, którego poganiał znudzony chłopaczek. W koło, w koło
      raz za razem, nie znałem gorszej męki.

      Ale teraz byłem już starszy, na mnie spoczywał obowiązek donoszenia snopków
      rozwiązanych z powrósła na stół młockarni. Odbierał je wuj i porcjami wpychał w
      czeluść jazgoczącej maszyny, gdzie bolce bębna rozszarpywały kłosy na strzępy
      wyłuskując ziarno.

      Dołem wysypywało się wartkim strumieniem ziarno zmieszane z plewami i wielkimi
      kłębami toczyła się zmierzwiona słoma. Wygarniały ją grabiami ciotki na podwórze
      a tam któryś z domowych osiłków wynosił na wysoką stertę.

      Ziarno następnego dnia pracowicie odzielałem od plew w wialni, z pokroju
      podobnej do różowego słonia z jakiejś kreskówki disneyowskiej. Różowy bowiem
      miała kolor z kaprysu przedwojennego właściciela fabryki maszyn rolniczych.

      I czym prędzej odwożono zboże na punkt skupu, gdzie czekało się godzinami w
      zakręconej na szosę kolejce wozów aż urzędnicy GS z łaski obsłużyli wszystkich.
      Siedział taki gryzipiórek za biurkiem, gryzmolił coś w księdze dostaw, wydawał z
      ociąganiem kwit. Gdy już było po wszystkim babcia sadowiąc się na wozie rzuciła
      pod adresem urzędnika pogardliwe "pi..zgryz". Ale były już pierwsze pieniądze.

      Bardziej dla sentymentu, niż z potrzeby, babcia wysiewała len, grykę, bób, mak,
      proso a nawet soczewicę.

      Raz na kilka lat zmieniano strzechę na stodole i domu mieszkalnym. Wybierano w
      tym celu najładniejsze snopki żyta, wuj na zmianę ze mną młocił je cepami, by
      słoma była prosta i nie zgnieciona.

      Ze słomy związywano niewielkie strzeszaki, wiązano cienkim powrósłem i szybkim
      ruchem rozdzielając słomę na pół skręcano obie połówki względem siebie o 360
      stopni, by powrósło, skręcone teraz w ósemkę mocniej ściskało strzeszak.

      Z dachu strącano zmurszałą od deszczu starą, zbutwiałą i porosłą mchem strzechę,
      a gdy dach był już ogołocony kładziono donoszone po drabinie nowe strzeszaki i
      układano je ciasno jeden obok drugiego, od dołu ku górze, przywiązując
      powrósłami do łat.

      I złociła się nową strzechą stodoła.
      • andrzejg Re: VI. Żniwa 2 01.03.08, 19:01
        tak samo to pamiętam , gdy będąc młodzieńcem pomagałem przy zniwach
        Z czasem zakupili prase do słomy i kopa za stodoła budowana była z
        równych kolcków

        A.
    • andrew2008 [...] 29.02.08, 22:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • andrew2008 Dziecinstwo utracone, przyzwoitosc utracona 01.03.08, 10:30
      Co zostalo? Bezndziejna i bezsensowna smierc ateistyczna.
    • perla do Lejka prośba o streszczenie jest 01.03.08, 13:24
      z 5 razy podchodziłem do wątku tego i po kilku akapitach zamykałem
      to. Czy mógłbyś więc streścić mi co z tą świnią stało się?
      Zarżneliście, czy też jednak życie udało zachować się jej?
      Bo ukatrupić świnię to nie taka prosta sprawa jest. U nas w
      Lublinie, w Trybunale, orginalny wyrok sprzed stuleci jest,
      skazujący świnię na karę śmierci przez powieszenie. Nie wiem co owa
      świnia przeskrobała ale zachował protokół z egezkucji się. Ilekroć
      kat pętlę założył jej to ona spadała z pętli tej. Poirytowany kat w
      końcu utopił świnię tą co by wyrokowi zadość była. Ale to błąd kata
      był, bo wyrok wyraźnie brzmiał - przez powieszenie. I rozeźlony
      sędzia kazał batożki katu wymierzyć.
      Tak, ze świniami to zawsze problem jest właśnie.
      • wikul Do Perły prośba jest tu 01.03.08, 18:30
        Jak chcesz treściwe posty czytać to skontaktuj sie z atolskim
        v.andrew2008. Ten watek jest raczej dla ludzi którzy by chcieli
        rozwinięcia tematu przez autora.
        Czuję sie zażenowany twoja prośba i zawstydzony że coś podobnego
        przyszło ci do głowy. Nadmieniam że nie ma obowiazku czytania
        wszystkich wątków a zwłaszcza nie ma obowiazku zabierania w nich
        głosu.
        • leje-sie Przecież Perła bardzo ładnie mi napisał 01.03.08, 18:52
          choć może nieco przekornie.

          Cieszę się, że i ciebie tu zwabiłem.
        • perla Re: Do Perły prośba jest tu 01.03.08, 22:13
          wikul napisał:

          > Jak chcesz treściwe posty czytać to skontaktuj sie z atolskim
          > v.andrew2008.

          a masz nr telefonu osobnika tego skoro skontaktować się z nim mam?

          > Ten watek jest raczej dla ludzi którzy by chcieli
          > rozwinięcia tematu przez autora.

          wątek jest dla wszystkich, zapamiętaj to w końcu. Jeżeli tylko dla
          wybranych ma być, to forum ukryte polecam.

          > Czuję sie zażenowany twoja prośba i zawstydzony że coś podobnego
          > przyszło ci do głowy.

          ja również czuję się zażenowany postem twym i zawstydzony, że
          piszesz niczym rozhisteryzowana panienka jakaś.


          > Nadmieniam że nie ma obowiazku czytania
          > wszystkich wątków a zwłaszcza nie ma obowiazku zabierania w nich
          > głosu.

          aesem zostałeś, że aesowskie porady dajesz właśnie?
          • andrew2008 Kulcka mlodziez nie miala latwo w PRL 01.03.08, 22:31
            Kulacka mlodziez nie miala latwo w PRL. Nigdy nie mieli pelnego
            zaufania czerwonych. I zeby byc przez czerwonych dopuszconymi do
            zloba musieli byc bardziej entuzjastyczni w bolszewizmie niz sam
            towarysz Stalin. Najbardziej ponure kreatury UB, SB i komuny
            wywodzily sie z po-kulackich neofitow bolszewii. Dzis stanowia
            kwiat motlochu wyksztalciuchowego GW i awangarde ateistycznej sekty.
          • wikul Re: Do Perły prośba jest tu 01.03.08, 23:00
            perla napisał:


            > a masz nr telefonu osobnika tego skoro skontaktować się z nim mam?


            Znasz tylko ten jeden sposób ?


            > wątek jest dla wszystkich, zapamiętaj to w końcu. Jeżeli tylko dla
            > wybranych ma być, to forum ukryte polecam.


            Nie muszę niczego zapamietywać. Dałem ci dobra radę byś nie musiał
            gimnastykowć umysłu o co autorowi chodzi i prosić go o streszcenia.


            > ja również czuję się zażenowany postem twym i zawstydzony, że
            > piszesz niczym rozhisteryzowana panienka jakaś.


            Rozczarowałeś mnie. Myślałem że w rozhisteryzowaniu jesteś lepszym
            specjalistą po tylu dyskusjach w znanym towarzystwie.


            > aesem zostałeś, że aesowskie porady dajesz właśnie ?


            Dobrych rad nigdy nie za wiele gdy rozmówca ma ograniczoną
            wyobraźnię.
            • perla Wikuł jest 01.03.08, 23:09
              ja Ci nie bronię brawo bić i o bis prosić. Natomiast mentorskiego
              tonu nie zwykłem słuchać.
              Dla mnie to nieudolna próba naśladowania pijanego Reymonta z
              Mickiewiczem, kiedy już trawiła go mal francese w stadium ostatnim.
              Ty w zachwyt wpadasz, czym mylisz Lejka. Ja chcę pomóc mu wskazując,
              iż na złej drodze jest. Ambicja to nie wszystko jest. Lejek być może
              i kocha pisanie ale pisanie nie kocha Lejka właśnie.
              • wikul Re: Wikuł jest 01.03.08, 23:46
                perla napisał:

                > ja Ci nie bronię brawo bić i o bis prosić. Natomiast mentorskiego
                > tonu nie zwykłem słuchać.
                > Dla mnie to nieudolna próba naśladowania pijanego Reymonta z
                > Mickiewiczem, kiedy już trawiła go mal francese w stadium ostatnim.
                > Ty w zachwyt wpadasz,czym mylisz Lejka.Ja chcę pomóc mu wskazując,
                > iż na złej drodze jest.Ambicja to nie wszystko jest.Lejek być może
                > i kocha pisanie ale pisanie nie kocha Lejka właśnie.


                Co mnie obchodzi czego ty bronisz czego nie, czego chcesz słuchć
                a czego nie. A gdzie wyczytałes o moim zachwycie pozostanie twoja
                tajemnicą. Napisałem że to watek nie dla ciebie i jak widać miałem
                rację. Co myślę o twojej znajomosci literatury i umiejętności
                recenzowania litosciwie zamilczę. Mam nadzieję ze Lejek
                w tym zakresie myśli podobnie.
                • perla Re: Wikuł jest 01.03.08, 23:54
                  wikul napisał:

                  > A gdzie wyczytałes o moim zachwycie pozostanie twoja
                  > tajemnicą.

                  czyli w zachwyt nie wpadłeś po tekstach Lejka? Nie rozumiem więc
                  zaperzenia twego.

                  > Napisałem że to watek nie dla ciebie i jak widać miałem
                  > rację.

                  wątek założony na FAq dla kazdego jest. Widzę, iż w wykidajłę
                  zabawić się chcesz. Nic z tego smile

                  > Co myślę o twojej znajomosci literatury i umiejętności
                  > recenzowania litosciwie zamilczę.

                  ależ bezlitosny bądź i nie milcz.
                  I czytaj ze zrozumieniem. Ja niczego nie recenzowałem bo nie ma
                  czego właśnie.

                  > Mam nadzieję ze Lejek
                  > w tym zakresie myśli podobnie.

                  podoba mi się to zdanie. Lejek myśli podobnie. Masz nadzieję taką...
                  Wyluzuj Wikuł.
                  • wikul Re: Wikuł jest 02.03.08, 00:51
                    perla napisał:


                    > czyli w zachwyt nie wpadłeś po tekstach Lejka? Nie rozumiem więc
                    > zaperzenia twego.


                    Zaperzenie to ty wykazujesz w tasiemcowych "dyskusjach" o niczym.


                    > wątek założony na FAq dla kazdego jest. Widzę, iż w wykidajłę
                    > zabawić się chcesz. Nic z tego smile


                    Dalej niczego nie rozumiesz. Spróbuje jeszcze prosciej. Jak czegoś
                    nie lubie, cos mi sie nie podoba lub widzę nieciekawe nicki - nie
                    wchodzę. Natomiast ty sie wpychasz bo wydaje ci sie ze masz coś
                    mądrego do powiedzenia, a nie masz. I dalej nie wiesz co to jest
                    dobra rada. Myli ci sie wszystko z wszystkim.


                    > ależ bezlitosny bądź i nie milcz.
                    > I czytaj ze zrozumieniem. Ja niczego nie recenzowałem bo nie ma
                    > czego właśnie.


                    Albo masz krótka pamięc albo już w ogóle nie panujesz nad sobą.
                    A to kto napisał ?
                    "Dla mnie to nieudolna próba naśladowania pijanego Reymonta z
                    Mickiewiczem, kiedy już trawiła go mal francese w stadium ostatnim.
                    Ty w zachwyt wpadasz, czym mylisz Lejka. Ja chcę pomóc mu wskazując,
                    iż na złej drodze jest. Ambicja to nie wszystko jest. Lejek być może
                    i kocha pisanie ale pisanie nie kocha Lejka właśnie".


                    > podoba mi się to zdanie. Lejek myśli podobnie. Masz nadzieję
                    > taką... Wyluzuj Wikuł.


                    A ty odwrotnie. Spróbuj chociaż raz dać SOBIE radę nie innym, bo mam
                    wrażenie że masz doskonałe samopoczucie, niczym nie uzasadnione.
                    To by było z mojej strony na tyle. Nie chcę psuć cudzego watku
                    • perla Re: Wikuł jest 02.03.08, 01:01
                      wikul napisał:

                      > Zaperzenie to ty wykazujesz w tasiemcowych "dyskusjach" o niczym.

                      ejże, jakie zaperzenie?

                      > Dalej niczego nie rozumiesz. Spróbuje jeszcze prosciej. Jak czegoś
                      > nie lubie, cos mi sie nie podoba lub widzę nieciekawe nicki - nie
                      > wchodzę.

                      a ja przeciwnie, wchodzę.

                      > Natomiast ty sie wpychasz bo wydaje ci sie ze masz coś
                      > mądrego do powiedzenia, a nie masz.

                      oczywiście, że nie mam. Tak jak każdy kto na nudny tekst natyka się.

                      > I dalej nie wiesz co to jest
                      > dobra rada.

                      otóż wiem. Dobra rada to wujek dobra rada jest.

                      > A ty odwrotnie. Spróbuj chociaż raz dać SOBIE radę nie innym, bo
                      mam
                      > wrażenie że masz doskonałe samopoczucie, niczym nie uzasadnione.

                      irytuje cię moje dobre niczym nie uzasadnione samopoczucie?


                      > To by było z mojej strony na tyle. Nie chcę psuć cudzego watku

                      psuć cudzego wątku... i znów podoba mi się zdanie to.
      • leje-sie Perła to umie pochlebić autorowi 01.03.08, 18:50
        Pięć razy czytał.

        Po akapicie sobie dozował, bo mocny to koncentrat.

        Małymi kąskami się rozkoszował.

        Skojarzeń doznał i je opisał.

        Kolejny odcinek już mi się układa.
        • perla Re: Perła to umie pochlebić autorowi 01.03.08, 22:23
          leje-sie napisał:

          > Pięć razy czytał.

          próbował czytać

          > Po akapicie sobie dozował, bo mocny to koncentrat.

          mocny? heh..., kolega chyba w megalomanię wpada

          > Małymi kąskami się rozkoszował.

          raczej niecierpliwił

          > Skojarzeń doznał i je opisał.

          ale pytanie postawił. Bez odpowiedzi jak widzę.

          > Kolejny odcinek już mi się układa.

          pisarzem jakimś zostać chcesz? Odradzam.
      • perlisty Re: do Lejka prośba o streszczenie jest 01.03.08, 19:35
        Daj se siana przyjacielu.
        Watek nie jest dla takich kiepow jak ty. A poszedl tapczany
        naprawiac !




        --

        5,5 w porywach 6
    • patience Do lejka offtopic 01.03.08, 19:19
      Mialam to napisac w zalozonym przez Ciebie watku w ktorym apelujesz o donoszenie
      i koszowanie, ktory wlasnie wylecial na Osla, ale nie zdazylam. Mam rade, zebys
      zajrzal na ustawienia "Moje Forum". Tam jest opcja wygaszania nickow, ktorych
      nie lubisz. Nie jest konieczne czytanie wszystkiego i wszystkich, niekoniecznie
      tez trzeba wszystkim odpowiadac i z wszystkimi polemizowac.
    • leje-sie VII. Obrządek 01.03.08, 21:11
      Obrządek: codzienne zajęcia gospodarskie. Również: rytuał (religijny).

      Od stodoły do obory prowadziła wydeptana w murawie ścieżka zasypana słomą.
      Każdego dnia ze stodoły do obory noszono kilka ciężkich wideł słomy na ściółkę
      dla krów i koni.

      Między stodołą a oborą była brama prowadząca z gumna w pole i do położonych poza
      ścisłym obejściem dołów na kiszone liście buraczane i zimowych kopców z
      kartoflami, warzywnika z płożącymi się łodygami ogórków i wielkolistnych dyń,
      marchewką, wonną pietruszką, cebulą, czerwonymi burakami, fasolą zwaną grochem,
      młodymi ziemniakami, kapustą, truskawkami, poletek lnu, maku, prosa, soczewicy i
      bobu.

      Obora była jedynym całkowicie murowanym budynkiem gospodarskim. Zbudowana w tym
      samym czasie, co już opisywany przeze mnie stary dom, służący za kuchnię letnią,
      spichlerz i chlew.

      Składała się z trzech pomieszczeń. Pierwsze, bez przedniej ściany, zwane
      poddachem, służyło jako wozownia. Stały tam sanie, sztorcem oparte o ścianę,
      żniwiarka rozłożona na części, siewnik, drabiny do zwózki zboża, koparka do
      ziemniaków, pługi - głęboki, jednoskibowy i dwuskibowy, brony, gruber czyli
      kultywator i niektóre pomniejsze narzędzia.

      Z poddachu można było po drabinie wejść na strych obory, gdzie składowano
      suszoną kończynę, skąd można ją było wygodnie, przez zamykane klapą otwory w
      powale, zrzucać wprost do obory i stajni. W zakamarkach kury czyniły sobie
      gniazda, z których wybierano jajka, zostawiając jedno na podkładek.

      Obora miała dwie pary solidnych drzwi na przestrzał, tak by można było do niej
      wjechać i wyjechać wozem naładowanym ciężko gnojem.

      Codzienny obrządek rozpoczynał się porannym dojeniem tuż po świcie, by
      schłodzone w piwnicy mleko można było odwieźć rankiem do mleczarni. Potem spod
      każdej krowy należało wyrzucić gnój na kupę za oborą, przynieść nowej słomy na
      podściółkę i do żłobów. Wiosną, latem i jesienią krowy wyprowadzano na
      pastwisko, skąd sprowadzano je do południowego i wieczornego dojenia i pojenia.
      Zimą stały w oborze w mdłym, słodkawym zaduchu, gdzie karmione były kończyną i
      kiszonką, z dodatkiem słomy do przeżuwania, a wodę do picia przynoszono im w
      wiadrach.

      Krów było sześć, czasami osiem, wszystkie były potomkami wysokomlecznej
      holenderki, którą pradziad dostał w darze od Niemca, u którego parobkował, gdy
      przechodził na swoje.


      Gdy któraś z krów zaczynała się latować (wchodziła w ruję) i wskakiwała na inne
      krowy, prowadzono ją do byka. Była potem cielna przez 9 miesięcy, z coraz
      większym brzuchem. Ostatnie dni przed ocieleniem ciągle ją doglądan. Gdy tylko
      pokazały się raciczki noworodka w worku płodowym obwiązywano je postronkami i z
      dużą siła, choć delikatnie i ostrożnie wyciągano cielę na świat. Odpoczywało
      przez chwilę aby wkrótce, stając na trzęsących się nogach, szukać wymienia
      wypełnionego siarą.

      Młode jałóweczki umieszczano w kojcu, w rogu obory. Byczki miały przed sobą
      tylko kilka dni życia, nim stały się cielęciną lub zostały sprzedane do rzeźni.

      Kilka razy do roku wjeżdżano do obory wozem i wywożono z niej nagromadzony gnój,
      wybierany do betonowej podłogi. Czasami pod żłobem natrafiano na gniazdo myszy
      lub szczurów. Zabijano je bez litości, zakłuwając widłami.

      W ostatnim pomieszczeniu była stajnia, z dwiema klaczami półkrwi, co zaznaczono
      w ich książeczkach wojskowych.

      Kasztanka był łagodna, Gniada, złośliwa, kopiąca i gryząca wszystkich, poza
      wujem. To one były pociągiem wozów i sań i napędem wszystkich maszyn rolniczych.
      Dostawały do żłobów sieczkę i owies, a czasami w niewielkich porcjach żyto.
      Codziennie oczyszczono je i czesano do połysku blaszanym zgrzebłem z drewnianą
      rączką. Niekiedy potajemnie dostawały ode mnie wykradany z cukiernicy cukier,
      zlizywały go z dłoni dotykając jej miękkimi chrapami. Gniada, owszem, cukier
      lubiła, ale był to też koniec zażyłości.
      • perla ok, przeczytałem o obrządku tym 01.03.08, 22:51
        Lejku, mam nadzieję, że drobne uwagi dopuszczalne są, oprócz
        zachwytu ogólnego. Ja zawsze byłem li tylko odbiorcą a nie krytykiem
        jakimś, Dlatego jako odbiorca pozwolę sobie zauważyć, że tu tempa
        brak jest. I akcji. Taka monotonna relacja powoduje, że trudno
        odróżnic w tekście tym, krowę od konia. Więcej życia Lejku i werwy.
        Skoro już za pisanie wziąłeś się to wiedz, że kreacja rzeczywistości
        w tekstach nie tylko dozwolona jest ale wręcz wskazana. O ile zyskał
        by tekt twój, gdyby na przykład koń kopnał kogoś lub krowa wściekła
        się. Zaraz akcja wartko potoczyła by się. A Ty wymieniasz wszystkie
        istniejące warzywa (cóż to? warzywniak?) i opisujesz oczywistości o
        zapłodnianiu krów czy też o przydatności konia do prac gospodarskich.
        Mam nadzieję, że jak dojdziesz do opisów zabaw wiejskich, zacznie
        ciekawie być. Tylko z biglem opisz to. Wiesz, ćwiartka na stojąco,
        bójka, sztachety w użyciu, demolka jakaś, no i koniecznie wspomnij o
        tym Józku spod lasu co upił na zabawie się i leżał koło figury potem
        właśnie.
        • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 01.03.08, 23:03
          perła jak jesteś taki krytyk literacki
          to sam napisz powieść w odcinkach na forum- wtedy porównamy
          a autorowi zostaw własne pole do popisu.
          • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 01.03.08, 23:15
            ariadna-enta napisała:

            > perła jak jesteś taki krytyk literacki

            dyć wyraźnie napisałem, że nie jestem krytykiem.

            > to sam napisz powieść w odcinkach na forum- wtedy porównamy
            > a autorowi zostaw własne pole do popisu.

            wiesz Ariadnna, śmieszy mnie wątek ten. Znaczy się, te nieudolne
            zachwyty. Kojarzy mi się to wszystko z tym odczytem pewnego Murzyna.
            Nie ważne jest, że Murzyn bzdury plutł. To ujdzie jeszcze. Gorsze,
            że całe to wysublimowane towarzystwo starało się na siłę coś dobrego
            o bełkocie Murzyna powiedzieć, co by nie urazić Murzyna. Dostrzegam
            podobieństwo sytuacyjne tu.
            Poza tym, to już przerabiane było na forum tym. Przez kwietnych
            właśnie.
            • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 01.03.08, 23:20
              to napisz coś lepszego
              na co czekasz?
              Ty z tych co zawsze muszą szpilę wetknąć?
              • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 01.03.08, 23:25
                ariadna-enta napisała:

                > to napisz coś lepszego
                > na co czekasz?
                > Ty z tych co zawsze muszą szpilę wetknąć?

                Ariadna, ja nie mam ambicji literackich i niczego tworzyć nie muszę.
                Jestem tylko odbiorcą i jak z kina wyjdę i powiem, że film do bani
                był, to nikt rozsądny nie powie na to - to nakręć lepszy.
                • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 00:05
                  perła lubisz mącić
                  co?
                  • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 00:19
                    ariadna-enta napisała:

                    > perła lubisz mącić
                    > co?

                    uwielbiam.
                    Ale tutaj chciałbym podkręcić Lejka co by nie palił tematów. A
                    propos palenia. Z nie ukrywana ciekawością kliknąłem w post o
                    stodole. "Stodoła była obszerna". Tytuł dawał nadzieję. Bo stodoła
                    ma ostatnio szczególne miejsce w świadomości co niektórych.
                    Myślałem, że Lejek, jako znawca stodół, opisze ilu faktycznie
                    sąsiadów zmieścił by tam. A tu figa. On coś o kluskach, słoninie i
                    ziemniakch z cebulą. Ja tam nie wiem, ale czy przypadkiem pisanie o
                    stodole bez pewnych kontekstów to nie jest antysemityzm właśnie?
                    • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 00:24
                      no perła analizuj,analizuj
                      stodoła mówisz antysemicka
                      nie wpadłabym na to. To mówisz,że w każdej polskiej stodole
                      no wiesz?
                      • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 00:31
                        ariadna-enta napisała:

                        > no perła analizuj,analizuj

                        Ariadnno, czytaj, czytaj. Ze zrozumieniem.

                        > stodoła mówisz antysemicka

                        napisanie o stodole bez wyrecytowania okolicznościowego wierszyka o
                        Jedwabnem to jawny antysemityzm jest.

                        > nie wpadłabym na to.

                        wiem

                        > To mówisz,że w każdej polskiej stodole
                        > no wiesz?

                        stodoły różne tajemnice mają. A zamiast o tajemnicach, Lejek o
                        słoninie pospolitej wypisuje...
                        • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 00:45
                          nie szalej człowieku
                          to wątek wiejski bez podtekstów
                          życie na wsi i nic więcej.
                          przewrażliwiony jakiś jesteś.

                          • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 01:05
                            ariadna-enta napisała:

                            > to wątek wiejski bez podtekstów

                            alez to ja wiem. I ten brak podtekstu martwi mnie. Oraz lejkowa
                            grafomania w stylu:
                            "Sad przedzielony był na pół kwietną alejką prowadzącą do furtki na
                            podwórze. Zaczynała się baldachimem sklepionych gałęzi bzu, jakby z
                            myślą o zakochanych parach żegnających czule się w majową, ciepłą i
                            wonną noc."

                            > życie na wsi i nic więcej.

                            to po co pisać skoro to nic więcej jest?

                            > przewrażliwiony jakiś jesteś.

                            wskazuję Lejkowi błędy tylko.
                            • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 01:10
                              a musi być coś więcej?
                              gdzie to jest napisane,że musi być drugie dno?
                              nie zniechęcaj lejka i innych.
                              Tobie się nie podoba,ale nie jesteś tu sam.


                              • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 01:25
                                ariadna-enta napisała:

                                > a musi być coś więcej?
                                > gdzie to jest napisane,że musi być drugie dno?

                                a to nie lepiej samemu na wieś pojechać? Bo pisane klimaty na razie
                                nie udane są. Ja wiem bez lejkowego pisania, że marchewka i
                                pietruszka na grządkach rosną, świnia chrząka, kogut pieje a krowa
                                mleko daje.

                                > nie zniechęcaj lejka i innych.
                                > Tobie się nie podoba,ale nie jesteś tu sam.

                                toż wiem, że nie jestem tu sam. Innym się podoba, dla mnie to
                                grafomania w pełnej krasie jest. Wolno mi tak uważać czy też nie
                                wolno zastrzeżeń do lejkowego pisania mieć właśnie?
                                • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 01:36
                                  no jak wiesz,że kogut pieje,a krowa ,mleko daje i że marchewka nie
                                  rośnie na drzewie
                                  to obcykany jesteś.
                                  • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 10:20
                                    a Ty jak widzę tą wiedzę czerpiesz z monotonnych tekstów Lejka.
                                    Jeszcze kilka odcinków i też obcykana będziesz właśnie.
                                    • andrzejg Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 20:48
                                      w sumie to nudziarz jestes Perła
                                      Nie podoba ci się, to nie zaglądasz
                                      Rozumiem ,ze forumowy zapał do wbijania szpili przeważa,
                                      ale daj sobie spokój. NIe bolej nad tym ,że sa tacy , co sobie tylko
                                      poczytaja i wyciągna z lamusa swoje własne wspomnienia

                                      A.
                                      • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:02
                                        andrzejg napisał:

                                        > w sumie to nudziarz jestes Perła
                                        > Nie podoba ci się, to nie zaglądasz

                                        alez podoba mi się. Wasz zachwyt nad grafomanią tą.

                                        > NIe bolej nad tym ,że sa tacy , co sobie tylko
                                        > poczytaja i wyciągna z lamusa swoje własne wspomnienia

                                        Andrzeju, Tobie do własnych wspomnień pisanie Lejka potrzebne jest?
                                        • andrzejg Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:08
                                          perla napisał:

                                          > andrzejg napisał:
                                          >
                                          > > w sumie to nudziarz jestes Perła
                                          > > Nie podoba ci się, to nie zaglądasz
                                          >
                                          > alez podoba mi się. Wasz zachwyt nad grafomanią tą.

                                          przesadzasz

                                          >
                                          > > NIe bolej nad tym ,że sa tacy , co sobie tylko
                                          > > poczytaja i wyciągna z lamusa swoje własne wspomnienia
                                          >
                                          > Andrzeju, Tobie do własnych wspomnień pisanie Lejka potrzebne jest?
                                          >
                                          >

                                          Potrzebne, nie potrzebne
                                          Nie o to chodzi

                                          Choc jestem z Wrocławia, to całe swoje 'letnie' dzieciństwo
                                          spedziłem w pokrakowskie wsi niedaleko Gdowa. Pamietam afere ze
                                          scharatanymi przez kosiarke goleniami koni , które poszły do rzeźni
                                          wójka, który mnie gonił po łace za zbite żarówki...

                                          itd

                                          i nie mam nic przeciwko Lejkowi ,że pobudził mnie do tych wspomnien
                                          Czepiasz sie formy, zywej akcji...niepotrzebnie
                                          Te wspomnienia są głownie STATYCZNE. To było takie senne,takie bez
                                          akcji..przynajmnie z punktu widzenia dziecka/młodzieńca, ale
                                          przeciez piekne

                                          A.
                                          • andrzejg Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:10
                                            oczywiscie u a nie ó
                                          • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:13
                                            o co ci perła u licha chodzi?
                                            ze ktoś pisze na taki temat?
                                            przekombinowujesz i tyle.
                                            • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:41
                                              ariadna-enta napisała:

                                              > o co ci perła u licha chodzi?
                                              > ze ktoś pisze na taki temat?

                                              nie, że pisze ale, że tak pisze właśnie.
                                              • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 22:01
                                                kurcze myślałam,że każdy może pisać jak chce
                                                a tu się okazuje,że przychodzi perła i mówi
                                                "głupio piszesz,zmień to najlepiej po mojemu"
                                                • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 22:14
                                                  ariadna-enta napisała:

                                                  > kurcze myślałam,że każdy może pisać jak chce
                                                  > a tu się okazuje,że przychodzi perła i mówi
                                                  > "głupio piszesz,zmień to najlepiej po mojemu"

                                                  to dopiero teraz o tym dowiedziałaś się? Toż to podstawa forum jest.
                                                  Ty na przykład od wczoraj w wątku tym, piszesz, że ja źle piszę
                                                  właśnie.
                                                  • ariadna-enta Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 22:24
                                                    coś ci się śni chyba
                                                    nie twierdzę czy piszesz dobrze czy żle
                                                    ale ,ze się czepiasz i próbujesz ustawiać lejka po swojemu
                                                    że nie tak,że nudno,ze bez sensu.
                                                  • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 22:39
                                                    ariadna-enta napisała:

                                                    > coś ci się śni chyba

                                                    dzisiaj mi się śniło, że mam dwa życia i cztery pralinki. Serio.
                                                    A onegdaj, że Michnik dożywocie w USA załapał za pedofilię.

                                                    > nie twierdzę czy piszesz dobrze czy żle

                                                    a piszę dobrze czy źle?

                                                    > ale ,ze się czepiasz i próbujesz ustawiać lejka po swojemu

                                                    Lejka to ja ustawiam już kilka lat. Gdybym wiedział, że to skończy
                                                    się ekshibicjonizmem Lejka takim...

                                                    > że nie tak,że nudno,ze bez sensu.

                                                    no bo nie tak, nudno i bez sensu.
                                          • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:40
                                            andrzejg napisał:

                                            > Pamietam afere ze
                                            > scharatanymi przez kosiarke goleniami koni, które poszły do rzeźni
                                            > wójka, który mnie gonił po łace za zbite żarówki...

                                            Andrzeju, hmmm..., co mają żarówki do kosiarki?
                                            I co wy wszyscy o tych rzeźniach? To jakaś trauma chyba jest.
                                            • andrzejg Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 21:49
                                              perla napisał:

                                              > andrzejg napisał:
                                              >
                                              > > Pamietam afere ze
                                              > > scharatanymi przez kosiarke goleniami koni, które poszły do
                                              rzeźni
                                              > > wójka, który mnie gonił po łace za zbite żarówki...
                                              >
                                              > Andrzeju, hmmm..., co mają żarówki do kosiarki?
                                              > I co wy wszyscy o tych rzeźniach? To jakaś trauma chyba jest.
                                              >

                                              hmmm
                                              Perło, to chyba muszą byc Twoje chore skojarzenia, których nawet nie
                                              łapię.

                                              Opisane po krótcr zdarzenia były osobnymi i odległymi w czasie
                                              faktami. Ja tylko wspomniałem sobie . Nic więcej

                                              Tak więc napisz o swoich skojarzeniach związanych z żarówka i rzeżnią

                                              A.
                                              • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 02.03.08, 22:00
                                                andrzejg napisał:

                                                > Opisane po krótcr zdarzenia były osobnymi i odległymi w czasie
                                                > faktami. Ja tylko wspomniałem sobie . Nic więcej

                                                zrozum Andrzeju, napisałeś w jednym zdaniu o kosiarce, rzeźni,
                                                żarówkach, koniach, łące i wujku goniącym. Dziwisz się, że rozebrać
                                                tego nie mogłem?


                                                > Tak więc napisz o swoich skojarzeniach związanych z żarówka i
                                                > rzeżnią

                                                nigdy nie byłem w rzeźni jakiejś. A żarowki z niczym nie kojarzą mi
                                                się.
                                                • wikul Dla perły kawałek jest tu 02.03.08, 22:41
                                                  Piękny rodzajowy, dynamiczny i soczysty dialog. Jest prawie wszystko
                                                  czego on potrzebuje w prozie.

                                                  youtube.com/watch?v=p7f93GuLpNg
                                                  • ariadna-enta Re: Dla perły kawałek jest tu 02.03.08, 22:45
                                                    samo życie,soczystość i naturalność.
                                                  • perla Re: Dla perły kawałek jest tu 02.03.08, 22:52
                                                    niestety, jutro odsłucham bo z głośnikami coś nie tak jest.
                                                  • andrzejg Re: Dla perły kawałek jest tu 03.03.08, 04:10
                                                    tez obchodzi 50 lecie?

                                                    A.
                                                • andrzejg Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 03.03.08, 04:12
                                                  perla napisał:

                                                  >
                                                  > zrozum Andrzeju, napisałeś w jednym zdaniu o kosiarce, rzeźni,
                                                  > żarówkach, koniach, łące i wujku goniącym. Dziwisz się, że
                                                  rozebrać
                                                  > tego nie mogłem?
                                                  >

                                                  ano dziwię się
                                                  Stajesz w jednym szeregu z Haszem , który tez niczego z zycia nie
                                                  rzumie.

                                                  A.
                                                  • januszcz Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 03.03.08, 09:49
                                                    andrzejg napisał:

                                                    > Stajesz w jednym szeregu z Haszem , który tez niczego z zycia nie
                                                    > rzumie.
                                                    >
                                                    ===============
                                                    Myśle, że perła to jednak inny przypadek jest. Pisanie Lejka wpędza go w
                                                    kompleksy (jak ogólnie wiadomo ma kłopoty ze składnią).

                                                    J.
                                                  • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 03.03.08, 10:05
                                                    januszcz napisał:


                                                    > Myśle, że perła to jednak inny przypadek jest. Pisanie Lejka
                                                    wpędza go w
                                                    > kompleksy

                                                    dobrze prawisz. Mam kompleksy, że nie jadałem jako dzieciak jeszcze
                                                    podrygującej w ostatnim tchnieniu świni właśnie.
                                                  • perla Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 03.03.08, 10:09
                                                    andrzejg napisał:

                                                    > ano dziwię się

                                                    ja też dziwię się. Lejek w przydługawych tekstach wymienia wszystkie
                                                    rośliny istniejące na wsi, a Ty w jednym zdaniu zawarłeś przeżycia z
                                                    wielu lat.
                                                    Nie można by tego jakoś wyśrodkować właśnie?
                    • a000000 Re: ok, przeczytałem o obrządku tym 03.04.08, 19:28
                      Stodoła?
                      Motyw tejże przewija się w Skiroławkach. Chyba ciekawszy, niż kluchy i warzywa...

                      Lejku, może byś w kierunku Skiroławek skręcił?
    • szczesciara.33 Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 02.03.08, 10:30
      szczesciarz z ciebie lejku,ze zachowales w pamieci 'obejscie'jak z
      fotki wakacyjnej mitu bezstresowego-tak to sie teraz ponoc mowi-
      szczesliwego dziecinstwa.
      • perla Re: Obejście otoczone było wysokim płotem, 02.03.08, 15:42
        szczesciara.33 napisała:

        > szczesciarz z ciebie lejku,ze zachowales w pamieci 'obejscie'jak z
        > fotki wakacyjnej mitu bezstresowego-tak to sie teraz ponoc mowi-
        > szczesliwego dziecinstwa.


        no właśnie ja nie jestem pewien czy to opis szczęśliwego dzieciństwa
        jest. Raczej smutnego. Lejek na przykład opisuje, że dostawał
        niewielkie pajdki chleba, bo inaczej brzuch bolał go. A picie
        podłego wina przez nieletniego zostawiam bez komentarza. Do tego
        mieszkanie z przylegającym śmierdzącym chlewem, tłumaczy późniejszą
        ucieczkę Lejka przez Bałtyk z tego "raju". Ale faktycznie, pamięć
        kwiku zarzynanej świni i widok rozpruwania jej brzucha tłumaczy
        poniekąd lejkowe późniejsze ekscesy szwedzkie właśnie.
    • leje-sie VIII. Odpust 03.03.08, 19:31
      Nie pomnę już, pod jakim wezwaniem były kościoły w najbliższej okolicy. Odpusty
      były w każdym razie trzy.

      Konie czyszczono w te dni starannie, czesano om grzywy (niektórzy gospodarze
      zaplatali grzywy w warkoczyki) i związywano przed wyruszeniem w drogę ogony, by
      się nie ubłociły. Ubierano je w nową, odświętną uprząż, zakładano kantary (uzdy)
      z klapkami na oczy i kolorowymi pomponikami z włóczki. Nawet bat i biczysko były
      odświętne.

      Wyprowadzano z poddachu bryczkę i zasiadali w niej domownicy a czasem któryś z
      sąsiadów. Babcia ubrana najbarwniejszą, zielono-czerwoną chustkę szalinówkę,
      choćby z nieba lał się żar i elegancką czarną sukienkę z białym, koronkowym,
      kołnierzykiem i mnóstwem drobnych guziczków, wuj w naciągniętych z trudem
      błyszczących oficerkach i samodziałowej marynarce kroju wojskowego a na niej,
      pod jesień, również wojskowej krótkiej kurtce z grubszego samodziału.

      Do kościoła było trzy kilometry, zwinna bryczka na resorach kołysała się miękko
      i miło, zupełnie inaczej niż powszedni żelaźniak podskakujący twardo na każdej
      grudzie i koleinie, konie szły kłusem, by wszyscy we wsi widzieli jak są silne i
      dobrze odżywione.

      Najbardziej lubiłem drewniany kościół w M., gdzie był grób dziadka i barokowy
      kościół przyzamkowy w D. Z zamku pozostała jedynie tajemnicza baszta i
      zarośnięte niezapominajkami mokradła i rozlewiska na miejscu dawnych stawów rybnych.

      Dobrze było się wybrać do kościoła zawczasu, znaleźć ocienione miejsce po
      wysokimi jesionami do przywiązania koni, porozmawiać z dawno niewidzianymi
      znajomymi z dalszej okolicy, wymienić się informacjami o zbiorach, cenach
      pszenicy i prosiąt i wiejskimi plotkami.

      Dla sześciolatka wszystko było nowe, nieznane i ciekawe. Wąsaci mężczyźni i
      trajkocące kobiety, z którymi babcia i wuj witali się raz serdecznie, raz
      powściągliwie, wedle ustalonej hierarchii, dzwonnica i bicie w dzwony, ksiądz
      wysoko na ambonie (a którędy on się tam dostał?) przemawiający w nieznanym
      języku, dwanaście obrazów Drogi Krzyżowej, bardzo realistycznie
      przedstawiających żołdaków rzymskich o twarzach wykrzywionych złością,
      spływające krwią rany i postacie w dziwnych ubraniach.

      Ludzie siadali, wstawali, klękali, żegnali się, mówili chórem, czasem pogrywały
      przepięknym głosem organy, wierni podchodzili do kapiącego złotem ołtarza,
      ksiądz ze starszymi ode mnie chłopaczkami szedł środkiem kościoła, w
      pomieszczeniu rozchodziła się słodka woń kadzidła, wuj sięgał do kieszeni i
      wysypywał na talerz garść, widać uprzednio przygotowanych, drobniaków.

      Gdy w kościele robiło się nie do wytrzymania duszno otwierano drzwi i ruszała
      procesja ze śpiewami. Ksiądz szedł pod baldachimem, niesionym, jak rozumiałem,
      przez najbardziej poważanych gospodarzy (wuj nigdy nie dostąpił tego zaszczytu,
      z powodów opisanych Tu),
      śliczne jak aniołki dziewczynki w białych sukienkach i z rozpuszczonymi włosami
      sypały na ziemię ususzone płatki kwiatów (a ja zastanawiałem się, z jakich
      kwiatów je zbierano), dymiło się kadzidło (a ja zastanawiałem się co to za
      węgielek w kadzielnicy i kiedy zapłonie prawdziwym ogniem).

      Już dorośli zajęli się swoimi sprawami a ja zwiedzałem kramy odpustowe. Można
      tam było kupić żeliwne sagany, pobielane w środku, czarne siwaki lub gliniane
      polewane garnki zdobione w esy-floresy, pańską skórkę zawijaną w pergaminowy
      papier, słodkie, biało-czerwone oscypki, krówki, lody z drewnianych, skrzynek
      noszonych przez sprzedawców na brzuchu, wiatraczki na giętym druciku
      (zdemontowałem zaraz po przyjeździe do domu i do dzisiaj sam potrafię taki
      wiatraczek zrobić z kartki papieru), motylki na kółkach, kłapiące skrzydełkami,
      korkowce i wiele innych skarbów z wielkiego świata.

      Ale czas był się zbierać, wuj popędzał konie, a za nami jechał sznur bryczek i
      wozów krewnych i kuzynów zaproszonych do domu.

      wozy wjeżdżały na podwórko, wyprzęgano konie i pojono w porosłym zielonymi
      glonami korycie chłodną wodą z nigdy nie wysychającej studni o przemyślnej
      konstrukcji, a potem prowadzono do sadu i wiązano u drzew.

      Z piwnicy wytaczano beczułkę na tę okazję kupionego piwa, wokół zbierał się krąg
      znawców i specjalistów doradzających jak wybić szpunt i zamocować w beczce
      pompkę z mosiężnym cylindrem w którym poruszał się tłok. Każdy na wyprzódki
      podstawiał wysokie szklanki, do których lał się złoty płyn z grubym kożuchem
      białej piany.

      Ja z zaciekawieniem patrzyłem na zacukanych kuzynów, a oni najpierw wstydliwie
      trzymając się rodziców, aż coraz bardziej się ośmielali. Dla dzieci było ciemne
      piwo słodowe, a kto chciał mógł zanurzyć palec w dorosłym kuflu i oblizać goryczkę.

      Następnego dnia brałem kolorowy kalejdoskop z odpustu, oglądałem pod światło
      zmieniające się kolorowe gwiazdki. A gdy nasyciłem się oglądaniem pracowicie
      rozkładałem urządzenie na części składowe - papierowy cylinder, wziernik ze
      szparką, trzy podłużne lusterka, dwie okrągłe szybki i garść kolorowych
      szkiełek, zszarzałych na dłoni i wcale nie tak bajkowo pięknych, jak chwilę
      przedtem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja