babariba-babariba 10.03.08, 14:19 ...a zi00bery szosą zapieralala szosą, była jego... Jedno oskarżenie ob. zi00Bro, gdzie ono gamoniu. Dwa lata miałeś!!! Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
wikul Re: pali się dupa pod zi00beeru... 28.03.08, 22:19 babariba-babariba napisała: > ...a zi00bery szosą zapieralala szosą, była jego... > Jedno oskarżenie ob. zi00Bro, gdzie ono gamoniu. Dwa lata miałeś!!! www.rmf.fm/fakty/?id=134246 Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: pali się dupa pod zi00beeru... 28.03.08, 22:58 "Dokumenty pisane były przez, lub dla jednej z pracownic TVP, a jednocześnie przyjaciółki Zbigniewa Ziobry." Ciekawość, ciekawość, o kogóż to może się rozchodzić? Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: pali się dupa pod zi00beeru... 28.03.08, 23:26 jaceq napisał: > "Dokumenty pisane były przez, lub dla jednej z pracownic TVP, a jednocześnie > przyjaciółki Zbigniewa Ziobry." > > Ciekawość, ciekawość, o kogóż to może się rozchodzić? Pati Koti ? Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:06 przed "przeprowadzką, w trakcie której laptop uległ uszkodzeniu" czy po "przeprowadzce"? Wie ktoś, bo ja tak - ale nie powiem. "Na jednym z twardych dysków odnaleziono kilkanaście scenariuszy telewizyjnych. Opisują one planowane programy telewizyjne, a nawet proponowane sposoby prezentacji newsów. Część z nich dotyczy zatrzymania doktora Mirosława G., oraz późniejszych wydarzeń w jego sprawie". Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:26 Scanie, mnie w kontekście tego laptopa i zapisanych na nim historii kojarzy się jedna postać literacka: postać niejakiego kadeta Bieglera ze "Szwejka". Kadet miał kajet, w którym sobie wyrysowywał scenariusze przeszłych i przyszłych bitew. "Sen kadeta Bieglera przed Budapesztem: Miał signum laudis, żelazny krzyż, był majorem i jechał na inspekcję odcinka brygady, która była mu powierzona. Tylko że nie umiał sobie wytłumaczyć, dlaczego ciągle jest majorem, gdy komenderował całą brygadą. Miał podejrzenie, że oczekiwał go awans na generał-majora, ale słówko "generał" musiało się widać gdzie zapodziać na poczcie polowej. W duchu musiał się śmiać z tego, że w pociągu, którym jechali na front, kapitan Sagner groził, iż każe mu przecinać zasieki z drutu kolczastego. Zresztą kapitan Sagner już dawno został przeniesiony do innego pułku, i to na jego, Bieglera, życzenie wyrażone w dowództwie dywizji. Przeniesiono go razem z porucznikiem Lukaszem do innej dywizji i do innego korpusu. Ktoś mu potem opowiadał, że obaj nędznie zginęli w jakichś błotach podczas ucieczki. Gdy autem podjeżdżał ku pozycjom dla obejrzenia odcinka swej, brygady, wszystko było jasne i wyraźne. Właściwie był delegowany przez generalny sztab armii. Koło niego przechodzili żołnierze i śpiewali pieśń, którą czytał kiedyś w zbiorze austriackich pieśni wojennych: Es gilt. Halt euch brav ihr tapfren Bruder, Werft den Feind nur herzhaft nieder, Lasst des Kaisers Fahne weh'n... Okolica była taka sama jak na obrazkach "Wiener Illustrierte Zeitung". Po prawej stronie koło stodoły widać było artylerię ostrzeliwującą nieprzyjacielskie okopy przy szosie, po której pędził samochód. Z lewej strony stał dom, z którego strzelano, podczas gdy nieprzyjaciel kolbami karabinów starał się wywalić drzwi. Przy szosie płonął zestrzelony aeroplan nieprzyjacielski. Na horyzoncie widać było kawalerię i palącą się wieś, dalej okopy marszbatalionu na małym wywyższeniu, skąd ostrzeliwano nieprzyjaciela z karabinów maszynowych. Dalej ciągnęły się okopy nieprzyjacielskie wzdłuż szosy. A szofer wiezie go dalej szosą prosto ku nieprzyjacielowi. - Nie wiesz, gdzie mnie wieziesz? Tam jest nieprzyjaciel! - ryczy na szofera. Ale szofer odpowiada mu zgoła spokojnie: - Panie generale, to jedyna porządna droga. Szosa jest w stanie dobrym. Na drogach bocznych opony nie wytrzymałyby tej jazdy. Im bliżej pozycji nieprzyjacielskich, tym wyraźniej słychać strzelanie. Po obu stronach okopów ciągnie się aleja drzew owocowych i granaty niszczą tę aleję. A szofer spokojnie odpowiada na jego uwagi: - Ta szosa jest wyborna, panie generale, jedzie się po niej jak po maśle. Gdybyśmy zboczyli w pole, to opony nie wytrzymają. Niech pan spojrzy, panie generale - krzyczy szofer - ta szosa jest tak świetnie zbudowana, że nawet moździerze trzydziestocentymetrowe nic nam nie zrobią. Szosa ta to istne boisko, ale na kamienistych polnych drogach popękałyby opony. A wracać też nie możemy, panie generale. Bzzz... dzum! - słyszy Biegler wybuch i auto robi ogromny skok. - A co? Czy nie mówiłem, panie generale?! - ryczy szofer. - Przecież to jest cholernie dobra szosa. Właśnie wybuchnął przed nami pocisk trzydziestoośmiocentymetrowy. Ale dziury nie ma. Szosa jak boisko. Lecz gdybym skręcił w pole, to zaraz popękają opony. Teraz ostrzeliwują nas z odległości czterech kilometrów. - Ale dokąd my jedziemy? - To się pokaże - odpowiedział szofer. - Dopóki będzie taka szosa jak dotąd, to ręczę za wszystko. Lot, ogromny lot i samochód przystaje. - Panie generale - krzyczy szofer - czy nie ma pan mapy sztabowej? Generał Biegler zapala elektryczną lampkę i widzi, że trzyma mapę sztabową na kolanach. Ale jest to morska mapa wybrzeży Helgolandu z roku 1864, z czasu wojny austriacko-pruskiej przeciw Danii o Szlezwig. - Jesteśmy na rozstajach - powiada szofer - a wszystkie drogi prowadzą ku pozycjom nieprzyjacielskim. Mnie chodzi o porządną szosę, żeby nie ucierpiały opony, panie generale... Ja odpowiadam za automobil sztabowy... Nagle huk, ogłuszający huk i gwiazdy olbrzymie jak koła. Mleczna droga jest gęsta jak śmietana. Płynie Biegler w bezkresach wszechświata, siedząc obok szofera. Tuż przed siedzeniem auto zostało przecięte na pół, gładko, jakby nożycami. Z całego auta pozostał tylko napastliwy, zaczepny przód. - Całe szczęście, że mi pan akurat pokazywał mapę - mówi szofer. - Przeleciał pan do mnie, a resztę diabli wzięli. To była czterdziestodwucentymetrówka... Zaraz wiedziałem, że jak miniemy rozstaje, to szosa będzie diabła warta. Przy trzydziestoósemce mogła być tylko czterdziestodwucentymetrówka. Nic lepszego nie wyrabiają jak dotąd, panie generale. - Ale dokąd jedziemy? - Lecimy do nieba, panie generale, i trzeba omijać komety. Takie komety są znacznie gorsze od największych granatów. - Teraz pod nami jest Mars - rzekł szofer po długim milczeniu. Biegler czuł się znowu spokojny. - Czy znasz pan dzieje bitwy narodów pod Lipskiem? - zapytał. - Kiedy to marszałek polny, książę Schwarzenberg, szedł na Libertkovice 14 października 1813 roku i gdy 16 października toczyła się walka o Lindenau? Wtedy generał Merweldt staczał swoje walki, wojska austriackie były w Vachovie, a 19 października padł Lipsk. - Panie generale - rzekł szofer z wielką powagą - jesteśmy właśnie przed niebieską bramą, proszę wysiadać! Przez bramę niebieską przejechać niepodobna, bo jest tu wielki tłok. Sami żołnierze. - Przejedź którego z nich, to nam poschodzą z drogi! - krzyczy na szofera. I wychylając się z samochodu, woła: - Achtung, sie Schweinbande! Co za bydło! Widzą generała, ale nie chce im się zrobić rechts schaut. - Ciężka sprawa, panie generale - odpowiada na to szofer głosem łagodnym - prawie wszyscy mają poobrywane głowy. Generał Biegler dopiero teraz zauważył, że ci, co się tłoczą w bramie niebieskiej, to najprzeróżniejsi inwalidzi, którzy w wojnie potracili różne części ciała i dźwigają je z sobą w plecakach. Głowy, ręce, nogi. Jakiś sprawiedliwy kanonier w podartym płaszczu, pchający się przez tłum przy niebieskiej bramie, miał w tłomoczku cały swój brzuch razem z dolnymi kończynami. Z innego tłomoka, dźwiganego przez jakiegoś sprawiedliwego landwerzystę, wyglądała na generała Bieglera połowa zadka, którą zacny ów człowiek stracił pod Lwowem. - To gwoli porządkowi - odezwał się szofer przejeżdżając przez gęsty tłum. - Potrzebne to widać dla rajskiej superrewizji. Przy bramie niebieskiej odźwierni puszczali jedynie na hasło, które i Bieglerowi od razu przyszło do głowy: "Fur Gott und Kaiser." Samochód wjechał do raju. Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:27 - Panie generale - rzekł jakiś anioł-oficer ze skrzydłami u ramion, gdy przejeżdżali koło koszar aniołów-rekrutów - musi pan się meldować w dowództwie naczelnym. Jechali dalej koło jakiegoś placu ćwiczeń, gdzie się roiło od rekrutów-aniołów, których uczono wołać chóralnie: Alleluja! Przejeżdżali akurat koło pewnej grupy, gdzie rudy anioł-kapral obrabiał akurat jakiegoś ofermę anioła-rekruta, tłukł go pięścią po brzuchu i wołał: - Gębę szerzej otwieraj, słoniu betlejemski! Czy to tak się woła: Alleluja? Skrzeczysz, jakbyś miał kluski w gębie. Chciałbym ja wiedzieć, co za osioł wpuścił cię tutaj do raju, ty bydlę jedno. Więc jeszcze raz... Hłahlehluhja? Ach, ty bestio jedna, jeszcze nam tu w raju będziesz krzyczał przez nos?! Powtórz mi zaraz, cedrze libański! Pędzili dalej, ale jeszcze długo słyszeli za sobą nosowe dźwięki biednego anioła-rekruta: "Hla... hle... hlu... hja", i krzyk anioła-kaprala: "Alle... lu... ja! Alle... lu... ja! Ty krowo jordańska!" Potem zajaśniało wielkie światło nad ogromną budowlą, podobną do Koszar Mariańskich w Budziejowicach, a nad nią dwa aeroplany, jeden z lewej strony, drugi z prawej, zaś pośrodku, między nimi, rozciągnięte było olbrzymie płótno z wielkim napisem: "K. u. k. Gottes Hauptquartier." Do generała Bieglera podbiegli dwaj aniołowie w uniformach żandarmów polowych, wyciągnęli go z samochodu i ująwszy za kołnierz, zaprowadzili na pierwsze piętro wielkiego gmachu. - Zachowujcie się przyzwoicie przed Panem Bogiem - napomnieli go zatrzymując się przed pewnymi drzwiami, otworzyli te drzwi i wepchnęli go do środka. Na środku pokoju, na którego ścianach wisiały portrety Franciszka Józefa i Wilhelma, następcy tronu Karola Franciszka Józefa, generała Wiktora Dankla, arcyksięcia Fryderyka i szefa sztabu generalnego, Konrada Hotzendorfa, stał Pan Bóg. � Kadecie Biegler - rzekł Pan Bóg z naciskiem - nie poznajesz mnie? Ja jestem twój były kapitan Sagner z 11 kompanii marszowej. Biegler zdrętwiał. - Kadecie Biegler - odezwał się znowuż Pan Bóg - jakim prawem przywłaszczyłeś sobie tytuł generał-majora? Jakim prawem, kadecie Biegler, rozbijałeś się autem sztabowym po szosie śród pozycji nieprzyjacielskich? - Posłusznie melduję... - Stul gębę, kadecie Biegler, kiedy rozmawia z tobą Pan Bóg. - Posłusznie melduję - wyjąkał Biegler jeszcze raz. - Więc ty nie zamkniesz gęby? - krzyknął na niego Pan Bóg i otworzywszy drzwi zawołał: - Dwóch aniołów! Żwawo! Weszli dwaj aniołowie z karabinami przewieszonymi przez lewe skrzydła. Biegler poznał w nich Matuszicza i Batzera. Z ust Pana Boga zabrzmiał rozkaz: - Wrzucić go do latryny! Kadet Biegler zapadał się gdzieś w straszliwy smród." Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:30 jaceq napisał: > Scanie, mnie w kontekście tego laptopa i zapisanych na nim historii kojarzy się > jedna postać literacka: postać niejakiego kadeta Bieglera ze "Szwejka". Kadet > miał kajet, w którym sobie wyrysowywał scenariusze przeszłych i przyszłych bite > w. (...) Wpadłem w podziw. Jak ty ten obszerny tekst zacytowałeś ? Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:40 Na raty. Powiedziało, że "wpis przekracza 8000 znaków", to podzieliłem. Łord umie liczyć znaki. ctrl-c, ctrl-v i po wsiem. Hasz cytuje jeszcze dłuższe, ale nie wiem, jak On to robi. Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 28.03.08, 23:59 jaceq napisał: > Na raty. Powiedziało, że "wpis przekracza 8000 znaków", to podzieliłem. Łord > umie liczyć znaki. ctrl-c, ctrl-v i po wsiem. > > Hasz cytuje jeszcze dłuższe, ale nie wiem, jak On to robi. A na Worda OCR-em ? Odpowiedz Link Zgłoś
jaceq Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 29.03.08, 00:16 > A na Worda OCR-em ? A nieeee, klasykęm żem sobie wprzódy zassał, dzięki dobrym ludziom. Nie dlatego, żeby nie stała u mnie na półce, ale dlatego właśnie, żeby sobie czasem podctrl-c ctrl-v. Potrzebujesz czegoś, to napisz, postaram się podesłać, jak mam. Z góry uprzedzam, że nie mam (jeszcze) wielu arcydzieł, m.in. nie mam: J. Kaczyński, "Moja walka". Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 29.03.08, 00:26 jaceq napisał: > > A na Worda OCR-em ? > > A nieeee, klasykęm żem sobie wprzódy zassał, dzięki dobrym ludziom. Nie dlatego > , > żeby nie stała u mnie na półce, ale dlatego właśnie, żeby sobie czasem podctrl- > c > ctrl-v. Potrzebujesz czegoś, to napisz, postaram się podesłać, jak mam. Z góry > uprzedzam, że nie mam (jeszcze) wielu arcydzieł, m.in. nie mam: J. Kaczyński, > "Moja walka". Masz link ? Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: Kiedy był ziobrowy TV cyrk z dr.G. 29.03.08, 14:15 jaceq napisał: > Do czego link? Do lektur. Odpowiedz Link Zgłoś