hasz0
28.03.08, 19:33
Żal Wam Aquanetu ale nie żal Polski i Polaków?
Nie żal żołnierzy nowych służb a żal agentów Dukaczewskiego?
Macie bohaterów "nocnej zmiany"...
Tuska i Pawlaka.
Dali układowi polityczno-biznesowemu wolność od zagrożenia
lustracją, dekomunizacją, czy prześwietlaniem legalności majątku.
"Kaczory" to co innego - chciały odstawić III RP do kąta i
posprzątać, więc wali się w nich ze wszystkich armat medialno-
sondażowych.
Prasa jest kontrolowana przez kapitał niemiecki, więc też wylewa
kałamarze antypisowskiego tuszu, gdyż PiS przez ostatnie dwa lata
upominał się o interesy polskie i odszkodowania wojenne.
Nie jest ważne więc, czy prezydent, na którego się ostatnio
szczególnie uwzięły media, publikując sondaże, z których wynika, że
nie nadaje się na stanowisko, bo powoduje konflikty, albo czy prezes
PiS proponują coś dobrego, czy nie. Są przeciwko Platformie, muszą
być wdeptani w błoto.
Róbmy zamęt w informowaniu społeczeństwa tak, ażeby wpędzić
odbiorców mediów w bezsilną rozpacz, a w konsekwencji niezdolność
podjęcia jakiejkolwiek inicjatywy. Trzeba ich nieustannie zwodzić
obietnicami to groźbami, poddając ciężkim próbom rozczarowań i
frustracji, tj. poczucia daremności rozsądnych wysiłków.
W końcu złudna wolność będzie im tak doskwierać, że z łatwością nimi
owładniemy, jako orędownicy porządku i stabilizacji - taką zasadę
robienia ludziom wody z mózgu przeczytałem w jednej z książek
poświęconych propagandzie medialnej. Mimo że dewiza ta została
sformułowana w latach 90., więc dotyczyła trochę innych realiów
politycznych, pozostała aktualna do dziś.
Wystarczy wymienić niektóre jej komponenty, np. zamiast wpędzania w
bezsilną rozpacz wstawić - wywołać u odbiorców mediów wrogość do
opozycji prawicowej, by otrzymać egzemplifikację programu niszczenia
PiS opartego właśnie na bombingu medialnym.
W zeszłym tygodniu odbył się kolejny "biały szczyt", odtrąbiony
przez rząd jako wielki sukces. Tymczasem przedstawiciele związków
lekarskich powiedzieli, że nie spotkali się z żadną konkretną
ofertą, a jedynie ze spektaklem medialnym.
A sprawa traktatu lizbońskiego? Kontestujący stanowisko Platformy
Obywatelskiej, przyjęcia dokumentu jak najszybciej, bez
zagwarantowania naszemu państwu bezpieczeństwa prawnego, traktowani
są jako "oszołomy", "ciemnogród", "antyeuropejscy ksenofobi". Aktor
Marek Kondrat, jeden z ukochanych aktorów poprawnościowego "salonu",
zadeklarował właśnie, że Kaczyńscy nie potrzebują Europy.
Ja tak. To zresztą jedno z łagodniejszych określeń. Z ust
Bartoszewskiego, Komorowskiego, Tuska, Sikorskiego wciąż słyszymy,
że przynosimy wstyd Europie, gdyż nie chcemy traktatu w wersji
podawanej nam na tacy przez mędrców z PO.
Szum podnosi belgijska liberalna "Le Soir"... I tak wkoło Macieju. A
równolegle na Słowacji opozycja prawicowa po raz czwarty
uniemożliwiła parlamentowi ratyfikowanie traktatu lizbońskiego.
O tym w mediach nad Wisłą było cicho i nikt nie krzyczał o wstydzie
dla Europy.
Wiadomo, że kto ma media, ten ma władzę. Media miał Aleksander
Kwaśniewski, więc ani mysz się nie prześlizgnęła z doniesieniami
aferalnymi.
Mediów nie ma PiS, a o te sympatyzujące nie dba, jest więc bezkarnie
rozgrywany, tak jak to miało miejsce przy okazji rzekomego buntu
młodych posłów wobec linii klubu w sprawie głosowania nad traktatem.
Oczywiście dzień później okazało się to bzdurą, ale pierwotna
wiadomość o rozłamie tudzież nieposłuszeństwie poszła w świat.
O prostującej konferencji poinformowano nonparelem...
Może się wydawać, że na temat manipulacji medialnych napisano już
wiele, choć nigdy dość wiele. Czy można nie poddać się dyktatowi
mediów i nie pozwolić, by w końcu wpoiły nam "prawdę", że jeden plus
trzy równa się pięć?
Naturalnie, trzeba tylko myśleć, ponadto ludzie mają już dość
pomówień i nadinterpretacji. Stąd coraz bardziej spada oglądalność
serwisów informacyjnych w stacjach komercyjnych lub następuje
przełączanie kanałów, gdy zaczyna się polityka. To oznacza, że
zaczynamy dochodzić do siebie po 21 października.
Piotr Jakucki