a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:]

IP: *.net.bialystok.pl 04.01.02, 19:44
Opis zasobów archiwalnych MSW

TAJNE
Warszawa 04.06.1992 roku


II
W toku badań natrafiono na ewidentne fakty niszczenia zasobów archiwalnych
czynione w latach 1989–91. Niszczenie materiałów archiwalnych w resorcie spraw
wewnętrznych rozpoczęto w lecie 1989r. Proces ten trwał praktycznie do stycznia
1991r. Istnieją dowody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapisy komputerowe w
MSW niszczono po wydaniu zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu
1990r. oraz powstaniu Urzędu Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw
wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski a Szefem UOP był Andrzej
Milczanowski.
Przykładem jest wymazanie w 1991 roku z systemu komputerowego ZSKO, który
rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agenturalnej na rzecz
SB MSW, wysokiego urzędnika państwowego. Niszczenie, w szczególności
dokumentacji operacyjnej realizowane było na ogromną skalę i objęło wszystkie
wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono część kartotek, zbiory
dokumentów a także dużą liczbę akt operacyjnych. Ze zniszczonych akt wyłączane
były (jak to się działo w Wydziale XI Departamentu I MSW — powołanym do
inwigilowania i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą
(dokumenty o szczególnej wartości operacyjnej). Chodzi przede wszystkim o
zobowiązania do współpracy, pokwitowania za otrzymane pieniądze, czyli tzw.
materiały wiążące (kompromitujące). Praktyka wyłączania tych dokumentów
świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu, w dogodnej
dla posiadaczy tych dokumentów sytuacji.
Zniszczeń na ogół nie dokonywano na oślep. Wyraźnie widoczny jest klucz w
myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji.
Spośród materiałów będących przedmiotem uchwały likwidowano przede
wszystkim:

dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z
kontraktem "Okrągłego Stołu" (tzw. "konstruktywna opozycja"),
materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko
w strukturach opozycji,
materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa
MSW i PRL, świadczące o ich przestępczej działalności,
wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby
uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa.
Warto przy tym podkreślić, iż akty zniszczenia dokumentacji operacyjnej nie
miały na celu wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż
miały też być narzędziem dezinformacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do
zniekształconego obrazu SB-eckiej penetracji polskiego społeczeństwa, do
stworzenia wrażenia, że istniały w Polsce środowiska mniej i bardziej uwikłane
w agenturalną zależność. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma
selekcja akt przeznaczonych do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW.
Zdekompletowana została kartoteka ogólnoinformacyjna na skutek
wyciągnięcia z niej dokumentacji dotyczącej niektórych osób.
Według informacji uzyskanych od pracowników Wydziału II Biura Ewidencji i
Archiwum UOP (były Wydz. III Biura "C" MSW), masowych wyrejestrowań z kartoteki
ogólnoinformacyjnej dokonano w lipcu i sierpniu 1989 roku. Zgodnie z
prowadzonymi wówczas statystykami od stycznia do czerwca 1990r. wyrejestrowano
i zniszczono ok. 55 000 kart, w okresie zaś czerwiec-grudzień 1992 roku
wyrejestrowano i zniszczono ok. 33 000 kart. W ten sposób utracona została
część informacji dotyczące ok. 88 000 figurantów, tw, kontaktów operacyjnych,
konsultantów itp., którą można w znacznej części odtworzyć za pomocą akt
paszportowych.
Wiosną 1990 roku wyrejestrowano i przygotowano do zniszczenia dalszych 470
000 kart, co było związane m.in. z faktem likwidowania jednostek SB. Na
podstawie decyzji Szefa UOP udało się odtworzyć i uporządkować w postaci tzw.
kartoteki odtworzeniowej, uratowane od zniszczenia 470 000 kart. Co istotne,
wszystkie te karty są ostemplowane literą "Z", co oznacza, iż akta czy
jakiekolwiek inne materiały merytorycznie związane z ich zawartością zostały
zniszczone przez jednostki operacyjne zarówno w centrali jak i terenie.
Skala wyrejestrowań świadczy o rozmiarach niszczenia akt przez jednostki
operacyjne, gdyż w momencie likwidowania dokumentów automatycznie
wyrejestrowano pojawiające się w nich osoby. W wielu przypadkach mamy
udokumentowany fakt wyjmowania i niszczenia pewnych wyselekcjonowanych
dodatkowych kart (E-14), które uzupełniały wiedzę o danej osobie.
Stan kartoteki ogólnoinformacyjnej w roku 1987 wynosił 3 100 000 kart, w
październiku 1990 roku — 2 500 000 kart włącznie z kartoteką odtworzeniową
Wydz. II BEiA UOP.
Spalona miała być kartoteka czynnych i wyeliminowanych Osobowych ¬ródeł
Informacji SB MSW, udało się uratować ok. 50% jej dawnych zasobów.
W obrębie dokumentacji kancelaryjnej zniszczono dzienniki korespondencyjne za
lata 1985–88, dokumenty dotyczące spraw pracowniczych do roku 1989.
W Archiwum (Wydz. III — Służba Bezpieczeństwa) doszło do niszczenia
materiałów spraw operacyjnych i teczek TW. Proceder ten jest udokumentowany w
księgach inwentarzowych i nastąpił w końcu 1989 roku oraz na wiosnę 1990r.


III
Odrębną kwestią jest dostęp do zbiorów archiwalnych MSW osób nieuprawnionych.

Materiały operacyjne będące podstawą opracowania zbioru współpracowników UB i
SB były materiałami opatrzonymi klauzulą "tajne — specjalnego znaczenia".
Oznacza to, iż dostęp do nich miała niewielka grupa etatowych pracowników MSW.
Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
archiwizowania wnioskuje Komisja.
Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.

Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji sposobu
korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę poruszania
się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
wydziałów.

Można śmiało założyć, że posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.
Jaskrawym przykładem świadczącym o spełnaniu podrzędnej roli tajncyh służb
PRL-u w stosunku do odpowiednich służb sowieckich, jest tzw. Połączony System
Ewidencji Danych o Przeciwniku (PSED) — komputerowy system zbierania informacji
o osobach (cudzoziemcach i o własnych obywatelach) będących w zainteresowaniu
jednostek operacyjnych państwa należących do Układu Warszawskiego.
Sygnatariuszy porozumienia dotyczącego PSED zobligowani byli do przekazywania
danych do centrali w Moskwie z częstotliwością raz na dwa tygodnie. Chodziło tu
o informacje, które przez służby państwa niepodległych są szczególnie
chronionych. W/w system rejestrował także osoby zajmujące się działalnością
opo
    • Gość: wild KTO? ----CDN------- IP: *.net.bialystok.pl 04.01.02, 19:48
      Można śmiało założyć, że posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.
      Jaskrawym przykładem świadczącym o spełnaniu podrzędnej roli tajncyh służb
      PRL-u w stosunku do odpowiednich służb sowieckich, jest tzw. Połączony System
      Ewidencji Danych o Przeciwniku (PSED) — komputerowy system zbierania informacji o
      osobach (cudzoziemcach i o własnych obywatelach) będących w zainteresowaniu
      jednostek operacyjnych państwa należących do Układu Warszawskiego. Sygnatariuszy
      porozumienia dotyczącego PSED zobligowani byli do przekazywania danych do
      centrali w Moskwie z częstotliwością raz na dwa tygodnie. Chodziło tu o
      informacje, które przez służby państwa niepodległych są szczególnie chronionych.
      W/w system rejestrował także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną i tak w
      przypadku Polski w centralnym komputerze PSED-u znajdują się dane dotyczące
      takich osób. Informacje o rejestrowanej osobie, przekazywane do Moskwy
      charakteryzowały się dużym poziomem szczegółowości. Oprócz danych personalnych
      zawierały także charakterystykę psychologiczną, opis stanu majątkowego i
      szczegółowe informacje o rodzinie. System działał od 1978. Część dokumentacji
      systemu dotycząca opozycji zgodnie z sugestią przedstawiciela PSED, członka
      rezydentury KGB w Warszawie zniszczono na przełomie roku 1989 i 90, kopia
      natomiast pozostała w Moskiewskiej centrali. Istniejący w Polsce materiał PSED-u
      był także przedmiotem badań w związku z uchwałą sejmu z dn. 28.VI.1992r. (tzw.
      lustracyjną — przyp.m.).

      Według wiarygodnych zeznań funkcjonariuszy przed zniszczeniem akt operacyjnych w
      Wydziale XI Departamentu I MSW sporządzono ich streszczenia, a następnie
      ukształtowane w ten sposób informacje przelano na dyskietki komputerowe i oddano
      przełożonym.
      Nie wiadomo, kto aktualnie dysponuje zmagazynowaną na dyskietkach wiedzą.
      Można domniemać, że materiały te znajdują się w rękach dawnych zwierzchników
      służb specjalnych. Nie można wykluczyć, iż dostęp do tych informacji mają również
      zagraniczne wywiady, a w szczególności KGB i GRU.


      IV
      Należy wskazać, że w roku 1989 i 1991 dokonano w MSW sprawdzeń pod kątem
      współpracy określonych osób z SB, mimo braku ku temu prawnego umocowania.
      Sprawdzenia pod kątem współpracy z SB osób ubiegających się o miejsca w
      parlamencie podczas wyborów "czerwcowych" przeprowadzono na przełomie kwietnia i
      maja 1989 roku — objęły one około 7000 osób, sprawdzeń dokonywano tylko na bazie
      informacji zawartej w kartotece ogólnoinformacyjnej (tak właśnie sprawdzano czy
      dany kandydat na posła bądź senatora był kiedykolwiek w zainteresowaniu Sb, MO,
      WSW, Dep. I czy innych jednostek operacyjnych).

      Po raz drugi sprawdzenia, tym razem tzw. pełnego (rozszerzone o kartotekę Dep. I)
      dokonano po wyborach czerwcowych (1989 — przyp.m.), prawdopodobnie na podstawie
      tzw. listu "Dankowskiego" (26.06.1989r.) wtedy odnotowywano na kartach kartoteki
      ogólnoinformacyjnej osoby wybrane do sejmu-senatu, (poprzez stemplowanie
      literą "P" lub "S"). Następnym krokiem było sprawdzenie czy te osoby, które
      figurowały w kartotece ogólnoinformacyjnej były rejestrowane w Kartotekach
      Aktualnych i Wyeliminowanych Zainteresowań SB i MO Wydziału I Biura "C" MSW
      (kartoteki i archiwum). Wtedy wszystkie osoby zarejestrowane w w/w kartotece,
      niezależnie od kategorii, czyli bez względu na to, czy był to TW, KO lub ZO, były
      wyrejestrowywane, poprzez wyjmowanie kart z kartotek i odkładane na "bok".
      Odbywało się to wbrew przepisom mówiącym o funkcjonowaniu kartoteki Wydz. I
      Biura "C" MSW i na polecenie zwierzchników wydawane ustnie. Wiadomo, że te
      czynności wykonywali bardzo zaufani pracownicy w Biurze "C" MSW. Utworzono w ten
      sposób, której los po dziś dzień jest nieznany. Sprawdzenia przed ostatnimi
      wyborami do Sejmu i Senatu rozpoczęto w końcu sierpnia bądź w początku września
      1991 roku i objęto nimi 7000 osób.


      VI
      Konkluzją przedstawionych wyżej faktów i zastosowanych metod badawczych jest:

      przedstawiony zbiór danych nie wyczerpuje zapisów archiwalnych istniejących w
      okresie przed akcją niszczenia akt,
      istnieją dalsze możliwości badawcze mogące dać rezultat w postaci poszerzenia
      podmiotowego powyższego zbioru.
    • Gość: U Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: *.33.41.216.conversent.net 04.01.02, 19:53
      Gość portalu: wild napisał(a):

      ) Opis zasobów archiwalnych MSW
      )
      ) TAJNE
      ) Warszawa 04.06.1992 roku
      )
      )
      ) II
      ) W toku badań natrafiono na ewidentne fakty niszczenia zasobów archiwalnych
      ) czynione w latach 1989�91. Niszczenie materiałów archiwalnych w resorcie
      ) spraw
      ) wewnętrznych rozpoczęto w lecie 1989r. Proces ten trwał praktycznie do stycznia
      )
      ) 1991r. Istnieją dowody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapisy komputerowe w
      )
      ) MSW niszczono po wydaniu zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu
      ) 1990r. oraz powstaniu Urzędu Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw
      ) wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski a Szefem UOP był Andrzej
      ) Milczanowski.
      ) Przykładem jest wymazanie w 1991 roku z systemu komputerowego ZSKO, który
      ) rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agenturalnej na rzecz
      )
      ) SB MSW, wysokiego urzędnika państwowego. Niszczenie, w szczególności
      ) dokumentacji operacyjnej realizowane było na ogromną skalę i objęło wszystkie
      ) wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono część kartotek, zbiory
      )
      ) dokumentów a także dużą liczbę akt operacyjnych. Ze zniszczonych akt wyłączane
      ) były (jak to się działo w Wydziale XI Departamentu I MSW � powołanym do
      ) inwigilowania i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą
      ) (dokumenty o szczególnej wartości operacyjnej). Chodzi przede wszystkim o
      ) zobowiązania do współpracy, pokwitowania za otrzymane pieniądze, czyli tzw.
      ) materiały wiążące (kompromitujące). Praktyka wyłączania tych dokumentów
      ) świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu, w dogodnej
      )
      ) dla posiadaczy tych dokumentów sytuacji.
      ) Zniszczeń na ogół nie dokonywano na oślep. Wyraźnie widoczny jest klucz w
      ) myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji.
      ) Spośród materiałów będących przedmiotem uchwały likwidowano przede
      ) wszystkim:
      )
      ) dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z
      ) kontraktem "Okrągłego Stołu" (tzw. "konstruktywna opozycja"),
      ) materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko
      ) w strukturach opozycji,
      ) materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa
      )
      ) MSW i PRL, świadczące o ich przestępczej działalności,
      ) wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby
      ) uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa.
      ) Warto przy tym podkreślić, iż akty zniszczenia dokumentacji operacyjnej nie
      ) miały na celu wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż
      )
      ) miały też być narzędziem dezinformacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do
      ) zniekształconego obrazu SB-eckiej penetracji polskiego społeczeństwa, do
      ) stworzenia wrażenia, że istniały w Polsce środowiska mniej i bardziej uwikłane
      ) w agenturalną zależność. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma
      ) selekcja akt przeznaczonych do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW.
      ) Zdekompletowana została kartoteka ogólnoinformacyjna na skutek
      ) wyciągnięcia z niej dokumentacji dotyczącej niektórych osób.
      ) Według informacji uzyskanych od pracowników Wydziału II Biura Ewidencji i
      ) Archiwum UOP (były Wydz. III Biura "C" MSW), masowych wyrejestrowań z kartoteki
      )
      ) ogólnoinformacyjnej dokonano w lipcu i sierpniu 1989 roku. Zgodnie z
      ) prowadzonymi wówczas statystykami od stycznia do czerwca 1990r. wyrejestrowano
      ) i zniszczono ok. 55 000 kart, w okresie zaś czerwiec-grudzień 1992 roku
      ) wyrejestrowano i zniszczono ok. 33 000 kart. W ten sposób utracona została
      ) część informacji dotyczące ok. 88 000 figurantów, tw, kontaktów operacyjnych,
      ) konsultantów itp., którą można w znacznej części odtworzyć za pomocą akt
      ) paszportowych.
      ) Wiosną 1990 roku wyrejestrowano i przygotowano do zniszczenia dalszych 470
      )
      ) 000 kart, co było związane m.in. z faktem likwidowania jednostek SB. Na
      ) podstawie decyzji Szefa UOP udało się odtworzyć i uporządkować w postaci tzw.
      ) kartoteki odtworzeniowej, uratowane od zniszczenia 470 000 kart. Co istotne,
      ) wszystkie te karty są ostemplowane literą "Z", co oznacza, iż akta czy
      ) jakiekolwiek inne materiały merytorycznie związane z ich zawartością zostały
      ) zniszczone przez jednostki operacyjne zarówno w centrali jak i terenie.
      ) Skala wyrejestrowań świadczy o rozmiarach niszczenia akt przez jednostki
      ) operacyjne, gdyż w momencie likwidowania dokumentów automatycznie
      ) wyrejestrowano pojawiające się w nich osoby. W wielu przypadkach mamy
      ) udokumentowany fakt wyjmowania i niszczenia pewnych wyselekcjonowanych
      ) dodatkowych kart (E-14), które uzupełniały wiedzę o danej osobie.
      ) Stan kartoteki ogólnoinformacyjnej w roku 1987 wynosił 3 100 000 kart, w
      ) październiku 1990 roku � 2 500 000 kart włącznie z kartoteką odtworzeniow
      ) ą
      ) Wydz. II BEiA UOP.
      ) Spalona miała być kartoteka czynnych i wyeliminowanych Osobowych Źróde
      ) ł
      ) Informacji SB MSW, udało się uratować ok. 50% jej dawnych zasobów.
      ) W obrębie dokumentacji kancelaryjnej zniszczono dzienniki korespondencyjne za
      ) lata 1985�88, dokumenty dotyczące spraw pracowniczych do roku 1989.
      ) W Archiwum (Wydz. III � Służba Bezpieczeństwa) doszło do niszczenia
      ) materiałów spraw operacyjnych i teczek TW. Proceder ten jest udokumentowany w
      ) księgach inwentarzowych i nastąpił w końcu 1989 roku oraz na wiosnę 1990r.
      )
      )
      ) III
      ) Odrębną kwestią jest dostęp do zbiorów archiwalnych MSW osób nieuprawnionych.
      )
      ) Materiały operacyjne będące podstawą opracowania zbioru współpracowników UB i
      ) SB były materiałami opatrzonymi klauzulą "tajne � specjalnego znaczenia".
      )
      ) Oznacza to, iż dostęp do nich miała niewielka grupa etatowych pracowników MSW.
      ) Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
      )
      ) posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      ) d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      ) Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27

      Jeden z nich uchodzi do dzisiaj za "dysydenta" maltretowanego przez system,ktorego agentow akta pomagal
      usuwac.Potem zaraz zasiadl za okraglym stolem i narysowal gruba kreske.Dlaczego Polacy sa tacy naiwni.????


      ) czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
      ) Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
      ) dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
      ) materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
      ) archiwizowania wnioskuje Komisja.
      ) Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
      ) Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
      ) na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
      ) niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
      ) osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
      ) podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.
      )
      ) Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
      ) nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji sposobu
      ) korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
      ) W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
      ) pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę poruszania
      ) się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
      ) wydziałów.
      )
      ) Można śmiało założyć, że posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.
      ) Jaskrawym przykładem świadczącym o spełnaniu podrzędnej roli tajncyh służb
      )
      ) PRL-u w stosunku do odpowiednich służb sowieckich, jest tzw. Połączony System
      ) Ewidencji Danych o Przeciwniku (PSED) �
    • Gość: walek Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: *.uc.nombres.ttd.es 04.01.02, 19:58
      Gość portalu: wild napisał(a):

      ) Opis zasobów archiwalnych MSW
      )
      ) TAJNE
      ) Warszawa 04.06.1992 roku
      )
      )
      ) II
      ) W toku badań natrafiono na ewidentne fakty niszczenia zasobów archiwalnych
      ) czynione w latach 1989–91. Niszczenie materiałów archiwalnych w resorcie
      ) spraw
      ) wewnętrznych rozpoczęto w lecie 1989r. Proces ten trwał praktycznie do stycznia
      )
      ) 1991r. Istnieją dowody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapisy komputerowe w
      )
      ) MSW niszczono po wydaniu zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu
      ) 1990r. oraz powstaniu Urzędu Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw
      ) wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski a Szefem UOP był Andrzej
      ) Milczanowski.
      ) Przykładem jest wymazanie w 1991 roku z systemu komputerowego ZSKO, który
      ) rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agenturalnej na rzecz
      )
      ) SB MSW, wysokiego urzędnika państwowego. Niszczenie, w szczególności
      ) dokumentacji operacyjnej realizowane było na ogromną skalę i objęło wszystkie
      ) wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono część kartotek, zbiory
      )
      ) dokumentów a także dużą liczbę akt operacyjnych. Ze zniszczonych akt wyłączane
      ) były (jak to się działo w Wydziale XI Departamentu I MSW — powołanym do
      ) inwigilowania i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą
      ) (dokumenty o szczególnej wartości operacyjnej). Chodzi przede wszystkim o
      ) zobowiązania do współpracy, pokwitowania za otrzymane pieniądze, czyli tzw.
      ) materiały wiążące (kompromitujące). Praktyka wyłączania tych dokumentów
      ) świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu, w dogodnej
      )
      ) dla posiadaczy tych dokumentów sytuacji.
      ) Zniszczeń na ogół nie dokonywano na oślep. Wyraźnie widoczny jest klucz w
      ) myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji.
      ) Spośród materiałów będących przedmiotem uchwały likwidowano przede
      ) wszystkim:
      )
      ) dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z
      ) kontraktem "Okrągłego Stołu" (tzw. "konstruktywna opozycja"),
      ) materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko
      ) w strukturach opozycji,
      ) materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa
      )
      ) MSW i PRL, świadczące o ich przestępczej działalności,
      ) wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby
      ) uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa.
      ) Warto przy tym podkreślić, iż akty zniszczenia dokumentacji operacyjnej nie
      ) miały na celu wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż
      )
      ) miały też być narzędziem dezinformacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do
      ) zniekształconego obrazu SB-eckiej penetracji polskiego społeczeństwa, do
      ) stworzenia wrażenia, że istniały w Polsce środowiska mniej i bardziej uwikłane
      ) w agenturalną zależność. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma
      ) selekcja akt przeznaczonych do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW.
      ) Zdekompletowana została kartoteka ogólnoinformacyjna na skutek
      ) wyciągnięcia z niej dokumentacji dotyczącej niektórych osób.
      ) Według informacji uzyskanych od pracowników Wydziału II Biura Ewidencji i
      ) Archiwum UOP (były Wydz. III Biura "C" MSW), masowych wyrejestrowań z kartoteki
      )
      ) ogólnoinformacyjnej dokonano w lipcu i sierpniu 1989 roku. Zgodnie z
      ) prowadzonymi wówczas statystykami od stycznia do czerwca 1990r. wyrejestrowano
      ) i zniszczono ok. 55 000 kart, w okresie zaś czerwiec-grudzień 1992 roku
      ) wyrejestrowano i zniszczono ok. 33 000 kart. W ten sposób utracona została
      ) część informacji dotyczące ok. 88 000 figurantów, tw, kontaktów operacyjnych,
      ) konsultantów itp., którą można w znacznej części odtworzyć za pomocą akt
      ) paszportowych.
      ) Wiosną 1990 roku wyrejestrowano i przygotowano do zniszczenia dalszych 470
      )
      ) 000 kart, co było związane m.in. z faktem likwidowania jednostek SB. Na
      ) podstawie decyzji Szefa UOP udało się odtworzyć i uporządkować w postaci tzw.
      ) kartoteki odtworzeniowej, uratowane od zniszczenia 470 000 kart. Co istotne,
      ) wszystkie te karty są ostemplowane literą "Z", co oznacza, iż akta czy
      ) jakiekolwiek inne materiały merytorycznie związane z ich zawartością zostały
      ) zniszczone przez jednostki operacyjne zarówno w centrali jak i terenie.
      ) Skala wyrejestrowań świadczy o rozmiarach niszczenia akt przez jednostki
      ) operacyjne, gdyż w momencie likwidowania dokumentów automatycznie
      ) wyrejestrowano pojawiające się w nich osoby. W wielu przypadkach mamy
      ) udokumentowany fakt wyjmowania i niszczenia pewnych wyselekcjonowanych
      ) dodatkowych kart (E-14), które uzupełniały wiedzę o danej osobie.
      ) Stan kartoteki ogólnoinformacyjnej w roku 1987 wynosił 3 100 000 kart, w
      ) październiku 1990 roku — 2 500 000 kart włącznie z kartoteką odtworzeniow
      ) ą
      ) Wydz. II BEiA UOP.
      ) Spalona miała być kartoteka czynnych i wyeliminowanych Osobowych ¬róde
      ) ł
      ) Informacji SB MSW, udało się uratować ok. 50% jej dawnych zasobów.
      ) W obrębie dokumentacji kancelaryjnej zniszczono dzienniki korespondencyjne za
      ) lata 1985–88, dokumenty dotyczące spraw pracowniczych do roku 1989.
      ) W Archiwum (Wydz. III — Służba Bezpieczeństwa) doszło do niszczenia
      ) materiałów spraw operacyjnych i teczek TW. Proceder ten jest udokumentowany w
      ) księgach inwentarzowych i nastąpił w końcu 1989 roku oraz na wiosnę 1990r.
      )
      )
      ) III
      ) Odrębną kwestią jest dostęp do zbiorów archiwalnych MSW osób nieuprawnionych.
      )
      ) Materiały operacyjne będące podstawą opracowania zbioru współpracowników UB i
      ) SB były materiałami opatrzonymi klauzulą "tajne — specjalnego znaczenia".
      )
      ) Oznacza to, iż dostęp do nich miała niewielka grupa etatowych pracowników MSW.
      ) Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
      )
      ) posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      ) d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      ) Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
      ) czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
      ) Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
      ) dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
      ) materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
      ) archiwizowania wnioskuje Komisja.
      ) Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
      ) Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
      ) na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
      ) niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
      ) osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
      ) podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.
      )
      ) Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
      ) nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji sposobu
      ) korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
      ) W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
      ) pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę poruszania
      ) się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
      ) wydziałów.
      )
      ) Można śmiało założyć, że posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.
      ) Jaskrawym przykładem świadczącym o spełnaniu podrzędnej roli tajncyh służb
      )
      ) PRL-u w stosunku do odpowiednich służb sowieckich, jest tzw. Połączony System
      ) Ewidencji Danych o Przeciwniku (PSED) — komputerowy system zbierania info
      ) rmacji
      ) o osobach (cudzoziemcach i o własnych obywatelach) będących w zainteresowaniu
      ) jednostek operacyjnych państwa należących do U
      • Gość: gomez Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: *.solutions.net.pl 04.01.02, 20:24
        w sasiednim NRD co trzeci opozycjonista byl na uslugach STAZI.nie widze zadnego
        logicznego powodu aby u nas bylo inaczej.roznica jest w tym ze w niemczech
        przeprowadzono dekomunizacje a u nas pewien dobry czlowiek odkreslil gruba
        kreska.czyli buzka i wszystko dobrze .trzon polskich partii stanowia ludzie
        ktorych w kazdej chwili mozna zaszantazowac i zniszczyc na wypadek
        niesubordynacji.dlatego jest jak jest i nie bedzie inaczej.po drugiej wojnie
        swiatowej w niemczech wszyscy zwiazani z rezimem hitlera otrzymali zakaz
        pelnienia stanowisk publicznych przez okres lat dziesieciu i to wystarczylo.nie
        zrobiono tego we wloszech dlatego az do osiemdziesiatych lat kraj ten byl
        targany aferami korupcyjno politycznymi.wlochy odetchnely kiedy to stare
        pokolenie odeszlo smiercia naturalna.a wiec prosze panstwa przed nami jakies
        trzydziesci do czterdziestu lat,takich samych jak te pierwsze 12.dla mnie
        niestety to juz za dlugo.
    • Gość: wild Stanisława Michalkiewicza analiza RPRLu |nczas.com IP: *.net.bialystok.pl 04.01.02, 20:09
      bardzo dobry ( jak zwykle ) tekst Stanisława Michalkiewicza! smile warto przeczytac!
      w "Najwyższym Czasie" jest tego więcej! szczerze polecam ...

      http://www.nczas.com/?a=show_article&id=157

      Krótki kurs statystowania

      Dopiero teraz okazuje się, jak bardzo rozgromiona została opozycja. Nie chodzi
      już nawet o porażkę wyborczą, bo lotne piaski masowych nastrojów mają to do
      siebie, że są właśnie lotne. Raz się przegrywa, raz się wygrywa. Najbardziej
      dotkliwym symptomem rozgromienia opozycji jest ujawnienie przykrego faktu, że
      opozycja "antykomunistyczna" utraciła ideologiczną inicjatywę strategiczną.





      Warto zastanowić się, czy w ogóle miała ją kiedykolwiek. Przypomnijmy sobie okres
      pierwszej "Solidarności", do której przystąpiło 10 mln ludzi, a więc "elektorat",
      który w warunkach demokracji politycznej gwarantowałby miażdżące zwycięstwo.



      Od ethosu...



      Czego chciała "Solidarność"? Ograniczenia władzy PZPR. W ówczesnych
      okolicznościach cel ten był oczywiście bardzo ambitny, niemniej jednak był to cel
      wstępny, którego osiągnięcie miało służyć realizowaniu celów zasadniczych. Te
      zasadnicze cele zostały przedstawione na I zjeździe "Solidarności" w roku 1981 w
      postaci programu "Rzeczpospolita samorządna".

      Nawet uwzględniając ówczesne ograniczenia w postaci "sojuszów", czyli Związku
      Sowieckiego, trudno nie zauważyć, że był to program naprawy ustroju
      socjalistycznego poprzez eliminację tzw. wypaczeń, do których miało dochodzić
      wskutek sprawowania przez PZPR władzy niekontrolowanej. Program "Rzeczypospolitej
      samorządnej" zmierzał do poddania partii społecznej kontroli poprzez terytorialne
      organizacje związkowe i różnego rodzaju samorządy, stanowiące alternatywny aparat
      polityczny, siłą rzeczy skazany na pełnienie roli opozycji, no bo "sojusze"...
      Oznaczało to zgodę na pozostawienie inicjatywy strategicznej w rękach PZPR, z
      pozostawieniem sobie możliwości reagowania na poczynania partii i w ten sposób
      postępującego jej obezwładniania. Nie krytykuję, tylko opowiadam. Jak wynika z
      dostępnych dzisiaj dokumentów, kierownictwo PZPR doskonale zdawało sobie z tego
      sprawę i nie widząc możliwości przeciwstawienia się temu naporowi środkami
      pokojowymi, zdecydowało się na stan wojenny.



      ...do Okrągłego Stołu



      Transformacja ustrojowa, jaka rozpoczęła się osiem lat później w następstwie
      ustaleń w Reykjaviku, została ramowo uzgodniona przy "okrągłym stole", co
      przesądziło o pewnych jej charakterystycznych cechach. Nie musiało nawet być
      jakichś poufnych uzgodnień "magdalenkowych", bo przecież Michał Gorbaczow,
      uzgadniając z amerykańskimi prezydentami, Reaganem i Bushem ewakuację imperium
      sowieckiego, musiał uzyskać jakieś gwarancje dla niedawnych swoich wasali.
      Wskazówką niech będzie choćby to, że transformacje ustrojowe dokonały się również
      w tych krajach komunistycznych, gdzie żadnej opozycji nie było i że - poza
      Rumunią - miały zupełnie podobny przebieg. Ma się rozumieć, przewidziano również
      igrzyska i dla ludu, które przybrały postać pamiętnej "jesieni ludów", żeby
      wszystko wyglądało w miarę możliwości jak najbardziej spontanicznie i odlotowo.
      Transformacja jednak musiała dokonać się również ze względów finansowych. Dalsze
      sprawowanie władzy przez PZPR, że tak powiem, po staremu, groziło odcięciem
      wszelkich możliwości finansowania zrujnowanej gospodarki socjalistycznej, bo
      przewidziane było ono wyłącznie dla transformacji, ale nie dla "zastoju". Krótko
      mówiąc, na socjalizm moskiewski nikt nie dałby już Polsce złamanego centa,
      natomiast na "transformację" - jak najbardziej.

      Celem partii było zatem zagwarantowanie sobie możliwości działania w warunkach
      transformacji i te możliwości zostały uzgodnione przy "okrągłym stole". Warto w
      związku z tym przypomnieć, że i przy "okrągłym stole" postulaty
      gospodarcze "strony społecznej" miały charakter powściągliwy i ograniczony.
      Nastawione były w dalszym ciągu na cele nakreślone w programie "Rzeczpospolita
      samorządna" niż na rzeczywistą zmianę ustroju. Czy zaciążyły na tym ideologiczne
      przekonania architektów "strony społecznej", czy inne przyczyny - to nieważne,
      przynajmniej dla tych rozważań. Istotne jest, że i "okrągły stół" w zasadzie
      pozostawiał inicjatywę strategiczną partii.



      Balcerowicz planuje



      Nieco dalej szedł "plan Balcerowicza", ale przecież i on nie był nastawiony na
      szybką zmianę stosunków własnościowych w państwie i tworzenie warunków dla
      wolnego rynku. Szedł raczej w kierunku odzyskania przez władzę polityczną
      kontroli nad życiem gospodarczym i dlatego, jak sądzę, nie było przypadkiem, że
      już w roku 1991 rozpoczął się odwrót nawet od sytuacji, jaką wytworzyła ustawa o
      działalności gospodarczej z roku 1988. Dość szybko okazało się, że realizowana w
      ten sposób transformacja pozostawia poza głównym nurtem życia gospodarczego coraz
      to nowe grupy ludzi, podczas gdy jej największym pieszczochem pozostawała
      uwłaszczona nomenklatura dawnej PZPR, do której dołączyło niewielkie grono nowych
      przedsiębiorców, z reguły ściśle powiązanych z władzą polityczną.

      Rzucone przez Lecha Wałęsę w kampanii prezydenckiej hasło "przyspieszenia",
      rozumiane jako wypowiedzenie gwarancji udzielonych przy "okrągłym stole",
      zapewniło mu wprawdzie poparcie wystarczające do objęcia prezydentury, ale nie
      pociągnęło za sobą żadnej wyraźnej zmiany, tym bardziej że wkrótce nowy prezydent
      ogłosił politykę "wspierania lewej nogi", niby to dla utrzymania równowagi
      demokratycznej. Wzmocniło to oczywiście pozycję społeczną i polityczną środowisk
      wywodzących się z aparatu władzy PRL.



      Bezradny Buzek



      Ponowne uchwycenie władzy przez "Solidarność" w roku 1997 posłużyło do utworzenia
      dla zaplecza politycznego AW"S" nisz ekologicznych. Miało to zapewnić tej
      formacji ekonomiczną zdolność do konfrontowania się z SLD w przyszłości. Temu
      celowi służyły cztery reform rządu pana premiera Buzka. W rezultacie nastąpił
      skokowy wzrost biurokracji, wzrost kosztów funkcjonowania państwa, a więc i
      fiskalizmu, a w rezultacie kolejne grupy ludzi zostały wypchnięte już nie tylko
      poza główny nurt gospodarki, ale w ogóle poza nawias życia gospodarczego.
      Wspominam o tym dlatego, by pokazać, że nawet w ubiegłej kadencji formacja
      nibyantykomunistyczna i nawet rządząca budowała swoją ideową tożsamość poprzez
      odniesienie do SLD, zwyczajnie naśladując postępowanie tej formacji.

      Tak więc przez cały ten czas, z mniejszym lub większym nasileniem, wyznacznikiem
      ideowej i politycznej tożsamości przeważającej części formacji
      antykomunistycznych w Polsce była... partia komunistyczna; najpierw PZPR, a
      później - kolejna partia władzy, jaka z niej wyewoluowała w postaci SLD. W ten
      sposób, niejako mimowolnie, tak naprawdę to SLD miał przez cały ten czas
      inicjatywę strategiczną w warstwie ideologicznej, bez względu na to, co aktualnie
      głosił czy robił, bo większość ugrupowań wobec niego opozycyjnych, czyli tzw.
      antykomuny, raczej reagowała na poczynania tej partii niż formułowała niezależnie
      od niej ideologię własną. Własne było w gruncie rzeczy tylko jedno: odsunąć SLD
      do władzy.



      Rewolucja?



      Na ten zasadniczy i chyba w perspektywie najgroźniejszy mankament trapiący tzw.
      prawicę w Polsce zwrócił również uwagę pan red. Robert Krasowski w artykule "Cele
      polityki polskiej, czyli nowe sztandary dla naszej prawicy" ("Życie" nr 299).
      Powiada tam m.in. że "stare sztandary prawicy są zbutwiałe", zaś "prawica ociąga
      się z ich wymianą, bo rodzi się w niej poczucie ideowej zdrady". Sądzę, że ta
      diagnoza trafna jest tylko w pierwszej części. Sztandary, jeśli nawet nie
      są "zbutwiałe", to są tylko rodzajem krzywego zwierciadła sztandarów SLD. "Nie
      chcemy komuny, nie chcemy i już". Niczego więcej tam się nie doszukamy. W takim
      jednak razie nie ma nawet czego "zdradzać". Zatem ociąganie się z wymianą tych
      sztandarów nie jest podyktowane obawą j
      • Gość: wild Stanisława Michalkiewicza analiza RPRLu | CDN IP: *.net.bialystok.pl 04.01.02, 20:11
        Rewolucja?



        Na ten zasadniczy i chyba w perspektywie najgroźniejszy mankament trapiący tzw.
        prawicę w Polsce zwrócił również uwagę pan red. Robert Krasowski w artykule "Cele
        polityki polskiej, czyli nowe sztandary dla naszej prawicy" ("Życie" nr 299).
        Powiada tam m.in. że "stare sztandary prawicy są zbutwiałe", zaś "prawica ociąga
        się z ich wymianą, bo rodzi się w niej poczucie ideowej zdrady". Sądzę, że ta
        diagnoza trafna jest tylko w pierwszej części. Sztandary, jeśli nawet nie
        są "zbutwiałe", to są tylko rodzajem krzywego zwierciadła sztandarów SLD. "Nie
        chcemy komuny, nie chcemy i już". Niczego więcej tam się nie doszukamy. W takim
        jednak razie nie ma nawet czego "zdradzać". Zatem ociąganie się z wymianą tych
        sztandarów nie jest podyktowane obawą jakiejś "ideowej zdrady", co raczej obawą
        przed utratą jakichkolwiek sztandarów. W takiej sytuacji lepsze już "zbutwiałe"
        niż żadne.

        Taką to formację pan red. Krasowski zachęca do "rewolucji programowej". Na czym
        miałaby ona polegać? Na porzuceniu tzw. haseł i koncentracji na tzw.
        realiach. "Okazuje się bowiem, że reforma gospodarki, naprawa państwa plus
        wejście do Unii - a zatem cele, których pilności nikt poważny dziś nie
        kwestionuje - stanowią łącznie tak wielki wysiłek dla władzy, że nie jest ona w
        stanie zrealizować żadnych innych zadań". Ponieważ zaś "w kwestii integracji
        obowiązki prawicy i lewicy są identyczne, oznacza to, że dziś prawicowość w
        Polsce oznacza budowę kapitalizmu. Nic więcej" - konkluduje pan red. Krasowski.



        Unia ponad wszystko



        To bardzo ciekawa zachęta, zwłaszcza na tle innych spostrzeżeń Autora. Np.
        że "nasza bieda nie wzięła się z kapitalizmu, ale z jego braku", czy
        że "gwałtowny wzrost gospodarczy nastąpił tylko raz - w związku ze stworzeniem
        wolnego rynku". Wszystko to jest oczywiście najprawdziwszą prawdą, ale
        najciekawsze jest to, że te spostrzeżenia wcale nie przeszkadzają panu red.
        Krasowskiemu umieszczenia "wejścia do Unii" w katalogu najpilniejszych celów,
        zaraz po reformie gospodarki i naprawie państwa. Nie tylko zresztą
        najpilniejszych, ale również i takich, których pilności "nikt poważny" dzisiaj
        nie kwestionuje. Ponieważ im starszy się robię, tym jakoś coraz mniej imponuje mi
        towarzystwo "ludzi poważnych", pozwolę sobie, pamiętając o zbawiennej wskazówce
        Kartezjusza, by WSZYSTKO podawać w wątpliwość, podać w wątpliwość również
        to "wejście do Unii". Przypominam sobie bowiem, jak to w czasach PRL-u "nikt
        poważny" nie ośmielił się podważać istoty ustroju socjalistycznego, podobnie jak
        w czasach nam bliższych - nikt "poważny" nie ośmielał się kwestionować jedynej
        słuszności polityki pana prof. Balcerowicza. Tymczasem efektem m.in. tej
        polityki, mniejsza już o to czy intencjonalnym, czy ubocznym jest jednak to, co
        dzisiaj nas w gospodarce naszej tak martwi i niepokoi. Ten "brak kapitalizmu",
        który pan red. Krasowski z właściwą sobie przenikliwością przecież zauważył, musi
        wynikać z jakichś przyczyn. Dlaczego to "kapitalizmu" u nas "nie ma", skoro do
        niedawna "nikt poważny" nie ośmielił się powiedzieć, że to, co tak mozolnie przez
        ostatnich 11 lat budujemy, to nie żaden "kapitalizm", tylko
        etatystyczna, "europejska" odmiana socjalizmu?



        Co mamy budować?



        Warto w tym miejscu sprecyzować te pojęcia, bo skoro już prawicowość w Polsce ma
        dziś oznaczać "budowę kapitalizmu i nic więcej", to dobrze wiedzieć, co
        konkretnie mamy budować, żebyśmy potem nie mieli pretensji do samych siebie, że
        zanadto zaufaliśmy "ludziom poważnym", co to nigdy nic... i tak dalej. Najkrócej
        więc socjalizm oznacza przekonanie, że celowa i pożyteczna jest redystrybucja
        dochodu narodowego przede wszystkim poprzez budżet państwa. Kapitalizm natomiast -
        zwłaszcza wolnorynkowy, a nie latynoamerykański na przykład - oznacza, że celowa
        i pożądana jest redystrybucja dochodu narodowego przede wszystkim poprzez rynek,
        rynek zasadniczo wolny od władczych ingerencji władzy politycznej. Jak się
        okazuje, u źródeł wszelkie polityki leżą przekonania, które można nawet
        sprowadzić do postaci haseł. Z tych odmiennych przekonań wywodzą się odmienne
        modele państwa, odmienne instrumenty reformowania gospodarki i naprawiania
        państwa, słowem - zupełnie odmienne polityki.

        Tymczasem, jeśli "wejście do Unii" ma być celem wymienianym jednym tchem
        z "budową kapitalizmu", to warto zapytać, co właściwie w tej sprawie robi Unia,
        na jakim właściwie przekonaniu opiera swoją politykę i jaką politykę sufluje nam
        w ramach programu dostosowującego. Obawiam się, że z "kapitalizmu" niewiele już
        tam pozostało, że jest go tam z roku na rok coraz mniej, co zresztą daje się
        postrzec również w ustawach stanowiących program dostosowawczy. Jakże zatem
        pogodzić te dwa sprzeczne priorytety: i wejście do Unii, i budowę kapitalizmu? Na
        to pytanie pan red. Krasowski nie odpowiada, bo w ogóle go nie stawia być może
        dlatego, że wzorem wielu "ludzi poważnych" mniema, że w Unii Europejskiej
        kapitalizm zwyczajnie i po prostu jest, chociaż rządzą nią socjaldemokraci. To
        tylko tacy niepoważni wesołkowie, jak np. prof. Milton Friedman jeszcze w roku
        1989 przestrzegał posłów i senatorów OKP, by nie naśladowali bogatych krajów
        zachodnich, bo Polska nie jest bogatym krajem zachodnim, tylko żeby Polska w
        swojej polityce gospodarczej naśladowała rozwiązania stosowane w tych krajach
        wtedy, gdy były one tak biedne, jak Polska jest dzisiaj. Tymczasem "dążąc" do
        Unii i przyjmując z całym dobrodziejstwem inwentarza suflowany przez nią program
        dostosowawczy, postępujemy akurat odwrotnie. Co więcej - im bardziej
        dostosowujemy nasze ustawodawstwo do życzeń Unii Europejskiej, tym bardziej
        pogłębiają się nasze ekonomiczne trudności, tym szybciej następuje bezwzględne
        zubożenie społeczeństwa (chodzi o to, że na ten sam koszyk dóbr trzeba coraz
        dłużej pracować) i pogłębia się jego niekorzystne rozwarstwienie (enklawa
        zamożności w oceanie ubóstwa i zanik stopni pośrednich w postaci klasy średniej).
        Jak oczywiście domyślam się, że "ludzie poważni" w obawie przed utratą tej
        reputacji przezornie wolą nie zauważać tego związku przyczynowego, podobnie jak
        Dajakowie, którzy pewnie też mają swoje własne elity złożone z ludzi poważnych,
        ponoć nie dostrzegają żadnego związku przyczynowego między stosunkami płciowymi a
        rodzeniem się dzieci.


        Walczyć, czy statystować?



        Jeśli zatem, jak twierdzi pan red. Krasowski, w kwestii integracji obowiązki
        prawicy i lewicy są "identyczne", to jak właściwie powinniśmy rozumieć to,
        że "dziś prawicowość w Polsce oznacza budowę kapitalizmu"? Unia Europejska jest
        jedna, więc i program dostosowujący Polskę do niej też może być tylko jeden.
        Skoro zaś obowiązki prawicy i lewicy są w tej kwestii "identyczne", to czym
        właściwie ma się ta prawica różnić od lewicy? Być może intencja pana red.
        Krasowskiego była inna, jednak odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że w gruncie rzeczy
        namawia on prawicę w Polsce do ideologicznej kapitulacji, do uznania raz na
        zawsze, że idelogiczna inicjatywa strategiczna jest w rękach socjaldemokracji, a
        w związku z tym nie ma co kombinować czegokolwiek na własną rękę. Jeśli tak,
        to "prawica" spełniałaby w tych okolicznościach wyłącznie funkcję statysty w
        spektaklu reżyserowanym i odgrywanym przez kogoś innego. Przyglądając się
        dzisiejszej scenie politycznej w Polsce, nie można wykluczyć, że dla wielu byłby
        to program niezwykle atrakcyjny, zwłaszcza gdyby za cenę takiej kapitulacji udało
        się zachować nisze ekologiczne w establishmencie. To nie jest nawet takie trudne,
        bo Zachód dzisiaj ma takie gusło, żeby przynajmniej na pokaz demonstrować
        pluralizm, więc statyści, zwłaszcza tacy, którzy już zdążyli wyuczyć się roli, są
        jak najbardziej potrzebni. A jeśli scenografia będzie wystawna, to mogą nawet
        dostać z rekwizytorni jakieś nowe sztandary i wywijać nimi, ile dusza zapragnie.


        Stanisław Micha
        • Gość: wild link IP: *.net.bialystok.pl 04.01.02, 20:13
          Stanisław Michalkiewicz

          "Najwyższy Czas"


          www.nczas.com/?a=show_article&id=157
    • Gość: Miedź Br Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: 195.94.197.* 07.01.02, 17:27
      Ad Wild. - z większością tez Michalkiewicza się zgadzam. Ale nie warto
      drobiazgowo analizować kolejnych tez Roberta Krasowskiego. Nie warto, bo ten
      facet jeszcze zupełnie niedawno pisał rzeczy kompletnie odwrotne. I on sam, i
      jego przyjaciele w "Życiu" w latach 1998 - 2000 krytykowali (w kontekście
      gospodarczym) rząd AWS-UW "z lewa", pod hasłami równościowymi, obrony mało
      zarabiających przed pazernym establishmentem i doktrynerstwem liberalizmu etc.
      Przykładem może być ich "ogień zaporowy" przeciw balcerowiczowskim koncepcjom
      reformy podatków. Nie wypowiadam się tu merytorycznie nt. kto miał rację.
      Stwierdzam jednak, że nieoczekiwana zmiana poglądów p. Krasowskiego nastąpiłą w
      momencie, gdy władzę nad "Życiem" przejęła Platforma Obywatelska. Krasowski po
      prostu usiłuje zasłużyć się nowym panom. Co czyni go mało poważnym partnerem do
      dyskusji.
    • wild Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] 18.02.02, 10:33
      Gość portalu: wild napisał(a):

      > Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      > d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      > Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
      > czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
    • ptwo Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] 19.02.02, 18:23
      Dlatego od początku uważałem, że cała ta lustracja nie ma sensu, zaś rupiecie
      pozostałe po b. SB należało rzucić w piec i nie wracać do tego.
      Najwartościowsza (z punktu widzenia SB) agentura w żadnych papierach zresztą
      nie figurowała; nie trzeba wielkiej przenikliwości, by wiedzieć, że tych
      służbach to, co naprawdę ważne jest w głowach odpowiednich ludzi, nie w
      archiwach.
      • Gość: Miedź Br Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 19.02.02, 21:24
        To mniej więcej tak samo sensowna propozycja, jak pomysł, by ponieważ nigdy nie
        będziemy mieć gwarancji, ze wyleczymy wszystkich chorych (albo złapiemy
        wszystkich złodziei), zaprzestać w ogóle leczenia kogokolwiek (albo w ogóle
        łapania złodziei).
        • ptwo Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] 19.02.02, 22:54
          Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

          > To mniej więcej tak samo sensowna propozycja, jak pomysł, by ponieważ nigdy nie
          >
          > będziemy mieć gwarancji, ze wyleczymy wszystkich chorych (albo złapiemy
          > wszystkich złodziei), zaprzestać w ogóle leczenia kogokolwiek (albo w ogóle
          > łapania złodziei).

          Człowieku! O czym Ty mówisz? Chcesz robisz lustrację w oparciu o to, co SB-cja
          raczyła zostawić? Przecież to, co najwartościowsze, nigdy w archiwach nie było.
          Trochę wartościowsze rzeczy zniszczyli, resztę zostawili, a być może dodali
          jeszcze jakieś fałszywki. I nie ma się co oburzać - sam bym zrobił to samo w imię
          profesjonalizmu; w tzw. służbach jest zasada: nigdy, nikomu, nic. I koniec. A jak
          kto naiwny, to niech sobie dalej wierzy, że Bóg wie co znajdzie w tych śmieciach.
    • Gość: wild Mistrz Adaś jest przecież Lewdomównym i Lewym... IP: *.net.bialystok.pl 06.03.02, 18:33
      ... inaczej uczciwym i ludecznym humanistą! <smile
    • Gość: wild i fenomen potencjalnego prezydenta Mazowieckiego? IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 20.07.02, 13:20
      Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
      posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
      czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
      Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
      dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
      materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
      archiwizowania wnioskuje Komisja.
      Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
      Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
      na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
      niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
      osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
      podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.

      Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
      nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji sposobu
      korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
      W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
      pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę poruszania
      się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
      wydziałów.

      --------------------------------------------------------------------------

      polecam książke Józefa Mackiewicza "Watykan w cieniu czerwone gwiazdy"
      był jednym odważnym ktory już pisał o sbekach w 1974 roku a później -
      zmowa "milecznia"
      • ptwo Re: i fenomen potencjalnego prezydenta Mazowiecki 20.07.02, 13:29
        Gość portalu: wild napisał(a):

        > Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
        > posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
        > d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
        > Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do
        27
        > czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
        > Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
        > dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej
        listy
        > materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
        > archiwizowania wnioskuje Komisja.
        > Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
        > Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
        > na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
        > niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
        > osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
        > podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.
        >
        > Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
        > nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji
        sposobu
        > korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
        > W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
        > pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę
        poruszania
        > się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
        > wydziałów.
        >
        > --------------------------------------------------------------------------
        >
        > polecam książke Józefa Mackiewicza "Watykan w cieniu czerwone gwiazdy"
        > był jednym odważnym ktory już pisał o sbekach w 1974 roku a później -
        > zmowa "milecznia"

        Po co ta fascynacja śmieciami, które SB-cja zostawiła po sobie?
        • Gość: wild a co z tymi którzy produkowali te śmieci? :) IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 20.07.02, 13:53
          dla dobra PRLu i socjalizmu ( na wieki wieków) ? smile) to jest ciekawsze?
          dlaczego!
      • Gość: # Wild - boje sie lustracji. Co mam robic? IP: *.wroclaw.tpnet.pl 20.07.02, 13:39
        Prosic o jeszcze jedna interwencje
        panow:
        Andrzeja Ajnenklela, Jerzego Holzera,
        Adama Michnika i Bogdana Krolla,

        która w okresie od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990r.

        miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.

        bys mnie nazywal sbekiem? i nareszczie przeprosil?

        Borsuk mnie raz nazwal bolszewikiem.

        Mam juz komplet tak cenionych dzis po cichu okreslen a nie korzystam
        jak reszta bolszewikow i sbekow z naleznych mi przywilejow...

        Co robic? sad
        • Gość: Maciej Re: Wild - boje sie lustracji. Co mam robic? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.02, 13:48
          Gość portalu: # napisał(a):

          > Prosic o jeszcze jedna interwencje
          > panow:
          > Andrzeja Ajnenklela, Jerzego Holzera,
          > Adama Michnika i Bogdana Krolla,
          >
          > która w okresie od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990r.
          >
          > miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
          >
          > bys mnie nazywal sbekiem? i nareszczie przeprosil?
          >
          > Borsuk mnie raz nazwal bolszewikiem.
          >
          > Mam juz komplet tak cenionych dzis po cichu okreslen a nie korzystam
          > jak reszta bolszewikow i sbekow z naleznych mi przywilejow...
          >
          > Co robic? sad

          Nic się nie bój. Zniszczono [na polecnie (!) Glempa] akta Dep. IV.
          Agentura wśród księzy i działaczy katollickich (sodalicje, itp.)
          Tak więc możesz spać spokojnie. Twoje teczki pracy i personalna zostały napewno
          zniszczone.
          Pozdrawiam
          • Gość: # Dzieki! Zadam tedy Maksio przeprosin!/nt IP: *.wroclaw.tpnet.pl 20.07.02, 13:59
            • janina.el # ! Jaki miałeś pseudonim ? /nt. 21.07.02, 13:49
    • Gość: wild ... IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 22.08.02, 23:36
      • wild2 Re: ... 22.08.02, 23:42
        a wódki naszej tym i dal???? wink)
    • Gość: jaski Maksiu, to ja...........notxt IP: *.chicago-24rh15rt.il.dial-access.att.net 22.08.02, 23:52
      • Gość: wild Re: Maksiu, to ja...........notxt IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 22.08.02, 23:54
        w czymś pomóc? smile
    • wild KTO grzebał w aktach SB 29.08.02, 20:10
      Odrębną kwestią jest dostęp do zbiorów archiwalnych MSW osób nieuprawnionych.

      Materiały operacyjne będące podstawą opracowania zbioru współpracowników UB i
      SB były materiałami opatrzonymi klauzulą "tajne — specjalnego znaczenia".
      Oznacza to, iż dostęp do nich miała niewielka grupa etatowych pracowników MSW.
      Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
      posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
      czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
      Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
      dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
      materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
      archiwizowania wnioskuje Komisja.
      Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
      Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
      na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
      niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
      osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
      podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.

      Konkludując, wyrazić należy pogląd, że obok braku podstawy prawnej działania,
      nie dokonano zgodnej z ówcześnie obowiązującymi przepisami rejestracji sposobu
      korzystania z zasobu archiwalnego Centralnego Archiwum MSW.
      W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych
      pionów (np. dla Departamentu I było ich 3). Posiadali pełną swobodę poruszania
      się po budynkach MSW. Kontaktowali się nawet z naczelnikami poszczególnych
      wydziałów.
      • bykk Re: do Maxa 29.08.02, 20:20
        Maxiu,masz rację,ale to stara sprawa i tak wiadomo kto za tym stał
        i gówno z tego!
        U nas za te sprawy "dostał" nijaki K. jako szew MSW po "pysku" i co?
        Jeszcze tak niedawno wypowiadał się jako "fachowiec",nawet się nie
        zająknął dlaczego pozwolił tym pojebańcom na to!
        pozdrawiam
        hej!
    • Gość: Sala Re: a KTO grzebał w aktach SB i je niszczył?:] IP: *.toya.net.pl 29.08.02, 20:20
      akta calego IV wydzialu zaniknely w tajemnieczych okolicznosciach.
      Kto je wzial?
    • wild "to była historycznaaa konieczność"... (bad news) 27.12.02, 16:17
      Materiały operacyjne będące podstawą opracowania zbioru współpracowników UB i
      SB były materiałami opatrzonymi klauzulą "tajne — specjalnego znaczenia".
      Oznacza to, iż dostęp do nich miała niewielka grupa etatowych pracowników MSW.
      Miał miejsce jednak fakt, który można określić jako rażące naruszenie form
      posługiwania się materiałami operacyjnymi. Mowa tu o działaniu tzw. "Komisji
      d/s zbiorów archiwalnych" składającej się z Andrzeja Ajnenklela, Jerzego
      Holzera, Adama Michnika i Bogdana Krolla, która w okresie od 12 kwietnia do 27
      czerwca 1990r. miała dostęp do zasobów Centralnego Archiwum MSW.
      Znanym, materialnym efektem 2-miesięcznych działań w/w osób jest liczące
      dwie strony "sprawozdanie i wnioski" z załącznikiem w postaci wyrywkowej listy
      materiałów archiwalnych, o których przekwalifikowanie w kategoriach okresu
      archiwizowania wnioskuje Komisja.
      Nie można w chwili obecnej ustalić z jakimi dokumentami członkowie w/w
      Komisji mieli do czynienia. Nie zachowały się również żadne ślady pozwalające
      na ustalenie w jaki sposób pracowała Komisja. Z wypowiedzi publicznych
      niektórych członków Komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt
      osobowych byłych współpracowników UB i SB. Nie sposób jednak określić
      podmiotowy i przedmiotowy zakres badań Komisji.
Pełna wersja