hasz0
18.05.08, 11:30
a sądy "polskie" nie przyznały racji Polaczkowi
- patrz beton B20 zamiast B50
i "pralka" pod Wrocławiem
konsorcjum Gdańsk Transport Company z koncesja na północny fragment
autostrady A1 za wybudowanie odcinka z Grudziądza do Torunia GTC
żąda teraz miliarda euro, co daje 17 mln euro za jeden kilometr
drogi.
Podczas gdy jeszcze w 2005 r. miał on kosztować 460 mln euro (ok.
7,4 mln euro za kilometr)... żądania konsorcjów budowlanych są zbyt
wygórowane.
Złe zapisy w umowach nie dziwią Adriana Furgalskiego, eksperta z
firmy doradczej TOR... słabo opłacani urzędnicy - mówi Furgalski. -
Zdarzały się przypadki, że urzędnicy świadomie konstruowali umowy
korzystne dla konsorcjów, a potem przechodzili do pracy w
kancelariach prawniczych wynajętych przez inwestorów.
Nic dziwnego, że w tej sytuacji Donald Tusk straszy prokuratorem: -
Ktoś kiedyś podpisał tego typu umowy, które czynią państwo bezradnym
w negocjacjach z koncesjonariuszami. Myślę, że zainteresuje się tym
prokuratura.
Z premierem Tuskiem zgadza się Jerzy Polaczek, minister
odpowiedzialny za autostrady w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Za
szczególnie niekorzystne dla państwa uważa on umowy w sprawie budowy
autostrad A1 i A2.
Umowę na budowę autostrady A2 negocjował Bogusław Liberadzki,
minister transportu w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza. Dziś jednak
nie czuje się odpowiedzialny. Twierdzi, że została ona zmieniona
przez jego następcę Tadeusza Syryjczyka ministra w rządzie Jerzego
Buzka. Ten z kolei twierdzi, że już nic nie mógł zmienić.
Umowę na budowę A1 podpisał Jan Kurylczyk, pełnomocnik ds. budowy
dróg krajowych i autostrad w rządzie Marka Belki.
Niezależnie od szukania winnych zaistniałej sytuacji, rząd będzie
musiał jakoś wybrnąć z autostradowego pata. W ubiegłym tygodniu Tusk
powiedział, że Rada Ministrów rozważa odstąpienie od koncesji i
wybudowanie w miejsce autostrad dróg ekspresowych.
Przedstawiciele koncesjonariuszy nie chcą się odnosić do słów
premiera. Są bowiem w trakcie negocjacji kontraktów na budowę
kolejnych odcinków.
Choć eksperci podważają wysokość kosztów budowy, jaką próbują
narzucić konsorcja, faktem jest, że borykają się z rosnącymi
kosztami funkcjonowania. Oprócz wzrostu płac i materiałów,
dodatkowym kłopotem jest umocnienie się złotówki do euro (kosztorysy
budowy liczone są w euro, a robocizna i materiały rozliczane w
złotówkach).
Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, którym systemem - publiczno-
prywatnym czy publicznym - można budować taniej. Minister Polaczek
twierdził, że publiczna spółka zbuduje autostrady taniej i szybciej.
Dzisiaj okazuje się, że kilometr autostrady, np. A4, kosztuje w
takim wypadku 10 mln euro, czyli blisko dwa razy więcej, niż np.
inkasuje GTC za budowany obecnie odcinek A1 Gdańsk - Grudziądz.
Koncesyjny system budowy autostrad krytykowany przez premiera Tuska
jest więc niekiedy tańszy i szybszy niż publiczny. W dodatku na
publicznych odcinkach autostrad nie ma żadnej infrastruktury, w tym
tak podstawowej jak stacje benzynowe czy lokale gastronomiczne.
Karpiński. - Cena kilometra negocjowanych odcinków musi być
porównywalna ze średnią europejską - dodaje.
Rząd nie wyklucza także braku porozumienia z konsorcjami. - Wówczas
wybudujemy drogi ekspresowe o wysokim standardzie. To znaczy dwie
dwupasmowe jezdnie i bezkolizyjne skrzyżowania. W ten sposób państwo
też wykona zobowiązanie wobec obywateli - uważa Mikołaj Karpiński.
Zerwanie koncesji wydaje się najmniej prawdopodobne. Ten scenariusz
miał już miejsce za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Próba zerwania
umowy na budowę północnego odcinka autostrady A1 z Gdańsk Transport
Company skończyła się w sądzie, który przyznał rację GTC. Co gorsza,
w przypadku uporu rządu spółka mogła uzyskać do miliarda złotych
odszkodowania. Efekt jest taki, że dziś nadal głównym inwestorem na
północnym odcinku A1 jest GTC, który też negocjuje z nowym rządem
ceny jej budowy.
Jest jeszcze rozwiązanie trzecie: zerwanie umów i zmiana planów
budowy autostrad. Według Bartłomieja Sosny byłaby to klęska. Budowa
dróg utknęłaby w martwym punkcie na kolejne lata. Nie jest to proste
także z innych powodów - autostrady A1 i A2 są częścią sieci
transeuropejskich szlaków. Zmiana ich fragmentów na drogi ekspresowe
musiałaby być uzgadniana z Brukselą. Ponadto Unia Europejska mogłaby
zaprzestać współfinansowania tych projektów.
W Polsce przejazd kilometra autostradą kosztuje 6-8 eurocentów. W
tym roku wprawdzie opłaty za korzystanie z nich nie wzrosną, ale już
w 2010 roku, kiedy zostaną oddane do użytku kolejne odcinki,
będziemy płacić o 15 proc. więcej co każde 12 miesięcy. Jak tłumaczy
Adrian Furgalski, te podwyżki związane są z rosnącymi kosztami
budowy, jakie deklarują konsorcja.