Się porobiło... Ja się zgadzam z Jackiem Kurskim

22.05.08, 00:58
Poseł Kurski definitywnie nie jest bohaterem mojej bajki, ale muszę
mu przyznać rację:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5233880.html

> Jego zdaniem albo IPN opublikuje nieprawdę i wtedy autorom
książki "trzeba zrobić krzywdę", albo IPN opublikuje prawdę. "Tylko
prawda jest ciekawa - i każdy naród ma prawo do poznania prawdy
swoich bohaterów. Myślę, że Polacy są gotowi na przyjęcie prawdy
trudnej o Lechu Wałęsie, z której może on wyjść zwycięsko" - mówił
Kurski.

Tak, tylko prawda jest ciekawa - nawet dla tych, którzy niechętnie
przyznają jej autonomiczną i wysoką pozycję w aksjologicznej
hierarchii - bądż obłudnie deklarują szacunek dla tej wartości, w
praktyce ją zakłamując. Jak, nie przymierzając, poseł Jacek Kurski
od czasu do czasu wink Ale dla nich wszystkich też tylko prawda jest
ciekawa.

"Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od
Złego pochodzi." - powiada Ewangelista (Mt 5,37) (przy okazji
proroczo zwiastując nadejście ery komputerów, opartych, jak wiadomo,
na systemie binarnym wink

Zgadzam się z Jackiem Kurskim.

Kilka zastrzeżeń: nie chcę tu analizować jego samego, ani jego
oponentów motywów. Chodzi mi wyłącznie o prawo człowieka i
obywatela - każdego, nawet historyka z IPN - do wolności słowa i
badań naukowych. Ponadto ostatnio absorbowały mnie sprawy
ciekawsze, niż śledzenie doniesień medialnych (a nawet, o zgrozo,
forum gazety.pl) i opieram się na tekście z linku - nie zdążyłem
jeszcze przeczytać wspomnianego tam listu Autorytetów. Sądzę jednak,
że z niezłym przybliżeniem mógłbym przedstawić jego tezy. Dalej: mam
ogromny szacunek i sympatię dla Wałęsy (tym większą, im bardziej
oddala się w czasie jego kadencja prezydencka) mimo świadomości, że
w młodości mógł coś mieć za uszami. Last but not least, proszę mnie
nie wciągać w spory o definicję prawdy - przynajmniej przed
zapoznaniem się z dorobkiem wielkiego polskiego logika, Alfreda
Tarskiegowink

Pozwolę sobie zakończyć trawestacją znanego apelu jednego z
Autorytetów:

"Odpie..ie się od IPN-u!"

Hough!
    • institoris1 Re: Się porobiło... Ja się zgadzam z Jackiem Kurs 22.05.08, 02:02
      toz to wypisz, wymaluj sytuacja jak wczesniej z Wielgusem, tylko role sie jakby
      odwrocily.

      jenisiej napisał:

      > "Odpie..ie się od IPN-u!"
      >
      > Hough!

      otoz to, nic dodac, nic ujac!
    • pozarski Re: Się porobiło... Ja się zgadzam z Jackiem Kurs 22.05.08, 06:34
      Ja bylbym przeciwko Gontarczykowi z dwoch powodow. Po pierwsze, jego nazwisko
      przypomina nazwisko pewnego nieslawnego marcowego gryzipiorka rodem z lodzkiego
      szmatlawca - Gontarza. Po drugie zas, znam jego produkcje z Rzepy gdzie zaciekle
      bronil wolnosci slowa kopiac trupa Jacka Kuronia. To mi wystarczy. A ty Jeni bys
      bronil, zanim bysmy zglebili definicje prawdy Tarskiego, (zeby wyciagnac Gruba
      Berte) idei wolnosci slowa dla np Goebbelsa?
      • haszszachmat _______Ja się zgadzam z Pozarskim 23.05.08, 10:47
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=79840852&a=79861855
        WAZNE POWODY :
        Gontarczyk przypomina nazwisko Gontarza.
        Bronil wolnosci slowa kopiac trupa Jacka Kuronia -
        - za to że do śmierci zataił konszachty z Kiszczakiem w 4 oczy
        przed najbliższymi nawet przyjacółmi

        za które zapłąciło utraconą szansą życiową na normalne państwo
        40.000.000 Polaków.

        ----------
        Przez władze PRL nadal traktowany jako skrajny ekstremista, jesienią
        1988 r., podczas rozmów przygotowawczych do Okrągłego Stołu, był -
        obok A.Michnika - osobą, której udział w negocjacjach wykluczały
        władze PZPR. Ostatecznie jednak, po przełamaniu sprzeciwów,
        uczestniczył w plenarnych obradach Okrągłego Stołu oraz w zespole
        ds. reform politycznych, brał także udział w niektórych spotkaniach
        w Magdalence. Jest zatem jednym z twórców wynegocjowanego
        kompromisu. W czerwcu 1989 r. kandydował z listy Komitetu
        Obywatelskiego do Sejmu, stając do walki wyborczej z popieranym
        przez środowiska prawicowej opozycji W.Siłą-Nowickim. Zdobył mandat,
        2 lipca został wybrany wiceprezesem Obywatelskiego Klubu
        Parlamentarnego. Był zwolennikiem utworzenia przez
        obóz "Solidarności" rządu w porozumieniu z reformatorskim skrzydłem
        PZPR i pozostawienia w jego rękach kierownictwa MSW, MON i MSZ /by
        nie prowokować kontrakcji ZSRR oraz rodzimych obrońców starego
        systemu/. W sierpniu 1989 r. poparł koncepcję koalicji OKP-ZSL-SD, a
        12 września został ministrem pracy i polityki socjalnej w rządzie
        T.Mazowieckiego.
        __________________________-

        to podaja media ofcjalnie a prawda taka:
        ----------------------
        Po marcu 1968 roku Polska nie była już „nasza”, mówiąc obrazowo,
        Mieczysław Moczar wygrał rywalizację z Jakubem Bermanem. Zatem
        niejako z dnia na dzień byli funkcjonariusze PZPR, ale też ubecy
        (cywilni i wojskowi) zaczęli nam uzmysławiać, że w Polsce nie ma...
        demokracji. A przedtem była? Przeciez utrata przez nich dostepu do
        władzy dla reszty obywateli nie jest żadną erą w historii naszego
        kraju. To była tylko kolejna zmiana ekipy rządzącej, nie zaś walka
        sił postępowych z czarną reakcją. Pod wieloma względami ludzie z obu
        stron barykady niewiele się od siebie różnili i tylko wmawiają nam,
        że „oni” to bezwględni zamordyści, a „my” to szczerzy demokraci.
        ---
        sekretarz stanu USA Madeleine Albricht (właśc. Marie Jana Korbel),
        która publicznie zwracała się do Bronisława Geremka: „drogi Bronku”
        i nazywała go „polskim skarbem narodowym”. Czy od tej pory
        powinniśmy go traktować jak Wawel – odkurzać, remotowewać i
        udostępniać zwiedzającym?
        afera z ujawnieniem tajnych rozmów Jacka Kuronia z wysokimi
        funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa PRL, prowadzonych w latach
        1985-1988 (pod przykrywką zatrzymań i przesłuchań, co okazało się
        legendą, wytworzoną na prośbę samego zainteresowanego) może być
        gwoździem do trumny całej formacji, którą stworzył i której był
        symbolem. Dziś jego zwolennicy, współpracownicy i wychowankowie idą
        w zaparte. Jedni usiłują całkowicie dezawuować ujawnione materiały
        (a to będzie mieć taki sam skutek, jak twierdzenie, że ziemia jest
        płaska). Inni zaś lekceważąco stwierdzają, że nie ma w tym nic
        nagannego i tajnego, albowiem „Jacek” zawsze ze wszystkimi
        rozmawiał. Są co najmniej dwie sprawy, które całkowicie kompromitują
        Jacka Kuronia (oraz jego obrońców). Pierwsza to fakt, że rozmowy
        prowadził w całkowitej tajemnicy, nawet przed swymi wyznawcami.
        Mogłoby to być nawet zrozumiałe, gdyby po 1989 roku ujawnił je i
        skomentował, wykazując, że były to negocjacje polityczne a on czuł
        się uprawniony do ich prowadzenia. Nic takiego nie miało jednak
        miejsca a same podejrzenia ze strony innych środowisk opozycyjnych,
        traktowane były jako potwarz i „ubeckie prowokacje”. Dziś król jest
        nagi.
        Sprawa druga, to dogadywanie się Kuronia z bezpieką, który chciał
        mieć (i załatwił to sobie) monopol na reprezentowanie strony
        opozycyjnej podczas przyszłych rozmów ze stroną rządową. Wymagało to
        skutecznej eliminacji (na skutek różnych działań, o których z czasem
        dowiemy się znacznie więcej) wszelkiej konkurencji politycznej,
        przede wszystkim zaś środowisk niepodległościowych. Tu w gruncie
        rzeczy tkwi największa tajemnica „transformacji polityczno-
        gospodarczej”, jaka miała miejsce w Polsce po 1989 roku. Z „grubą
        kreską”, uwałaszczeniem PZPR i jej funkcjonariuszy, brataniem się w
        Magdalence itp.

        www.polskiejutro.com/art.php?p=8588
    • pozarski Forumowa wojna swiatow 22.05.08, 08:49
      absolutna bomba! A to znasz?

      leprosorium.ru
      • hasz0 Kurski 22.05.08, 11:55
        Wałęsa twierdzi, że o szykowanym zamachu stanu wiedział już wtedy, 4
        czerwca 1992 r. „Miałem być zdjęty w Belwederze. Tak się jednak nie
        stało. Organizatorzy przeliczyli się w swoich planach. Pojechałem do
        sejmu, gdzie rozpoczęła się debata nad rządem Olszewskiego i
        uruchomiona została procedura odwołania tego słabego, chwiejącego
        się gabinetu. Cały czas znajdowałem się w gmachu parlamentu, gdzie
        byli dziennikarze polscy i zagraniczni. Kazałem filmować każdy mój
        krok, dla własnego bezpieczeństwa. Potem zresztą fragmenty tego
        materiału filmowego wykorzystał Jacek Kurski w manipulatorskim
        filmie „Nocna zmiana”. To wszystko uniemożliwiło przeprowadzenie
        akcji przeciwko mnie. Po raz kolejny zrozumiałem, że Kaczyńscy,
        Macierewicz i spółka to niepoważni i niebezpieczni ludzie. I do tego
        nieudacznicy. Dlaczego mnie nie internowali? Z nieudacznictwa”.


        Cztery drzewa na krzyż

        A dlaczego były prezydent przez piętnaście lat nie próbował wyjaśnić
        domniemanego zamachu stanu ani ukarać winnych? „Obawiałem się
        zachwiania pozycji Polski na arenie międzynarodowej. W świecie
        uznano by nasz kraj za bardzo niepoważny, a my walczyliśmy o swoją
        rację stanu, walczyliśmy o NATO (o dziwo, swoim twórczym wkładem w
        tę walkę, czyli wyskokiem z NATO-bis, były prezydent się nie
        chwali). Nie chciałem bawić się jak Kaczyńscy. Dlatego zresztą
        wcześniej wyrzuciłem ich z Kancelarii Prezydenta. Ciągle mi jakieś
        spiski organizowali albo wyszukiwali”.

        O Kaczyńskich traktuje spora część tej książki, i to jej najbardziej
        ekspresywne partie. Przyznać trzeba, że oskarżenia wykraczają poza
        repertuar ustalony przez michnikowszczyznę („Robią zamach stanu na
        wymiar sprawiedliwości, podważają niezawisłość sądów, kwestionują
        orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego [nawiasem – co to
        było „falandyzowanie prawa”, Wałęsa nie wspomina również],
        podrzucają kwity, zawłaszczają media, straszą ludzi…”wink. Kaczyńscy,
        wedle Wałęsy, robili „niezłe interesy z postpezetpeerowską
        nomenklaturą… Było tu wiele niejasnych powiązań, spółek i spółeczek…
        Do dziś wiele wątpliwości, jak słychać tu i ówdzie, nie zostało
        wyjaśnionych”.

        Niestety, owo „tu i ówdzie”, gdzie słychać, pozostaje jedynym
        źródłem, na jakie się Wałęsa powołuje. Nie może być inaczej, skoro
        Kaczyński po to właśnie rozwiązał WSI, aby przetrzebić archiwa i
        zatrzeć ślady swoich knowań z jego oficerami. Okazuje się też, że to
        właśnie Kaczyński, gdy pracował u Wałęsy, wtykał w podległe mu
        struktury rozmaitych komunistów i stale torpedował starania
        prezydenta o dekomunizację i lustrację.

        www.rp.pl/artykul/81553.html
    • oleg3 Słusznie Jeni 22.05.08, 12:36
      przywołujesz Tarskiego. Prawda jest względna i musi być odnoszona do
      (meta)języka. smile

      Zajrzałem do tego listu intelektualistów i autorytetów moralnych (z pewnym
      znanym bokserem w środku listy). Cytuję jedno zdanie, przypominające mi czasy
      młodości:

      "Trudno pojąć intencje instytucji i ludzi, którzy podejmują
      obecnie kampanie oskarżen i zniesławień wobec Lecha Wałesy."

      Zastanawia mnie to "obecnie". Czy teraz nie wypada czy w w ogóle nie wypada
      badać uwikłania przywódcy Solidarności w niebezpieczne związki z SB?

      Oleg
      • haszszachmat ___________Cała Polska tańczy Bolska oprócz Wolska 23.05.08, 10:27
        mit ma trwać
        ku'rwa mać

        to Tusk
        ma gust

        a nie Jacek
        Placek
        Kursk


Pełna wersja