linder1
23.09.03, 12:14
Wklejam z "Forum" :
ANDREAS KOSSERT
Po europejskiej rewolucji z roku 1989 wojna w Iraku i związane z nią
niezwykłe koalicje po raz drugi w ciągu niewielu lat mocno wstrząsnęły
stosunkami niemiecko-polskimi. Warszawa należy do nowej Europy Rumsfelda i
przejmuje w tych dniach dowodzenie nad jedną ze stref okupacyjnych w Iraku.
Polska, z zachodniego punktu widzenia robiąca wrażenie niewydolnej, czasem
wręcz zanarchizowanej, awansuje do rangi średniego mocarstwa.
Zachodnioeuropejscy przeciwnicy wojny zareagowali zaskoczeniem, a niekiedy
otwartym oburzeniem. Szczególnie wśród Niemców zapanował niepokój. Niełatwo
zaakceptować, że Polska ma prawo do własnej, samodzielnie obieranej drogi,
nawet takiej, jaka niektórym Niemcom nie odpowiada. Szczególny problem ma z
tym niemiecka lewica, choć - zgodnie z polityczną poprawnością - od czasu do
czasu podkreśla ona wagę więzi niemiecko-polskich.
Kraj nieznany i niemodny
Nieoczekiwanie powrócił temat wypędzenia i wypędzonych: w ubiegłym roku przy
okazji książki Güntera Grassa o zatonięciu statku "Wilhelm Gustloff" z
uciekinierami na pokładzie, a teraz znów w dyskusji o Centrum przeciw
Wypędzeniom, niemieckim albo europejskim, w Berlinie, a może we Wrocławiu. W
Polsce odbyła się debata nad polską winą w mordowaniu żydowskich
współobywateli i nad polskim antysemityzmem, które w sposób jaskrawy
przejawiły się w masakrze w Jedwabnem w 1941 roku.
Tylko czy niemieckie zainteresowanie tymi historycznymi kwestiami jest
równoznaczne z zainteresowaniem Polską? Ten kraj jest dla nas główną sceną
Holocaustu, a zarazem, na swój skomplikowany sposób, dziedzicem dawnych
niemieckich terenów wschodnich. Historyczne obciążenia i powiązania prawie
kompletnie przesłaniają Polskę współczesną. Kosmopolityczna Warszawa, dzięki
swej wiodącej roli na rynkach wschodnioeuropejskich, stała się areną nowego
rozwoju. A tymczasem ponad dwie trzecie berlińczyków nigdy nie było w Polsce.
W całych Niemczech jest ledwo garstka profesorów polonistyki. Polski język i
kultura nie są w modzie, choć tyle samo Europejczyków mówi po polsku, co po
hiszpańsku.
Również historyczne spojrzenie na Polskę jest jednostronne. Znamy powstanie w
getcie warszawskim w 1943 roku. Ale co wiemy o powstaniu ludności Warszawy
przeciwko niemieckiej okupacji w roku 1944? Gdy ktoś szuka w mieście
mieszkania w starym budownictwie, natychmiast zauważa brak ładnych kamienic z
czasów przedwojennych
Kiedy w Niemczech nikomu się jeszcze nie śniło o wielkich nalotach bombowych,
w Polsce, we wrześniu 1939 r., w samej Warszawie pod gradem niemieckich bomb
zginęło 20 tys. ludzi; 10 proc. zabudowy miejskiej uległo zniszczeniu.
Wszędzie na ścianach budynków widać tablice upamiętniające masowe egzekucje.
Polska deportacje i wypędzenia przeżywała od września 1939 roku.
Barbarzyństwa niemieckich i radzieckich reżimów okupacyjnych wykrwawiały
kraj. Do lipca 1944 roku 32 tys. warszawiaków padło ofiarami egzekucji, 45
tys. zmarło w niemieckich obozach śmierci. Latem 1942 roku rozpoczęła się
deportacja 310 tys. warszawskich Żydów z getta do obozu w Treblince, wiosną
1943 roku kolejnych 60 tys. mieszkańców getta posłanych zostało na straszliwą
śmierć. Powstanie z roku 1943 było ostatnim zrywem zdesperowanych przeciw
temu, czego nie mogli powstrzymać.
Tylko popiół i gruz
Na likwidacji getta się nie skończyło: w 1944 roku Warszawa ostatecznie legła
w gruzach. Pragnienie wolności nieżydowskich mieszkańców miasta kosztowało
życie 16 tys. poległych, 150-180 tys. zabitych cywilów, z których 40 tys.
padło ofiarami egzekucji: taki jest bilans powstania z 1944 roku. Niemcy
następnie splądrowali i spalili pozostałości polskiej stolicy, a później
zrównali je z ziemią. W zbiorowej świadomości Niemców nie ma jednak takiej
polskiej miejscowości, jak czeskie Lidice czy francuskie Oradour, która
byłaby symbolem polskich ofiar. W Warszawie w czasie wojny zginęło dwa razy
więcej ludzi niż w całej Francji. W Polsce są setki Oradour i Lidic.
Mordowanie niewinnych cywilów było we Francji i w Czechach raczej wyjątkiem w
niemieckiej polityce okupacyjnej, podczas gdy w Polsce było na porządku
dziennym.
Z tradycyjnym prawicowym antypolonizmem zaczynają konkurować uprzedzenia
lewicowych intelektualistów. Polskę postrzega się głównie pod kątem wrogości
wobec Żydów i katolickiego fundamentalizmu. A z drugiej strony, na krótko
przed przyjęciem Polski do Unii Europejskiej, polska opinia publiczna z obawą
patrzy na zagranicę. I nie stary upiór niemieckiego rewanżyzmu, tylko
zachodnia obojętność i mentorski ton tendencyjnych dyskusji toczonych na
Zachodzie rozbudzają rozmaite obawy. Od czasu debaty nad wymordowaniem
żydowskiej ludności Jedwabnego mnożą się tylko relacje o antysemickich
pogromach, katolickich proboszczach-nacjonalistach, Radiu Maryja i o skrajnie
prawicowych partiach.