patience
30.06.08, 14:16
Wystarczajaco duzo czasu uplynelo od kastracji kocura, by moc podsumowac
skutki tej operacji. Chodzimy na wieczorne spacery we trojke: kocur na smyczy,
kotka luzem, ja. Kocur dalej zainteresowany kotkami. Bez pudla wyweszy
wszystkie dzikuski zaczajone pod autami, kladzie sie obok, grucha, wygina i
bardzo stara przypodobac. Wyweszy tez wszystkie dzikie kocury: puszy ogon jak
wiewiorka, przechyla glowe w bok ciamkajac zebami, a potem zaczyna spiewac
donosnym tenorem, czolgajac sie z bojowo nastawionymi uszami w kierunku
dzikiego kocura. Te odpowiadaja, ale po wymianie stroszenia sie sygnalow
dzwiekowych zwykle uciekaja, gdyz moj kocur jest wiekszy od dzikich.
Powrot do domu oznacza koci sex, bo przy tych spiewach kotka siada sobie,
uprzejmie wachlujac ogonem i leniwie oblizujac lapke czeka, ktory samiec
wygra. Otwierasz drzwi na klatke schodowa, wpuszczasz koty, idziesz do drzwi
mieszkania, a tymczasem kocur ze wspanialym okrzykiem rzuca sie na kotke
(rowniez wysterylizowana), chwyta za kark, przypłaszcza do ziemi i ociera
brzuchem. Kotka wije sie pod nim, zadziera lepek do gory, przymyka oczy i
gardlowo jeczy, bynajmniej nie probujac sie mu wywinac. Przypuszczalnie
nauczyly sie pracowac nad swoimi strefami erogennymi, czego niekastrowane koty
nie robia, miotane hormonami czyniac gwaltowne, brutalne rach-ciach.
A z tego tez taki wniosek, ze sex sie nie miesci w narzadach plciowych, tylko
w mozgu. Moze, gdyby ludzkie zony wykastrowaly swoich mezow, ktorzy nie
potrafia im sprawic satysfakcji, to by im sie poprawilo w lozku?

)