Gość: Krzys52
IP: *.proxy.aol.com
26.09.03, 06:33
...przez Gazete Wyborcza, oczywiscie. Ktora (bidulka) nie zdaje sobie sprawy
z feudalnych stosunkow panujacych na polskich uczelniach oraz, generalnie,
naruszania konstytucyjnie gwarantowanych praw obywatelskich. W przypadku pani
Moniki mamy do czynienia z nadzwyczajnym stezeniem smrodku polskich uczelni.
To nie jest tylko slynna ponoc w swiecie Jagiellonka.
Z drugiej strony, popatrzmy na sama notatke prasowa, w ktorej ta sama Gazeta
(za ten slynny "kaganek" majaca robic) pisze o doroslej i dzieciatej kobiecie
per Monika, jakby o licealistke chodzilo, ale przed Drabina stawia pelen
tytul oraz imie. Tylko dlatego ze ta jest studentka.
Jak, zatem, o naruszaniu praw ma mowic Gazeta ktora tego ABSOLUTNIE nie
czuje?!
Hej, hej, prosze GW!!! Profesor to tez student, chyba ze naukowy trup. Tylko
ze wtedy winien byc emerytowany badz w administracji. Nie dyskryminacyjne
podejscie wymagalobyod GW, zatem, wyrazania sie o Drabinie per Janek
.
.
Kraj
Gazeta Wyborcza, MFi /2003-09-25 12:57:00
Instytut Religioznawstwa przeciwko matkom
Dyrektor Instytutu Religioznawstwa UJ nie pozwolił doktorantce prowadzić
zajęć ze studentami tylko dlatego, że wychowuje dwójkę dzieci - czytamy w
krakowskim wydaniu "Gazety Wyborczej".
Prowadzenie kursów filozofii na zaocznym religioznawstwie zaproponował Monice
jej promotor. Sądził, że to będzie formalność, zwłaszcza, że absolwentka
dwóch kierunków: polonistyki i kulturoznawstwa UJ pomimo obowiązków
rodzinnych nigdy nie zaniedbywała studiów.
Niedługo ukaże się jej książka - poszerzona praca magisterska z
kulturoznawstwa. Doktorat w Instytucie Religioznawstwa przygotowuje drugi
rok. Ma dwójkę dzieci: 4-letnią córeczkę i 2-miesięcznego synka.
Okazało się jednak, że na przeszkodzie stanął dyrektor Instytutu
Religioznawstwa.
"Matka przede wszystkim powinna zająć się wychowaniem potomstwa, a nie
pracą" - uważa prof. Jan Drabina, który kategorycznie zabrania jej
prowadzenia zajęć, do których zobligowany jest każdy doktorant-stypendysta.
Monika zamierza się odwoływać od decyzji dyrektora instytutu - pisze
krakowska "Gazeta Wyborcza".