OTO _ SŁYNNY_ WYWIAD_ Z Michnixem

03.10.03, 09:49
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031003/publicystyka/publicystyka_a_3.html


odsłonił sie Adaś, odsłonił ten "inelektualista euro-pejski"
    • Gość: jeja Re: OTO _ SŁYNNY_ WYWIAD_ Z Michnixem IP: 194.251.142.* 03.10.03, 11:10
      Ja myślę ze on spokojnie może się już bez żadnego kamuflażu do SLD zapisać.
    • Gość: Vavrzyniec Re: OTO _ SŁYNNY_ WYWIAD_ Z Michnixem IP: *.chello.pl / *.chello.pl 03.10.03, 11:24
      A tu pełny tekst wywiadu. Mocny i w sposób jaskrawy pokazujący słynną moralność
      i etykę dziennikarską Adama Michnika. Pozostaje tylko wspomnieć, że do tego
      rodzaju insynuacji, do jakich posunął się Michnik wobes Kolendy-Zaleskiej,
      dotąd nie posuwał się nawet organ Urbana... ale to już polecam ocenie
      czytelników.
      Miłej lektury smile

      KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA: Panie redaktorze, oglądał Pan wczoraj [w środę -
      red.] "Fakty" TVN?

      ADAM MICHNIK: Nie oglądałem.

      K.-Z.: W "Faktach" był materiał Tomasza Sekielskiego dotyczący afery Rywina.
      Dziennikarz dotarł do pana zeznań w prokuraturze i ujawnił część pana
      odpowiedzi. Odpowiedzi, w których pan nieustannie zasłania się tajemnicą
      dziennikarską, było bardzo dużo.

      M.: Podziwiam talenty pana redaktora Sekielskiego, które pomogły mu do tych
      zeznań dotrzeć. Bardzo ubolewam nad kondycją moralną urzędników, którzy mu te
      zeznania dostarczyli. Chodzi o pewną zasadę. Ja nie mam nic do ukrycia i te
      zeznania sam chętnie mogę ujawnić. Ale jeżeli jest zasada, że jest to
      otoczone tajemnicą, to wydaje mi się, iż urzędnik państwowy czy poseł na Sejm
      musi mieć wyjątkowo ważny motyw, by to ujawnić mediom. Na przykład, by
      zdemaskować przestępstwo, które ktoś chce ukryć.


      K.-Z.: Niekoniecznie. Dlaczego mówimy o przestępstwach?

      M.: Dlatego iż nas też obowiązuje zasada, że prawo obowiązuje.


      K.-Z.: No, ale jednak dziennikarze żyją z takich przecieków.

      M.: Nie, nie. Może są tacy dziennikarze, którzy z tego żyją. Ale mnie się
      wydaje, że uczciwy dziennikarz z tego nie żyje.


      K.-Z.: Jak dostaje taką informację, to wykorzystuje.

      M.: Uczciwy dziennikarz dociera do wiedzy otoczonej tajemnicą, jeżeli temu
      służy jakaś wyższa racja. Inaczej jest to pogarda dla rzetelności, dla
      państwa prawa, dla pewnych zasad, które obowiązują ludzi. Tak jak się nie
      podgląda bez istotnej przyczyny przez dziurkę od klucza, nie grzebie w
      cudzych szufladach czy dziennikach intymnych, tak bez bardzo istotnej
      przyczyny nie ujawnia się dokumentów czy faktów, które są otoczone tajemnicą.
      Rozumiem, iż w "Faktach" pan Sekielski wyjawnił, jaki moralny motyw nim
      kierował, że posunął się do działań wskazujących na pogardę dla prawa,
      kodeksu karnego, ludzkiej rzetelności, uczciwości, moralności.


      K.-Z.: Dyskutujmy o tym, co pan mówił w tych zeznaniach, skoro już zostały
      ujawnione. Pan właściwie na każde pytanie odpowiada: "nie odpowiem, bo jest
      to tajemnica dziennikarska". Dlaczego?

      M: Chcę powtórzyć, w tych zeznaniach nie ma nic takiego, co by zmieniało nasz
      wizerunek świata. Pan Sekielski to od kogoś dostał. Sam się tam nie włamał.
      Czyli ktoś posunął się do działań nieetycznych, niemoralnych po to, by
      ujawnić mediom to, co jest otoczone urzędową tajemnicą. Mnie interesuje
      motyw...


      K.-Z.: Mam wrażenie, że pan mnie chce zagadać i nie chce odpowiedzieć na
      pytanie, dlaczego pan na wiele kluczowych pytań, które zadają panu
      prokuratorzy, nie odpowiada, lecz zasłania się tajemnicą dziennikarską. Może
      o tym...

      M.: Dlatego, że obowiązuje mnie tajemnica dziennikarska. Mnie interesuje,
      dlaczego wysoki urzędnik prokuratury bądź poseł na Sejm decyduje się złamać
      prawo? W imię czego?


      K.-Z.: A dlaczego pan się zasłania tajemnicą dziennikarską?

      M.: Dlatego, że na to mi zezwala prawo. Tak mi nakazuje moja moralność. Na
      tym polega mój zawód, że jeżeli ktoś ze mną rozmawia, to ma stuprocentową
      gwarancję, iż będę lojalny i nie pobiegnę do telewizji, radia czy gazety,
      żeby ogłaszać to, co od niego usłyszałem. Ja pani nie chcę zagadać, ale pani
      nie odpowiada na moje pytanie.


      K.-Z.: Bo to ja tutaj pana przepytuję. Nie odwrotnie.

      M.: Proszę pani, my rozmawiamy ze sobą. Nie jestem tu na przesłuchaniu, a
      pani ciągle jeszcze nie jest prokuratorem.


      K.-Z.: Nie, oczywiście.

      M.: Może pani zmieni profesję, to wtedy będziemy w innym trybie rozmawiali.
      Ale mnie ciągle interesuje, co kieruje wysokim urzędnikiem prokuratury czy
      posłem na Sejm, że łamie w sposób demonstracyjny, bezczelny, cyniczny prawo i
      ujawnia to, co jest chronione tajemnicą urzędową. Rozumiałbym, gdyby
      ujawniono jakieś istotne nowe fakty, żeby się stało coś drastycznie
      zmieniającego obraz rzeczy, ale ujawnić to, że nie opowiadam o moich
      rozmowach, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską? Jaką to wnosi nową
      wiedzę? Nic nie wnosi. Wnosi jedynie pewną wiedzę o kondycji moralnej tych,
      którzy panu redaktorowi z TVN tę wiedzę dostarczyli. To są ludzie niegodni
      zaufania, niegodni, żeby im rękę podawać. Dlatego, że publicznie złamali
      podstawową zasadę, jaką jest respektowanie prawa i konstytucji. Takich rzeczy
      nie wolno robić i to trzeba potępić z całą rozciągłością.


      K.-Z.: Jan Rokita poproszony przez dziennikarza TVN o skomentowanie pana
      odpowiedzi (w prokuraturze - red.) mówił, że jeśli pan dalej będzie się
      zasłaniał tajemnicą dziennikarską w takich sprawach, które tego nie wymagają,
      to dojście do prawdy i ujawnienie grupy trzymającej władzę może być bardzo
      trudne.

      M.: Mogę powiedzieć tylko tyle, że na miejscu Jana Rokity takich komentarzy
      bym nie robił. Dlatego, że na miejscu Jana Rokity zastanawiałbym się,
      dlaczego zostało tutaj złamane prawo. Wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z
      politykiem, posłem w tej komisji, który ją traktuje jako coś, co pozwala mu
      zabłyszczeć na scenie politycznej.


      K.-Z.: To chyba trochę krzywdzące akurat dla tego posła, który przyczynił się
      do tego, że wiele rzeczy zostało wyjaśnionych.

      M.: Czy pani sugeruje, że to Jan Rokita złamał prawo i ujawnił te dokumenty?


      K.-Z.: Nie, nie. Odnoszę się tylko do tego, że to jest polityk, który chce
      zabłysnąć.

      M.: Ale ja nie powiedziałem tego o Rokicie. Myślałem na przykład o jednej
      pani posłance czy innym panu pośle. Uważam, że traktowanie tej komisji jako
      okazji do błyszczenia kosztem prawdy materialnej jest czymś nieprzyzwoitym.


      K.-Z.: W prokuraturze padło takie pytanie: "Czy był pan u prezydenta?". Pan
      mówi: "Zasłaniam się tajemnicą dziennikarską". Dlaczego? Gdzie tu jest
      tajemnica dziennikarska. Bo rozumiem, że pan nie chce ujawnić rozmowy z
      prezydentem. No, ale to, czy w ogóle tam pan był?

      M.: Pani dobrze wie i pan Rokita też wie, że na ten temat wypowiadał się pan
      prezydent Aleksander Kwaśniewski. I pan Rokita dobrze wie i pani dobrze wie,
      co ja na ten temat zeznaję, że z bardzo wieloma osobami rozmawiałem. Ponieważ
      tych rozmów było wiele, nie jestem w stanie powiedzieć, z kim wtedy
      rozmawiałem.


      K.-Z.: Jest różnica między rozmową na przyjęciu a wyjazdem do Juraty (tam 30
      lipca ubiegłego roku Michnik odwiedził prezydenta, który pokazał mu list od
      Rywina - red.), która jest 450 kilometrów stąd. Chyba trzeba zapamiętać taką
      podróż?

      M.: Nie, pani się grubo myli. Mam rodzinę w Trójmieście i jeżdżę tam akurat
      bardzo często. Tu chodzi o zasady. Moja zasada jest taka, że nie opowiadam o
      moich spotkaniach, które wprost nie wiążą się z korupcyjną propozycją Lwa
      Rywina. Otóż żadna moja późniejsza rozmowa nie wiąże się z poszerzeniem
      wiedzy na temat korupcyjnej propozycji Lwa Rywina, natomiast wiąże się ze
      śledztwem dziennikarskim. Każda moja rozmowa po 22 lipca (dzień, w którym
      Michnik nagrał korupcyjną ofertę Rywina - red.) na ten temat była elementem
      śledztwa i nie będę o tym opowiadał, bo tak mi nakazuje moja zawodowa
      moralność. Być może pan poseł Jan Maria Rokita uważa, że o tym trzeba
      opowiadać. Najwyraźniej uczyliśmy się moralności w różnych szkołach. Być może
      pan Jan Maria Rokita, poseł na Sejm Rzeczypospolitej, uważa, iż jest rzeczą
      normalną, że się robi publiczny użytek z prywatnych rozmów, które nie mają
      żadnego wpływu na rozjaśnienie przestępstwa, które miało miejsce. Tośmy się
      uczyli w innych szkołach.


      K.-Z.: Ale to pan tak uważa, że to nie ma żadnego wpływu, nie komisja...

      M.: Bo wiem lepiej niż pan Rokita. Bo wiem lepiej, o czym z kimś rozmawiałem.
      • Gość: Vavrzyniec Re: OTO _ SŁYNNY_ WYWIAD_ Z Michnixem IP: *.chello.pl / *.chello.pl 03.10.03, 11:27
        Sorry! Nie zmieścił się cały... Oto dalszy ciąg...


        K.-Z.: W takim razie po co ta komisja?

        M.: A czy ja ją powoływałem?

        K.-Z.: To źle, że została powołana?

        M.: Uważam, że moim obowiązkiem jest powiedzieć wszystko, co jest mi wiadome
        na temat przestępstwa. Natomiast jeżeli pan Jan Maria Rokita, poseł na Sejm
        Rzeczypospolitej...



        K.-Z.: Co się pan tak uparł na tego Rokitę? W komisji jest jeszcze dziewięciu
        innych członków.

        M.: Bo pani mi zasugerowała Rokitę, więc o Rokicie mówię. Jeżeli pan Jan Maria
        Rokita uważa za stosowne publiczne flekowanie mnie za to, żenie ujawniam treści
        moich prywatnych rozmów, to niech to robi dalej. Ja życzę mu wszystkiego
        najlepszego. Tylko jest to niemoralne i nieprzyzwoite.


        K.-Z.: To jest powszechne stanowisko całej komisji. Komisja jednogłośnie
        wezwała pana na ponowne przesłuchanie. I pan zapytany o te same sprawy, o które
        był pan pytany w prokuraturze, też będzie odpowiadał, że zasłania się tajemnicą
        dziennikarską?

        M.: Przedtem odpowiadałem na wszystkie te pytania przed komisją. I powiedziałem
        bardzo wyraźnie, że ujawnię wszystko, co mi wiadomo na temat przestępstwa.
        Natomiast nie będę ujawniał treści moich prywatnych rozmów związanych ze
        śledztwem dziennikarskim, dlatego że tak mi nakazuje prawo i moja etyka
        zawodowa.


        K.-Z.: Czy wierzy pan, że uda się komisji dojść do prawdy?

        M.: Komisja niejednokrotnie ustaliła bardzo istotne fragmenty prawdy. Jej
        działalność, mimo pewnych potknięć, jak na przykład wypowiedzi Jana Marii
        Rokity, posła na Sejm Rzeczypospolitej, które uważam za niegodne,
        nieprzyzwoite...


        K.-Z.: Już pan to mówił trzy razy.

        M.: Bo on nie powinien takich rzeczy mówić. Powinien jednak mieć w sobie
        godność posła Rzeczypospolitej. Na niego w końcu ludzie głosowali, zaufali mu.
        Nie powinien lekkomyślnie posługiwać się ludzkim zaufaniem. Nie wypada domagać
        się od redaktora gazety, żeby dla fantazji i popularności pana Jana Marii
        Rokity ujawniał to, czego mu nie wolno ujawniać.


        K.-Z.: Ale to nie były pytania o treść rozmów, ale o to, czy rozmowa się
        odbyła.

        M.: Toteż mówiłem wiele razy, odpowiadałem również na pytanie Jana Marii
        Rokity, że wielokrotnie rozmawiałem z prezydentem. To nie jest żaden sekret.
        Jeżeli ktoś chce ustalać bilans moich rozmów z prezydentem, to nie ma to nic
        wspólnego z przestępczą propozycją Lwa Rywina. Wykorzystuje się tę komisję do
        urządzania safari, polowania - czy to na prezydenta, czy to na premiera, czy na
        kogokolwiek. Jak pan Rokita, Jan Maria, poseł na Sejm Rzeczypospolitej...


        K.-Z.: Niech pan już przestanie z tym Rokitą, bo to...

        M.: Bo pani od tego zaczęła. To jest pani bliski znajomy.


        K.-Z.: O, to jest poniżej pasa.

        M.: Chwytem poniżej pasa jest żądanie ode mnie, żebym tłumaczył się, co będę
        zeznawał przed komisją. Ale najwyraźniej uczyliśmy się dziennikarskiego
        rzemiosła w innych szkołach. Takich pytań się po prostu nie zadaje. Jeżeli już
        mówimy o chwytach poniżej pasa: kto najpierw chwyta poniżej pasa, ten powinien
        powiedzieć sobie, że mamy wolną amerykankę i się chwytamy. Tylko niech pani
        mnie nie chwyta najpierw. Niech pani nie oczekuje, że teraz pani odpowiem na
        pytanie, co powiem przed komisją, a będę tam zeznawał pod zagrożeniem
        odpowiedzialności karnej.


        K.-Z.: Myślę, że emocje już są ogromne. Na razie skończmy tę rozmowę...

        M.: Jan Maria Rokita najwyraźniej nie poinstruował pani na temat tego, co
        wolno, czego nie wolno.


        K.-Z.: To jest dla mnie obraźliwe.

        M.: A dla mnie obraźliwe jest to, że pani mnie pyta. Że pani ma odwagę...


        K.-Z.: Mam prawo pytać. Mam odwagę.

        M.: Nie, nie ma pani prawa. Dlatego, że pani tak samo jak ja ma obowiązek
        respektowania konstrukcji tego państwa. A pani robi publiczny użytek z tego, że
        prawo zostało złamane. Przecież moje zeznania w prokuraturze są objęte
        tajemnicą...


        K.-Z.... ale zostały ujawnione.

        M.: I pani to nie przeszkadza! Tak? Że na pani oczach pani koledzy prawo łamią,
        tak? To niech się pani zastanowi, w czym pani uczestniczy? Pani uczestniczy
        jako dziennikarz i obywatel w procesie psucia tego państwa. Dlaczego pani to
        robi?

        K.-Z.: Skończmy tę rozmowę. Myślę, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.



        Górą Michnik! Ch... precz!!!
    • Gość: Krzys52 Re: OTO _ SŁYNNY_ WYWIAD_ Z Michnikiem IP: *.proxy.aol.com 03.10.03, 15:46
      M.: I pani to nie przeszkadza! Tak? Że na pani oczach pani koledzy prawo łamią,
      tak? To niech się pani zastanowi, w czym pani uczestniczy? Pani uczestniczy
      jako dziennikarz i obywatel w procesie psucia tego państwa. Dlaczego pani to
      robi?
      .
      ::
      I to, jak sadze, sa najwazniejsze stwiedzenia tego wywiadu.
      .
      Mozna jeszcze spytac dlaczego dzienikarz i urzednik lamia prawo. I tu odpowiedz
      jest zlozona dosyc. Otoz w Polsce lamanie prawa jest nagminnie przyjete, oraz
      powszechnie akceptowane.
      Jesli np. Sejm zdecydowal o ujawnieniu zeznan prokurator, ktore to zeznania
      zlozyla ona po uzyskaniu gwarancji dyskrecji, to - nie oszukujmy sie - wszystko
      mozna. Sejm dal przyklad niewlasciwego postepowania. Nie pierwszy to przyklad,
      takich bylo wiele wokol, ale byl to sygnal dla urzednika, ze "w dobrej wierze i
      dobrej sprawie"... on takze moze. Bo nie prawo jest wazne oraz autorytet i
      wiarygodnosc prawodawcow i instytucji, lecz "dobra sprawa i dobra wiara" -
      pozostajace w gestii takiego urzednika na przyklad. Czyli tak jak kazdemu sie
      wydaje. Kiedys dodawalo sie do tego "i od nowa Polska Ludowa">
      .
      Swoja droga, gdy spotykam tego typu wywiady-freblowki to zastanawiam sie czy
      one nie sa ukartowane. To nie do wiary wrecz...
      .
      K.P.





Pełna wersja