xiazeluka
14.01.02, 11:24
Tyu napisał:
>Kilka dni temu wysłałem Ci e-mail, który Twoja skrzynka z pogardą wypluła. Nie
>wiem, co się u Ciebie dzieje, więc tym razem wysyłam odpowiedź na twój list
>tutaj.
Parę dni temu padł serwer pocztowy. Miał być naprawiony następnego dnia rano.
Rankiem okazało się, że będzie gotowy wieczorem, wieczorem, że do końca
tygodnia, dzisiaj z rana dowiedziałem się, że może po południu... Wybacz, że
Cię o tym nie poinformowałem.
W razie czego - popatrz na mój obecny login i doceń moją determinację.
>Myślę, że takie myślenie, to TWÓJ błąd: pomylenie przyczyny i skutku. Fakt ten
>WYNIKAŁ z rangi Polski w zarysowującym się już podziale stref wpływów... Można
>się było wykłócać o rangę, ale - sądzę - spowodowałoby to tylko opóźnienie
tych
>pozytywów, o których piszesz.
tyu, piszę o lipcu 1941 r.! O żadnych "strefach wpływów" wtedy nie mogło być
mowy,
ponieważ zachodni głupcy, w tym Churchill (niczego Mu nie ujmując), sądzili, iż
silna III Rzesza może pokonać słabe Sowiety - choc w rzeczywistości było
dokładnie na odwrót (słabo wyposażone wojska niemieckie zaatakowały uzbrojoną
po czerwone od krwi kły najpotężniejszą armię na świecie)...
Racje masz w jednym - po 22 czerwca 1941 r. ranga Polski w oczach Angoli
dramatycznie
zmalała. Nie w tym jednak rzecz; pomijając kontekst geopolityczny i militarny -
od tego momentu Sowieci mogli mówić: "To przecież Polacy coś tam od nas chcieli,
prosili, błagali na kolanach, daliśmy im parę ochłapów, ale bez przesady - to
nasz
sklepik, my ustalamy rabaty, nie muszą u nas kupować (Lwowa czy Wilna)".
To samo jest z Magistrem - skoro przeprosił, to jawny znak, że mamy coś na
sumieniu,
zatem można nas czyścić z kasy ("nawet Polacy przyznali, że są winni"). To nie
jest dobry geszeft...
>Coś w tym jest, ale - uważam - byłoby to słuszne w NASTĘPNYM takim przypadku.
W
>PIERWSZYM - niezbędna była "dawka uderzeniowa".
To faktycznie dawka uderzeniowa - bić się w piersi za cudze winy z ułudną
nadzieją,
że chciwi żydowscy przedsiębiorcy zrezygnują z roszczeń. Moim zdaniem to było
samobójstwo - nie mamy już żadnych argumentów. Nawet Schaper już nie pomoże
- Gross w wydaniu niemieckim "Sąsiadów" bezczelnie potwierdził liczbę 1600 ofiar
i, choć to wbrew faktom, możemy mu skoczyć z rozbiegu obunóż, a czytelnik
niemiecki zakonotuje sobie z ulgą do śmierci tę liczbę.
> Wyjątkowość Jedwabnego widzę
> m.in. właśnie w tym, że nadano mu tak wielką rangę - choćby w książce Grossa.
> NALEŻAŁO "uderzeniowo" zdusić antypolską propagandę o szalejącym
antysemityźmie
> itd. Fakt - można dyskutować o szczegółach - pisałem o tym poprzednio - ale
> ZASADĘ postępowania uważam za słuszną.
Czyli: aby obalić kłamliwą wersję należy ją przyjąć jako prawdziwą???
Kto nadał tej anaukowej szmirze rozgłos? Gazeta Wybiórcza, zwana poszechnie
"Juden Zeitung", "Szechterówką" lub "Żydowską"... Tego typu postępowanie osób
kojarzonych z żydostwem powoduje WZROST, a nie zanik postaw antysemickich,
szczególnie, gdy postępowanie to jest jednowymiarowe - vide Koniuchy. Popatrz,
ilu specjalistów od polskiego antysemityzmu i innych znawców historii spadło
nagle z nieba...
>Ponadto - o wyjątkowości jakiegoś wydarzenia nie zawsze rozstrzyga
jego "masa".
>Przywołałeś na Forum Oradour: przecież gdyby to samo co tam, zdarzyło się w
>Polsce - byłby to "drobny" incydent, jeden z bardzo wielu. TAM - to wydarzenie
>i symbol.
Dobrze tak żabojadom, przynajmniej dowiedzieli się, że wokół trwa jakaś wojna.
Ale nie w tym rzecz. Oradour nie jest we Francji pretekstem do pisania o
tradycyjnym niemieckim antyfrankoizmie, nawet biorąc pod uwagę ową wyjątkowość
tej ohydnej zbrodni.
>Ponadto 2. Jedwabne było - w jakimś sensie - wydarzeniem o "dużej masie":
>zbrodnie szmalcowników były - licząc sumę wydanych przez nich i w wyniku tego
>zamordowanych - znacznie większe, ale "rozproszone". Stąd też znacznie większa
>jego "symboliczność".
Tylko zakładając, że Gross miał rację! Jeżeli sprawstwo nazistów się potwierdzi,
argument ten upadnie. Dlatego właśnie wystąpienie Kwaśniewskiego było
przedwczesne.
>Czy LICZBA ludzi wyznających jakąs ideę świadczy o jej prawdziwości? To, co
>opisujesz, może ewentualnie łagodzić niektóre aspekty sprawy, ale nie zmieniać
>jej ogólnego wydźwięku. Poza tym:
>"poczucie obowiązku" wobec okupanta?? Chęć przypodobania się mu?? U Polaków?!
Oczywiście, że liczba nie ma nic do rzeczy. Mnie chodzi o sprawę formalną: nie
można
stosować kryteriów rasowych czy narodowościowych do opisywania przestępstw
szmalcowników i uogólniać ich na całe społeczeństwo. Gdyby rząd londyński wydał
polecenie likwidacji Żydów i rozkaz ten zostałby spełniony przez AK i ludność
Jedwabnego
- to owszem, wtedy możnaby było pozwolić sobie na takie osądy. O SS-Galizien
pisze
się jako jednostce złożonej z "nacjonalistów" ukraińskich, a nie o Ukraińcach w
ogóle.
>Żądza zysku: przecież nie mordujący byli rabusiami (nic mi w każdym razie o
tym
>nie wiadomo). Ci "tylko" mordowali!
A co robili po zakończeniu zbrodni? Myślisz, że nie skorzystali przy okazji?
>Oj, brzydkich słów zaczynasz używać!
Jakich??? To żadna tajemnica, że wiekszość amerykańskiej prasy jest w rękach
Żydów,
z których większość jest lewicowa. Tak jak w Polsce większość kolorowych
tygodników
ma za właścicieli niemieckie koncerny prasowe.
>Poza tym - trwa np. krytyka OBECNYCH
>działań władz Państwa Izrael (metody walki z Palestyńczykami, po zbrodnie
>wojenne włącznie). I co? Wolno?
Wolno. Ale czy ktoś domaga się od Tel-Avivu kajań?
>I to właśnie jest zbieżne z moją teorią-odczytem intencji Żydów i IPN: nie
>ruszać niczego, co np. nie było przykryte, bo i tam mogły być groby. A
>odkopanie wierzchnich warstw BEZ RUSZANIA ciał zabitych uważam za spełnienie
>formalnej normy nie ekshumowania.
Odwiert równoległy niczego nie odkopuje ani nie narusza.
Pozdrawiam,
luka