Kryzys czy naprawa? ...

01.10.08, 08:12

Nastroje Amerykanów są coraz gorsze: 78 proc. społeczeństwa uważa,
że gospodarka idzie w dół. Wtórują im ekonomiści. Według
powszechnego przekonania nadchodzi recesja gospodarcza. Dokładniej -
już w niej tkwimy.
Opinie różnią się tylko co do głębokości tego kryzysu: jedni
(mniejszość) uważają, iż będzie to bardzo dotkliwa zapaść, albowiem
nałożyło się jednocześnie wiele czynników (kryzys na rynku
nieruchomości, ogromne straty banków, masowe zwolnienia w wielkich
zakładach produkcyjnych, wysokie, choć spadające ceny paliw)
generujących kryzys. Inni eksperci sądzą, że depresja będzie
stosunkowo łagodna i krótkotrwała.

Takie były w ostatnich 20 latach. Cykle ekonomiczne uległy swoistemu
spłaszczeniu, w miarę jak społeczeństwa są w stanie zawczasu bronić
się przed ich negatywnymi skutkami.

Niektóre czynniki są jednak poza doraźną kontrolą. Ceny paliw nie
zejdą zbyt nisko, a może nawet ponownie będą rosły, gdyż potężne
gospodarki Azji potrzebują ich coraz więcej, a rafinerie nie są w
stanie wytwarzać benzyny w miarę większego zapotrzebowania. USA
podjęły już środki zaradcze (zaostrzenie rygorów oszczędnościowych,
zwiększenie własnego wydobycia, budowa nowych rafinerii), ale na
skutki tych kroków przyjdzie czekać lata.

Natomiast ludzkiej beztroski i chciwości całkowicie wyeliminować się
nie da. A nie ma wątpliwości, iż obecny kryzys ma po części
subiektywny charakter. System finansowy napędzany jest chciwością.
Amerykanie nie są w stanie kupować tyle, ile mogli jeszcze niedawno.
Życie ponad stan, czyli na kredyt finansowany z pieniędzy
eksporterów pchających na tutejszy rynek masy tanich towarów, kończy
się. Nie można już też - jak niedawno jeszcze - kupić domu
(mieszkania) bez dobrej historii bankowej. Stąd i poczucie krzywdy,
pesymistyczne nastroje, że idzie ku gorszemu.

Choć mają one uzasadnienie w rzeczywistości, to jednak kiedyś to
życie za "pożyczone" pieniądze musiało się skończyć i w tym sensie
obecna depresja gospodarcza będzie miała terapeutyczny charakter.
Doprowadzi do wyrównania między "winien" i "ma". Oczywiście, że
oznaczać to będzie przeciętnie skromniejsze życia, że wydatki nad
stan skończyły się, przynajmniej na pewien czas, dopóki ponownie
amerykańska gospodarka nie nabierze rozpędu.

Ale są i inne powody tego zwolnienia tempa wzrostu. Amerykanie
zaczynają odczuwać negatywne skutki globalizacji (ucieczka miejsc
pracy za granicę), z której dotychczas korzystali. Ponadto odkładane
przez lata reformy społeczne wreszcie trzeba będzie podjąć. A
dotyczy to przede wszystkim ubezpieczeń społecznych i zaniedbanej
sprawy Social Security.

Gospodarka amerykańska ma jednak niewiarygodną elastyczność i
zdolność do autonaprawy. I na ten proces należy teraz liczyć.

Quelle PDN-NY(CK)
Pełna wersja