Plan ratunkowy - druga runda ...

03.10.08, 07:28

Mamy typowo amerykańską "drugą szansę" na wyjście z dramatycznego
kryzysu gospodarczego.

Nie oznacza to, że nie będzie recesji, ale może poprawiona i
uchwalona przez Senat wersja ratunkowego planu dla instytucji
finansowych przejdzie także w Izbie Reprezentantów, co pozwoli na
otwarcie dostępu do gotówki dla banków. Będą one więc w stanie
ponownie udzielać kredytów firmom, a pośrednio i nam, zwykłym
obywatelom (choćby poprzez dalej otwartą możliwość korzystania z
kart kredytowych).

Istota projektu pozostaje jednak ta sama: pozwala on rządowi
federalnemu na wydanie do 700 mld dolarów na wykupienie papierów
wartościowych wystawionych pod pożyczki na dom, których - jak się
później okazało - ludzie nie mogą spłacać.

W "nowej" propozycji nie ma żadnych istotnych modyfikacji w
odpowiedzi na "rewoltę" kongresmanów, którzy odrzucili pierwotny
projekt. Część kredytów pozostanie więc nadal niespłacona, ceny
domów będą szły w dół, tymczasem ludzie, którzy wzięli kredyt
hipoteczny, będą musieli spłacać go podług pierwotnych, znacznie
wyższych cen. Nie tylko plan ów nie przewiduje dla nich żadnej
strategii ratunkowej, ale nawet jeśli chcieliby sprzedać swe domy,
aby się ratować przed bankructwem, to i tak otrzymają za nie
znacznie mniej, niż suma, za którą je kupili. Także ci, którzy
spłacają swe długi hipoteczne regularnie, również zostaną "pokarani"
zawyżonymi cenami w chwili kupna domu. A zwyżkę tę spowodowały
właśnie chciwe instytucje finansowe, łudzące klientów łatwością
kredytu, same zaś sprzedające oparte na tych pożyczkach papiery
wartościowe - dziś bez ratunku federalnego niewiele warte.

Wprawdzie przewidziano możliwość księgowania podług aktualnych
wartości rynkowych, ale to tylko, aby urealnić majątki firm i ów
rachunkowy zabieg nie będzie miał większego wpływu na losy
podatników.

Nie jest to więc dobry plan i nigdy nie był. Ale, po pierwsze,
innego nie przedstawiono i w tym układzie trzeba przyjąć po prostu
projekt, który uzgodniono, a nie jakąś fikcyjną strategię działania
podług życzeń i tego, co by było dobrze.

Po drugie, aby uniknąć generalnego załamania systemu finansowego,
trzeba w pierwszej kolejności uruchomić linie kredytowe między
bankami, firmami korzystającymi z pożyczek a zwykłymi konsumentami.
Bez tego całemu systemowi groziło zawalenie.

Teraz rząd federalny powinien zastanowić się już spokojniej, co
zrobić z praktycznie znacjonalizowanym systemem kredytów
hipotecznych. Teoretycznie najsprawiedliwsze byłoby zbilansowanie
pożyczek, czyli praktycznie obniżka długów. Ale takie rozwiązanie
zachwiałoby całym systemem wolnorynkowym: kształtuje on ceny podług
podaży i popytu. Są więc wygrani i przegrani. Interwencja w ten
system stworzyłaby swoistą komunistyczną gospodarkę, w której to
państwo arbitralnie ustala ceny.

Quelle PDN-NY(CK)
Pełna wersja