torquemada
16.01.02, 09:54
Powiedz "dobranoc" matce-Kontynentowi
P.Buchanan
"Jedność ekonomiczna i jedność polityczna są bliźniakami: jedno nie może zostać
zrodzone bez następstwa drugiego", powiedział Fryderyk List, słynny niemiecki
ekonomista i nacjonalista. Po raz kolejny historia przyznała rację Listowi.
Unia ekonomiczna prowadzi prosto do unii politycznej. Lewica zawsze to
rozumiała. Prawica - nigdy, aż się robiło za późno.
Kiedy Hamilton utworzył strefy wolnocłowe w 13 stanach, silny rząd Stanów
Zjednoczonych został upieczony jak ciastko. Bismarck użył unii celnej,
Zollverein, by okiełznać Niemcy pod wyposażoną w bicz łapą Prus.
I w ten sposób Europejska Wspólnota Węgla i Stali z lat 50 ubiegłego wieku
doprowadziła do Wspólnego Rynku, Wspólnoty Europejskiej, dzisiejszej Unii
Europejskiej i jutrzejszego Eurolandu. W nim 12 narodów, które dziś rezygnują
ze swych własnych walut, by zaakceptować "euro", będą cieszyły się wszystkie
wolnością i niepodległością jak Rhode Island. (dzielnica N. Jorku -
przyp. "ZcU")
Dla Europy może już nie istnieć droga powrotu. Wizja patrioty de Gaulle'a, ojca
chrzestnego Europy "od Atlantyku po Ural", jest martwa. Alternatywna wizja elit
zarządzających socjalistycznego superpaństwa, które mają nadzieję wprowadzić,
triumfuje. Gardząc suwerennością, czczoną dotąd potęgą, bezimienni,
eurotechnokraci bez oblicz właśnie podjęli Wielki Skok Naprzód.
Francja, Niemcy i Włochy, które właśnie wymieniają swoje waluty na euro, oddają
kontrolę nad polityką monetarną i, co za tym idzie, kontrolę nad polityką
fiskalną i przyszłością narodu. Jeśli recesja dotknie Włochy, Rzym będzie
zupełnie skrępowany, niezdolny do zapobieżenia deficytowi czy dokonania
dewaluacji lira. Włochy będą miały mniej wolności, by dbać o swój interes
narodowy niż ma w obecnym kryzysie Argentyna.
Niemniej jednak, przewiduję: to europejskie superpaństwo nie będzie w stanie
przetrwać, lecz rozedrze się na kawałki na barierze nacjonalizmu. Kiedy nastaną
ciężkie czasy, patrioci przechwycą kontrolę nad przyszłością ich narodów z rąk
brukselskich biurokratów, którym nikt nie będzie chciał zadeklarować lojalności
czy miłości.
No bo kto przecież chciałby się bić czy umierać za UE?
Są też inne powody, by wierzyć, że nowa Europa upadnie. Odmiennie od Ameryki,
gdzie 90 procent ludzi mówi po angielsku, 300 milionów ludzi w eurostrefie mówi
tuzinem języków. I podczas gdy pozostaje ona wciąż zamożna, europejski dynamizm
zanika razem z jej przemysłowymi podstawami. Militarnie, jak mogliśmy to
zobaczyć w Kosowie, nowa Europa jest patetyczna. Pięćdziesiąt sześć lat po
śmierci Hitlera w jego bunkrze, Europa domaga się amerykańskich oddziałów do
swojej obrony. Europa jest zamkniętą społecznością w narastająco nerwowym
globalnym sąsiedztwie.
Każdy rok przynosi nowe europejskie pogróżki, że "pójdzie sobie własną drogą".
Ale zaczęły one brzmieć pusto jak pogróżki dzieci, że uciekną z domu, które
nigdy nie rozpoczęły przygotowań do ucieczki. Na europejski plan utworzenia 60
tys. Sił Szybkiego Reagowania, by zastąpić nimi NATO, ktoś gwałtownie
zareagował: "Na miłość Boską, utwórzcie je w takim razie wreszcie!".
Jednak co najważniejsze: Europa umiera. W całej Europie nie ma ani jednego
narodu ze wskaźnikiem dzietności wystarczającym do podtrzymania wysokości
populacji, z wyjątkiem muzułmańskiej Albanii. W 17 europejskich narodach więcej
dokonuje się pogrzebów niż narodzin, jest więcej trumien niż kołysek.
Pomiędzy latami 2000 a 2050 Azja, Afryka i Ameryka Łacińska wzbogacą się o 300
do 400 milionów ludzi - 30 lub 40 Meksyków! - podczas gdy Europa straci całą
populację Belgii, Holandii, Danii, Norwegii, Szwecji I Niemiec. Do roku 2050
średnia wieku w Europie sięgnie 50-tki, dziewięć lat więcej niż najstarszy
obecnie na kuli ziemskiej naród - Japończycy. Jeden na 10 Europejczyków będzie
w wieku powyżej 80 lat. I kto będzie się opiekował tą liczbą milionów starców,
zanim holenderski doktor odwiedzi podlegający jego opiece dom?
Imigranci są odpowiedzią, imigranci już się wlali do Europy w liczbie setek
tysięcy rocznie ze Środkowego Wschodu i Afryki, zmieniając charakter Starego
Kontynentu. Tak jak Europa najeżdżała i kolonizowała Azję, Afrykę i Bliski
Wschód, tak teraz ogarnięci jedną żądzą ludzie napływają, by skolonizować kraje-
matki. I kiedy pustoszeją kościoły chrześcijańskie, meczety zapełniają się.
Jak dotąd, choć nawet tak wielkie narody jak Francja, Niemcy, Włochy czy
Hiszpania ogarnia znużenie w wysiłku pozostania niepodległymi, suwerennymi i
wolnymi, to podnarody w nich starają się narodzić na nowo. W Szkocji, Walii,
Ulsterze, Korsyce, Kraju Basków i północnych Włoszech są secesjoniści nie tacy
jak ci, którzy doprowadzili do rozłamu Czechosłowacji, Jugosławii czy Związku
Sowieckiego na 22 niepodległe narody.
Jeśli alternatywą jest ateistyczno-socjalistyczne superpaństwo powstające w
Europie, patrioci w każdym miejscu powinni fetować podnarody. Zimna Wojna
pozostawiła światu zmagania pomiędzy globalistami a patriotami, zmagania, w
których lojalność dla ponadnarodowych reżimów pewnego dnia zostaną uznane za
więzienie dla narodu.
Patrick J. Buchanan dwukrotnie kandydował do urzędu prezydenta USA z nominacji
Republikanów i z nominacji Partii Reform w roku 2000. Jest komentatorem i
publicystą, doradzał trzem prezydentom w Białym Domu, prowadzi trzy programy
publicystyczne w amerykańskich ogólnonarodowych stacjach TV, jest autorem
siedmiu książek. Obecnie przewodniczy organizacji The American Cause.