hugo_w2
24.10.08, 06:42
Polacy wyjeżdżają z krajów, do których niedawno garnęli się w
poszukiwaniu pracy, lepszego zarobku, bardziej godziwych warunków
życia.
Opuszczają przede wszystkim Wielką Brytanię, Irlandię i Islandię -
państwa najsilniej dotknięte obecnym kryzysem ekonomicznym. Około
jednej trzeciej spośród szacowanej na 1,2 mln liczby Polaków, którzy
w ostatnich latach wyjechali do pracy w Wielkiej Brytanii i
Irlandii, wyjedzie. Co nie znaczy, że wszyscy wrócą do domu. Część
będzie szukać pracy w innych krajach Unii Europejskiej, a reszta
przyjedzie do Polski. Tutaj skutki krachu na międzynarodowych
rynkach finansowych jeszcze nie dały o sobie znać, ale w miarę
wyhamowywania gospodarki polskiej, powroty te zapewne będą też mniej
masowe.
Polacy od 30 lat z okładem stali się wędrowcami Europy i świata -
wyjeżdżali masowo w proporcjach nieporównywalnie większych niż
mieszkańcy innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Nie można
więc tego exodusu tłumaczyć wyłącznie względami ekonomicznymi,
bowiem porównywalne warunki mieli i mają mieszkańcy Węgier czy
Czechosłowacji (gdy jeszcze istniała), a dziś Czech i Słowacji,
jednak (proporcjonalnie) w takiej skali nie ciągnęli w świat.
Istnieje więc jakiś inny ważny czynnik oprócz względów typowo
gospodarczych: tradycja emigracyjna polskiego narodu, tęsknota do
Zachodu albo po prostu żądza przygody. Cokolwiek to jest, Polacy
masowo wyjeżdżają, osiedlają się za granicą, zapuszczają korzenie.
Część z nich zostaje na zawsze, większa część - wraca, w bardzo
wielu przypadkach dopiero po dziesięcioleciach pobytu za granicą, na
emeryturę. Charakterystyczną cechą emigracji ostatnich
dziesięcioleci jest zmiana nastawienia: już nie wyjeżdża się na
stałe. Nawet jeśli emigranci osiedlą się gdzieś w świecie i już
zostaną, to jednak zachowują ów tymczasowy status Polaków za
granicą.
Ma to swoje wady, które ujawniają się zwłaszcza w czasach
kryzysowych, jak obecne. Analiza BBC News na temat wyjazdu
emigrantów ze zbankrutowanej Islandii pokazuje, iż Polacy byli tam
chętnie witani, gdy potrzeba ich było do pracy; cieszyli się też
dobrą opinią w tamtejszym społeczeństwie. Gdy gospodarka zaczęła się
chylić ku upadkowi, nagle zmieniły się nastroje: o Polakach zaczęły
krążyć opowieści jako o przestępcach, kryminalistach, ich liczba
zaczęła w wyobrażeniach miejscowych rosnąć. Choć oficjalne dane
mówią o 8-10 tys. Polaków na wyspie, Islandczycy poczęli mówić o 20
tys., a nawet więcej - o zalewie małego kraju przez obcy żywioł.
Zaczęły narastać skargi na to, że zagrażają tradycyjnej kulturze
islandzkiej, bo się nie asymilują, zachowują własne obyczaje, język
i trzymają się we własnej grupie etnicznej, stanowią więc element
obcy, a więc z definicji - wrogi.
Nastroje falują. Są obecnie niechętne, ale się poprawią.
Quelle PDN-NY(CK)