hugo_w2
28.10.08, 09:48
Niewyczerpane są źródła antyamerykanizmu w świecie.
Nową pożywką dla tego nieustannie odradzającego się sentymentu stał
się obecny kryzys finansowy. Według danych zgromadzonych przez
ośrodek badania opinii publicznej Pew przynajmniej połowa
ankietowanych ludzi w 32 krajach świata uważa, iż USA przyczyniają
się do pogłębienia przepaści między biednymi i bogatymi.
W ten sposób do świadomości powszechnej przesączył się obraz
wydarzeń ostatnich tygodni w Stanach Zjednoczonych - Ameryki jako
głównego architekta, a zarazem czołowego beneficjenta globalnego
systemu bankowego, który jest korzystny dla wybranych, ale kosztem
stratnych mas.
Także respondenci wspomnianych 32 krajów, w tym Polski, są mocno
przeświadczeni o negatywnym wpływie gospodarki amerykańskiej na ich
własną ekonomikę i poziom życia. Tutaj jednak, paradoksalnie,
największą wrogość wobec USA przejawiają państwa zachodnie;
Brytyjczycy i Niemcy w 72 procentach są przekonani o zgubnym wpływie
Ameryki na ich własny system gospodarczy; Australijczycy - w 71
proc., Francuzi - w 70 proc., Japończycy - w 63 proc.
Polacy w tej ankiecie, jak zwykle bardziej proamerykańscy, nie
wypadają najgorzej: zaledwie 24 proc. respondentów wyraża opinię, iż
USA mają zły wpływ na gospodarkę ich kraju.
Dolną część tabeli (poniżej połowy negatywnych poglądów na rolę USA)
zajmują kraje tzw. wyłaniających się rynków, których społeczeństwa
widzą także i dobroczynny wpływ Ameryki na ich własne położenie.
Co bowiem legło u podstaw obecnego kryzysu poza globalizacją rynków?
To, co jest istotą wszelkiego kapitalizmu, a amerykańskiego w dużej
mierze: pogoń za zyskiem, nieskończona innowacyjność podmiotów
gospodarczych, ciągłe rewolucjonizowanie rynku. Określenia te niosą
ze sobą i pozytywne, i negatywne konsekwencje. Nie można ich
rozdzielić. Pohamowanie pogoni za zyskiem oznacza stagnację
gospodarczą - ludzie przestają być zainteresowani działalnością
gospodarczą, nie szukają okazji do zarobku ani też nie pracują
intensywnie nad nowymi wynalazkami, które mogą znaleźć drogę do
klienta. Wreszcie, nie czują potrzeby podjęcia ryzyka (szalenie
ważnego elementu kapitalistycznego systemu), które może im się w
przyszłości opłacić.
Te same czynniki, które napędzają rozwój, wzrost gospodarczy i
zamożność społeczeństwa, stają się niekiedy powodem katastrofy: zbyt
wielka pazerność, za duże ryzyko, nadto gwałtowna zmiana prowadzi do
kryzysu. Obu nie można od siebie oddzielić. W kapitalizm wpisane
jest niebezpieczeństwo; jedne podmioty gospodarcze są nagrodzone,
inne - ukarane; społeczeństwa albo korzystają z prosperity, albo
cierpią z powodu kryzysu.
Przeświadczenie, iż można korzystać tylko z dobrodziejstw, zaś
uniknąć zła - należy od wieków do niebezpiecznych mrzonek fantastów
i utopistów.
Quelle PDN-NY(CK)