Borusewicz odmawia prezydentowi ....

29.10.08, 07:46

Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz nie zgodził się, by poseł
Zbigniew Religa reprezentował prezydenta podczas prac nad wnioskiem
o referendum w sprawie prywatyzacji służby zdrowia.

Zdaniem senatorów PiS i urzędników kancelarii Lecha Kaczyńskiego to
złośliwość. "PO posługuje się panem marszałkiem w celach
politycznych i politycznie nie chce dopuścić do wystąpienia
profesora Religi" - mówił na wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie
senator PiS Stanisław Karczewski. Jak ocenił, minister zdrowia Ewa
Kopacz "boi się pana profesora Zbigniewa Religi".

"Pan marszałek Senatu wkracza w prerogatywy prezydenta, to pan
prezydent decyduje o tym, kto jest jego przedstawicielem w danej
sprawie, w tym również w Senacie" - wtórował mu senator PiS
Stanisław Zając. Jego zdaniem decyzja Borusewicza
uniemożliwi "przedstawienie społeczeństwu rzeczywistych przesłanek,
które stoją za projektami ustaw zdrowotnych przez najwybitniejszego
specjalistę i niekwestionowany autorytet". Klub senacki PiS
wystosował we wtorek oficjalny protest do Borusewicza.

Tymczasem marszałek Senatu twierdzi, że nie uwzględnił
pełnomocnictwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego dla Religi, bo w jego
ocenie byłoby to sprzeczne z konstytucją. Poseł jako przedstawiciel
władzy ustawodawczej nie może reprezentować prezydenta, który jest
władzą wykonawczą.

Borusewicz zaznaczył, że artykuł 104. konstytucji mówi, że poseł
jest przedstawicielem narodu i nie może być związany żadnymi
instrukcjami. Marszałek powołał się też m.in. na artykuł 103.,
mówiący, że mandatu posła nie można łączyć z zatrudnieniem m.in. w
Kancelarii Prezydenta. "I to nie chodzi o zatrudnienie w rozumieniu
kodeksu pracy, ale zatrudnienie w rozumieniu konstytucyjnym, które
jest znacznie szersze" - podkreślił Borusewicz.

"Ubolewam, że akurat sprawa dotyczy pana Religi i nie jest to ocena
jego kompetencji ani jego działalności, ale jest to sytuacja, w
której marszałek Senatu musi zająć stanowisko" - podkreślił.

W ocenie prezydenckiego ministra Michała Kamińskiego decyzja ta
świadczy o hipokryzji Borusewicza. Kamińśki powołał się na dwa
dokumenty, w których szefowa Kancelarii Senatu Ewa Polkowska
występuje o przesłanie upoważnienia dla Bogdana Borusewicza, aby ten
reprezentował prezydenta i wręczał w jego imieniu
odznaczenia. "Wręczanie nagród to takie samo konstytucyjne
uprawnienie prezydenta jak wniosek o referendum do Senatu" - ocenił
Kamiński. "Jeżeli Bogdan Borusewicz miał rację, że prezydent nie
może żadnego parlamentarzysty upoważnić do wykonywania jego
czynności, w takim razie dlaczego już kilkadziesiąt razy, jeżdżąc po
świecie - od Australii po Sankt Petersburg - pan marszałek prosił
pana prezydenta, aby go upoważnił?" - pytał minister.
Quelle PDN-NY
    • rycho7 Re: Borusewicz odmawia prezydentowi .... 29.10.08, 09:37
      hugo_w2 napisał:

      > Marszałek Senatu

      Senat, czyli tam gdzie krol chadza piechota?

      Prezydent mogl sam sie pofatygowac aby mu odmowili. Nie pieprz Wasc.
Pełna wersja