xiazeluka
31.10.08, 12:16
Belgijska telewizja publiczna VRT zrezygnowała z emisji odcinka
programu kulinarnego “Plat Prefere” (Ulubione Danie), w którym miał
być zaprezentowany ulubiony posiłek Adolfa Hitlera. Gospodarz
programu Jeroen Meus gotuje ulubione posiłki różnych słynnych osób,
na przykład wcześniej „gościł” Salvadora Dali i Freddiego Merkurego.
Dlaczego pieniądze wydane na nagranie programu poszły w błoto?
Oczywiście, oczywiście, to żadna niespodzianka:
"Zapowiedź programu wywołała oburzenie wśród społeczności żydowskiej
w Antwerpii oraz organizacji zrzeszających osoby, które przeżyły
obozy koncentracyjne w czasie II wojny światowej. Michael Freilich,
redaktor naczelny ukazującego się w Belgii tygodnika „Joods Actuel”,
wyraził obawy o przedstawianie Hitlera jako banalnej postaci i
wysyłanie błędnego sygnału do młodej widowni. Samego Meusa okreslił
mianem “naiwnego” i źle poinformowanego o holokauście i jego
skutkach."
Stanowisko histeryków żydowskich to nic nowego, niemniej przy każdej
tego typu okazji ogarnia mnie dezorientacja: z jednej strony starsi
ziomale w wierze starają się nie dopuszczać do przestrzeni
publicznej słowa „Hitler”, z drugiej – nieustannie domagają się
celebrowania pamięci o samozwańczo wytypowanym centralnym punkcie
dziejów świata. A jak tu wspominać o holokauście bez podania
nazwiska autora? Z zacytowanej powyżej złożonej pretensji p.
Freilicha wynika jednakże, że mówić o towarzyszu Hitlerze wolno,
lecz jedynie w jednoznacznie mrocznych tonach. Ot, był to potwór, co
to żadnych „banalnych” czynności nie wykonywał: nie jadł, nie pił,
nie korzystał z garderoby, toalety czy fryzjera. Kwintesencja zła i
już.
Stanowisko takie wydaje się być zbyt jednostronne, zanadto pochopne,
wszak śledztwo dotyczące menu Adolfa mogłoby doprowadzić do
sformułowania naukowych wniosków, przykładowo „nadmierne spożywanie
sałaty wywołuje agresję” albo „brak mięsa wzmacnia asertywność”. Tym
bardziej że precedens już był, żydowscy uczeni zdemaskowali
toksykologiczne związki w mleku polskich matek…
Hitler Hitlerem, jednak przy okazji dostało się „naiwnemu” i „źle
poinformowanemu” p. Meusowi. Pan Meus zabrał się do gotowania
lekkomyślnie, z książką kucharską w ręku. Tymczasem, jak go
pryncypialnie napomniał cenzor Freilich, zanim się ktoś złapie za
patelnię, powinien najpierw zdać egzamin z holokaustu. Z pewnością
nie jest to takie łatwe jak gotowanie, jako że z wywiedzeniem
związku między pstrągiem w sosie maślanym a holokaustem nie każdy
sobie poradzi. W ostateczności pozostają obozy reedukacji… pardon…
korepetycje w redakcji „Joods Actuel”, niedorozwiniętego p. Meusa na
pewno przyjmą tam z otwartymi ramionami – pracuje w telewizji, więc
dobrze zarabia. A za niedoinformowanie się płaci…
Prawdę mówiąc na zajęcia dodatkowe przydałoby się posłać w zasadzie
każdego, kto wykazuje się „naiwną” znajomością historii II wojny
światowej. O „niedoinformowaniu” świadczy samo używanie tego
zwrotu - „II wojna światowa” – banalizującego problem i mogącym
wprowadzić w błąd szczególnie osoby młode. W istocie w latach 1939-
1945 doszło do holokaustu, którego „II wojna światowa” była jedynie
detaliczną częścią. Kiedy już wbijemy sobie to wszyscy do głowy,
możemy iść do kuchni.
fakty.interia.pl/ciekawostki/news/wycofano-program-o-ulubionym-jedzeniu-hitlera,1202483