Czesne za studia w USA droższe o 42 %

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:08

Niedługo może się okazać, że na studia będzie stać tylko bogatych. W ciągu
ostatnich 10 lat czesne w college'ach i na uniwersytetach wzrosło -
uwzględniając inflację - o ponad 40 procent.

Studenci nie są w stanie sami zapłacić za naukę. 60 proc. z nich korzysta ze
specjalnych funduszów pomocowych.

Z raportu przygotowanego przez Radę College'ów wynika, że w minionej
dekadzie opłaty za pobieranie nauki w czteroletnich szkołach wzrosły o 47
proc. Stało się tak pomimo, że szkoły te utrzymywane są przez władze stanów.

Niewiele lepiej jest na uczelniach prywatnych, gdzie koszty studiowania są
dziś o 42 proc. wyższe niż przed dziesięcioma laty. Studenci "prywatni"
płacą prawie trzy razy wyższe czesne niż "państwowi".

    • Gość: ale-jaja Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % IP: 5.1.* / 204.101.196.* 23.10.03, 21:13
      A jak jest w Polsce ?

      O ile wzrosły koszty nauki w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat ?

      • Gość: V.C. Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:20
        Gość portalu: ale-jaja napisał(a):

        > A jak jest w Polsce ?
        >
        > O ile wzrosły koszty nauki w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat ?
        >

        Nie wiem czy wiesz , ale studia dzienne w Polsce na państwowyczh uczelniach
        są w dalszym ciągu bezpłatne ...

        Czesne za studia zaoczne i na uczelniach prywatnych na pewno wzrosło przez 10
        lat o kilkadziesiąt procent , ale jeszcze 10 lat temu mieliśmy w Polsce - w
        przeciwieństwie do USA - hiperinflację .
        • Gość: ale-jaja Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % IP: 5.1.* / 204.101.196.* 23.10.03, 21:27
          O - naprawdę ? Ciekawe co Ty nazywasz bezpłatne ?
          I co to są panstwowe uczelnie ? - opłacane całkowicie przez podatników ?
          • Gość: V.C. do ale-jaja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:37
            Gość portalu: ale-jaja napisał(a):

            > O - naprawdę ? Ciekawe co Ty nazywasz bezpłatne ?
            > I co to są panstwowe uczelnie ? - opłacane całkowicie przez podatników ?

            A przez kogo mają być opłacane ? E.T. ?

            Idąc Twoim tokiem myslenia nic i nigdzie na tym świecie nie jest bezpłatne .
            • miss_mag Re: do ale-jaja 23.10.03, 21:52
              Gość portalu: V.C. napisał(a):

              > Idąc Twoim tokiem myslenia nic i nigdzie na tym świecie nie jest bezpłatne .

              A dlaczego cokolwiek mialoby byc za darmo? Nalezy sie czy co?
              • miss_mag Sorki, to mialo byc do Vicia /nt 23.10.03, 21:53
              • Gość: kapitalizm Re: do ale-jaja IP: *.oc.oc.cox.net 27.10.03, 21:09
                Typowa naiwnosc ludzi prostych jak V.C.
                Nie ma czegos takiego jak bezplatne, chyba ze kradziez nazwiesz podarunkiem....
                Szkolnictwo jak i sluzba zdrowia sa przymusowym obowiazkiem platniczym
                wszystkich ludzi zamieszkalych w Polsce. Jest to tzw odpowiedzialnosc zbiorowa.
                Oczywiscie najwiecej placa ci, ktorzy sie nie ucza albo malo ucza - czyli
                biedni.
                Na sluzbe zdrowia rowniez placa najwiecej ci ktorzy sa zdrowi albo malo chodza
                do lekarza - znowu najbiedniejsi.
                To tak samo jakby zrobic powszechny dostep do samochodow, oplacanych przez
                podatki.
                Oczywiscie koszt bylby ogromny ale poniewaz nie placisz bezposrednio przy
                kupnie nie dbalbys o cene. I znowu bogaci by na tym systemie zyskali bo maja
                najbardziej wygorowane ambicje i potrzeby a koszt i tak byl by rozlozony na
                wszystkich.

                W USA jest troche sprawiedliwiej, choc nie calkiem.
                Tu nie ma obowiazku kupowania "bezplatnego" szkolnictwa, przynajmniej wyzszego,
                jak rowniez mozesz zrezygnowac z oplat na ubezpieczenia lekarskie i zatrzymac
                cala forse dla siebie. Bardzo wielu mlodych i zdrowych tak robi.
                Sprobuj to zrobic w Polsce....ha,ha

                Takie samo nieporozumienie istnieje na polu tzw platnych - "bezplatnych"
                urlopow.
                Czesto sie mowi, ze generalnie w Europie pracownicy maja wiecej platnych
                urlopow.
                I to jest prawda, tylko, ze to ci pracownicy musza placic za swoj urlop!
                Placa nizszym wynagrodzeniem srednim jakie mozna osiagnac w EU porownujac do
                USA.
                Ci sami inzynierowie, muzycy, pielegniarki i wszystkie inne zawody przyjezdzaja
                do USA po wyzsze wynagrodzenie nie obciazone przymusowymi oplatami min..za
                urlop.
                Mysle, ze raz na zawsze obalilem mit bezplatnosci szkol, sluzby zdrowia,
                urlopow, jedzenia, mieszkan, samochodow czy jakichkolwiek innych uslug czy dobr.

                Sorry, ale nie ma czegos takiego jak "darmo"
            • Gość: ale-jaja Re: do ale-jaja IP: 5.1.* / 204.101.196.* 27.10.03, 17:13
              Właśnie to miałem na myśli. Nic nie jest na tym świecie bezpłatne - i jest czas
              Vicku byś to zrozumiał.
    • miss_mag Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % 23.10.03, 21:23
      Kazda informacja w Twoim poscie jest falszywa i az mi sie nie chce tego
      korygowac, bo widac, ze ani autor tej notatki, ani, Ty forumowy papug, nie
      macie bladego pojecia, jak finansowane jest amerykanskie szkolnictwo wyzsze.
      Uspokoje Cie, chetnych na studia nie brakuje. Aktualnie wiekszy procent
      Amerykanow studiuje w szkolach wyzszych niz procentowo idzie na studia Niemcow
      czy Francuzow, nie mowiac juz o Polakach.
      • Gość: V.C. Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:28
        miss_mag napisała:

        > Kazda informacja w Twoim poscie jest falszywa i az mi sie nie chce tego
        > korygowac, bo widac, ze ani autor tej notatki, ani, Ty forumowy papug, nie
        > macie bladego pojecia, jak finansowane jest amerykanskie szkolnictwo
        wyzsze.
        > Uspokoje Cie, chetnych na studia nie brakuje. Aktualnie wiekszy procent
        > Amerykanow studiuje w szkolach wyzszych niz procentowo idzie na studia
        Niemcow
        > czy Francuzow, nie mowiac juz o Polakach.

        Co jest fałszywe , mądralino ?

        Może czesne przez te 10 lat się obniżyło ?

        W tym newsie nie pisze , ze liczba studentów spada , lecz , że coraz częsciej
        muszą korzystać z pomocy .
        • miss_mag Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % 23.10.03, 22:14
          Gość portalu: V.C. napisał(a):

          > Co jest fałszywe , mądralino ?
          Napisales, ze niedlugo na studia w USA bedzie tylko bogatych stac. Bzdura!

          > Może czesne przez te 10 lat się obniżyło ?
          Nie, nie obnizylo sie, ale na pewno nie wzroslo o 47%. Bo co to znaczy? Ze
          sa miejsca, gdzie wzroslo pewnie o tyle, a sa inne uczelnie, gdzie od lat nie
          wzroslo, zwlaszcza w uniwersytetach stanowych. A wiec srednio nie wzroslo o
          47%. Poza tym, wszystkie tzw. undergraduate studies, konczace sie tytulem
          Bachelor, sa czteroletnie, czy prywatne czy stanowe.

          > W tym newsie nie pisze , ze liczba studentów spada , lecz , że coraz
          > częsciej muszą korzystać z pomocy .
          Zawsze korzystali. A dziala to tak: aplikujesz na studia na podstawie wynikow
          SAT (taka tutejsza matura, tylko znormalizowana na cale USA), eseju o sobie,
          listwo referencyjnych ze szkoly sredniej, wynikow sportowych (tak, tak, trzeba
          dupsko czasem ruszyc) i dzialalnosci spolecznej (np. czytanie staruszkom).
          Jesli jestes przyjety, to w pakiecie przyjecia na studia dostajesz formularz
          pomocy finansowej. Wypelniasz formularz, wysylasz kopie ostatnich rocznych
          zarobkow rodzicow i w 99% dostajesz pomoc finansowa, ktora przynajmniej
          pokrywa koszty placenia za same studia, bez akademika czy jedzenia. Niektorzy
          (ci najbiedniejsi) dostaja wiecej. Ta pomoc jest przewaznie bezzwrotna.
          Mozesz tez wziac pozyczke od rzadu federalnego, ktora jest oprocentowana na
          poziomie najnizszych procentow dyktowanych przez Federal Reserve, tzw. student
          loan. Byli zolnierze maja czesne oplacone przez rzad federalny. Wiekszosc
          studentow sobie dorabia praca dorywcza w ciagu weekendow lub w lecie, glownie
          po to, aby u rodzicow o drobne nie zebrac. Pieniadze na pomoc dla studentow
          pochodza z tzw. endownments, czyli majatkow szkol wyzszych. Sa to wszelkiego
          rodzaju wplywy: dotacje z kieszeni podatnikow w wypadku uniwersytetow
          stanowych, prywatne darowizny, dochod z lokat, procenty z wplywow z patentow,
          ktore zostaly zrobione na w laboratoriach uniwersytetckich, itp. Dlaczego
          taki system zamiast darmowych szkol? Aby lenie nie studentowaly po 10 lat za
          friko. Kij i marchewka. Spada ci srednia - zabieraja ci dotacje. Zapewniam
          Cie, ten system dziala. Poza tym studenci tez maja bat na uczelnie, bo kiedy
          nauka zaczyna byc ponizej pewnego poziomu, to glosuja nogami i ida gdzies
          indziej.
      • Gość: patolog Re: WC chociaz udawaj, zes nie matolek IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 23.10.03, 21:29
        Amen!!1
        I do tego, kretynie bez wyksztalcenia panie WC, jakos w kolko tu przyjedzaja
        studiowac z celego swiata. Myslalem do niedawna, ze najwiekszym bezmozgowcem
        na tym forum jest Yossiff ab zaWadzki, tys go przywyzszyl (ponizyl?)
        • Gość: V.C. do patologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:35
          Gość portalu: patolog napisał(a):

          > Amen!!1
          > I do tego, kretynie bez wyksztalcenia panie WC, jakos w kolko tu przyjedzaja
          > studiowac z celego swiata. Myslalem do niedawna, ze najwiekszym
          bezmozgowcem
          > na tym forum jest Yossiff ab zaWadzki, tys go przywyzszyl (ponizyl?)

          Nie mam najmniejszych wątpliowości ,że mam lepsze wykształcenie od ciebie ,
          cieciu .
          • Gość: patolog Re: do WC w WC IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 23.10.03, 21:48
            Chcialbys, ale nawet nie dorosles, zeby mi brud spomiedzy palcow u nog wyciagac.
            Ostatnie wiadomosci byle, ze dostales powtorke w 2 klasie spec-education w
            szkole dla matolkow w jurze krakowsko czestochowskiej.
            Bye. Tys taki balwan, ze nawet nie warto na ciebie zwracac uwagi.
            • Gość: V.C. do patologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:52
              Gość portalu: patolog napisał(a):

              > Chcialbys, ale nawet nie dorosles, zeby mi brud spomiedzy palcow u nog
              wyciagac
              > .
              > Ostatnie wiadomosci byle, ze dostales powtorke w 2 klasie spec-education w
              > szkole dla matolkow w jurze krakowsko czestochowskiej.
              > Bye. Tys taki balwan, ze nawet nie warto na ciebie zwracac uwagi.

              Spadaj

              I najlepiej nie pokazuj sie więcej na tym forum . Nie masz nic mądrego do
              powiedzenia . Same kalumnie .
            • Gość: Fetor Re: do WC w WC.Brudasie, myj nogi. IP: *.pool.mediaWays.net 23.10.03, 23:02
              Smierdzielu.
              • Gość: V.C. do Fetora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 23:13
                Gość portalu: Fetor napisał(a):

                > Smierdzielu.

                A ty zmywaj dalej te gary , bo cię boss wywali .
    • neceser Moze porownasz to do wzrostu zarobkow? 23.10.03, 21:43
      Liczby te ktore podalesnie znacza wiele w oderwaniu od kontekstu.

      Gość portalu: V.C. napisał(a):

      >
      > Niedługo może się okazać, że na studia będzie stać tylko bogatych. W ciągu
      > ostatnich 10 lat czesne w college'ach i na uniwersytetach wzrosło -
      > uwzględniając inflację - o ponad 40 procent.
      >
      > Studenci nie są w stanie sami zapłacić za naukę. 60 proc. z nich korzysta ze
      > specjalnych funduszów pomocowych.
      >
      > Z raportu przygotowanego przez Radę College'ów wynika, że w minionej
      > dekadzie opłaty za pobieranie nauki w czteroletnich szkołach wzrosły o 47
      > proc. Stało się tak pomimo, że szkoły te utrzymywane są przez władze stanów.
      >
      > Niewiele lepiej jest na uczelniach prywatnych, gdzie koszty studiowania są
      > dziś o 42 proc. wyższe niż przed dziesięcioma laty. Studenci "prywatni"
      > płacą prawie trzy razy wyższe czesne niż "państwowi".
      >
      • Gość: V.C. Re: Moze porownasz to do wzrostu zarobkow? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 21:54
        Możę powiesz , że zarobki wzrosły w USA o 42 % ? W to nigdy nie uwierzę .
        Czytałem Luttwaka .

        • neceser Realny wzrost czesnego - okolo 7 procent w 10 lat! 23.10.03, 23:31
          Inflacja cen, ogolna= 35%
          Inflacja cen czesnego=42%
          Roznica=7%
          Nie tak duzo, nnie uwazasz?


          Gość portalu: V.C. napisał(a):

          > Możę powiesz , że zarobki wzrosły w USA o 42 % ? W to nigdy nie uwierzę .
          > Czytałem Luttwaka .
          >
          • neceser Re: Realny wzrost czesnego - okolo 7 procent w 10 24.10.03, 00:12
            neceser napisał:

            > Inflacja cen, ogolna= 35%
            > Inflacja cen czesnego=42%
            > Roznica=7%
            > Nie tak duzo, nnie uwazasz?
            >
            >
            > Gość portalu: V.C. napisał(a):
            >
            > > Możę powiesz , że zarobki wzrosły w USA o 42 % ? W to nigdy nie uwierzę .
            > > Czytałem Luttwaka .
            > >
            • neceser Re: Realny wzrost czesnego - okolo 7 procent w 10 24.10.03, 00:12
              neceser napisał:

              > neceser napisał:
              >
              > > Inflacja cen, ogolna= 35%
              > > Inflacja cen czesnego=42%
              > > Roznica=7%
              > > Nie tak duzo, nnie uwazasz?
              > >
              > >
              > > Gość portalu: V.C. napisał(a):
              > >
              > > > Możę powiesz , że zarobki wzrosły w USA o 42 % ? W to nigdy nie uwier
              > zę .
              > > > Czytałem Luttwaka .
              > > >
    • cs137 V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiemy, bo 23.10.03, 22:05
      ...własnie nasza starsza córka poszła do college'u. Zażyczyła sobie do
      prywatnego "liberal art" czyli uczelni nastawionej głownie na kierunki
      humanistyczne. Tutaj jest taki ogólnonarodowy system stypendialny i same
      uczelnie też daja stypendia, wiec cos dostała, ale nawet po tym koszta
      kopnsumuja 0k. 20% naszych dochodów brutto. Jak młodsza do niej dołączy, to
      może się zrobić ze 35% (federalne stypendium wtedy trochę wzrośnie).
      • miss_mag Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:18
        cs137 napisała:

        > ...własnie nasza starsza córka poszła do college'u. Zażyczyła sobie do
        > prywatnego "liberal art" czyli uczelni nastawionej głownie na kierunki
        > humanistyczne. Tutaj jest taki ogólnonarodowy system stypendialny i same
        > uczelnie też daja stypendia, wiec cos dostała, ale nawet po tym koszta
        > kopnsumuja 0k. 20% naszych dochodów brutto. Jak młodsza do niej dołączy, to
        > może się zrobić ze 35% (federalne stypendium wtedy trochę wzrośnie).
        >
        Ceesie, trzeba bylo konto w banku zlikwidowac i przesunac pieniadze off-shore,
        kiedy corka starala sie na studia. Dostala by wyzsze stypendium. A poza tym,
        czy ona nie moze na Twojej uczelni studiowac?
        • cs137 Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:49
          miss_mag napisała:

          > Ceesie, trzeba bylo konto w banku zlikwidowac i przesunac pieniadze off-
          shore,
          > kiedy corka starala sie na studia. Dostala by wyzsze stypendium. A poza
          tym,
          > czy ona nie moze na Twojej uczelni studiowac?


          Miss_Mag, nie ucz mnie technik manewrowania z FASTA, bo ja to wszystko znam.

          Oczywiście, dziecko mogło studiowac u nas i wtedy, jako dziecko dwojga
          facultuy z tej uczelni dostaloby kolosalna znizke.

          Ja sam pracujac w sektorze akademickim uwazam, ze pioeniadze mozna wyrzucac na
          rozne sposoby
          • miss_mag Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 23:01
            Niestety, masz racje, stanowe uniwersytety wypadaja blado w "creative writing"
            w porownaniu z qrewnie drogimi prywatnymi college'ami. Ale mogles ja wyslac
            na Rice do Houston - creative writing maja b. dobry, a tuition jest niskie,
            choc prywatna szkola, bo maja parenascie tysiecy akrow z pompami ciagnacymi
            rope naftowa. Cos okolo 15 tys. rocznie. Poza tym maja swietny departament
            East European Studies - opanowany przez "polska mafie" zreszta. Tyle, ze
            trzeba miec min 1500 SAT, aby sie dostac sad((
            • cs137 Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 24.10.03, 00:18
              miss_mag napisała:

              > Niestety, masz racje, stanowe uniwersytety wypadaja blado w "creative
              writing"
              > w porownaniu z qrewnie drogimi prywatnymi college'ami. Ale mogles ja wyslac
              > na Rice do Houston - creative writing maja b. dobry, a tuition jest niskie,
              > choc prywatna szkola, bo maja parenascie tysiecy akrow z pompami ciagnacymi
              > rope naftowa. Cos okolo 15 tys. rocznie. Poza tym maja swietny departament
              > East European Studies - opanowany przez "polska mafie" zreszta. Tyle, ze
              > trzeba miec min 1500 SAT, aby sie dostac sad((

              No tak, Zośka miała 1390. Nieźle, ale żadne wysiłki nie były w stanie poprawić
              jej wyniku z matmy.
      • jacek#jw Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:19
        Wiedza kosztuje, fakt. Ale czy to źle. Te 20% to dobrze wyliczyłeś czy też tak
        z fizyczną dokładnością? Bo widzisz, mnie w dość podobnej sytuacji kosztuje to
        gdzieś 2 - 3%.
        • cs137 Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:26
          jacek#jw napisał:

          > Wiedza kosztuje, fakt. Ale czy to źle. Te 20% to dobrze wyliczyłeś czy też
          tak
          > z fizyczną dokładnością? Bo widzisz, mnie w dość podobnej sytuacji kosztuje
          to
          > gdzieś 2 - 3%.

          OK. rozumiem, że masz dochody na poziomie $1 000 000 plus brutto i czesne
          Twojego dziecka w którejś Ivy League wtedy to kilka %. Ale, widzisz, w
          sektorze akademickim takich plac nie ma... 20% to dosc dokładna figura.
          Kieszonkowego w to nie wliczaliśmy, może byc o jakies drobne %% wiecej.

          Pzdr,. Cees
          • jacek#jw Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:36
            cs137 napisała:

            > jacek#jw napisał:
            >
            > > Wiedza kosztuje, fakt. Ale czy to źle. Te 20% to dobrze wyliczyłeś czy też
            >
            > tak
            > > z fizyczną dokładnością? Bo widzisz, mnie w dość podobnej sytuacji kosztuj
            > e
            > to
            > > gdzieś 2 - 3%.
            >
            > OK. rozumiem, że masz dochody na poziomie $1 000 000 plus brutto i czesne
            > Twojego dziecka w którejś Ivy League wtedy to kilka %. Ale, widzisz, w
            > sektorze akademickim takich plac nie ma... 20% to dosc dokładna figura.
            > Kieszonkowego w to nie wliczaliśmy, może byc o jakies drobne %% wiecej.
            >
            > Pzdr,. Cees

            Ależ Cezie, źle rozumiesz. Ja mieszkm w Polsce i zwyczajnie zaciekawiły mnie
            te realacje. Mimo wszystko wydaje mi się, że te 20% to za dużo, zaś moje 2%
            wynika z braku opłat bezpośrednich za naukę (typu czesne). Jestem gotów
            ponosić większe obciążenia z tego tytułu i raczej chodzi mi o informacje jak
            to jest w tym USA.
            • cs137 Re: V.C. ma rację, drogo jest jak sk....syn. Wiem 23.10.03, 22:55
              jacek#jw napisał:

              > Ależ Cezie, źle rozumiesz. Ja mieszkm w Polsce i zwyczajnie zaciekawiły mnie
              > te realacje. Mimo wszystko wydaje mi się, że te 20% to za dużo, zaś moje 2%
              > wynika z braku opłat bezpośrednich za naukę (typu czesne). Jestem gotów
              > ponosić większe obciążenia z tego tytułu i raczej chodzi mi o informacje jak
              > to jest w tym USA.
              >
              Jacku, ja Ci bardzo chętnie napiszę obszernie, co wiem. Cały zeszly rok w
              naszej rodzinie byl pod znakiem pojścia Zośki na studia, wiec mamy tonny
              literatury w domu, cenniki wszystkich po kolei uczelni w całym kraju, etc.

              Tylko teraz musze lecieć do roboty. Wczoraj tej naszej ogromnej klasie
              robilismy kollokwium, siedzieliśmy do 23 na uczelni, wiec dzis mogłem sie nie
              spieszyć
    • cs137 Interesujące przy tym, że na studia walą.... 23.10.03, 22:14
      ...drzwiami i oknami. Z natłokiem chętnych uczelnie z trudem daja sobie radę.
      Nasz uniwerek ma najwyższy w swej historii "enrollment". Nie dajemy sobie
      prawie rady upchnać tyle bractwa. Ja rok temu prowadziłem wykład i miałem 273
      studentów (łatwo zapamiętać fizykowi tę liczbę) a tej jesieni już na tym samym
      kursie jest 390 duszyczek i juz jedna osoba nie daje rady, więc robie to
      wspólnie z kolega (dwa identyczne wykłady jeden po drugim) ale etatów
      profesorskich nam nie dodano, wiec musieliśmy zlikwidowac w tym roku kurs
      astronomii.

      Koszty studiów rosna, ale na uczelniach jest finansowe dno i pogłebia się ono
      w tym samym tempie mniej wiecej, co wzrost kosztow dla studentow.


      Tym nie mniej, uczelnie przezywaja niesłychany boom, kazdy mlody chce na
      studia po szkole.
      • miss_mag Same here /nt 23.10.03, 22:18
    • cs137 V.C., specjalizujesz sie w pisaniu o USA, ale... 23.10.03, 22:20
      ...czasami ja mam wrażenie, że masz spore luki w wiedzy o tym kraju. Powiedz
      mi, ileś czasu Pan spędzil w sumie w USA i
      • miss_mag Re: V.C., specjalizujesz sie w pisaniu o USA, ale 23.10.03, 22:31
        cs137 napisała:

        > ...czasami ja mam wrażenie, że masz spore luki w wiedzy o tym kraju. Powiedz
        > mi, ileś czasu Pan spędzil w sumie w USA ...
        Zero, Viciu boi sie tu przyjechac (albo nie dali mu wizy - nie wiem, nigdy sie
        nie przyznal). A poza tym juz nie warto do niego pisac - pewnie poszedl juz
        spac.
        • Gość: V.C. Re: V.C., specjalizujesz sie w pisaniu o USA, ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 23:03
          miss_mag napisała:

          > cs137 napisała:
          >
          > > ...czasami ja mam wrażenie, że masz spore luki w wiedzy o tym kraju. Powie
          > dz
          > > mi, ileś czasu Pan spędzil w sumie w USA ...
          > Zero, Viciu boi sie tu przyjechac (albo nie dali mu wizy - nie wiem, nigdy
          sie
          > nie przyznal). A poza tym juz nie warto do niego pisac - pewnie poszedl juz
          > spac.

          Nie poszedł . Faktycznie . Nie byłem w USA i nie starałem sie o wizę .
          Bardziej pociąga mnie Europa . Bezskutecznie próbował robić karierę w USA
          mój chrzestny . Wydaje mi się jednak , że moja wiedza o tym kraju nieco
          przekracza średnią krajową . Przynajmniej na tyle , że mam prawo o nim pisać .
          Nie zawodowo oczywiście , lecz hobbystycznie . Nieprawdaż ?
          • neceser VC: Twoja niewiedza o US przekracza twoja wiedze. 23.10.03, 23:37
            jestes hobbyista. I tylko . ( w jezyku angielskim - wersja amerykanska-
            hobbyist to nie jest komplement. Beznadziejnie niedoinformowanym. Nie masz bazy
            doswiadczeniowej by oddzielisz glupie od praedziwych informacji o tym kraju.

            Gość portalu: V.C. napisał(a):

            > miss_mag napisała:
            >
            > > cs137 napisała:
            > >
            > > > ...czasami ja mam wrażenie, że masz spore luki w wiedzy o tym kraju.
            > Powie
            > > dz
            > > > mi, ileś czasu Pan spędzil w sumie w USA ...
            > > Zero, Viciu boi sie tu przyjechac (albo nie dali mu wizy - nie wiem, nigdy
            >
            > sie
            > > nie przyznal). A poza tym juz nie warto do niego pisac - pewnie poszedl j
            > uz
            > > spac.
            >
            > Nie poszedł . Faktycznie . Nie byłem w USA i nie starałem sie o wizę .
            > Bardziej pociąga mnie Europa . Bezskutecznie próbował robić karierę w USA
            > mój chrzestny . Wydaje mi się jednak , że moja wiedza o tym kraju nieco
            > przekracza średnią krajową . Przynajmniej na tyle , że mam prawo o nim
            pisać .
            > Nie zawodowo oczywiście , lecz hobbystycznie . Nieprawdaż ?
            • Gość: V.C. do necesera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 23:55
              neceser napisał:

              > jestes hobbyista. I tylko . ( w jezyku angielskim - wersja amerykanska-
              > hobbyist to nie jest komplement. Beznadziejnie niedoinformowanym. Nie masz
              bazy
              >
              > doswiadczeniowej by oddzielisz glupie od praedziwych informacji o tym kraju.

              A czytasz wszystkie moje posty o USA ?
            • Gość: felusiak Towarzysz V.C. znowu w bagnie IP: *.nyc.rr.com 24.10.03, 00:02
              Hobby towarzysza V.C. jest dokopanie USA. Wertuje strony
              lewicy i wynajduje roznego rodzaju kwiatki. Nie mogac sie
              powstrzymac przed nadchodzacym orgazmem wykonuje ten
              najwazniejszy ruch rozkoszy klikajac na "wyslij".
              Jest w siodmym niebie.
              My te wypociny czytamy i oczom nie wierzymy. ze czlowiek
              skad inad inteligentny, ba nawet przeswiadczony o swojej
              ponad przecietnej wiedzy o Ameryce, moze wypisywac takie
              dyrdymaly. No ale takie sa efekty gdy ktos czerpie wiedze
              historyczna z "Krotkiego kursu historii WKP(b)" piora
              towarzysza generalissimusa.
              I to by bylo na tyle.

              P.S. Moje dziecie wlasnie skonczylo studia wiosna.
              Poniewaz nie palalo checia do nauki w szkole sredniej
              musielismy placic za studia zywa, wlasna "gotowka".
              Malo tego, przez pierwsze dwa lata dziecie raczej zbijalo
              baki, az do momentu, kiedy dalsze pobieranie nauki
              zostalo oblozone warunkiem dobrych wynikow. Ku naszemu z
              zona zadowoleniu dziecie wzielo sie w karby i ostatnie
              dwa lata to sama przyjemnosc. Malo tego, zagwarantowalo
              sobie prace bedac jeszcze na studiach. Dzisiaj zarabia 35
              tysiecy i ciagle jest bez pieniedzy.
              • Gość: V.C. Re: Towarzysz V.C. znowu w bagnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.03, 00:08
                Gość portalu: felusiak napisał(a):

                > Hobby towarzysza V.C. jest dokopanie USA. Wertuje strony
                > lewicy

                Jak np. BBC, AFP , PAP , gazeta.pl ...
                • Gość: patolog Re: Towarzysz V.C. znowu w bagnie IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 24.10.03, 01:21
                  Notatnik propagandzisty, Nowe Drogi, Trybuna Ludu,Kapital Marksa, itd. itd.
                  Nie dolaczam sie doskusji z nim, tylko tak dla ciekawostki do innych
                  uczestnikow. "Wiedza" pan WC na temat Ameryki przypomina historyjke o ksiedzu,
                  ktorego zapytano sie co mysli o seksie - odpowiedzial - nie uprawiam, ale
                  slyszlem, ze to bardzo przyjemne
                  • Gość: fetor Myj nogi, BRUDASIE IP: *.pool.mediaWays.net 24.10.03, 08:32
                    brud spomiedzy palcow u nog wyciagac.
                    SMIERDZIELU
                • xiazeluka Re: Towarzysz V.C. znowu w bagnie 24.10.03, 08:46
                  Gość portalu: V.C. napisał(a):

                  > Jak np. BBC, AFP , PAP , gazeta.pl ...

                  A posty Pani Mag i innych, którzy mieszkają w USA? Dlaczego, towarzyszu,
                  udajecie, że ich nie widzicie? Ja wiem, że nie potraficie ich rozsądnie
                  skomentować, ponieważ do wypocin z www.lewica_to_chuje.zsrs tow. Ikonowicz nie
                  dołącza didaskaliów, a samodzielne rozumowanie przekracza zdolności każdego
                  lewaka, ale może chociaż przyznajcie się do palnięcia głupstwa i napiszcie
                  nieco skromniej o swojej "wiedzy" na temat Stanów Zjednoczonych?
    • cs137 Ujmę sie trochę za ViCusiem... 24.10.03, 09:12
      Kochani, nie róbcie totalnej nagonki na ViCusia w tym wątku, bo akurat to, co
      on mówi, nie jest totalnie pozbawione sensu. Jako pracownik sektora
      akademickiego w USA, siedzę w tych sprawach i mogę zaświadczyć, że akurat
      tutaj ViCuś nie nadaje wyłącznie wrogiej propagandy. Wzrost kosztów wyższego
      wykształcenia w USA jest faktem, i nas, nauczycieli, ten fakt bynajmniej nie
      cieszy.

      Co można wytknąć jednak ViCusiowi, to to, że stara sie
      • Gość: as Re. Troche Herberta :-) IP: *.pool.mediaWays.net 24.10.03, 17:30
        Zbigniew Herbert pracowal na Stanowym Uniwersytecie Kalifornijskim w Los
        Angeles,jako visiting professor,w roku akademickim 1970/71.

        Fragment z ksiazki Joanny Siedleckiej "Pan od poezji".

        "Co Pan wlasciwie wykladal?Domyslam sie ze creative writing?-spytano go juz po
        powrocie.
        -Myli sie Pan.Strzeglem sie creative writing jak diabel swieconej
        wody.Uwazam,ze nikogo nie mozna nauczyc pisac.Wykladalem dramat i poezje
        europejska 19 i 20 wieku.Szybko oswoilem sie z tym,ze wiekszosc moich studentow
        nie wie nic o Ibsenie,Czechowie,Strindbergu,Rimbaudzie czy Rilkem.
        Byl to zdrowy tusz na moje europejskie zarozumialstwo.Zaczynalem wiec "od
        pieca",nie od literatury,ale od geografii,historii."

        Na wykladzie o Ibsenie narysowal wiec mape Europy,Polwyspu
        Skandynawskiego,pokazal,gdzie mieszkal Ibsen.
        Norwich,Norway!Ibsen.Henry Ibsen!Blagal zeby nie czytali "Ajpsen bo zastrzeli
        jak psow!Ajpsen nie egzystuje!Tak ze chorem,ponurym,niczym w dramacie,
        powtarzali:Ibsen,Ibsen...".

        A w jakim pisal jezyku?-zapytal tez.I ktorys sie osmielil;powiedzial,ze po
        europejsku!Zapamietajcie sobie,blagal,ze nie ma takiego jezyka!"Jest
        eskimoski,angielski,polski.Ale nie ma europejskiego!Smutek jaki powial na
        klase, byl nieopisany.Slonce zaszlo,psy zaczely wyc.A moja klasa w tej pustce
        wszechswiata,bez kaganka oswiaty,tulala sie niczym rozbitkowie w lodzi".

      • Gość: patolog Re:ma la koretkta do Cesia IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 24.10.03, 21:28
        Najwieksze nieszczescie z tym jak go nazywasz Vicusiem jest to, ze powtarza
        glupoty za wybrana prasa ne majac zielonego pojecia jak tu naprawde wyglada.
        Wiem doskonale ile sie placi za dobre uczelnie. Sam "przeszedlem" ten piekny
        okres placac za mojej corki liberal collage i potem szkole medyczna. Jeszcze
        dzisiaj splaca koncowke pozyczki. Wiesz jednak, ze wiekszosc studentow
        amerykanskich jakos sobie dobrze z tym radzi (jak sam napisales) dorabiajac,
        biorac pozyczki, dostajac stypendia. Wiekszosc rodzicow wie, ze w Stanach
        wyksztalcenie bardzo sie liczy i to nioe tylko tytul, ale rowniez gdzie sie
        studiowalo. Tutaj na marginesie mala uwaga dla zydozercow zze starego kraju.
        Wiekszosc immigracji zydowskiej w Stanach pochodzila z najbiedniejszych okolicji
        carskiej Rosji i Galicji. Ludzici byli bez zadnego wyksztalcenie, ale szybko
        zrozumieli rzeczywistosc amerykanska i ich synowie i corki pokonczyli najlepsze
        uczelnie. Wymagalo to ogromnego wysilku ze strony rodzicow, ale dzisiaj
        stanowia najlepiej wyksztalcona grupe etniczna w Stanach. Polacy niestety , w
        wiekszosci, tego nie zrozumieli. Zamkneli sie w swoich enklawach, Jackowach,
        Greenpointach itd. i jako grupa etniczna stosunkowo malo znacza. Czytajac
        niektore wypowiedzi na tym forum mozna latwo zrozumiec dlaczego do tego doszlo.
        No, ale wracajac do sedna sprawy, czyli Twojej uwagi na temat lecznictwa w
        Stanach. Tak sie zlozylo, ze cos na ten temat wiem ( tak, jak Ty na tematy
        akademickie).Nie mam zamiaru bronic firm farmaceutycznych, ale wszystkim
        "kieruje" pieniadz. 98% lekow w ostanim 20-leciu zostaly wynalezionych w
        Stanach, glownie dzieki temu, ze mozna na tym zarobic. Skonczyla sie dominacja
        firm szwjcarskich, to znaczy one jeszcze sa i to duze, ale np. najwieksza
        Novartis otwiera najwiekszy swoj osrodek badawczy w Bostonie. Wiele z nich
        pracuje przy uczelniach (np. Pfizer i Univ.of MIchigan). Pacjenci jedza po leki
        np. Kanady. Ile lekow zostalo "wynalezionych" w Kanadzie?. Dlaczego " ciagna" od
        nas - odpowiedz w stylu dlaczego zlodziej okradaj banki - bo sa pieniadze. Caly
        swiat patrzy na Stany, zeby walczyly z AIDS w Afryce, to znaczy Ty i ja poprzez
        podatki mamy to finansowac. Ile pieniadzy wylozyla na to np pld. Afryka, ktorej
        prezydent do dzis wierzy , ze wirus apowodujacego AIDS nie ma i ze to robota CIA
        i ....oczywiscie Zydow. Tow. ubezpieczniowe to zupelnie inna strona medalu.
        Wiesz doskonale, ze W Stanach wszyscy domagaja sie najwyzszego standartu lecznie
        i na badania sie nie czeka. Pacjent domaga sie , zeby test byl wykonany
        "wczoraj", niezaleznie od ceny, wzrtosci itd. Tow. ubezpieczenio istnieja
        glownie , zeby nie placic i tu zaczyna sie wojna. Ja osobiscie ni widze dobrego
        wyjscia z tej sytuacji, chyba, ze wprowadzi sie racjonowanie leczenie ( w
        obecnych warunkach amerykanskich nie do przyjecia), albo bedziem coraz wiecej
        placic za te wszystkie MRI, stenty, MRA itd. Dla przykladu powiem Ci, ze
        miescie , w ktorym mieszkam ( dosc duze, midwest) mamy 12 MRI pracujace na
        okraglo 24 godziny. W calej prowincji Ontario, Kanada jest ich 3 i przecietnie
        czeka sie na badanie ok.4 miesiecy. Sprobuj w Stanach czekac na badanie 4
        miesiece. No i wreszcie moj ulubiony temat - malpractice lawyers. Przeczytaj
        sobie listy do redakcji w dzisiejszym Wall Street Jornal o aferze z silikonowymi
        biustami. To jest ptawdziwy kryminal
        Pozdrawiam
        • Gość: lesio Re:ma la koretkta do Cesia IP: *.hlcrs201.al.comcast.net 25.10.03, 06:01
          Yo, patolog, keep going! (Ja tez patolog, pozdrowienia!)
        • cs137 W odpowiedzi na mala koretkta do Cesia 25.10.03, 06:37
          Patologu,

          Jedyny mój komentarz może być taki, że się zgadzam z Tobą w 100%. Zarówno ze
          stwierdzeniami typu "ekonomicznego", jak i "społecznego".

          Zresztą, to nie dotyczy tylko tego postu, ale chyba wszystkich Twoich, które
          czytałem w przeszłości.

          Jeśli do moich postów tutaj wkradły się pewne małe nieścisłości, to mogły
          wyniknac z tego, że chciałem swój wywód makszymalnie uprościć. Farmacuetyki,
          oczywiście, to dochodowy byznes
          • Gość: patolog Re: Do cs137 IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.10.03, 15:52
            Dzieki!
            Obiecalem sobie w przeszlosci , ze na wypowiedzi osobnikow typu VC nie bede
            reagowal, ale czasami nie wytrzymuje. To zupenie przypopmina stare czasy kiedy
            wszystkie "dyskusje" na tematy Ameryki konczyly sie : "a u was bija Murzynow".
            Mieszkajac i pracujac w Stanch od wielu lat znamy dobrze wszystkie dobre i zle
            strony tego kraju no i na szczescie, przynajmniej w mojej opinii, te dobre sa
            znacznie wieksze. Przypuszczam,ze kazdy z nas mial tutaj swoje ciezkie chwile,
            ale jak sie "zaparl" i cos soba znaczyl ,to niezaleznie, od polskiego nazwiska,
            ciezkiego akcentu i braku przodkow na Mayflower, do czegos doszedl.
            Ten moron z Czestochowy ( czy tez jury , jak pisze), jest przykladem buca, ktory
            nie majac zielonego pojecia stara sie wypowiadac na tematy rzeczywistosci
            amerykanskiej. Ja i jak zuwazylem Ty tez , nie wypowiadam sie autorytatywnie na
            tematy polskie. W starym kraju bywam przynajmniej raz do roku ( powiazania
            rodzinne), ale to nie jest juz moja ojczyzna i nie znam dokladnie nuansow
            obecnej sytuacji. Obserwuje to glownie z peryspektywy internetu, ale jako
            ciekawostke . Niestety to co widze, w tym ograniczonym polu widzenia ,nie
            nastraja zbyt optimistycznie. Dodatkowo moga sobie tu posluchac przez godzine
            dziennie radia ojca Dyrektora z Torunia, a to juz prawdziwa tragedia.
            Pozdrawiam, patolog
            • Gość: as HOMO AMERICANUS :-))) IP: *.pool.mediaWays.net 25.10.03, 17:32
              Tytul : HOMO AMERICANUS
              JERZY ZIOLKOWSKI
              We wrzesniu 1993 r.
              opublikowane zostaly wyniki badan Departamentu Edukacji Stanow Zjednoczonych
              zatytulowane "Umiejetnosc czytania i pisania w USA". Byly to najobszerniejsze
              studia, jakie kiedykolwiek przeprowadzono nad Amerykanami: trwaly 4 lata i
              objely 26 tys. osob.

              DEBIL AMERYKANSKI

              Wyniki zaszokowaly
              amerykanska opinie publiczna; okazalo sie, ze w USA zyje 27 mln analfabetow i
              45 mln tzw. analfabetow funkcjonalnych. Prawie polowa ze 191 milionow doroslych
              Amerykanow nie jest w stanie wykonac tak prostej czynnosci jak wypelnienie
              przekazu bankowego. Tylko 4 proc. potrafi przy uzyciu elektronicznego
              kalkulatora obliczyc koszt wykladziny, majac podana cene metra kwadratowego i
              rozmiary pokoju.
              Naukowcy przeprowadzajacy
              badania zmuszeni byli zastosowac nowa definicje analfabetyzmu. W tradycyjnym
              pojeciu analfabeta byl osobnik podpisujacy sie krzyzykiem. Testy Departamentu
              Edukacji dowiodly, ze wiele osob umie czytac w technicznym tego slowa
              znaczeniu, tzn. sa w stanie rozszyfrowac slowa, ale brak im umiejetnosci
              koniecznych do korzystania z tej informacji (sa to owi analfabeci funkcjonalni,
              ktorych liczbe szacuje sie na 45 mln). Co ciekawe, polowa osob, ktore osiagnely
              najgorsze wyniki, to absolwenci High School. Niektorzy z dyplomami tych uczelni
              nie umieli w ogole ani czytac, ani pisac.
              Poziom nauczania w USA
              jest o wiele nizszy niz w Europie Zachodniej, np. 40 proc. uczniow europejskich
              szkol srednich jest w stanie rozwiazac zadania matematyczne, ktorych 90 proc.
              amerykanskich uczniow na tym samym poziomie nie umie rozwiazac.
              W 1947 r. 45 proc.
              uczniow w USA bylo w stanie odnalezc na mapie Europe, w 1988 r. bylo ich
              zaledwie 25 proc. Podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy to 500 tys.
              zolnierzy amerykanskich znajdowalo sie na froncie, az 80 proc. Amerykanow nie
              wiedzialo, gdzie lezy Irak, natomiast 92 proc. wiedzialo, ze prezydent Bush nie
              lubi i nie bedzie jadl brokul.
              Dzieje sie tak
              pomimo, ze w latach 80. USA zainwestowaly w edukacje 420 mld dol. (czyli o 29
              proc.) wiecej niz kiedykolwiek w historii. W wielkosci wydatkow na ksztalcenie
              studenta Stany ustepuja na swiecie jedynie Szwajcarii. Okazuje sie jednak, ze
              wysokie naklady finansowe nie gwarantuja rownie wysokiego poziomu nauczania.
              Skad wiec fenomen -
              jak to okresla prasa w USA - "debila amerykanskiego"?


              AMERYKANIZOWAC I WYROWNYWAC!

              Na poczatek
              przyjrzyjmy sie systemowi edukacji. Na mocy ustawy federalnej szkolnictwo jest
              obowiazkowe do 16 roku zycia: zaczyna sie w wieku lat 6, a nawet 5 od
              Elementary School, ktora trwa 4 lata; potem idzie Middle School, wzglednie
              Junior High - klasy 6, 7 i 8; nastepnie High School, wzglednie Senior High -
              klasy 9, 10, 11 i 12. Tak wiec przecietnie w wieku lat 18 Amerykanin konczy
              szkole srednia.

              W USA nie ma matury,
              jedynie SAT dla tych, ktorzy chca studiowac. SAT to skladajacy sie z dwoch
              czesci - matematycznej i werbalnej - egzamin, okreslajacy kwalifikacje do
              studiow wyzszych. Jest on dla uniwersytetow praktycznie tym samym, co Dow-Jones-
              Index dla Wall Street. Dla tych, ktorzy nie chca studiowac, nie jest on
              istotny. Dyplom High School otrzymuje sie niezaleznie od SAT-u. Wystarczy
              zaliczyc dana liczbe kursow (credits).

              High School to
              szkoly narodu, ktory jest podzielony na katolikow, protestantow, Zydow,
              tubylcow i emigrantow, bialych, czarnych, zoltych itd. Zadaniem szkol
              amerykanskich bylo zawsze zacieranie tych roznic w klasie, innymi slowy:
              zrobienie z tych dzieci Amerykanow. "Amerykanizowac i wyrownywac!", brzmialo
              glowne haslo.

              W 1918 r. National
              Education Association uchwalila 7 glownych priorytetow szkolnictwa sredniego:
              1. zdrowie, 2. wladanie podstawowymi technikami kultury, 3. wartosciowe zycie
              rodzinne, 4. zawod, 5. cnoty obywatelskie, 6. sensowna organizacja wolnego
              czasu, 7. charakter etyczny. Pomijajac "podstawowe techniki kultury", pod czym
              rozumiano pisanie, czytanie i rachunki, nie znajdziemy w tym spisie niczego o
              nabywaniu wiedzy w jakichkolwiek przedmiotach.


              EGZAMIN Z PROSTYTUCJI

              Powolana w
              kwietniu 1983 r. przez prezydenta Reagana The National Commision on Excellence
              in Education opublikowala raport zatytulowany "A Nation At Risk" ("Narod w
              niebezpieczenstwie"). Okazalo sie, ze w latach 1976-81, w porownaniu z latami
              1964-69, obnizyl sie razaco poziom wymagan w szkolach, zredukowano powaznie
              liczbe zadan domowych, a w 13 stanach wprowadzono zasade dobrowolnosci przez
              ucznia przedmiotu.

              Szkoly upodobnily
              sie przez to do centrow handlowych, tzw. shopping malls, ktore przyciagaja
              szerokie spektrum konsumentow o roznych gustach. Przegladajac katalog jednej ze
              szkol (nota bene, liczacy 65 stron i zawierajacy 400 kursow) znajdziemy tam
              takie przedmioty nauczania, jak: astrologia, cheerleading, higiena dziecka,
              mass media, zywnosc, football amerykanski, prostytucja, sztuka kulinarna,
              rysowanie komiksow, bron, gra na gitarze, nauka jazdy, ogien i my, szycie
              plecakow, smierc, jak uzyskac skuteczne srodki antykoncepcyjne itd.
              Jednoczesnie oferta uzalezniona jest od zapotrzebowania uczniow, np. jesli na
              kurs z matematyki nie zapisze sie odpowiednia liczba chetnych, jest on
              skreslony z rejestru.
              W katalogu znalazlem
              tez "jezyk angielski dla klasy 8". Oferowane byly 3 kursy o roznym stopniu
              trudnosci: najwyzszy "dla tych, ktorzy chca i sa w stanie przeczytac 2 albo 3
              ksiazki kwartalnie, i ktorzy napisza o swoich przezyciach czy tez o ksiazce raz
              na tydzien"; sredni "dla uczniow, ktorzy czytaja i pisza tylko wtedy, kiedy
              musza"; najnizszy "dla tych, ktorzy maja klopoty z czytaniem i pisaniem.
              Wiekszosc czytania bedzie wykonywana podczas lekcji." Te ostatnie zajecia
              zdominowane sa przez lekture "Piotrusia Pana" i "Czlowieka Pajaka".
              W Stanach nie istnieje
              cos takiego jak powtarzanie klasy, powtarza sie jedynie nie zaliczony kurs w
              roku nastepnym.
              Co piaty
              publiczny college ma obowiazek przyjac kazdego absolwenta szkoly sredniej bez
              wzgledu na jego wyniki w nauce, jezeli jest obywatelem danego stanu. Oznacza
              to, ze obojetnie, czy uczen zakonczy kurs rysowania komiksow i gotowania
              obiadow, czy fizyki i chemii - i tak zostanie przyjety na studia.
              • miss_mag Re: HOMO AMERICANUS :-))) 25.10.03, 19:39
                Troszke masz te wiadomosci nieswieze, bo z 1993 roku, jak widac w naglowku
                cytowanego artykulu. Od tamtego czasu sporo sie zmienilo, choc trudno jest
                nadrobic opoznienia 50 lat. Nota bene, te cudowne zmiany w szkole wprowadzone
                zostaly w latach szescdziesiatych, kiedy to probowano zmniejszyc stres w
                szkole. To kiedy, kurde, dzieci maja sie nauczyc stress management, jak nie w
                szkole. Jak ida do pracy, to juz jest za pozno. Otoz w TX, w ktorym
                mieszkam, wprowadzono od 3 kl szkoly podstawowej egzamin, tzw. TAKS, ktorego
                przejscie daje promocje do nastepnej klasy. Wlasnie moje dzieci sa w trzeciej
                klasie i powiedzialy, ze maja w klasie uczniow, ktorzy zostali na drugi rok.
                Sporym powodem, dla ktorego w USA jest tylu tzw. funkcjonalnych analfabetow,
                jest b. wysoki poziom emigracji w ostatnich 20 latach. Statystyki mowia, ze
                25% uczniow mowi innym jezykiem w domu. Nawet jesli ich rodzice znaja
                angielski, to czesto nie potrafia im pomoc. Np. wczoraj moje dziecie
                pracowalo nad projektem, w ktorym mialo porownac miasto, przedmiescie i wies.
                Jako miasto wybral sobie Chicago, bo mamy tam rodzine. Weszlam do
                internetowej biblioteki miasta Chicago i wynajdowalam fakty z historii i czasu
                terazniejszego, aby mial co do projektu wpisac. Dziecko meksykanskiego,
                biednego imigranta, nie znajacego angielskiego, bez dostepu do Internetu, nie
                jest w stanie zrobic takiego projektu i bedzie odstawalo coraz bardziej, nawet
                jesli chodzi do tej samej, niezlej zreszta szkoly.
                • Gość: as Re: HOMO AMERICANUS :-))) c.d. IP: *.pool.mediaWays.net 26.10.03, 00:46


                  KLASOWKA CZYLI GWALT

                  Swoj wklad w
                  obnizanie poziomu wyksztalcenia Amerykanow wniosly tez podreczniki. Badania
                  dowiodly, ze uczniowie byli w stanie poradzic sobie z 80 proc. materialu
                  zawartego w podrecznikach, zanim w ogole je otworzyli. Bierze sie to stad, ze
                  drukowanie podrecznikow stalo sie lukratywnym biznesem. Ponad 20 stanow kupuje
                  hurtowo podreczniki dla szkol na swoim terenie. Sprzedanie miastu Los Angeles
                  swojego elementarza oznacza zarobienie kilku milionow dolarow. Wydawcy nie moga
                  wiec sobie pozwolic na ryzyko, ze ich podreczniki wywolaja czyjes
                  niezadowolenie czy protest. Cale sztaby ludzi pisza i kontroluja teksty, aby,
                  bron Boze, kogos nie obrazic i nie zgorszyc. Wszelkie kwestie kontrowersyjne sa
                  natychmiast wycinane, stad np. w podreczniku historii USA brak jakichkolwiek
                  informacji o Thomasie Jeffersonie.
                  Powolana przez
                  Reagana komisja zwrocila tez uwage na inflacje stopni dokonywana przez
                  nauczycieli. Okazalo sie, ze nauczyciele przestawali stawiac zle stopnie,
                  poniewaz w spoleczenstwie, ktore kocha cenzurki ponad wszystko, byloby to
                  rownoznaczne ze skazywaniem uczniow na niepowodzenie. Wprowadzaloby to
                  niezdrowy podzial na obiecujacych sukces i na nieudacznikow, ktorzy mieliby
                  pozniej klopoty na rynku pracy.
                  Z tego powodu w wiekszosci
                  szkol samo regularne uczeszczanie na lekcje wystarczy, aby kurs zostal
                  zaliczony. Uczniowie zdaja sobie z tego doskonale sprawe. Totez nie moze dziwic
                  wypowiedz nauczycielki z Ohio, ktora zastrzegla na poczatku roku szkolnego, ze
                  jesli jej uczniowie chca zaliczyc kurs, musza zdac ostatnia klasowke: "W tym
                  momencie dopiero zdalam sobie sprawe z unikalnosci moich wymagan. Mozna by
                  pomyslec, ze wlasnie kazalam im zgwalcic swoja matke w poludnie na rynku
                  miasta".

                  CHRYSTUS MOWIL PO ANGIELSKU

                  Innym powodem
                  kryzysu edukacji w USA, ktorego powolana przez Reagana komisja nie podaje, jest
                  niski poziom wyksztalcenia samych nauczycieli. W zawodzie tym wystepuje
                  selekcja negatywna; bardziej atrakcyjna jest profesja adwokata lub biznesmena.
                  Dosyc znana byla
                  sprawa pewnej nauczycielki klas piatych z Chicago, ktora w 1980 r. wniosla
                  oskarzenie do sadu, poniewaz szkola nie przedluzyla jej kontraktu. Podczas
                  rozprawy poddano ja sprawdzianowi znajomosci slow. Znaczenie slowa "suffrage" -
                  czyli prawo do glosowania - podala ona jako: "kiedy ludzie z jakiegos powodu
                  cierpia", mylac to slowo z "suffer", co oznacza rzeczywiscie "cierpiec".
                  Podobnie wypadla reszta testu. Pomimo to, sedzia nakazal przedluzenie jej
                  kontraktu. Zdecydowal sie na to, poniewaz na swiadectwie zwolnienia doszukal
                  sie bledu ortograficznego i zlej skladni, zas na 82 stronach oficjalnego
                  katalogu szkoly znalazl 77 bledow ortograficznych.
                  Nauczycielka, zapytana na ulicy przez
                  reportera TV, jakiego przedmiotu uczy, odpowiada: "I teaches English" - "ja
                  nauczac angielskiego".
                  Ogolnie mowiac,
                  zawod nauczyciela nie jest w Ameryce respektowany. Wiaze sie to z silnym
                  amerykanskim antyintelektualizmem, szacunkiem dla "ludzi czynu", a
                  nie "myslicieli". Nic dziwnego, ze w miedzywojniu tak wielu pisarzy
                  amerykanskich siedzialo w Paryzu, gdzie traktowano intelektualistow jak
                  bozyszcza. Przykladem owego antyintelektualizmu moze byc postawa gubernatora
                  Teksasu, ktory nie zgodzil sie na dofinansowanie programu nauczania jezykow
                  obcych, uzasadniajac to nastepujaco: "Jezeli angielski byl wystarczajaco dobry
                  dla Jezusa, to jest tez wystarczajaco dobry dla uczniow w Teksasie".
                  Fakt, ze szkoly
                  podlegaja gminom, a te wymuszaja ustepstwa na nauczycielach, tez nie przyczynia
                  sie do podnoszenia autorytetu tych ostatnich. Na przyklad, w jednej ze szkol
                  rodzice zaprotestowali, ze pi = 3,1416 jest stanowczo za dlugie i dzieci nie
                  moga go zapamietac. Zazadali wiec nowej definicji, latwej do zapamietania: pi =
                  3. Szkola poszla na ustepstwa.

                  TELEWIZOR NA STRAZY RODZINY

                  Jeszcze jednym
                  powodem paralizu systemu edukacji, o ktorym komisja prezydencka nie wspomniala,
                  jest "brak dyscypliny". Jeszcze w 1940 r. siedem najpowazniejszych problemow w
                  amerykanskich szkolach to: rozmawianie podczas lekcji, zucie gumy, halasowanie,
                  bieganie po korytarzu, przepychanie sie w kolejce do stolowki, smiecenie i brak
                  obowiazujacego stroju szkolnego. W 1990 r. siedem najpowazniejszych problemow
                  wygladalo nastepujaco: narkomania, alkoholizm, ciaza, samobojstwo, gwalt,
                  rozboj i kradziez. Dosc powiedziec, ze rocznie 110 tys. nauczycieli w USA
                  melduje o atakach przemocy na lekcjach, kazdego dnia 135 tys. uczniow przynosi
                  do szkoly oprocz drugiego sniadania pistolet, zas trzecia co do wielkosci
                  jednostka policji w Stanach pelni sluzbe wylacznie w szkolach miasta Los
                  Angeles.
                  Ogromna role w
                  kryzysie oswiaty odgrywa rowniez telewizja. Amerykanin, ktory konczy szkole, ma
                  za soba 15-18 tys. godzin ogladania TV i tylko 11 tys. godzin lekcji. Obejrzy
                  przez ten czas 18 tys. morderstw i pol miliona reklamowek. Na 1000 godzin
                  spedzonych przed ekranem przypada 30 stron slowa drukowanego. W 1983 r.
                  legislatura stanu Nowy Jork uznala telewizor za "narzedzie konieczne do
                  przetrwania rodziny w spoleczenstwie" i nie podlegajace zarekwirowaniu przez
                  komornika. Telewizor uznany tez zostal za podstawowe narzedzie edukacyjne, a
                  jako wzorcowy program oswiatowy podawana jest "Ulica Sezamkowa".
                  Tymczasem
                  "telewizyjny system nauczania" w rzeczywistosci jest wrogiem nauczania
                  szkolnego. Po pierwsze: glosi on idee, ze nauka i rozrywka sa nierozlaczne, co
                  jest koncepcja nieznana w zadnym dyskursie o edukacji, od Konfucjusza do Johna
                  Dewey'a. Wynika to z faktu, ze program edukacyjny musi byc maksymalnie zabawny,
                  aby zniechecony uczen nie wylaczyl telewizora. Po drugie: poniewaz kazdy
                  program telewizyjny jest zamknietym w sobie produktem, zaklada sie, ze nie
                  mozna wymagac od ucznia zadnej wiedzy wstepnej, slowem: przekresla sie idee
                  porzadku rzeczy i ciaglosci w procesie nauczania. Po trzecie: wszelkie
                  komentarze, teorie, hipotezy itd. podawane sa w formie maksymalnie
                  uproszczonej, najczesciej z dynamicznymi obrazkami i szybka muzyka w tle, co w
                  rzeczywistosci wypacza istote przekazu. Pojawiajace sie od czasu do czasu
                  reklamowki odbieraja dodatkowo programowi resztek jego powagi. Ciekaw jestem,
                  jakbyscie Szanowni Czytelnicy, zareagowali, gdybym w tym miejscu zawiesil nagle
                  swoj wyklad i zaczal reklamowac McDonalda albo PKO.
                  • miss_mag Re: HOMO AMERICANUS :-))) c.d. 26.10.03, 02:20
                    Nastepny przepisywacz sie znalazl. A moze tak cos od siebie? Jeszcze troche
                    i VC, naczelny papug FA, pojdzie z torbami.
                  • Gość: Emily do asa -> IP: *.dc.dc.cox.net 26.10.03, 02:40
                    Asie, dziekuje. Bardzo trafna, IMO, analiza zalosnego stanu edukacji w USA. W
                    USA i na swiecie coraz mniej liczy sie wiedza, liczy sie tylko konsumpcja. Taka
                    jest prawda, niestety.
    • cs137 Na temat asa, co mam do powiedzenia: 26.10.03, 02:52
      As bije raz!

      Poza tym:

      Kto nie sciaga atutow, ten chodzi bez butow.
      Figur na figur, mawial Swiety Igur.
      Atut z reki, zab ze szczeki!
      Gra w piki daje wyniki

      Kto pamieta wiecej?

      Fajnie, ze As rozpoczal ten temat.
      • Gość: Em Re: Na temat asa, co mam do powiedzenia: IP: *.dc.dc.cox.net 26.10.03, 03:13
        calkiem milo, a temat zaiste waznywink
        pozdro
      • miss_mag Re: Na temat asa, co mam do powiedzenia: 26.10.03, 03:33
        cs137 napisała:

        > As bije raz!
        >
        > Poza tym:
        >
        > Kto nie sciaga atutow, ten chodzi bez butow.
        > Figur na figur, mawial Swiety Igur.
        > Atut z reki, zab ze szczeki!
        > Gra w piki daje wyniki
        >
        > Kto pamieta wiecej?
        >
        > Fajnie, ze As rozpoczal ten temat.

        Karta lubi dym.
        Karta lubi pic.
        Malenka karo karmila mi zona.
        No i rozmowa miedzy rozgrywajaca "babcia" i "dziadkiem", ktory wlasnie
        dziadkowal:
        "Alez babciu, trzeba bylo wyjsc mala piczka."
        "Ba, trzeba miec mala!"
        • miss_mag Re: Na temat asa, co mam do powiedzenia: 26.10.03, 05:50
          miss_mag napisała:

          > cs137 napisała:
          >
          > > As bije raz!
          > >
          > > Poza tym:
          > >
          > > Kto nie sciaga atutow, ten chodzi bez butow.
          > > Figur na figur, mawial Swiety Igur.
          > > Atut z reki, zab ze szczeki!
          > > Gra w piki daje wyniki
          > >
          > > Kto pamieta wiecej?
          > >
          > > Fajnie, ze As rozpoczal ten temat.
          >
          > Karta lubi dym.
          > Karta lubi pic.
          > Malenka karo karmila mi zona.
          > No i rozmowa miedzy rozgrywajaca "babcia" i "dziadkiem", ktory wlasnie
          > dziadkowal:
          > "Alez babciu, trzeba bylo wyjsc mala piczka."
          > "Ba, trzeba miec mala!"

          I jeszcze:
          Trefelki kolorek niewielki.
          Oraz:
          Mowila matula nie wychodz spod krola.
          • Gość: as HOMO AMERICANUS :-))) c.d. Koncowka. IP: *.pool.mediaWays.net 26.10.03, 08:57
            PRZEMYSL UNIWERSYTETOWY

            Przejdzmy teraz
            do omowienia szkolnictwa wyzszego w USA, ktore kojarzy nam sie glownie z takimi
            uniwersytetami jak Harvard, Princeton, Yale, Columbia, Stanford czy MIT. W
            rzeczywistosci czolowka ta stanowi ok. 3 proc. w morzu 2.500 uniwersytetow
            amerykanskich, na ktore pozwolic sobie moze jedynie elita finansowa
            spoleczenstwa. Co prawda przy pomocy stypendiow miejsca te nie sa zarezerwowane
            jedynie dla najbogatszych, ale i tak pozostaja dostepne dla niewielu.
            Najwazniejsze dwie
            rzeczy, jakie nalezy wiedziec o szkolnictwie w USA, to: 1. studia sa platne, 2.
            cena studiow zalezy do jakosci uniwersytetu, np. rok uniwersytecki na
            Harvardzie kosztuje 15 tys. dol., a w Wellesley College - 1,5 tys. dol. (tytul
            magistra w Wellesley College upowaznia absolwenta co najwyzej do wstepu na
            Harvard).
            Komercjalizacja studiow
            wyzszych powoduje, ze kieruja sie one zasadami rynku i figuruja na trzecim
            miejscu przemyslu narodowego USA. Uniwersytety, ale tylko te najlepsze,
            sa "przedsiebiorstwami" sprzedajacymi "produkty". Sa w stanie zatrudnic
            najwybitniejszych pracownikow na najlepszych warunkach, np. poczatkowa pensja
            docenta wynosi od 100 do 150 tys. dol. rocznie. Jaki uniwersytet w Europie moze
            pozwolic sobie na taki wydatek?
            Tym nalezy tlumaczyc
            zjawisko "brain-drain" czyli "odplywu umyslow" do USA. Dosc powiedziec, ze
            wsrod kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley az 75
            proc. stanowia nie Amerykanie, lecz Chinczycy, Koreanczycy, Polacy, Rosjanie
            itd.
            Z kolei na
            uniwersytetach przecietnych, gdzie za rok akademicki placi sie od 5 do 8 tys.
            dol., poziom nauczania jest tak niski, ze porownac go mozna z poziomem polskich
            maturzystow.

            HUMANIZM TO NIESZCZESCIE

            Wiekszosc uczelni
            nie dba bowiem o jakosc wyksztalcenia, lecz o stworzenie perspektyw zawodowych
            na przyszlosc. Oto fragment calostronicowego ogloszenia w "New York Times":
            "Wszystkie znane uniwersytety obiecuja swoim studentom dobre wyksztalcenie
            ogolne. Jednak humanistycznie ukierunkowany absolwent, nie posiadajacy
            wyksztalcenia, z ktorym moglby zarobic pieniadze, nie jest czlowiekiem
            szczesliwym. Jego rodzice tym bardziej, bo inwestuja swe ciezko zarobione
            pieniadze (...) Uniwersytet w Bridgeport widzi swoje zadanie w zapobieganiu
            takiemu nieszczesciu".
            Wypowiedz jest jasna:
            wyksztalcenie humanistyczne oznacza "nieposiadanie wyksztalcenia", co wiecej -
            jest "nieszczesciem"! Nic wiec dziwnego, ze rosnie pogarda dla przedmiotow
            humanistycznych, ktore nazywane sa "akademickim cyrkiem", a najwiekszym
            zainteresowaniem ciesza sie takie kierunki, jak businness, medycyna i prawo.
            W rzeczywistosci
            uniwersytety staly sie dzis w USA sluzami spoleczenstwa: sprzedaja bilety
            wstepu (czyli dyplomy) do srednich i wyzszych warstw spoleczenstwa, do bardziej
            intratnych zawodow i dobrobytu. Wydaje sie, ze pokonywanie kolejnych szczebli
            edukacji zastapilo marzenia o granicy posuwania sie osadnikow jako srodka
            ucieczki z nedzy, ponurych fabryk i zatloczonych miast Wielkiej Brytanii.
            Mozliwosc dazenia do wiedzy dla samej wiedzy, a nie dla pozniejszych mozliwosci
            zarobkowania, zostala zepchnieta na margines. Humanistom, ktorzy chca sie
            ubiegac o stypendia, radzi sie, aby nie podkreslali, ze badania sprawiaja im
            przyjemnosc, poniewaz wyglada to podejrzanie i od razu zmniejsza szanse na
            pozytywne zalatwienie sprawy.

            CZY BATMAN BYL HOMOSEKSUALISTA?

            Oto kilka konkretnych przykladow z uniwersytetow USA, charakterystycznych dla
            przecietnych tego typu instytucji:
            brak myslenia krytycznego i wiedza nadajaca sie do telewizyjnych quizow, np.
            studenci znaja kazdy fakt otaczajacy zrzucenie bomby na Hiroszime (nazwisko
            pilota, ciezar bomby, rodzaj samolotu, liczbe ofiar etc.), ale nie maja nic do
            powiedzenia w dyskusji, czy bomba powinna zostac zrzucona, czy tez nie;
            studenci pierwszego roku nie zauwazaja wewnetrznej sprzecznosci w wypowiedziach
            typu: "nie powinno byc uprzedzen wobec czarnych i innych nizszych ras";
            relatywizm, ktory zaklada, ze "ja mam swoja prawde i pan profesor ma swoja",
            doprowadza do tego, ze profesor nie ma prawa oceniac wypowiedzi studentow,
            poniewaz wszystkie poglady sa rownouprawnione;
            ow relatywizm powoduje, ze powstaja dysertacje o tym, ze "Jadro ciemnosci"
            Josepha Conrada jest dzielem rasistowskim, ze "Ulisses" Jamesa Joyce?a jest
            powiescia o kolonializmie i alienacji w kapitalizmie, ze dramaty Szekspira
            stanowia manifestacje brytyjskiego imperializmu, patriarchatu, europejskiego
            rasizmu, logocentryzmu etc. Powstaja tez takie prace doktorskie, jak
            np.: "Czytanie Batmana w swietle jego stosunku do Robina. Czy Batman byl
            homoseksualista?".

            DZIEDZICTWO 1968 ROKU

            Kryzys
            uniwersytetow wiaze sie ze zmianami, jakie dokonaly sie po II wojnie swiatowej.
            Do tego czasu byly to instytucje elitarne, zarezerwowane wylacznie dla
            establishmentu. W 1944 r. Kongres USA uchwalil "GI Bill", uprawniajacy do
            studiow weteranow wojennych. Ekonomiczny boom nastepnych lat zmniejszyl liczbe
            osob w sektorze produkcji, a powiekszyl liczbe tych, ktorzy mogli pozwolic
            sobie na studia. Coraz mniej osob mialo do czynienia z gleba, cegla czy stala,
            coraz wiecej z papierem. W 1954 r. zniesiono doktryne "separate but equal",
            ktora otworzyla uniwersytety dla czarnych. W 1957 r. USA przezyly "sputnik
            shock", w wyniku czego panstwo i armia zaczely pompowac miliardy dolarow w
            wyksztalcenie i stypendia, otwierajac wrota "lower-classes". Doszla do tego
            jeszcze eksplozja przyrostu naturalnego w latach 60. i niebywaly "run" na
            uniwersytety z poczatkiem wezwan do wojska (college okazywal sie miejscem
            przyjemniejszym niz, dajmy na to, Da Nang czy My Lai) - i okazalo sie wowczas,
            ze uczelnie nie sa przygotowane na taki zalew studentow. Zaczeto
            przyjmowac "nauczycieli", ktorych w innej sytuacji by nie zatrudniono.
            Lata 60. byly tez
            czasem niepokoju spolecznego w Ameryce. Byly rowniez okresem kontrkultury,
            ktora atakowala tradycyjne konserwatywno-liberalne wartosci "spoleczenstwa
            mieszczanskiego". Wowczas to, podczas wiecow, strajkow i manifestacji, studenci
            wywalczyli sobie wiele obowiazujacych do dzis praw: obnizenie poprzeczek
            wstepu, wolny wybor przedmiotow, kursow oraz wiekszy wplyw na polityke
            uniwersytetow. To, co sie dzieje obecnie na amerykanskich uczelniach, jest wiec
            w ogromnym stopniu wynikiem dzialania tych, ktorych zwyklismy dzis
            nazywac "pokoleniem 1968".
            Jerzy Ziolkowski

          • cs137 Re: Na temat asa, co mam do powiedzenia: 26.10.03, 09:38
            Pewnego brydzyste raz
            Bardzo uwieral pas.
            "Co ci?" --spytali
            • cs137 Kto to jest Jerzy Ziolkowski? 26.10.03, 10:08
              Poszukiwania przy pomocy "Google" jakos nie naprowadzily mnie na slad zadnych
              innych tekstow autorstwa Jerzego Ziolkowskiego, ani na tematy edukacji w
              Ameryce, ani na zaden inny temat. Artykul podany przez Asa pochodzi z
              Internetu, ale nie wydaje sie, zeby zostal on kiedykolwiek wydrukowany w
              jakiejs bardziej znanej gazecie czy czasopismie. Ma wiec on wartosc przede
              wszystkim jednorazowej publikacji internetowej. Osobom zainteresowanym
              problemami poruszanymi w artykule jeszcze raz wiec stanowczo radze zapoznac
              sie z innymi opracowaniami autorstwa takich ludzi, ktorzy sa uznanymi
              autorytetami w dziedzinie
              • Gość: patolog Re: Kto to jest Jerzy Ziolkowski? Klamca IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 26.10.03, 16:03
                Najlepszym dowodem o wyssanych z palca wiadomosciach p. Ziolkowskiego sa te 2
                "linki':
                www.admissions.college.harvard.edu/prospective/financial_aid/costs/
                www.wellesley.edu/Admission/admission/financialaid.html
                Jak widac troszeczke sie szanowny pan redaktor pomylil,
                Jak to kiedys mowili? "Prasa klamie"
                • Gość: as Marian Polak.Klamca ? IP: *.pool.mediaWays.net 26.10.03, 20:12
                  CZEGO SIE JOHN NIE NAUCZYL...
                  Marian Polak

                  Ktos, kto wlada biegle kilkoma jezykami to, jak wiadomo, poliglota. Ten, kto
                  radzi sobie rownie dobrze w niemieckim i w rosyjskim albo w hindu i swahili, to
                  czlowiek dwujezyczny, czyli bilingual person. A kim jest osoba, ktora uwaza, ze
                  do komunikacji z reszta swiata wystarczy jej znajomosc mowy ojczystej?

                  Oczywiscie, ze Amerykaninem ­ brzmi konkluzja zlosliwego dowcipu z europejskim
                  rodowodem. Okazuje sie jednak, ze autorzy cytowanego wyzej powiedzonka
                  stanowczo zbyt optymistycznie ocenili lingwistyczne talenty Amerykanow.
                  Przeswiadczenie, ze jankesow charakteryzuje biegla znajomosc angielskiego, to
                  opinia nie znajdujaca potwierdzenia w faktach. Z nich bowiem wynika niezbicie,
                  ze polowa mieszkancow USA nie zdolala opanowac podstaw swojego jezyka.

                  Wiadomo o tym co najmniej od czasu publikacji raportu rzadowego pod tytulem "A
                  Nation at Risk", sporzadzonego w 1983 roku. Swiat dowiedzial sie z niego, ze
                  dwadziescia lat temu 60 milionow obywateli Stanow Zjednoczonych w ogole nie
                  potrafilo czytac, a nastepne 60 milionow stanowili tak zwani analfabeci
                  funkcjonalni, nierozumiejacy tresci przekazywanych drukiem informacji. Podobna
                  liczba Amerykanow legitymowala sie umiejetnoscia czytania na poziomie
                  czwartoklasisty, co oznacza, ze docierala do nich jedynie zawartosc
                  telewizyjnych reklam i krotkich, obficie ilustrowanych tekstow w popularnych
                  magazynach.

                  Prowadzone w tym samym czasie badania czytelnictwa wykazaly, ze przynajmniej
                  jedna ksiazke (w tej liczbie Harlekina albo tom Consumer¹s Report) przeczytalo
                  w ciagu roku nie wiecej niz 6 procent doroslej amerykanskiej populacji.

                  Powyzsze dane przelozyly sie na umiejetnosci praktyczne.

                  W pracy "BAD or, the Dumbing of America" (New York, 1991) Paul Fussel, profesor
                  Harvardu, opisuje klopoty New York Telephone Company, ktora zmuszona byla do
                  przetestowania 57 000 kandydatow po college¹u, zanim udalo sie jej wylonic 2100
                  na tyle inteligentnych, zeby mozna ich bylo przyuczyc do zawodu operatora
                  urzadzen telekomunikacyjnych. Nic w tym dziwnego, skoro raporty Board of
                  Education sprzed dekady wykazuja, ze tylko 42 procent siedemnastolatkow z high
                  schools bylo w stanie opisac wlasnymi slowami, czego dotyczyl podsuniety im do
                  analizy krotki artykul w codziennej gazecie.

                  Swoje badania Wydzial Edukacji przeprowadzil w dziesiec lat po publikacji "A
                  Nation At Risk" i powolaniu przez Kongres, zatrwozony katastrofalnym poziomem
                  amerykanskiego szkolnictwa, National Assesment of Educational Progress Test.
                  Wymieniona instytucja sluzyc miala, i czyni to do dzisiaj, zbieraniu
                  wiarygodnych i porownywalnych danych statystycznych, pozwalajacych obiektywnie
                  ocenic prace placowek edukacyjnych.

                  W tym samym czasie wdrozono tez szereg programow zmierzajacych do poprawy
                  sytuacji, ktora, zdaniem ekspertow, wyniknela z niedoinwestowania systemu,
                  przeciazania nauczycieli nadmierna liczba uczniow oraz zbyt niskich uposazen
                  pracownikow oswiaty.

                  W rezultacie w latach 1960-95 wydatki w tym sektorze zwiekszono o 212 procent
                  na jednego wychowanka. Poprawiono tez wydatnie strukture zatrudnienia, dzieki
                  czemu znacznie mniej dzieci trafialo odtad pod opieke jednego wychowawcy
                  (wskaznik student-teacher ratio przed reforma wynosil 26, a teraz 17 do
                  jednego).Podniesiono takze wydatnie pensje nauczycieli, ktore zwiekszyly sie o
                  45 procent ponad poziom inflacji.

                  Rezultaty?

                  Raport dotyczacy wynikow testu SAT za rok 2002 przynosi informacje, ze wyniki w
                  matematyce pozostaja na poziomie z roku 1967, a te oceniajace znajomosc jezyka
                  obnizyly sie od tamtego czasu o 39 punktow.

                  Tutaj wypada jeszcze przypomniec, ze przeprowadzona w miedzyczasie reforma
                  egzaminu SAT (konczacego kolejny etap edukacji w szkolach srednich) obnizyla
                  prog wymagan na ocene pozytywna do 500 punktow, dodala czasu na rozwiazanie
                  matematycznej czesci testu i zezwolila na korzystanie z kalkulatorow, a takze
                  znacznie ograniczyla zakres pytan i zrezygnowala ze sprawdzania znajomosci
                  najtrudniejszych partii materialu.

                  Wszystkie te zabiegi i tak nie powstrzymaly spadku wynikow ani inflacji not
                  egzaminacyjnych. W latach 70. na ocene A+ (najwyzsza z mozliwych) trzeba bylo
                  zaliczyc czesc matematyczna na 629, a jezykowa na 619 punktow. Teraz wystarczy,
                  odpowiednio, 626 i 607.

                  W dekade po wprowadzeniu wiekszosci postulowanych reform wyniki SAT spadly, w
                  skali ogolnoamerykanskiej, o 53 punkty. W tej sytuacji ponad jedna trzecia
                  studentow pierwszego roku szkol wyzszych wszystkich typow trzeba bylo skierowac
                  na zajecia uzupelniajace podstawowe braki edukacji.

                  Te fatalne rezultaty przekladaja sie na konkurencyjnosc, czy raczej brak
                  konkurencyjnosci, amerykanskiego systemu edukacji wzgledem sposobow ksztalcenia
                  proponowanych gdzie indziej na swiecie.

                  Wyniki obiektywnego, przeprowadzanego na probie poltora miliona uczniow z 40
                  krajow egzaminu International Test Scores wykazaly niezbicie, ze (cytat z
                  raportu) ­ "Amerykanscy czwartoklasisci poradzili sobie slabo, osmoklasisci
                  jeszcze gorzej, a dwunastoklasisci w ogole nie byli w stanie konkurowac z
                  kolegami spoza USA". Okazali sie lepsi tylko od uczniow z Cypru i Republiki
                  Poludniowej Afryki.

                  Nie chodzi przy tym wcale o biegla znajomosc jezyka ojczystego. Nigdzie nie
                  jest powiedziane, ze milosc narodu do tworczosci poetyckiej wplywa pozytywnie
                  na wielkosc PKB, a znajomosc literatury koreluje z rozmiarem eksportu. Gdyby
                  pragmatyczni jankesi zauwazyli trwaly zwiazek pomiedzy czytelnictwem Whitmana a
                  wysokoscia tygodniowki, pewnie zdobyliby w tej dyscyplinie mistrzostwo swiata.
                  Niestety, mizerne rezultaty przynosi w USA takze nauczanie przedmiotow scislych
                  i matematyki.

                  W zgodzie z taka konkluzja pozostaja spostrzezenia Education Testing Special
                  Report z lutego 1998. Dokument ten sporzadzono na podstawie testow
                  przeprowadzonych na probie 10 000 uczniow wybranych losowo z calych Stanow, z
                  200 szkol wszystkich typow, w tym takze niepublicznych. Na tle rownolatkow z
                  krajow zaawansowanych cywilizacyjnie (z pominieciem azjatyckich, zeby nie
                  pognebic do reszty biednych jankesow), w naukach przyrodniczych mlodzi
                  Amerykanie zajeli 16., a w matematyce 19. miejsce wsrod badanych 21 nacji.
                  Nauka przyrody i rachunkow tez sie widac jankesom nie oplaca.

                  Z kolejnych raportow NAEP wynika, ze od czasu publikacji "A Nation At Risk"
                  niesprawny system edukacji wyprodukowal dodatkowych 10 milionow absolwentow
                  high school pozbawionych umiejetnosci czytania, 20 milionow nie umiejacych
                  wykonac prostych dzialan matematycznych i 25 milionow kompletnych ignorantow w
                  dziedzinie podstawowych faktow z historii Ameryki.

                  Oznaki poprawy pojawily sie dopiero w sprawozdaniu za rok 2002, choc wciaz nie
                  obejmuja one absolwentow szkol srednich. I tak sa jednak powody do
                  umiarkowanego optymizmu, bo po raz pierwszy od trzydziestolecia jakas reforma
                  oswiatowa przyniosla wreszcie wymierne rezultaty. Chodzi o prawo do swobodnego
                  wyboru szkol legitymujacych sie lepszymi wynikami ksztalcenia. Ale minie
                  przynajmniej jedno dziesieciolecie, zanim pozytywne skutki zmian stana sie
                  odczuwalne. Do tego czasu na rzecz wielkosci Ameryki pracowac beda, jak dotad,
                  inzynierowie z Singapuru, humanisci z Europy i wyksztalceni w Indiach
                  informatycy.

                  • Gość: patolog Re: Marian Polak.Klamca ? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 26.10.03, 23:19
                    To w Polsce wydaje jeszcze "Notatnik Agitatoera" ?
                    Ten sam styl, ta sama prawda, nic nowego. Juz nijaki NIkita Sergiejewicz mowil
                    to samo w latach 50-tych i przepowiadal, ze juz niedlugo Stany sie rozpadna.
                    Nikita juz pochowany. Synek i wnuczka pracuja w Stanach, a na uczelnie co roku
                    pcha sie coraz wiecej potencjalnych studentow. Noble, tez zgarniaja prawie
                    wszystkie, ale to pewnie przez przekupstwo. A reszta to sami immigranci bo
                    Amerykanie to debile. Oczywiscie to, ze w prawie kazdym nawet malym miescie
                    amerykanskim sa doskonale bibliteki publiczne, ze jest pelno ksiegarni Barnes&
                    Noble i Borders, ze jest swietna "public tv -PBS i radio" .Kanaly typu
                    discovery, history, international, biography itd. muzea, orkiestry symfoniczne w
                    prawie kazdym miescie,nie mowiac juz o orkiestrach szkolnych i uniwersyteckich -
                    no ale to wszystko to fata morgana.
                    Innymi slowy - co tu duzo gadac, kiedy nie ma o czym mowic
                    • Gość: as -1 ? ::-)) IP: *.pool.mediaWays.net 26.10.03, 23:31
                      |3-7|-|4-1|=?
                      A)7 B)4 C)1 D)-1 E)-7
                      • cs137 No dobrze. A co z tego ma niby wynikac? 27.10.03, 00:20
                        Na razie chyba taki wniosek: Polacy, nie posylajcie, bron Boze, dzieci na nauke
                        do USA.

                        Co zreszta Polacy w przytlaczajacej wiekszosci robia, nawet bez tej rady.
                        • Gość: rafal Re: No dobrze. A co z tego ma niby wynikac? IP: *.proxy.aol.com 27.10.03, 03:21
                          Wiadomo, ze polskie orly stac na wysylanie swych dzieci na tych kilka czolowych
                          uniwersytetow o czesnym 30 tys. dolarow rocznie, wiec twoje obawy sa
                          nieuzasadnione.
                          Chodzi raczej tu, o poznanie wlasciwych ludzi niz wiedze.
                          Tak, ze swe uwagi schowaj na pozniej.
                          Ale przyznasz, ze wlasciwe "mozgi" Stany w wiekszosci kupuja w Europie i Azji.
                          A w twojej zawodowej grupie jest zdecydowana wiekszosc nieamerykanow, gdyz job
                          na prowincjonalnym collegu czy stanowym uniwersytecie jest dla nich malo
                          atrakcyjny finansowo.
                          • cs137 Re: No dobrze. A co z tego ma niby wynikac? 27.10.03, 04:19
                            Gość portalu: rafal napisał(a):

                            > A w twojej zawodowej grupie jest zdecydowana wiekszosc nieamerykanow,...


                            Rafalku,
                            Rozumiem, ze amerykanskie instytucje ksztalcenia akademickiego znasz z
                            fotgorafii, ale w srodku nie bywales wcale albo prawie wcale, co?...

                            W przeciwnym wypadku nie pisalbys takich bzdur.

                            Pracowalem w czterech uniwerstytetach amerykanskich, Purdue, Notre Dame,
                            George Mason i Oregon State, z czego tylko Notre Dame nie byl stanowym, i
                            nie-amerykanie wszedzie stanowili liczna grupe, ale nigdzie wiekszosci, a co
                            dopiero zdecydowanej wiekszosci.


                            • Gość: V.C. do cs137 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.03, 23:06
                              cs137 napisała:

                              > Gość portalu: rafal napisał(a):
                              >
                              > > A w twojej zawodowej grupie jest zdecydowana wiekszosc nieamerykanow,...
                              >
                              >
                              > Rafalku,
                              > Rozumiem, ze amerykanskie instytucje ksztalcenia akademickiego znasz z
                              > fotgorafii, ale w srodku nie bywales wcale albo prawie wcale, co?...
                              >
                              > W przeciwnym wypadku nie pisalbys takich bzdur.
                              >
                              > Pracowalem w czterech uniwerstytetach amerykanskich, Purdue, Notre Dame,
                              > George Mason i Oregon State, z czego tylko Notre Dame nie byl stanowym, i
                              > nie-amerykanie wszedzie stanowili liczna grupe, ale nigdzie wiekszosci, a co
                              > dopiero zdecydowanej wiekszosci.


                              A na Berkeley też wykładałeś ?


                              wsrod kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley az 75
                              proc. stanowia nie Amerykanie, lecz Chinczycy, Koreanczycy, Polacy, Rosjanie
                              itd.

                              • miss_mag Re: do VC 27.10.03, 23:25
                                Gość portalu: V.C. napisał(a):

                                > wsrod kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley az
                                > 75 proc. stanowia nie Amerykanie, lecz Chinczycy, Koreanczycy, Polacy,
                                > Rosjanie itd.
                                >
                                Klamiesz. Tu jest link:
                                math.berkeley.edu/people/faculty.shtml
                                Na 105 nazwisk, az 56 jest czysto amerykanskich, zarowno z imiona i jak i
                                nazwiska. Znalazlam 2 Polakow, 4 Chinczykow, 2 Japonczykow, 2 Skandynawow, 1
                                chyba Iranczyk, 2 ludzi o niemieckich imiona lub nazwiskach, 1 Francuz (moze
                                drugi tez byc Francuzem), 2 Rosjan o czysto rosyjskich nazwiskach, dwoch ludzi
                                o rumunskich nazwiskach i bardzo wielu ludzi o zydowskich nazwiskach i
                                amerykanskich imionach, co by wskazywalo, ze sa Amerykanami o zydowskich
                                korzeniach.
                                • cs137 Miss Mag: 27.10.03, 23:55
                                  Fajnie, że podałas ten link. Ja właśnie zamierzałem go odszukać po napisaniu
                                  mojego postu do Pana Vicka.

                                  Niestety, ludzie tutaj beż żadnej żenady podają kłamliwe dane lub dane, które
                                  sobie uroili. W równoległym wątku np. Gini twierdzi, że praktycznie wszyscy
                                  Żydzi, którzy wyjechali w 1968 rokum byli członkami PZPR. Jedyne źródło, z
                                  którego może pochodzić ta informacja, to jej własny gęsi móżdżek, obawiam się.
                                  Gini to pasuje do pewnego modelu, który sobie w tym swoim gęsim móżdżku
                                  skonstruowała, więc to musi być prawda, i już! Oczywiście, to jest bzdurna
                                  informacja. Po pierwsze, nie wyobrażam sobie, by dokładne dane na temat
                                  członkowstwa PZPR osób wyjeżdżających były łatwo osiągalne. Po wtóre, ja w 68
                                  roku miałem 23 lata, w Warszawie praktycznie się o niczym innym nie mówiło,
                                  tylko o tych wyjeżdżających i było wśród nich mnóstwo takich, którzy nigdy nie
                                  skalali się przyanależnościa do PZPR. Prawdopodobnie Gini czerplie swoje
                                  wiadomości z ksiązki: "O PRL-u
                              • cs137 Re: do cs137 27.10.03, 23:32
                                >
                                >
                                > wsrod kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley az
                                75
                                > proc. stanowia nie Amerykanie, lecz Chinczycy, Koreanczycy, Polacy,...

                                Tak, Ted Kaczyński, na przyklad (a.k.a. "unabomber").

                                Ale czy mowa w tym wątku jest tylko o studiach matematycznych? Zdawało mi się,
                                ze o edukacji w ogóle. Poza tym, jak liczyć Chińczyka już wykształconego w
                                USA? Czy Amerykanin to według Pana klasyfikacji tylko "native American", czyli
                                Indianin?


                                Panie Vicku, jak Pan jesteś taki ekspert od Ameryki, to poddaj się Pan takiemu
                                testowi i wytłumacz Pan, co oznaczją te symbole:

                                (a) TLC (gdzie najczęsciej sie spotyka ten skrót?)

                                (b) AWOL

                                (c) GI (potoczne znaczenie i dokładne znaczenie)

                                (d) UI

                                OK, na razie wystarczy, jeśli Pan przejdzie przez ten etap, to zakwalifikuje
                                sie Pan do kolejnego.

                                Z dozywotnim szacunkiem, Cees
                                • Gość: V.C. Re: do cs137 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.03, 00:08
                                  > Panie Vicku, jak Pan jesteś taki ekspert od Ameryki, to poddaj się Pan
                                  takiemu
                                  > testowi i wytłumacz Pan, co oznaczją te symbole:
                                  >
                                  > (a) TLC (gdzie najczęsciej sie spotyka ten skrót?)


                                  W muzyce pop wink To takie trzy niezłe Afroamerykanki


                                  > (b) AWOL

                                  absent without leave - nieobecny nie usprawiedliwiony


                                  > (c) GI (potoczne znaczenie i dokładne znaczenie)

                                  soldier in the US armed force

                                  > (d) UI

                                  To jakiś termin z dziedziny informatyki . Nie moja działka .
                                  >
                                  • cs137 Re: Wyniki testu 28.10.03, 01:00
                                    Gość portalu: V.C. napisał(a):

                                    > > Panie Vicku, jak Pan jesteś taki ekspert od Ameryki, to poddaj się Pan
                                    > takiemu
                                    > > testowi i wytłumacz Pan, co oznaczją te symbole:
                                    > >
                                    > > (a) TLC (gdzie najczęsciej sie spotyka ten skrót?)
                                    >
                                    >
                                    > W muzyce pop wink To takie trzy niezłe Afroamerykanki
                                    >
                                    *** Źle. TLC znaczy "tender loving care" i najczęsćiej go się spotyka w
                                    ogloszeniach osób poszukujących lub oferujących baby-sitting.
                                    Nazwa zespołu to nie wyjaśnienie skrótu, więc tylko 1/4 punkta.
                                    >
                                    > > (b) AWOL
                                    >
                                    > absent without leave - nieobecny nie usprawiedliwiony
                                    >
                                    **** Poprawnie

                                    >
                                    > > (c) GI (potoczne znaczenie i dokładne znaczenie)
                                    >
                                    > soldier in the US armed force
                                    >
                                    **** Potoczne zanczenie ok., ale skąd ono pochodzi
                                    • miss_mag Re: Wyniki testu 28.10.03, 03:36
                                      GI - Goverment Issue
                                  • Gość: patolog Re:komisja egzaminacyjna IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 28.10.03, 01:02
                                    A to dobre na 4 pytania , ten amerykanski "ekspert" odpowiedzil ( i to tez
                                    niezbyt poprawnie) na jedno !
                                    A mowilem, ze jego zrodlem wiedzy sa Nowe Drogi i Notatnik Propagandzisty.
                                    Trzeba bylo sie jego zapytac co to bylo TPPR, ZMS, KPZR - to by wiedzial.
                                    • Gość: V.C. do patologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.03, 17:24
                                      Wskaż mi , w którym miejscu mianowałem się "ekspertem" od USA . Jeśli tego
                                      dokonasz - uroczyście przysięgam - nigdy więcej nie napiszę złego słowa o tym
                                      kraju .

                                      Napisałem jedynie :

                                      Wydaje mi się jednak , że moja wiedza o tym kraju nieco
                                      przekracza średnią krajową .

                                      Miałem oczywiście na myśli POLSKĄ średnią krajową , która nie jest najwyższa .
                  • Gość: kapitalizm Re: Marian Polak.Klamca ? IP: *.oc.oc.cox.net 27.10.03, 23:50
                    Nie ma czegos takiego jak bezplatne, chyba ze kradziez nazwiesz podarunkiem....
                    Szkolnictwo jak i sluzba zdrowia sa przymusowym obowiazkiem platniczym
                    wszystkich ludzi zamieszkalych w Polsce. Jest to tzw odpowiedzialnosc zbiorowa.
                    Oczywiscie najwiecej placa ci, ktorzy sie nie ucza albo malo ucza - czyli
                    biedni.
                    Na sluzbe zdrowia rowniez placa najwiecej ci ktorzy sa zdrowi albo malo chodza
                    do lekarza - znowu najbiedniejsi.
                    To tak samo jakby zrobic powszechny dostep do samochodow, oplacanych przez
                    podatki.
                    Oczywiscie koszt bylby ogromny ale poniewaz nie placisz bezposrednio przy
                    kupnie nie dbalbys o cene. I znowu bogaci by na tym systemie zyskali bo maja
                    najbardziej wygorowane ambicje i potrzeby a koszt i tak byl by rozlozony na
                    wszystkich.

                    W USA jest troche sprawiedliwiej, choc nie calkiem.
                    Tu nie ma obowiazku kupowania "bezplatnego" szkolnictwa, przynajmniej wyzszego,
                    jak rowniez mozesz zrezygnowac z oplat na ubezpieczenia lekarskie i zatrzymac
                    cala forse dla siebie. Bardzo wielu mlodych i zdrowych tak robi.
                    Sprobuj to zrobic w Polsce....ha,ha

                    Takie samo nieporozumienie istnieje na polu tzw platnych - "bezplatnych"
                    urlopow.
                    Czesto sie mowi, ze generalnie w Europie pracownicy maja wiecej platnych
                    urlopow.
                    I to jest prawda, tylko, ze to ci pracownicy musza placic za swoj urlop!
                    Placa nizszym wynagrodzeniem srednim jakie mozna osiagnac w EU porownujac do
                    USA.
                    Ci sami inzynierowie, muzycy, pielegniarki i wszystkie inne zawody przyjezdzaja
                    do USA po wyzsze wynagrodzenie nie obciazone przymusowymi oplatami min..za
                    urlop.
                    Mysle, ze raz na zawsze obalilem mit bezplatnosci szkol, sluzby zdrowia,
                    urlopow, jedzenia, mieszkan, samochodow czy jakichkolwiek innych uslug czy dobr.

                    Sorry, ale nie ma czegos takiego jak "darmo"


    • Gość: chala Czesne za studia w USA droższe o 7% ( siedem%) IP: *.rdu.bellsouth.net 27.10.03, 03:06
      Inflacja cen w podanym dziesiecioleciu, ogolna= 35%
      Inflacja cen czesnego = 42%
      Roznica = 7%
      Nie tak duzo, nnie uwazasz?
    • cs137 MARIAN POLAK: postac praktycznie nieznana 27.10.03, 07:02
      Jak wsadzilem "Marian Polak" go Google, to dostalem 40 linkow, z ktorych
      ogromna wiakszosc dotyczyla jakiegos ksiedza czy biskupa, a tylko kilka "tego"
      Mariana Polaka. jest on dziennikarzem w jakimas bardzo malo znanym polonijnym
      tygodniku, pisze artykuly typu: "Dziennik Polonusa". Jak mowia Amerykamnie:
      totally obscure figure.

      Dla porownania, jak wrzucilem swoje imie i nazwisko, dostalem ok. 150 linkow.
      Poniewaz nie ma na swiecie drugiej osoby o tym samym imieniu i nazwisku, wiem,
      ze one wszystkie dotyczyly mojej osoby.
      A nigdy w zyciu bym nie twierdzil, ze jestem znana osoba
    • cs137 Kop w gorę 27.10.03, 17:13
    • cs137 Kolejny test dla V.C.: 28.10.03, 01:17
      (a) Podać nazwę tej miejscowości, w której wszystkie kobiety są silne, wszyscy
      faceci przystojni, a wszystkie dzieci powyżej średniego poziomu.

      (b) Podać co najmniej cztey rekwizyty charakterystyczne dla rednecka.
    • cs137 Miss_mag, nie podpowiadaj V.C.! Etymologia ludowa. 28.10.03, 04:27
      Mógł jeszcze zdobyc pół punktu z opóźnieniem, gdybyś mu nie
      podpowiedziała "Government Issue".

      Na usprawiedliwienie V.C. trzeba przyznać, że znaczny procent Amerykanów też
      nie zna dokładnego znaczenia tego skrótu i wie tylko, że to żołnierz.

      Skrót pochodzi z I Wojny Swiatowej chyba, kiedy USA zaczely na gwalt
      organizowac armie i produkowac dla niej sprzet i wyposazenie. Wszystko, bron,
      umundutrowanie nawet, opatrywano znakiem GI = government issue. Ja bym to
      przetlumaczyl po prostu jako "wlasnosc panstwowa", co nie jest zgodne w 100%
      ze slownikiem, ale moj ojciec byl zawodowynm tlumaczem literatury i z domu mam
      wyniesiona zasade, ze tlumacz powinien byc w pierwszym rzedzie byc wierny
      duchowi jezyka, na ktory tlumaczy, a dopiero potem slownikowi (dzieki
      przestrzeganiu tej zasady mamy np. polskie tlumaczenie "Kubusia Puchatka",
      ktore jest arcydzielem!). Sadze, ze w Polsce powiedzielbysmy wlasnie tak w
      analogicznej sytuacji.

      Tak wiec zolnierze szwendajacy sie po ulicach przed wyjazdem do Europy wszyscy
      mieli "GI" na mundurach i w ten sposob lud
    • Gość: feran Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % IP: *.txucom.net 28.10.03, 06:09
      VC nie zalamuj sie.

      Podpowiedz na pierwsze pytanie: wrzuc na google Garrison Keilor.

      Na drugie jest nieco trudniej,ale mozliwe.Prostak,burak,wiesniak z wiochy zabitej deskami.
      Zwsze! ma dziecko z kuzynka,zwykle mieszka w Teksasie,albo jest Okie.
      • cs137 Feran, jak juz podowiadasz, to dobrze podpowiadaj 28.10.03, 06:18
        Keillor pisze sie przez dwa L, nie jedno.

        Cees
      • miss_mag Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % 28.10.03, 17:45
        Gość portalu: feran napisał(a):

        > VC nie zalamuj sie.
        >
        > Podpowiedz na pierwsze pytanie: wrzuc na google Garrison Keilor.
        Druga podpowiedz: to miejsce jest w stanie Minessota (nie wyciagaj mapy, nie
        znajdziesz smile)) )

        > Na drugie jest nieco trudniej,ale mozliwe.Prostak,burak,wiesniak z wiochy
        > zabitej deskami.
        > Zwsze! ma dziecko z kuzynka,zwykle mieszka w Teksasie,albo jest Okie.
        Wypraszam sobie, w Teksasie mieszkaja Teksanczycy (Texans). Do tego stopnia,
        ze kiedy spotykasz Teksanczyka z krwi i kosci, to mowi "I am from Texas", a
        nie "I am from US". Rednecks mieszkaja w Carolinas, Georgia, Alabama,
        Mississippi, Tennessee, no i oczywiscie Kentucky. W Kentucky to nawet krazy
        dowcip: "Panie sedzio, czy jak rozwiode sie ze swoja zona, to ona dalej bedzie
        moja siostra?"
        P.S. W Luisiana mieszkaja Cajun, nie rednecks.
        • Gość: patolog Re: Czesne za studia w USA droższe o 42 % KLAMSTWO IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 29.10.03, 18:27
          Klamstwa w sparawie oplat za studia w Stanach
          US World and News Report nov.3 , wydsanie amerykanskie strona 59.
          College sticker price ( tlumaczenie0
          "W ostatnie wyniki badan na temat kosztow studiow juz nie sa akademickie. W
          zeszly tygodniu College Board o glosil, ze przecietna oplata za publkiszne
          uniwersytety a aiwekszyla sie o 14% (przecietnie0 do $4694 rocznie. Jest to
          najwiekszy skok w ostatnich 30 -latach. Glownie wynika to z deficytu budzetoiw
          stanowych ( "flat economy(. Studenci w pryeatnych 4 letnich colleges obsewruja
          podwyzke o 6% do ok.$19710.
          Wiadomosc ta wcale nie jest taka zla. Pomoc finansow ciagle wzrrasta i chociaz
          nie utrzynuje to calkowicie kroku przecietnej wzrostu cen, to jednak po wzieciu
          poprawki na inflacje cena oplat za college wzrosla tylko o $343 w latach
          1993-2003." Ulirich Boser

          No i gdzie jest ten 40 % wzrost ?d
          I dodatkowo z tego samego US Worl and News:

          www.usnews.com/usnews/issue/031103/education/3college.htm



          • Gość: V.C. do patologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.03, 18:39
            Zażalenie na skalanie imienia swojej nowej ojczyzny złóż w redakcji
            nowojorskiego wydania "Superexpressu" :

            redakcja@superexpressusa.com

            • Gość: patolog Re. do VC IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 29.10.03, 20:45
              Jezeli ty czerpiesz swoje wiadomosci o Stanach z "Superexpressu" ,to juz nie ma
              o czym dyskutowac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja