hugo_w2
14.11.08, 19:05
Matka zamordowanego Polaka pisze list do Baracka Obamy
"Szanowny Panie Prezydencie. Zabili mi syna. Miał 24 lata. Był
sierżantem US Marines" - brzmią pierwsze słowa listu napisanego
przez Henrykę Pietrzak, matkę zamordowanego w Kalifornii Jana Pawła
i jego żony Quiany. List, który w całości publikujemy poniżej, pani
Pietrzak napisała 11 listopada, w Dzień Weterana.
Ukazał się w środę w witrynie internetowej "Dziennika Wschodniego".
Pani Henryka Pietrzak prosi w nim prezydenta elekta o pomoc w
rozwiązaniu śledztwa w sprawie bestialskiego zabójstwa jej syna Jana
Pawła i jego żony Quiany Jenkins-Pietrzak.
Jan, który urodził się w Polsce i do USA przyjechał jako 11-latek,
miał w chwili śmierci 24 lata. Był sierżantem piechoty morskiej,
walczył w Iraku, a po powrocie służył w Camp Pendleton w Kalifornii,
gdzie pracował w jednostce helikopterowej, jako dowódca zespołu
obsługi technicznej maszyn bojowych. 8 sierpnia br. poślubił Quianę
Jenkins.
15 października małżonków napadnięto w ich domu w Winchester w
Kalifornii. "Zostali związani i zakneblowani. Następnie poddani
nieludzkim torturom. Żonę syna w bestialski sposób gwałcono.
Najprawdopodobniej na jego oczach. Potem, z zimną krwią dokonano
egzekucji" - pisze w liście pani Pietrzak.
Jak wynika ze śledztwa, Pietrzakowie zginęli z rąk czterech
żołnierzy z jednostki piechoty, w której służył Jan. Dwóch z nich
było jego podwładnymi. Wszystkim czterem postawiono zarzut zabójstwa
oraz gwałtu. Policja prowadzi także dochodzenie w sprawie
domniemanych powiązań jednego z zabójców - Tyrone'a Millera - z
gangiem Crips.
Oficjalnie śledczy mówią o rabunkowym motywie zabójstwa. Obie
rodziny jednak w to nie wierzą. Niektóre źródła mówią o zemście,
inne, jak np. "New York Post", snują przypuszczenia, że zostało
dokonane na tle rasowym. Wszyscy oskarżeni są rasy czarnej, tak jak
Quiana Jenkins-Pietrzak. Fakt, że biały sierżant poślubił
czarnoskórą kobietę i robił karierę wojskową, mógł nie spodobać się
jego czarnoskórym podwładnym.
W jednym z wcześniejszych wywiadów pani Pietrzak powiedziała, że
zawsze liczyła się z tym, że jej syn może zginąć na wojnie, ale
nigdy nie przyszło jej do głowy, że mogą mu życie odebrać żołnierze
z tej samej jednostki. W liście do Baracka Obamy pisze: "Śmierć na
wojnie z ręki wroga jest dla żołnierza honorem patriotycznym. Ten
fakt pozwala przezwyciężyć rodzinie tragedię rozstania. Śmierć
żołnierza we własnej ojczyźnie z ręki drugiego żołnierza odbiera
sens służbie wojskowej. Dla rodziny staje się wiecznym cierpieniem.
Moje cierpienie nie ustanie póki żyję".
Henryka Pietrzak apeluje do prezydenta Baracka Obamy, bo - jak
podaje "NY Daily News" - jej syn i synowa podziwiali go jako
kandydata na prezydenta i na niego oddali swoje głosy na dzień przed
śmiercią.
Quelle PDN-NY(AS)