d_nutka
29.10.03, 07:22
Współczucie to jedna z najpiękniejszych cech humanizmu człowieka.
Nie wyobrażam sobie miłości, miłości bliźniego bez odczuwania współczucia w
stosunku do innych. I chyba współczucie wyróżnia nas, ludzi,od całego innego
żywego Stworzenia.
Papież Jan PawełII mówi do swoich wiernych i na cały świat o Miłosierdziu
Bożym i Zawierzeniu.
Na miłosierdziu bożym to ja się nie znam, ale o współczuciu niejedno mogę
powiedzieć.
Gdy już tak od dłuższego czasu czytam forum pod kątem "ile w nas współczucia"
nachodzą mnie nieciekawe refleksje.
Nie chcę jednak w tym wątku analizować forum.
Przecież forum jest tylko odbiciem tego co żyje w nas.
A w nas, jeśli idzie o współczucie, żyje niby dużo a jednak niewiele.
Dużo w mowie, niewiele w czynach.
Niemniej jednak zakładam, że kazdy z nas WIE czym jest współczucie, a na
pewno ci z nas, którzy niejednokrotnie byli zmuszeni ukarać własne dziecko
pomimo tego, że serce "krwawiło".
I tu dochodzę do sedna tematu.
Czy istnieją i powinny istnieć granice pomiędzy współczuciem a tolerancją na
zło i gdzie powinny przebiegać.
Gdzie powinny przebiegać te granice i kto powinien je ustalać, by zło nie
szerzyło się w tak zastraszającym tempie.
Pewnie w tym miejscu "wetnie się" Gini i głośno krzyknie: A gdzie twoje
współczucie dla palestyńskich dzieci i kobiet!"
Gini pozostawiam na boku, bo ona już nie jest w stanie rozróżnić
najprostrzych niuansów.
Po tej osobistej, ale koniecznej dygresji, wracam do tematu.
Niełatwo jest mówić publicznie o swojej wrażliwości i swoim współczuciu dla
innych, ale "przyznam się", że tego współczucia nie jest we mnie aż tak mało
jakby można było sądzić po niektórych moich wypowiedziach(zależy kto czyta

Ja osobiście uważam, że póki co, to nasza cywilizacja jeszcze nie jest na
takim etapie rozwoju, by mogła jednoznacznie opowiedzieć się tu i teraz, że
współczucie JEST poza granicą tolerancji na zło.
Zapraszam do dyskusji tych, których temat interesuje
d_nutka