hugo_w2
07.12.08, 11:17
Rząd polski bardziej przypomina biuro kampanii wyborczej - pisze
tygodnik "Economist".
Kąśliwe uwagi opiniotwórczego pisma pod adresem rządu premiera Tuska
(ale także i prezydenta RP) opublikowano w następstwie przyjęcia
tydzień temu przez Warszawę pakietu stabilizacyjnego. Ma on
charakter bardzo kosmetyczny i zawiera głównie "odgrzane" dawne
obietnice premiera odnośnie utrzymanie dyscypliny fiskalnej, aby
bank centralny mógł obciąć stopy procentowe.
Większość państw zachodnich to robi, i to niekiedy w sposób bardzo
radykalny, aby ułatwić kredyt i tym samym ożywić gospodarkę. Problem
z Polską, zdaniem tygodnika, polega na tym, iż działania nie
wyglądają, jakby podejmowano je w nadzwyczajnej sytuacji
wzbierającego zewsząd kryzysu, ale w ramach prowadzonej przez
Donalda Tuska kampanii prezydenckiej. "Economist" pisze, że od
objęcia władzy rok temu premier zdaje się być mniej zainteresowany
rządzeniem krajem niż przygotowywaniem do wyborów prezydenckich w
2010 r. Stąd jego nieustanna walka podjazdowa z Lechem Kaczyńskim,
który zresztą odpłaca mu się tym samym. Kraj stał się widowiskiem
żałosnych, albo zgoła gorszących, poczynań polityków na najwyższym
szczeblu, w najlepszym wypadku kompromitujących kraj, często jednak -
szkodzących jego interesom, ale zajęci walką wewnętrzną politycy
obu stron tego nie widzą. Kibicuje tym rozgrywkom społeczeństwo,
otrzymujące dzięki telewizji swą dzienną porcję igrzysk.
Chleb był i jest. Polska gospodarka funkcjonowała znakomicie i nadal
rozwija się dobrze. Ale coraz głośniej polskie firmy skarżą się na
to, że banki, w większości w rękach zagranicznego kapitału,
drastycznie podnoszą opłaty i karne odsetki od kredytów
krótkoterminowych. Wraz z trudniej otrzymywanym kredytem idą
zwolnienia pracowników.
Łatwe (z rządowego punktu widzenia) dochody z podatków pozwalały na
nieskrępowane wydatki na cele publiczne, w większości nieefektywne,
politycznie motywowane, jak niedawne ustępstwo premiera w sprawie
tzw. pomostówek dla nauczycieli. "Dyscyplina budżetowa była zarówno
nieznana, jak i niepożądana" - twierdzi "Economist".
Polski nie stać w ogóle, a w obecnej sytuacji - w szczególności na
hojne świadczenia społeczne, ani na najmłodszą w świecie armię
emerytów i rencistów. Nie ma żadnych podstaw, by przypuszczać, aby
polska gospodarka, powiązana silnie z Zachodem, w tym przede
wszystkim z Niemcami znajdującymi się oficjalnie już w stanie
recesji, uniknęła kryzysu. Nie ma co liczyć także na założone 12 mld
złotych z prywatyzacji. Firmy zachodnie dziś myślą o tym, jak
przetrwać, a nie - jak się rozwinąć.
Rząd nie podejmuje kroków zaradczych, aby nadejście kryzysu opóźnić,
a jego skutki - złagodzić. Gdy nastanie - bezrobocie ponownie zmusi
setki tysięcy ludzi do wyjazdu za granicę. Tylko dokąd tym razem?
Quelle PDN-NY(CK)