hugo_w2
08.12.08, 00:55
Robert Gates, sekretarz obrony obecnej i przyszłej administracji,
przewiduje przygotowanie Armii USA do walki ze zbrojnymi
ugrupowaniami walczącymi z Zachodem, z władzami danego kraju albo
między sobą.
Amerykańska doktryna militarna przewiduje wciąż przyszłą wojnę w
rodzaju wielkiego konfliktu między blokami państw. Tymczasem
rzeczywistym zagrożeniem dla obecnego i przyszłego świata są małe,
względnie luźno zorganizowane ugrupowania przestępcze,
terrorystyczne, walczące za pomocą najprostszych środków o
pieniądze, wpływy, dominację. Ich wrogiem jest porządek, prawo i
zorganizowane społeczeństwo obywatelskie; ich przeciwnikiem w
jednakim stopniu jest postęp technologiczny, demokracja, równość,
albowiem te typowo zachodnie zasady kwestionują ich ideologiczną
pretensję do występowania w imieniu większej grupy współziomknów.
Dysfunkcjonalne państwa, społeczeństwa podzielone religijnie albo
etnicznie, gospodarczo zacofane, biedne, są ich żywiołem. Tam zawsze
znajdą zwolenników. Tymczasem państwa dysfunkcjonalne, jakich wiele
jest na świecie, stanowią poważne zagrożenie jako miejsca swobodnego
działania ugrupowań terrorystycznych, pirackich gangów albo po
prostu, jak w wielu miejscach Afryki, zbrojnych band żerujących na
ludności cywilnej. Walka z nimi tradycyjnymi metodami, tj. przy
pomocy wielkiej armii wyposażonej w lotniskowce i krążowniki, czołgi
i artylerię, bombowce i myśliwce jest po prostu nieskuteczna. Robert
Gates słusznie domaga się zmiany myślenia o walce z wrogiem, w
której zwyciężyć musi strona lepiej wyposażona.
We współczesnych realiach nie sposób wygrać w ten sposób z
przeciwnikami. Istotne będą innego rodzaju jednostki wojskowe -
sprawne, przemieszczające się szybko z miejsca na miejsce,
wyposażone w lekki sprzęt zaawansowanej technologii. W tym kierunku
już idą zmiany od zaangażowania się USA w Afganistanie i Iraku. Ale
konflikty tego typu mogą się ciągnąć przez dziesięciolecia bez
wyraźnego rozwiązania. Równie ważna, jeśli nie ważniejsza z punktu
widzenia amerykańskich interesów, jest walka o stabilizację
polityczną i społeczną danego kraju, nacisk na sprawne zarządzanie,
na rozwój infrastruktury, szkół, szpitali, gospodarki, która zapewni
ludności miejsca pracy. Innymi słowy, sekretarz obrony twierdzi, iż
jego ministerstwo nie będzie skuteczne, jeśli cały rząd z wszystkimi
departamentami nie będzie współdziałał. Walka z zagrożeniami
światowymi - jak powiedzmy w Afganistanie, Pakistanie czy Somalii -
to nie tylko sprawa Departamentu Obrony; w takim samym stopniu -
Departamentu Stanu, Handlu czy Transportu.
Skoro współczesne społeczeństwa są źródłem i wylęgarnią obecnych
zagrożeń, one więc powinny być celem działań zapobiegawczych, a
tylko jedną - i nie najważniejszą - z metod są akcje militarne.
Quelle PDN-NY(CK)