perla
11.12.08, 06:52
czyli do powrotu do ziemi przodków.
Daniel Cohn-Bendita, czerwona świnia, niemiecko-fracuski Żyd (jego
ojcowie wywiali z 3 rzeszy przed wojną do Francji, a po 68 Francja
wykopała ich potomka, czyli Daniela, do Niemiec). W polityce
wypłynął tylko dlatego, że w 68 nie pozwolono mu wejść do żeńskiego
akademika (widać bano się co by ten zboczeniec nierozprawadzał chrób
wenerycznych), a za co oskarżył rząd o faszyzm. I udało się. Został
jednym z przywódców 68. Serdaczny kumpel Adasia Michnika i
nieboszczyka Geremka.
Ostatnio dokazywał na Hradczanach pouczając prezydenta Czech. A to,
że nie dostał w pysk, to tylko dlatego, że PP Klaus brzydziłby się
dotknąć taką świnię nawet pięścią.
Ale mnie zastanawia co innego. Kto taką świnię wybrał do Parlamentu
Europejskiego? I kto chce nami rządzić po podpisaniu Traktatu.
Bo dzisiaj mamy podobno w Europie powszechne potępienie pedofili. A
ta czerwona świnia to pedofil, który zresztą nie kryje się ze swym
pedofilstwem.
W książce o sobie napisał tak:
"Od dawna miałem ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem
podanie o pracę w państwowym przedszkolu we Frankfurcie nad Menem.
Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko
przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już
wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz jasna niejedna z nich przygląda
się rodzicom, kiedy się pieprzą. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci
rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla
mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem.
Wtedy oskarżono mnie o perwersję...".
Ten bywalec europejskich salonów i miłośnik taniej wódki u Adasia
M., ma jednak zapewnioną starość gdyby mu się w końcu w Europie
urwała micha. Jest pewien kraj, który go przyjmie, co zresztą
prorokuje jedna dziennikarka właśnie:
"Dziś Cohn-Bendit, który nadal nie skończył żadnych studiów i nie ma
żadnego zawodu, wędruje po mediach we Francji i Niemczech, gdzie
gada, co mu ślina na język przyniesie. Od 40 lat jest finansowanym
przez państwo wiecznym młodzieńcem. Istnieje duża szansa, że nawet w
wieku 95 lat znajdzie jeszcze jakąś republikę bananową, w której
parlamencie będzie mógł drzeć mordę, mimo iż już nie będzie pamiętał
ani jak się nazywa, ani co to jest ruch '68".