amerykanie kochają polaków, czyli polak w Harftord

11.12.08, 09:18


Deportacja Nowakowskiego tuż-tuż
Służby imigracyjne poinformowały Andrzeja Nowakowskiego, że zostanie
deportowany w środę po południu. "Wczoraj mój mąż zadzwonił do mnie
i powiedział, że w środę będą go deportować. Zapakowałam do małej
walizki kilka najpotrzebniejszych rzeczy, pożyczyłam pieniądze, żeby
miał na podróż i pierwsze dni w Polsce.

Następnie poszłam spotkać się z szefem placówki deportacyjnej" -
tłumaczy Vivian, rozmawiając z nami z ośrodka deportacyjnego w
Harftord w Connecticut, gdzie od wtorku przebywa jej mąż i gdzie od
wczesnych godzin porannych czekała na konkretne informacje od
kierownictwa placówki.

"Nie rozumiem, jak mogli podjąć decyzję o jego deportacji, skoro
Board of Immigration Appeals (BIA - najwyższa instytucja apelacyjna
ds. imigracyjnych) jeszcze nie ustosunkowała się do mojego wniosku o
ponowne rozpatrzenie wstrzymania nakazu deportacji" - mówi
rozgoryczona i zdezorientowana sytuacją Vivian.

Andrzej Nowakowski, który jest posiadaczem zielonej karty, został
aresztowany przez agentów służb imigracyjnych ICE 23 kwietnia br.,
bo na swoim koncie ma wykroczenia karne. Pod koniec sierpnia BIA
odrzuciła apelację o wstrzymanie deportacji Andrzeja Nowakowskiego.
28 października Vivian Nowakowski złożyła kolejny wniosek do BIA z
prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy, uzasadniając go ciężką
sytuacją rodzinną i zdrowotną. Ten wniosek, jeszcze w środę rano
nierozpatrzony, czekał na decyzję BIA.

Zdaniem urzędniczki z BIA złożenie takiego wniosku nie zatrzymuje
automatycznie nakazu deportacji. "Oni działają bardzo podstępnie, w
ogóle nie obchodzi ich nasza sytuacja rodzinna. Ciągle odwołują się
do starych przewinień Andrzeja, za które już poniósł karę. Poza tym
nie mówią nam wszystkiego" - płacze Vivian, która czeka na
przeszczep nerki, ale nie przejdzie operacji, jeżeli nie będzie miał
się nią kto zająć w czasie rekonwalescencji. Mąż Andrzej jest
jedynym jej opiekunem. Syn Vivian służy w piechocie morskiej, a
rodzice Polki są w podeszłym wieku, schorowani i sami potrzebują
opieki.

44-letni Andrzej w Stanach mieszka od 9. roku życia, a w Polsce nie
był od ponad 30 lat. "Słabo mówi i praktycznie nie pisze po polsku.
Nie utrzymywał też kontaktów z ludźmi w Polsce" - mówi Vivian,
martwiąc się, jak mąż sobie poradzi w kraju, który jest dla niego
właściwie obcy.

Quelle PDN-NY(AS)
Pełna wersja