hugo_w2
17.12.08, 10:21
"Yes, yes, yes, yes" - Polska ponownie wywalczyła spore pieniądze z
Unii Europejskiej.
Tym razem ponad 20 mld dolarów w ciągu siedmiu lat od 2013 do 2020 w
ramach mechanizmu solidarności w pakiecie klimatyczno-energetycznym.
Na zakończonym w zeszłym tygodniu w Brukseli szczycie państw
członkowskich w sprawie walki z klimatem, planu pobudzania
gospodarki oraz traktatu z Lizbony blok byłych państw
komunistycznych zdołał (raczej bez trudu) przekonać zebranych do
swego stanowiska.
Zwłaszcza Polska i Węgry, kraje, których praktycznie cała gospodarka
opiera się na węglu, nie byłyby w stanie sprostać nowym wymogom
europejskim, jeśli chodzi o walkę z ograniczeniami wyziewów
przemysłowych. Przebudowa całej energetyki to proces długi i
kosztowny, a opłaty za emisję zanieczyszczeń do atmosfery
zrujnowałyby kraj: wzrost ceny elektryczności byłby tak potężny, iż
ani słaby jeszcze przemysł, ani ludzie tego by nie wytrzymali.
No cóż, Polska gospodarka jest słaba i zacofana. Na jej
unowocześnienie trzeba czasu i pieniędzy. I jedno, i drugie Warszawa
otrzymała w Brukseli. Polska ma teraz ponad 10 lat na modernizację.
Nie jest to wiele, ale jeśli rząd przystąpi energicznie do
działania, a nie jak w przypadku autostrad, czy przygotowań do
mistrzostw Europy w piłce nożnej, czasu wystarczy.
Polska niezmiernie korzysta na członkostwie w Unii. Za europejskie
pieniądze (ogromne jak na krajowe warunki - wpierw pakietu
stabilizacyjnego, teraz klimatyczno-energetycznego) zbudować powinna
przemysł i infrastrukturę, zmodernizować gospodarkę, w szybkim
tempie dołączyć do średniej europejskiej. O własnych siłach nie
byłaby w stanie tego osiągnąć. Przeciwnicy UE i wszelkich
konsekwencji, jakie wiążą się z tą strukturą (zwłaszcza zawartych w
traktacie lizbońskim) powinni o tym pamiętać. Polska uzyskała
niezwykłą szansę na względnie szybkie i bezbolesne wyjście z
komunistycznej zapaści. Trudno było o lepszą historyczną sposobność.
Okazji tej nie wolno zaprzepaścić.
Tymczasem niekiedy polskie władze zachowują się tak, jakby
koniunktura ta miała trwać wiecznie. Oby faktycznie Europa wkroczyła
na nową drogę rozwoju po wiekach wojen, zniewolenia narodów i
lekceważenia praw słabszych. Ale nie wolno na to liczyć. Trzeba
chwytać szansę i budować podstawy niezależności gospodarczej i
politycznej, zręby trwałości istnienia państwa.
Ze słabymi, zacofanymi dotychczas na kontynencie praktycznie się nie
liczono, ich prawa nie były w ogóle brane pod uwagę. To się już
zmieniło - być może na zawsze. Niezależnie od wszystkie, należy
budować podstawy silnego, prężnego, dostatniego kraju, aby Polska
nie musiała już niebawem być "na garnuszku" UE, ale stanowić mocne
ogniwo wspólnoty. Także i po to, aby pomóc innym, którzy dołączą do
Unii.
Quelle PDN-NY(CK)