Kryzys zaufania ...

19.12.08, 10:16

Bank Rezerwy Federalnej poszedł na całość: obniżył stopy procentowe
niemal do zera.

Oznaczać to będzie, iż zaciągane kredyty nie będą kosztować niemal
nic. Ten desperacki zgoła krok ma ożywić gospodarkę przez zachęcanie
do pożyczania i inwestowania.

Wysiłki obliczone na przekonanie wszystkich dookoła, iż pieniędzy
jest pod dostatkiem - nic, tylko brać i inwestować - władze
federalne podejmowały już od roku. Każdorazowo budowane dno, od
którego ma się odbić amerykańska gospodarka, okazuje się
iluzoryczne. I ponownie Rezerwa Federalna podejmuje wysiłek, aby
ustawić to dno na nieco niższym poziomie - niestety, z podobnym
skutkiem.

Ekonomia jest świetną nauką, silnie rozbudowaną dyscypliną społeczną
o precyzji zbliżonej do nauk przyrodniczych. Jednak jej ostateczna
podstawa jest krucha, a są nią podstawowe ludzkie odruchy, w tym -
jakże ważne zaufanie. Bank może pompować nie wiadomo ile pieniędzy w
rynek, a ludzie i tak pozostaną nieprzekonani. Czekają na lepsze
czasy, wstrzymują się z wydawaniem gotówki, zamrażają wszelkie
inwestycje.

Tak naprawdę to nie wiadomo, kiedy zaczną, wpierw ostrożnie,
otwierać portfel, popuszczać zaciśnięte konto. Czy uważają, iż ceny
są wciąż za wysokie (np. nieruchomości) albo towary niebyt ich
przekonują (np. samochody). Na pewno jednak, w pewnym momencie,
rusza koniunktura. Ludzie znowu zaczynają wydawać, brać pożyczki,
inwestować, przedsiębiorcy - zatrudniać nowych pracowników.

Obniżanie stóp procentowych, czyli w istocie ułatwianie kredytu,
jest jednym z niewielu instrumentów, jakimi ekonomiści (i politycy)
dysponują, by ożywić gospodarkę. Trzeba jednak pamiętać, że ten
właśnie mechanizm ("łatwy pieniądz") doprowadził do obecnego
kryzysu. Rezerwa Federalna utrzymywała przez lata niskie
oprocentowanie kredytów, manipulując minimalnie jego wysokością,
zwykle zresztą obniżając (rzadziej podwyższając) w dół o ćwierć -
pół procent, aby pobudzić koniunkturę. Mechanizm ten sprawdzał się
świetnie, aż doprowadził do "przesytu". Jego efekty znamy doskonale.

W kryzysie, w jakim się znajdujemy (zdaniem niektórych specjalistów -
zgoła od roku), władze zapewniają, iż pieniądze są, czekają na
chętnych. Ale kryzys od koniunktury odróżnia ludzki czynnik: obawa,
niepewność jutra. A z tym mamy do czynienia obecnie - nie z brakiem
gotówki, ale z brakiem zaufania.

Rząd, który wydaje pieniądze na podtrzymanie upadających
przedsiębiorstw, banków oraz firm inwestycyjnych, które w beztrosce
wpędziły się (i nas) w kłopoty, nie budzi zaufania. Natomiast
zaufanie budzi rząd, który dba przede wszystkim o interesy
podatników. Obniżenie podatków, powściągnięcie chciwych banków
ściągających ogromny procent z kart kredytowych, złagodzenie
wielkiego oprocentowania pożyczek na domy. To powinno szybciej
pomóc.

Quelle PDN-NY(CK)
Pełna wersja