qwardian
25.12.08, 20:00
... to może tutaj się dowiem. Na Salonie znalazłem taki oto tekst..
Izbę jadalną przepełniali ludzie. Obsiedli wielkie, parujący michy i
wykładali palcami kawałki mięsa na chleb. Beniamin przyglądał się
temu z ukontentowaniem. Do Betlejem przybyli wędrowcy z całej Judei,
a nawet Galilei.
Karczmarz był przekonany, iż to sam Bóg zesłał na niego łaskę w
postaci zarządzonego przez Cezara spisu ludności. Betlejem było
bowiem niewielkim miastem, ale wywodziło się z niego kilka znacznych
żydowskich rodów. W tym i ród Dawida, który liczył teraz tysiące
osób. A Cezar zażądał, by każdy dał się spisać w miejscu swego
pochodzenia. Dla rodu Dawida za takie miejsce uznano Betlejem.
„Tak, tak” – Beniamin pokiwał głową – „świetny pomysł miał ten
Cezar. I król Herod, że wypełnił jego polecenie.”
Z zamyślenia wyrwała karczmarza Rachela, stara akuszerka. Kiedyś
była przy jego narodzinach, a potem odbierała trójkę jego dzieci.
Teraz pomagała sprowadzić na świat czwarte. Prawdę mówiąc, Beniamin
niezbyt przejmował się porodem żony. Na razie dała mu tylko córki i
zniechęcony mężczyzna spodziewał się kolejnego rozczarowania. Ale…
- Beniaminie, to syn! – Rachela też była rozradowana. Karczmarz bez
słowa wręczył jej złotą monetę i popędził do żony.
Kilka godzin później, gdy słońce już zaszło, szczęśliwy karczmarz
wciąż wpatrywał się w śpiącą żonę i syna. Przepełniała go duma. Snuł
już plany o tym, jak wychowa syna i jak przekaże mu majątek.
Beniamin nie wiedział, że za kilkanaście dni jego syn umrze. Że
przyjdą żołnierze Heroda, szukający zupełnie innego dziecka i
przebiją małe ciałko mieczem – na oczach rozpaczających rodziców.
Tego wieczoru nieświadomy zbliżającej się tragedii karczmarz
powrócił do obowiązków tylko na chwilę. Najstarsza córka przyszła do
niego z wieścią, że jacyś ludzie koniecznie chcą dostać miejsce w
przepełnionej gospodzie.
Beniamin niechętnie zwlókł się po schodach i wyszedł w ciemną noc. W
migoczącym świetle pochodni zauważył biednie wyglądającą parę Żydów.
On – dojrzały mężczyzna o szerokich barach. Ona – siedząca na
osiołku młodziutka dziewczyna w zaawansowanej ciąży.
- Panie – rzekł mężczyzna – Jestem Józef z Nazaretu z rodu Dawida.
Musiałem przybyć tu na spis, a moja żona rodzi. Twe sługi nie chcą
nas wpuścić do gospody…
- I nie wpuszczą – Beniamin wzruszył ramionami. – Mamy tam w środku
cały tłum. Nie pomieszczę tu jeszcze dwóch osób, a w zasadzie trzech.
- Ale panie – Józef próbował zaoponować, lecz Beniamin tylko machnął
ręką i rzekł:
- Idźcie stąd. Noc już, a nie mam czasu na czcze rozmowy. –
Karczmarz odwrócił się i ruszył ku drzwiom. Józef spojrzał bezradnie
na rozświetloną gospodę.
- Mario – spojrzał ze smutkiem na żonę – została nam chyba tylko ta
grota, którą widzieliśmy przy drodze....