Tej wojny Izrael nie może wygrać. I nie powinien.

08.01.09, 22:51
Niewiadoma w Gazie

Tej wojny Izrael nie może wygrać. I nie powinien.

Najpierw – dlaczego nie powinien. To proste. Sukces Izraela oznaczałby, że
państwowy bandytyzm się opłaca. Działania wojenne Izraela są właśnie tym –
państwowym bandytyzmem, i nie zmienia tego fakt, że są one odpowiedzią na
bandytyzm Hamasu. Ale są odpowiedzią tak niewspółmierną, tak
nieproporcjonalną, tak wypraną z jakiegokolwiek starania o zminimalizowanie
ofiar wśród ludności cywilnej - że przypominają one działanie kogoś, kto w
odpowiedzi na kamienie rzucane w jego okno z sąsiedniego budynku, bombarduje
ten budynek, grzebiąc w ruinach trupy i ranne ciała wszystkich jego mieszkańców.

A teraz – dlaczego tej wojny nie może Izrael wygrać. Bo jej celem, z punktu
widzenia Izraela, nie jest po prostu uniemożliwienie dalszych ataków
rakietowych na jego terytorium. Gdyby tak było, Izrael ograniczyłby się do
celów militarnie oczywistych: kanałów komunikacyjnych i obiektów dowodzenia,
których lokalizacja jest wywiadowi Izraela doskonale znana. Atakując cele
cywilne, związane z władzą administracyjną Hamasu w Gazie, Izrael
jednoznacznie za cel postawił sobie złamanie władzy Hamasu – organizacji,
demokratycznie wybranej przez większość Palestyńczyków. Powiedziała to jasno
izraelska minister spraw zagranicznych Tzipi Livni („Bez wątpienia tak długo,
jak Hamas kontroluje Gazę, jest to problem dla Izraela, dla Palestyńczyków i
dla całego regionu”wink i wicepremier Chaim Ramon („Powinniśmy doprowadzić do
sytuacji, w której nie pozwolimy Hamasowi na rządzenie”wink.

Otóż to nie może udać się Izraelowi, bo im bardziej Izrael wzbudza uzasadnioną
nienawiść do siebie wśród Palestyńczyków, tym bardziej wzmacnia popularność
Hamasu w Gazie i w pozostałych terytoriach okupowanych. W tej chwili jedyną
metodą eliminacji władzy Hamasu przez Izrael byłaby eliminacja samych
Palestyńczyków na terytoriach okupowanyh. Fakt, że oficjalni reprezentanci
narodu, skazanego tak niedawno na zagładę, dziś zachowują się, jakby marzyli o
Ostatecznym Rozwiązaniu problemu palestyńskiego, jest ponurym chichotem
Historii, rozlegającym się na Ziemi, zwanej czasem Świętą.

Nienawiść Palestyńczyków do państwa Izrael jest zrozumiała dla każdego, kto –
jak piszący te słowa – miał okazję zwiedzać np. obóz Szatila w Bejrucie, albo
rozliczne obozy uchodźców palestyńskich, rozsiane wzdłuż libańskiego wybrzeża.
Albo kto widział – jak piszący te słowa – jak nastoletni izraelscy nastoletni
smarkacze z karabinami w rękach traktują arabskich starców i kobiety na
przejściach do wschodniej Jerozolimy.

Zresztą – co tu daleko szukać? Czytelnicy Salonu24 mają dobrą próbkę owej
rasistowskiej arogancji wobec Arabów, wyrażanej przez tylu Izraelczyków –
wystarczy przeczytać propagandowe wpisy Eli Barbura, pozującego tu na
bliskowschodniego Rambo. Sposób, w jaki pisze on o Arabach, nawet jeśli
zabarwiony indywidualnym, ekscentrycznym chamstwem, chyba trochę teatralnym, a
więc mniej groźnym a bardziej groteskowym – daje nam wgląd w owo mentalne
podłoże, dzięki któremu masakra setek i tysięcy niewinnych cywilów może być
zbyta wzruszeniem ramion, jako niezbędny koszt wojny cywilizacji.

Otóż uprzedzam – to nie jest moja cywilizacja. Bandycka masakra cywilów
palestyńskich poprzedzona została metodycznym duszeniem ekonomicznym i
socjalnym strefy Gazy. Poprzez rozliczne sankcje, godziny policyjne,
konfiskaty ziemi, bombardowanie infrastruktury, arbitralne aresztowania,
system „checkpoints” i wstrzymywania pomocy humanitarnej, Izrael przydusił
skutecznie palestyńską gospodarkę. Warunki życia ludności na terytoriach
okupowanych – ludności często pozbawianej dostępu do wody, a nawet do własnych
poletek, w wyniku budowy muru („bariery”wink – wepchnęły ją w ramiona najbardziej
radykalnej, bezwzględnej, niebezpiecznej frakcji, czyli Hamasu. Po której
stronie bylibyście, gdybyście byli skazani na wegetację w Gazie, w scenariuszu
realizowanym dla Palestyńczyków przez Izrael?

Jak można się było spodziewać, ktokolwiek krytykuje politykę państwa Izrael,
jest automatycznie pasowany na antysemitę. Eli Barbur każdego krytycznego
komentatora tak dyskwalifikuje. W sposób może mniej radykalny, ale równie
głupi, myśl ta została wyrażona w niedawnym artykule Macieja Rybińskiego w
blogu „Faktu” (Rybiński niedawno oskarżał krytyków polityki prezydenta
względem Rosji o bycie agenturą rosyjską. Czy Rybiński na tej zasadzie jest
agentem Izraela?). Nie warto dać się wpuścić w tę pułapkę. Nie każdy, kto
krytykuje rząd Zapatero, jest antyhiszpanem, i nie każdy, komu nie podoba się
Obama, jest antyamerykański. Straszak antysemityzmu jest prymitywnym
szantażem, mającym uciszyć krytyków obecnej polityki państwa Izrael. Nie
wykluczam zresztą, że wielu obecnych krytyków Izraela organicznie nie lubi
Żydów – podobnie zresztą, jak wielu admiratorów Izraela organicznie nie lubi
Arabów. Takie przypadłości są dość rozpowszechnione, podobnie jak artretyzm
lub nadciśnienie – ale nie powinny one być powodem do auto-cenzury przez
ludzi zdrowych.

Nie trzeba wybierać między bandytyzmem Hamasu a bandytyzmem rządu Izraela.
Można być po stronie niewinnych cywilów. Na przykład 20-letniej Fidy Basal,
która straciła obie nogi i widziała śmierć swojej 18-letniej siostry Hanin w
szpitalu Szifa, w Gaza City. Pomnóżmy jej los przez setki i tysiące. Czy
empatia z cierpiącymi to nie jest część naszej tradycji i cywilizacji?

Dalszy rozwój sytuacji militarnej w Gazie jest dużą niewiadomą, ale
politycznie Izrael tej wojny wygrać nie może. Wcale mnie to nie martwi.

wojciechsadurski.salon24.pl/379098.html
    • mamzerek Re: Tej wojny Izrael nie może wygrać. I nie powin 08.01.09, 23:22
      masz pan swieta racje!

      mam tylko jedne skromne pytanko (te same co do szanownej pani
      rachelki jasnej). na miejscu tego opryszka i bandyty olmerta, co by
      pan zrobil gdyby pan byl premierem izraela?

      ja bym chyba wykorzystal te nowe lotnisko pod miaste lydda, ktore ma
      dostateczna pojemnosc zeby przez nie przeszlo pol miliona pasazerow
      dziennie, zeby przesiedlic wszystkich (krwiopijczych) zydow z izraela
      na alaske. sarah palin ich tam chetnie przyjmie.

      uklony,
      Perry
      • g-48 Re: Widzisz maly bandziorku... 08.01.09, 23:29
        ja bym chyba wykorzystal te nowe lotnisko pod miaste lydda, ktore ma
        > dostateczna pojemnosc zeby przez nie przeszlo pol miliona
        pasazerow
        > dziennie, zeby przesiedlic wszystkich (krwiopijczych) zydow z
        izraela
        > na alaske. sarah palin ich tam chetnie przyjmie.
        >
        Tam jest teraz w sam raz pogoda dla was zebyscie ochloneli
        po"ciezkich"nalotach Palestynczykow.
        • mamzerek Re: Widzisz maly bandziorku... 08.01.09, 23:34
          make like a polak and get drunk
      • rycho7 powiesilbym sie ze wstydu 09.01.09, 08:05
        mamzerek napisał:

        > co by pan zrobil gdyby pan byl premierem izraela?

        Dziesiatki lat wczesniej staralbym sie leczyc psychiatrycznie. Niestety na bycie
        politykiem najlepszym lekarstwem jest gilotyna.
    • patience Re: Tej wojny Izrael nie może wygrać. I nie powin 08.01.09, 23:40
      autostopem.salon24.pl/379382.html
      • rycho7 wolna Helga do wolnego Tybetu 09.01.09, 10:50
        patience napisała:

        > autostopem

        Mozesz i autostopem byle przez Mount Everest.
    • jaceq Sadurszczyzna 09.01.09, 15:08
      zeszła na psy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja