_________________Na czasie Jak bum cyk CYK!_______

21.01.09, 15:50
"muszę Pana
Kobylańskiego zmartwić:

znając sprawność i rzetelność polskich
sądów, (oraz wiek Kobylańskiego: ponad 80 lat) sprawiedliwości to
on prędzej doczeka się w Niebie, niż w polskich sądach. ...

(patrz w watku Pana Francuza z Daną 33)

łże-elity cuś mrukną bez inwektyw na temat?

    • rycho7 czego bym mu serdecznie zyczyl 21.01.09, 16:23
      hasz0 napisał:

      > sprawiedliwości to on prędzej doczeka się w Niebie

      Panabozia nierychliwy ale jak przyp.erdoli w ta lysa pale, to pala pozaluje
      wszelakich szalbierstw.
      • haszszachmat _______________Podyskutuj z faktami życzeniowo 21.01.09, 23:10
        personalia poszczególnych kadencji Trybunału czy polityczne w
        istocie orzecznictwo. Prawo i Sprawiedliwość przegrało więc wniosek
        o stwierdzenie niekonstytucyjności powołania sejmowej Komisji
        Śledczej ds. nacisków. Trybunał orzekł, że komisja jest
        konstytucyjna, mimo że część przepisów regulujących jej pracę już
        nie. Ot, taki "cud" orzeczniczy, od którego zdanie odrębne złożyła
        część sędziów. "Cud" pokazujący, że meritum sprawy nie tkwi w
        prawie, a w zamówieniu politycznym ubranym w skomplikowane
        uzasadnienia. W rezultacie ciało to, pod przewodnictwem posła Czumy
        z PO, będzie nadal wyszukiwać wszelkie możliwe haki na PiS, bo do
        tego prace komisji się sprowadzają. Co innego, gdy PiS utworzył w
        Sejmie zeszłej kadencji Komisję Śledczą do spraw prywatyzacji
        sektora bankowego. Wtedy, po zaskarżeniu przez PO do TK, strażnicy
        ustawy zasadniczej uznali działania Komisji za niekonstytucyjne ze
        względu na... zbyt szeroki zakres pracy (w przypadku komisji
        naciskowej szeroki zakres pracy nie przeszkadzał), nie dopuścili
        także do przesłuchania Leszka Balcerowicza, jako szefa NBP i Komisji
        Nadzoru Bankowego, gdyż byłoby to niezgodne z konstytucją. Nie można
        przecież ruszać "boga reform", w dodatku mającego w kieszeni
        wyblakłą legitymację PZPR. To jest właśnie demokracja, nie to, co w
        Stanach, gdzie komisje kongresowe często odnoszą się właśnie
        do "spraw szerokich". Wystarczy przywołać prace komisji Izby
        Reprezentantów z roku 1912 i Senatu z roku 1933,
        które "prześwietlając" tamtejszy system bankowy, doprowadziły do
        przesłuchania czołówki amerykańskiej finansjery. Dzięki temu został
        ujawniony m.in. mechanizm wykorzystywania pieniędzy z depozytów
        klientów do giełdowych spekulacji. Pomogło to Kongresowi przygotować
        ustawy, które miały na przyszłość zaradzić patologiom. Na szczęście
        dla piewców Polski mafijnej i agenturalnej nie żyjemy za Oceanem, tu
        mogą się więc wykpić dziurawym prawem pozwalającym na dowolną
        interpretację przepisów.
        Trybunał dbający o interesy post-Peerelu (dlaczego - spójrzmy w
        niektóre życiorysy) odrzucił bez zbędnych ceregieli, też przy
        zdaniach odrębnych, skargę prezydenta Lecha Kaczyńskiego
        kwestionującego prawo dopuszczenia byłych żołnierzy Wojskowych Służb
        Informacyjnych do obowiązków w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i
        Służbie Wywiadu Wojskowego. Zdaniem sędziów, nie doszło do złamania
        konstytucji, a jedynie do uchybień, co oznacza, że na straży
        bezpieczeństwa państwa będą stać ludzie związani z WSI, których
        oficerowie i współpracownicy brali udział w nielegalnym handlu
        bronią, byli bohaterami afer gospodarczych, przemycali broń dla
        mafii rosyjskiej i międzynarodowych terrorystów. A że od wyroków
        wysokiego Trybunału nie ma odwołania, rząd Tuska zatarł już ręce z
        radości i oznajmił, że o przyjmowaniu niezweryfikowanych
        funkcjonariuszy WSI do służb będzie, być może, decydować nie
        komisja, a ich szefowie. To ci weryfikacja! - dokładnie taka sama,
        jak ta z przełomu lat 1989-1990, gdy esbecy bez zbędnych ceregieli
        byli przyjmowani do "nowej Polski" przez sojusz "styropianowej
        lewicy podziemia" Mazowieckiego, Kozłowskiego i Geremka z
        komunistami od Kiszczaka. Dziś zamiast "premiera żółwia"
        mamy "słoneczko Peru", ale układ pozostał ten sam.
        Bez specjalnego echa przeszła inna "niewygodna" dla "elit" skarga
        rzecznika praw obywatelskich, prof. Janusza Kochanowskiego na temat
        ograniczenia dostępu dziennikarzom i naukowcom do akt IPN poprzez
        wymóg posiadania odpowiedniej rekomendacji od odpowiedniego
        pracownika naukowego, a w przypadku ludzi mediów - od redaktora
        naczelnego bądź wydawcy. Rzecznik uznał to za nieproporcjonalne
        ograniczenie dostępu. Trybunał, rzecz jasna, skargę skwapliwie
        zakwestionował.
        Niezależnie więc od zmian w składzie sędziowskim Trybunał stoi wciąż
        na straży status quo III RP, co szczególnie wyszło za rządów PiS.
        Nie bez kozery wspominam powyżej o agenturze, gdyż jej ochrona
        pokazuje, że Trybunał jest "bezstronny" i "apolityczny" aż do bólu.
        Jako normę - co w państwie prawnym jest skandalem - przyjęto dlatego
        fakt, że w instytucji decydującej o wykładni prawnej w państwie
        zasiadają osoby nie spełniające zasady bezstronności. Przy lustracji
        jest to bycie współpracownikiem SB, posiadanie takowego w
        najbliższym otoczeniu czy walka z lustracją na forum parlamentu.
        Jako pierwsza na myśl przychodzi tu Ewa Łętowska, związana jeszcze
        z "rzeczpospolitą ludową", pierwsza rzecznik praw obywatelskich,
        powołana w 1987 r. z namaszczenia Jaruzelskiego i Patriotycznego
        Ruchu Odrodzenia Narodowego. Mąż Łętowskiej był przez lata tajnym
        współpracownikiem, a ona sama była przez SB w jednej ze spraw
        traktowana jako tzw. zabezpieczenie. W jednej z poprzednich kadencji
        w Trybunale Konstytucyjnym zasiadał, podobnie "bezstronny" co
        Łętowska - były poseł Unii Demokratycznej Jerzy Ciemniewski, który w
        1992 r. linczował lustrację, przewodząc komisji mającej
        udowodnić "zbrodnie" Jana Olszewskiego i Antoniego Macierewicza.
        Trwające od lat blokowanie przez sędziów TK związanych z lewicą
        postkomunistyczną i dzisiejszą Platformą (a wcześniej
        kolejnymi "Uniami") oczyszczania państwa to również zakwestionowanie
        m.in. ustawy o adwokaturze. Była niebezpieczna, gdyż miała
        zlikwidować korporacje, umożliwiając dostęp do zawodu adwokata
        młodym prawnikom.
        Trybunał Konstytucyjny nigdy nie zerwał z dziedzictwem stanu
        wojennego i generała Wojciecha Jaruzelskiego. Wówczas jako "wentyl
        bezpieczeństwa" stanowił atrapę demokracji. Dzisiaj jest Trybunałem
        Kolesiostwa, gwarantem układu salonowo-esbeckiego, jako "jedynie
        słusznego ustroju".
        Piotr Jakucki
        • rycho7 spamujesz Haszu 22.01.09, 10:12
          haszszachmat napisał:

          > personalia

          W innym watku wkleiles ten sam tekst. Alzheimer wklepuje Cie w glebe?
          • szach0 spamują anty-Polacy piszać brednie na polskim Foru 22.01.09, 14:27
            m zawłaszczonym haniebnie przez towarzystwo rodem z KPP
            a Bolek medię przynależną S oddał zabierajac jedynie znaczek, by ich
            nie kłuł w oczy.

            Wiesz ile artykułów napisali w obronie morderców
            zwanych "prokuratorami"? Nigdy sie nie oczyścili ekspiacją.

            "płk Julii Brystygierowej, “krwawej Luny”, która potwierdziła
            zainteresowanie bezpieki wykorzystaniem generała w ubeckiej
            prowokacji. Bezpieka poszukiwała wysokiej rangi dowódcy AK, osoby
            obdarzonej niekwestionowanym szacunkiem i autorytetem, która - idąc
            na rękę władzy komunistycznej - zwróciłaby się z apelem do
            społeczeństwa o współpracę “dla dobra kraju”. “Fieldorf byłby bardzo
            dobrym kandydatem. Czapliński, a później Andrzejewski bardzo
            intensywnie nad ‘Nilem’ pracowali” - miała przyznać Brystygierowa.
            Dlatego “Nilowi” zaproponowano niedługo po aresztowaniu podpisanie
            odezwy do żołnierzy AK. “Chodziło o przeciągnięcie generała na naszą
            stronę lub, w ostateczności, zneutralizowanie go. Dawało mu to
            szanse przeżycia kosztem niewielkiego wyroku. Powiedziałam to w oczy
            Fieldorfowi, proponując mu równocześnie podpisanie ulotki - odezwy
            do swoich żołnierzy. Spotkałam się z kategoryczną odmową” -
            opowiadała Brystygierowa.
            Generał mógł “za nic”, jak relacjonowali współwięźniowie, ocalić
            życie. To “nic” oznaczało jednak zaparcie się całej swojej
            przeszłości, podjęcie współpracy z bezpieką w ujarzmianiu ośrodków
            oporu, zniszczenie etosu Armii Krajowej. “Nil” nie zgodził się
            podpisać odezwy.
            Nie wiemy, jak brzmiała odmowa gen. “Nila” na propozycję UB. Jednak -
            znając jego szlachetność i prawość - można z dużą dozą
            prawdopodobieństwa przypuszczać, że odpowiedział podobnie jak jego
            bliski współpracownik w czasie okupacji, zastępca w Kedywie, prezes
            II Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - ppłk Franciszek
            Niepokólczycki “Teodor”. Aresztowany w październiku 1946 r. był
            kuszony przez UB wyjściem z więzienia bez procesu, awansem
            generalskim, najwyższymi odznaczeniami - a wszystko w zamian za
            współpracę “dla dobra kraju”. Stanowczo odmówił. “Dowódcy wojskowi
            na tak wysokich stanowiskach, na jakim ja byłem, czasami znajdują
            się w takich sytuacjach, że powinni zdecydować się zginąć, ale nie
            wolno im kapitulować lub robić woltę. (…wink Trzymałem się tej zasady -
            można samemu przegrać, ale nie można utrudniać sytuacji innym”.
            Pułkownik Niepokólczycki nie skapitulował. W czasie śledztwa nikogo
            nie obciążył, całą odpowiedzialność wziął na siebie. Za niezłomną
            postawę otrzymał wyrok śmierci, zamieniony w 1947 r. przez Bieruta w
            drodze “łaski” na dożywocie."
            • rycho7 Re: spamują anty-Polacy piszać brednie na polskim 22.01.09, 14:53
              szach0 napisał:

              > m

              Podziwiam Cie za tak odwazna samokrytyke. Ty jeszcze miales szanse przecwiczyc
              to jako czlonek Zwiazku Mlodziezy Polskiej. Wtedy byles Polakiem
              Najprawdziwszym. Tez jak Litynskiego podano Cie na rece samemu Prezydentowi
              Bierutowi?

              > Wiesz ile artykułów napisali

              Nie mam na imie Urzad a na nazwisko Statystyczny.

              > Nigdy sie nie oczyścili ekspiacją.

              Nie byli brudni. To mi przypomina dykteryjke o Napoleonie. Nie wiem czy
              slyszales ale to taki ledwie przypominajacy Genaralisimusa Kaczora. Otoz
              Napoleon lubial naturalnie, pisal do swojej wybranki, ze wraca za pare dni i
              zeby sie w zwiazku z tym nie myla. Sam ja pozniej ekspiowal? Rozumiem Twoj zal,
              ze brakuje juz Paetza.

              > Fieldorfowi, proponując mu równocześnie podpisanie ulotki - odezwy
              ...
              > zaparcie się całej swojej
              > przeszłości, podjęcie współpracy z bezpieką w ujarzmianiu ośrodków
              > oporu, zniszczenie etosu Armii Krajowej.

              Ty niszczysz ten "etos" w zastepstwie lepiej niz doskonale. Mataczac
              przeklamaniami i przemilczeniami. Proste pytanie: jak miala brzmiec tresc ulotki
              "ujarzmiajaca ośrodki oporu, niszczaca etos"? Pytam tak z prostej rzemieslniczej
              ciekawosci. Tez bym chcial umiec "ujarzmiac, niszczyc".

              > prezes
              > II Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość - ppłk Franciszek
              > Niepokólczycki “Teodor”
              ...
              > Pułkownik Niepokólczycki nie skapitulował. W czasie śledztwa nikogo
              > nie obciążył, całą odpowiedzialność wziął na siebie.

              Wszystkie WiN o numerach wyzszych niz I byly tworami bezpieki. UB wiedzialo
              wszystko wiec "szlachetnosc" byla bezdenna naiwnoscia. Oficer tego stopnia dal
              sie nabrac jak przedszkolaczek. Swiadomi tego notable PRL przynajmniej nie dali
              mu w czape.

              Rozsmieszasz mnie laskotkami polakozerstwa.
Pełna wersja