hasz0
06.02.09, 09:04
RZĄDY ANIOŁA ZAGŁADY WE WROCŁAWIU NA PODSTAWIE DZIEŁA STANISŁAWA
SROKOWSKIEGO „ANIOŁ ZAGŁADY”
WADLIWE ZASADY ZARZĄDZANIA
CZY ISTNIEJE JEDNOŚĆ KULTURY I EKONOMII?
J. Paradowski, S. Włodarczyk i A. Zieliński – za Zespół
EKONOMICZNY „Olbin – Akademia Medyczna i Rolnicza”
Długa, od 1989r., prezydentura Zdrojewskiego i ściśle, a nie luźno,
związanej pajęczyny zamroziła metropolię pod sztandarem walki o
rozwój Wrocławia, demokrację itd. Jest nonsensem wiązanie
mieszkańców Wrocławia z niemiecką antypiastowością – lecz ten motyw
jest bardzo ważny dla oceny tego, co się działo przez 17 lat (4II89-
4II6) we Wrocławiu. Jak mocno mieszkańcy identyfikują swoje miasto z
Polską, a nie z narzuconą siłą, w latach 90., tolerancją,
otwartością (jakby nie byli tolerancyjni i otwarci!), słowem: polit-
wielo-opcją - to najlepiej było widać gdy w latach 50 X. arcbp
metropolita Kominek uznał powrót Ziem Piastowskich do Macierzy,
czyli do Polski, a nie do politwieloopcji, za coś w rodzaju
działania palca Bożego, a także było widać podczas powodzi w 1997
roku. Tymczasem Zdrojewski i ściśle związana pajęczyna tego układu,
nie zdołali, od r. 1989, polskiej opcji dostrzec i zwalczali tę
opcję wszystkimi dostępnymi środkami.
Albo powiedzmy to jeszcze inaczej: Choć JPII nie był włodarzem
miasta, to włodarską PO wyprzedził i ze szczególną mocą podkreślał
Piastowość (a nie opinię PO) Wrocławia, jakby domagając się uznania
polskości - a działo się to nie tylko w krypcie przed grobem X.
arcybp. Kominka - i zaprzestania haniebnej roli PO. Lecz Zdrojewski
i ściśle, a nie luźno związana sieć - wszak sam Zdrojewski nie
zdołałby zamrozić metropolii – nie potrafił tej lekcji widzieć i nie
potrafił tej lekcji zdać. – Takie znaczenie i siłę miała obca (nie)
instrukcja, bo przecież, a jakże, PO działa spontanicznie.
PO wykorzystała następujący trik. Dla Wrocławia istotne było 44-
letnie władztwo PRL nad Ziemiami Zachodnimi i Północnymi. To PRL-
owskie władztwo nad Ziemiami Piastowskimi, nad Polską w granicach
Chrobrego, sprzed tysiąca lat, gdy powstała nowoczesna koncepcja
państwa, z którą PO walczy, było w rękach pajęczyny zastawem, a
mianowicie: Skoro chcecie polskości, Piastowości, państwowości
polskiej, a nie chcecie wpływów konsulatu, niemczyzny – to my w
zawłaszczonych i nieuspołecznionych mediach będziemy Wrocławian
oczerniać, że jesteście ni mniej ni więcej jak komunistami. Tym
prostym sposobem, figlarnym antykomunizmem, sieć straszakiem PRL-
owskim zamykała usta Wrocławianom, a może nawet kardynałowi.
Na powodzi wypłynęła też pajęczyna wraz ze Zdrojewskim, dzięki (nie)
zawłaszczeniu mediów, które inteligentnie dostosowały się do (nie)
instrukcji. W latach 1945-1989, podczas 44-lecia PRL, tak samo jak
podczas powodzi, czuło się dumę mieszkańców z Wrocławia jako miasta
polskiego – PO wykorzystała wielką falę do wypłynięcia na ...
stanowiska. Podkreślam, to co Zdrojewski i PO starannie,
najstaranniej, ukryli we wrocławskich mediach, mówiąc o dumie
wrocławskiej - podkreślam dumę mieszkańców Wrocławia jako miasta
polskiego, a nie jako eksponenta sił, które rozbiły liczne narody
(państwa) Słowian między Odrą a Sallą (i Łabą).
Wbrew mediom, Zdrojewskiemu i poputczikow niemczyzny (ambiwalencji)
w kulturze Wrocławian, którą narzuciło 17-letnie (4II89-4II6) lobby
Zdrojewskiego, a który wjechał na grzbiecie Solidarności 1980-89 po
Wiośnie Ludu na urząd Prezydenta miasta, nie było w okresie 44-lecia
i cała koncepcja wielokulturowości mieszkańców Wrocławian jest
realizacją projektu obcego mieszkańcom Wrocławia, którzy chcą i
potrzebują tylko polskości, a nie żadnej niemczyzny. Zdrojewski ten
projekt mógł narzucić, bo miał dostęp do instrumentu wytwarzania
fikcji – do mediów. Nie było komu w mediach lokalnych tego
prostować, bo nikt nie miał dostępu, gdyż nawet wielkie załogi nie
mogły w mediach wyrażać swych potrzeb. PO nie wyrażała, po 4II89,
potrzeb Wrocławian, narzucono fikcję pielęgnowania przez Wrocławian
jakiejś wielokulturowości. Zdrojewski i sieć ściśle, a nie
przypadkowo, związana - najzwyczajniej kłamią, a kłamstwa nie ma
gdzie i jak zrewidować, bo media nadal nie są wolne, choć swą
wolność udają.
Zdrojewski mówi o jakiejś dumie z rzekomej ambiwalencji uczuć
Wrocławian. Była we Wrocławiu duma np. z organizacji, Państwa
Podziemnego, SW, duma z osiągnięć elektronicznych, informatycznych,
naukowych, przemysłowych, produkcyjnych, technicznych z okresu 44-
lecia, choć uważano, uwaga!, że może być jeszcze lepiej dzięki
monitoringowi mieszkańców, co stanowiło istotę Solidarności dekady
lat 80., a który to monitoring wypchnęła z mediów owa pajęczyna
poputczikow.
Absolutnie wbrew twierdzeniom Zdrojewskiego, podczas powodzi
broniliśmy własnego domu, polskiego domu, a nie cudzego lub wskutek
Zdrojewskiego fikcji wielokulturowego nastawienia mieszkańców
Wrocławia. Otwartość mieszkańców Wrocławia, była polską otwartością,
a nie Zdrojewskiego iluzji na temat tego czym jest prawda, wolność,
komunikacja, słowo otwartość. Otwartość polskiej, a nie
quasiniemieckiej kultury Wrocławian została zmanipulowana przez
pajęczynę i brutalnie wypaczona, przez środki masowego gradobicia,
jako odpolszczony kosmopolityzm Wrocławia.
Wiele błędów i zawłaszczeń sterowanej ideologią antypiastowską (mocą
konsulatową) ekipy Zdrojewskiego doprowadziło do jeszcze większego
zwarcia szeregów lobby prawdy inaczej, w tym wykorzystywano
kardynała dla umocnienia PO. Wykorzystano nawet Kongres
Eucharystyczny, aczkolwiek amalgamat niepotrzebnie się odciął od
sceptycyzmu, wolnego murowania, faktycznego ateizmu: Kwaśniewski
zastępowałbyż kardynała w poświęcaniu. Środkami jednostronnej
lokalnej rtv i prasy, bynajmniej nie w rękach, które widzieliby
piastowscy twórcy Państwa Polskiego - a nie twórcy jakiejś wrocławio-
ojczyzny, przekonano nie jeden raz, zwłaszcza w dekadzie lat 90.,
opinię publiczną do niecelowych i bardzo kosztownych inwestycji,
remontów, nie tylko Rynku, przy czym całkowicie pominięto opinię
niezależnych urbanistów, architektów, inżynierów, techników, załóg
fabrycznych. Tłumiono jakąkolwiek próbę opisania Układu Zdrojewski-
Schetyna-Gulbinowicz w kategoriach literackich, gdyż poloniści,
aktorzy, teatry i cała kultura znalazła się w sytuacji ryby
unieruchomionej w sieci, a ktokolwiek występował ukazując prawdę,
zaraz został odsądzony od czci i wiary, np. poetka Marianna Bocian
albo Stanisław Srokowski. Ten ostatni doczekał się złowieszczych
ocen na Wydziale Filologicznym, na Polonistyce Wrocławskiej –
miałabyż polonistyka służyć amalgamatowi? – chodzi o jego znakomitą
książkę „Anioł Zagłady”, w której odrysował rządy pajęczyny.
Zdrojewski i sieć PO pochwał tu właśnie nie mieli. Ktokolwiek powie
prawdę, od razu będzie przedmiotem wyszydzania. Nie wolno było mówić
prawdy, była ona źle widziana, nie było dyskusji, o cenzurze się
mówiło, ale w mediach nawet wspomnieć nie wolno było w latach 90.
Bezprawie Zdrojewskiego i PO-Wrocławia opisano w książce b. radnego
m. Wrocławia, A. Lenkiewicza.
Wieloletni Prezydent miasta, Bogdan Zdrojewski, już w pierwszych
dniach prezydentury zaczął wojować z polskością Wrocławia jako
siedziby polskiego, a nie antypolskiego, żywiołu, myśli
piastowskiej, a nie antypiastowskiej, czyli myśli, która ufundowała
Podstawy 44-lecia PRL jako władztwa na Ziemiach Piastowskich, przy
czym ku przynajmniej chwilowemu zadowoleniu kardynała osobiście
zaangażował się w zwalczanie całej myśli wrocławskiej, a nie
ambiwalentnej, metropolity X arcb. Kominka. Zdrojewski i cała grupa
PO zaliczała nie raz i nie dwa - mogliby to odnaleźć historycy, choć
nie licencjonowani z Uniwersytetu Wrocławskiego i chyba nie ze
zindoktrynowanego już Wydziału Teologicznego - cał