Dodaj do ulubionych

Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeństwa...

IP: *.stenaline.com 19.11.03, 10:11
Dostałem takiego oto maila od mojej kochanej córki (chrzestnej). Myślę, że
warto przeczytać ten tekst z odrobiną refleksji. Ciekaw jestem Waszego zdania
na ten temat.

"Jesliby Bog zapomnial przez chwile, ze jestem marionetka, zwykłą lalką i
podarowal mi odrobine zycia, wykorzystalbym ten czas najlepiej jak potrafie.
Prawdopodobnie nie powiedzialbym wszystkiego, o czym mysle, ale na pewno
przemyslalbym wszystko, co powiedzialem.
Ocenialbym rzeczy nie ze wzgledu na ich wartosc, ale na ich znaczenie.
Spalbym malo, snilbym wiecej, wiem, ze w kazdej minucie z zamknietymi oczami
tracimy 60 sekund swiatla.
Szedlbym, kiedy inni sie zatrzymuja, budzilbym sie, kiedy inni spia.
Gdyby Bog podarowal mi odrobine zycia, ubralbym sie prosto, rzucilbym sie ku
sloncu, odkrywajac nie tylko me cialo, ale moja dusze.
Przekonywalbym ludzi, jak bardzo sa w bledzie myslac, ze nie warto sie
zakochac na starosc. Nie wiedza bowiem, ze starzeja sie wlasnie dlatego, iz
unikaja milosci!
Dziecku przyprawilbym skrzydla, ale zabralbym mu je, gdy tylko nauczy sie
latac samodzielnie.
Osobom w podeszlym wieku powiedzialbym, ze smierc nie przychodzi wraz ze
staroscia lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczylem sie od was, ludzi...
Nauczylem sie, ze wszyscy chca zyc na wierzcholku gory, zapominajac, ze
prawdziwe szczescie kryje sie w samym sposobie wspinania sie na gore.
Nauczylem sie, ze kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoja malenka dlonia,
po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma go juz zawsze.
Nauczylem sie, ze czlowiek ma prawo patrzec na drugiego z gory tylko wowczas,
kiedy chce mu pomoc, aby sie podniosl.
Jest tyle rzeczy, ktorych moglem sie od was nauczyc, ale w rzeczywistosci na
niewiele sie one przydadza, gdyz, kiedy mnie wloza do trumny, nie bede juz
zyl.
Mow zawsze, co czujesz, i czyn, co myslisz.
Gdybym wiedzial, ze dzisiaj po raz ostatni zobacze cie spiacego, objalbym cie
mocno i modlilbym sie do Pana, by pozwolil mi byc twoim aniolem strozem.
Gdybym wiedzial, ze sa to ostatnie minuty, kiedy cie widze,
powiedzialbym "kocham cie", a nie zakladalbym glupio, ze przeciez o tym
wiesz.
Zawsze jest jakies jutro i zycie daje nam mozliwosc zrobienia dobrego
uczynku, ale jesli sie myle, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje,
chcialbym ci powiedziec jak bardzo cie kocham i ze nigdy cie nie zapomne.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani mlodemu, ani staremu.
Byc moze, ze dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, ktorych kochasz.
Dlatego nie zwlekaj, uczyn to dzisiaj, bo jesli sie okaze, ze nie doczekasz
jutra, bedziesz zalowal dnia, w ktorym zabraklo ci czasu na jeden usmiech, na
jeden pocalunek, ze byles zbyt zajety, by przekazac im ostatnie zyczenie.
Badz zawsze blisko tych, ktorych kochasz, mow im glosno, jak bardzo ich
potrzebujesz, jak ich kochasz i badz dla nich dobry, miej czas, aby im
powiedziec "jak mi przykro", "przepraszam", "prosze", "dziekuje" i wszystkie
inne slowa milosci, jakie tylko znasz.
Nikt cie nie bedzie pamietal za twoje mysli sekretne.
Pros wiec Pana o sile i madrosc, abys mogl je wyrazic.
Okaz swym przyjaciolom i bliskim, jak bardzo sa ci potrzebni.
Przeslij te slowa komu zechcesz.
Jesli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro bedzie takie samo jak wczoraj.
I jesli tego nie zrobisz nigdy, nic sie nie stanie.
Teraz jest czas..."
Obserwuj wątek
    • ada08 Marquez. 19.11.03, 10:19
      Ten list napisał ciężko chory G.G. Marquez.
      To jest niewątpliwie temat do refleksji, ale czy do dyskusji ?
      a.
      • Gość: Palnick Re: Marquez. IP: *.stenaline.com 19.11.03, 10:25
        ada08 napisała:

        > Ten list napisał ciężko chory G.G. Marquez.
        > To jest niewątpliwie temat do refleksji, ale czy do dyskusji ?
        > a.
        -------------
        Dyskusja nie jest konieczna. Refleksja wystarczy. Przydałaby sie zwłaszcza
        zgrai nienawistników, bufonów, egocentryków, rasistów i zwykłych cymbałów,
        których spora liczba pisuje na tym forum.
        Pozdr.
        P.
    • aniutka77 Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst 19.11.03, 10:23
      zatrzymałam sie na chwilę. Taka mała przerwa. Za chwilę, ktoś przyniesie mi do
      badania fragment ludzkiej tętnicy do badań. W tym samym czasie, jej były już
      właściel, na stole operacyjnym walczy o życie. Chyba pójde do wesołego
      miasteczka...tylko jest zima. I wesołych miasteczek przecież nie ma.
      --
      największym błędem jest nie popełniać błędów
    • Gość: Palnick Inny powód do refleksji - dedykuję Emily ;) IP: *.stenaline.com 20.11.03, 02:41
      Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie

      1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim
      ryzykiem.
      2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji.
      3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa
      odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
      4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym
      zrządzeniem losu.
      5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać.
      6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń.
      7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby
      go naprawić.
      8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności.
      9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
      10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią.
      11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał,
      będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz.
      12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia.
      13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej
      sytuacji, a nie przywołuj przeszłości.
      14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności.
      15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi.
      16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś.
      17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość
      przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
      18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby
      go osiągnąć.
      19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem.
      „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
      tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja
      prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
      meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
      jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko
      czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności,
      niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek
      w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani
      poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy
      prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia
      będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.
      • Gość: kapitalizm Re: Inny powód do refleksji - dedykuję Emily ;) IP: *.oc.oc.cox.net 01.01.04, 21:53

        Musze przyznac, ze z wiekszoscia tekstu zgadzam sie.
        Niestety ponizsze:

        " Wszy
        > stko
        > czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności
        > ,
        > niezależnie od tego kim , lub czym są."

        - jest chyba jakims nieporozumieniem. No bo jak mozna kochac i miec szacunek do
        kazdego bez wyjatku?
        Tak 'kochaja' tylko psy, my ludzie mamy rozum i nim sie kierujemy.
        A to oznacza, ze jestesmy wstanie rozrozniac dobro od zla, ludzi zaslugujacych
        na szacunek od ludzi zaslugujacych na pogarde.
        Tym w koncu roznimy sie od zwierzat.
        Czy popelniam jakis blad?
        j.
              • Gość: Palnick Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeństwa P. IP: *.stenaline.com 01.02.04, 18:43
                Z listu do Koryntian:

                > Miłość jest cierpliwa,
                > jest łagodna.
                > Miłość nie zazdrości,
                > nie przechwala się,
                > nie unosi się pychą,
                > nie zachowuje się nietaktownie,
                > nie szuka swego,
                > nie unosi się gniewem,
                > nie pamięta złego,
                > nie cieszy się z nieprawości,
                > a raduje się z triumfu prawdy.
                > Miłość wszystko znosi,
                > każdemu wierzy,
                > każdemu ufa,
                > wszystko przetrzyma.
                > Miłość nigdy nie ustaje.
                >
                > (Paweł z Tarsu)

                To chyba najbardziej zagadkowy fragment w calym NT.
                Pawel, doglebi przekonany, ze on sam doczeka nadejscia Jezusa za swojego
                doczesnego zycia, goraczkowo starajacy sie zmisjonowac cale cesarstwo jeszcze
                przed nadejsciem Chrystusa, ten sam Pawel pisze ponadczasowa pochwale milosci.
                Milosc jest wazniejsza niz oczekiwanie konca, wazniejsza niz wiara i nadzieja.
                W Pawla teologii wiara i tylko wiara w Chrystusa jest warunkiem zbawienia.
                W 1Kor.13 pisze on: " Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie
                tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry
                przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym."
                Gdzie tu logika pytam sie? Doprawdy zadziwiajace...
                • Gość: blekot Re: Przerwa na szczyptę człowieczeństwa św. Pawla IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.04, 14:25
                  Gość portalu: Palnick napisał(a):

                  > Z listu do Koryntian:
                  >
                  > > Miłość jest cierpliwa,
                  > > jest łagodna.
                  > > Miłość nie zazdrości,
                  > > nie przechwala się,
                  > > nie unosi się pychą,
                  > > nie zachowuje się nietaktownie,
                  > > nie szuka swego,
                  > > nie unosi się gniewem,
                  > > nie pamięta złego,
                  > > nie cieszy się z nieprawości,
                  > > a raduje się z triumfu prawdy.
                  > > Miłość wszystko znosi,
                  > > każdemu wierzy,
                  > > każdemu ufa,
                  > > wszystko przetrzyma.
                  > > Miłość nigdy nie ustaje.
                  > >
                  > > (Paweł z Tarsu)
                  >
                  > To chyba najbardziej zagadkowy fragment w calym NT.
                  > Pawel, doglebi przekonany, ze on sam doczeka nadejscia Jezusa za swojego
                  > doczesnego zycia, goraczkowo starajacy sie zmisjonowac cale cesarstwo jeszcze
                  > przed nadejsciem Chrystusa, ten sam Pawel pisze ponadczasowa pochwale milosci.
                  > Milosc jest wazniejsza niz oczekiwanie konca, wazniejsza niz wiara i nadzieja.
                  > W Pawla teologii wiara i tylko wiara w Chrystusa jest warunkiem zbawienia.
                  > W 1Kor.13 pisze on: " Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie
                  > tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym
                  > góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym."
                  > Gdzie tu logika pytam sie? Doprawdy zadziwiajace...
                  -----------
                  Pawel podobno orzenil się z córką Jezusa (chyba z milości).
      • Gość: Palnick Re: Jestem za IP: *.stenaline.com 22.11.03, 22:56
        Gość portalu: Jan napisał(a):

        > Oczywiście jestem za, ale pozwolisz, że o tej porze na tym skończę.
        > Powoli się zbliża sezon świątecznych pogodzeń wink
        >
        > Pozdrowienia,
        > Jan
        -------------------
        OK, ale mam nadzieję, że może w niedzielę coś napiszesz od siebie.

        Pozdrawiam serdecznie,
        P.
        • Gość: Jan Jestem za, a nawet... ;-) IP: *.hispeed.ch 23.11.03, 17:33
          Co tu dużo gadać o oczywistych sprawach?

          Przecież jasne, że jak sobie trochę dać na wstrzymanie, to jesteśmy wszyscy
          ludźmi i więcej nas łączy, niż dzieli.

          Nie zawsze tak się da. Kocham pokój, ale nie jestem pacyfistą, zwłaszcza
          pacyfistą pod znakami komunistycznego imperium.

          Ale między ludźmi powinno dać się dojść do osoby poprzez pancerz ideologii.
          Możemy się różnić poglądami, możemy również dyskutować, czy i ile potrzebuje
          kościół, rabinat, filharmonie, czy reprezentacja piłkarska. Czy jest np. w
          porządku, by państwo wystawiało za pieniądze podatnika policję na zapewnienie
          bezpieczeństwa podczas meczu piłkarskiego? Moglibyśmy nawet porozmawiać o tym,
          dlaczego przeczuwam istnienie Boga - broń Boże nie jestem w stanie udowodnić
          jego istnienia... Również o tym, czy wszystko, co da się technicznie zrobić,
          robić należy. Tylko do tego potrzebny jest (byłby) pewien spokój. A jak ktoś
          rzuca katolami (nie wiem, czy Ty, nie szukałem), to oczywiście przyjmuję
          postawę obronną i przypomina mi się tępa nauczycielka mojej siostry, która w
          czasie ustępującej postalinowskiej odwilży kazała dzieciom powtarzać
          mantrę "Boga nie ma, Boga nie ma, Boga nie ma...".

          Na serdeczne pozdrowienia odpowiadam równie serdecznie:
          życzę Ci tego samego, co Ty mi wink

          Na koniec - bez obrazy - drobna złośliwość:
          A skąd u Ciebie córka chrzestna?

          Miło, że potrafisz używać słowa Bóg, jak gdyby nie było to brzydkie słowo.
          BTW - piszesz z Ameryki?

          Jan
            • Gość: Jan Dzięki, Lolu IP: *.hispeed.ch 05.12.03, 20:48
              Jednak niektórzy (nie wymieniając nazwisk) walą na oślep.
              Ale nie o to chodzi o to w tym wątku.
              Co tu dodać?
              Święta idą, przynajmniej dla mnie, jest pora na dobre słowo.
              W Polsce zdaje się ludzie na znak pokoju (po Ojcze Nasz, dla
              niewtajemniczonych) kiwają głową i patrzą w bok. Tu (w Szwajcarii) podaje się
              rękę i zależnie od nastroju można ją też wyciągnąć do przodu, do tyłu, o trzy
              miejsca w lewo i prawo. Następuje kolosalne rozluźnienie, wszyscy się
              uśmiechają. Moim ważnym przeżyciem w tym stalu było Padre Nuestro w
              meksykańskim kościele w Denver, trzymając się za ręce, przy ciho płynącym w
              tle "Sounds of Silence" Simona i Garfunkela.

              Ale nie chodzi mi tylko o katolików, po prostu kościół daje do takich gestów
              naturalne otoczenie i zachętę. Poza tym nigdzie nie jestem obcy, do wszystkich
              mogę przyjść to też miłe.

              Pamiętam również, gdy przed laty byłem na praktyce w Anglii i przed akademikiem
              graliśmy w siatkę. Murzyni, Pakistańczycy, nawet paru białych. Wtedy po raz
              pierwszy podałem rękę Murzynowi. Nie wiem, czy przedtem rasistą, nie
              zastanawiałem się, u nas i tak wszyscy byli tacy sami (no, może z Sosnowca ;-
              ) ), ale na pewno nie jestem po tym.

              Więc ludzie - podawajcie sobie ręce, w wirtualu i realu!
              Wazmiomsia za ruki druzja,
              Wazmiomsia za ruki druzja,
              Cztob nie prapast' pa odinoczkie...
              Jak kiedyś śpiewał Okudżawa.
              • ada08 Okudżawą i Młynarskim :-) 06.12.03, 11:08
                Gość portalu: Jan napisał(a):

                >
                > Więc ludzie - podawajcie sobie ręce, w wirtualu i realu!
                > Wazmiomsia za ruki druzja,
                > Wazmiomsia za ruki druzja,
                > Cztob nie prapast' pa odinoczkie...
                > Jak kiedyś śpiewał Okudżawa.

                Wojciech Młynarski

                Nim się sny poetów ziszczą,
                nim się wina dzban utoczy,
                zanim szczęściem nam zabłyszczą
                umęczone nasze oczy,
                nim nas głupcy brać przestaną
                na wypranych słów taniochę,
                ludzie, gdy wstaniemy rano,
                lubmy się trochę !

                Nim na czoła włożym wieńce,
                zanim przejrzą ślepe kuchnie,
                nim weźmiemy się za ręce,
                nim dokoła radość buchnie,
                nim mentora nadętego
                zajmą kalambury płoche,
                ludzie, w środku dnia szarego
                lubmy się trochę !

                Nim w dziecinną się grzechotkę
                zmieni kpiarski kaduceusz,
                nim się zrobi miny słodkie
                na kolejny jubileusz,
                nim szarlotkę się upiecze
                i zaprosi pannę Zochę,
                ludzie, w swojski nasz odwieczerz
                lubmy się trochę !

                Pocieszajmy tym lubieniem
                skołowane nasze główki,
                nie próbujmy go zamieniać
                na zaszczyty czy złotówki,
                ty nas, drogo życia, prowadź,
                a my twym pokryci prochem,
                aby idąc nie zwariować,
                lubmy się trochę !

                smile
                • Gość: Kafar Re: Do nadwrażliwych... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 14:35
                  Posłanie do nadwrażliwych

                  Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwiza waszą czułość w nieczułości świata, za
                  niepewność - wśród jego pewnościza to, że odczuwacie innych tak jak siebie
                  samych zarażając się każdym bólem za lęk przed światem, jego ślepą pewnością,
                  która nie ma dna, za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu
                  ziemi bądźcie pozdrowieni.

                  Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za wasz lęk przed absurdem istnienia
                  i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie za niezaradność w
                  rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością za realizm
                  transcendentalny i brak realizmu życiowego, za nieprzystosowanie do tego co
                  jest a przystosowanie do tego co być powinnoza to co nieskończone - nieznane -
                  niewypowiedziane ukryte w was.

                  Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę za wasze
                  zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.

                  Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane-
                  (niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą
                  po was)za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować, że jesteście leczeni
                  zamiast leczyć świat za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę za
                  niezwykłość i samotność waszych dróg bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.

                  Przesłanie Kazimierza Dąbrowskiegoautora teorii dezintegracji
                  pozytywnej,wybitnego psychologa i psychiatry.


                  • Gość: Emily Re: Do nadwrażliwych... IP: *.dc.dc.cox.net 07.12.03, 02:23
                    Dzieki Kafar za przeslanie Dabrowskiego! Jakze nietypowy i przytulny jest ten
                    watek w morzu internetowej nienawisci, wzajemnych pozwow, wyzwisk, oskarzen,
                    wulgaryzmow. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, ktorzy tu zawitali, zeby
                    odpoczac, a zwlaszcza Palnicka, ktory otworzyl ten watek.
                    • Gość: Kafar Biuro Spraw Beznadziejnych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.03, 16:35
                      Andrzej Waligórski

                      Posłuchaj, o nocy blada
                      I zwierzu ukryty wśród traw:
                      Oto jest smętna ballada
                      O Biurze Beznadziejnych Spraw!
                      Niewielkie to biuro się mieści
                      We wnętrzu mego mieszkania
                      Przy Beznadziejnej Czterdzieści,
                      Parter, wstęp bez pukania.
                      Przychodzą tam po kolei
                      Albo po kilka osób,
                      Ci co nie mają nadziei
                      Na polepszenie losu,
                      Na przykład nieuleczalnie
                      Chorzy, co muszą skonać,
                      Albo ci, co fatalnie
                      Kochają się w cudzych żonach,
                      A zwłaszcza w żonach ministrów,
                      Które się nie chcą rozwieść,
                      I mnóstwo niedoszłych artystów,
                      I takich, co piszą powieść
                      Skazaną na niewydanie
                      Już w embrionalnym stanie,
                      I śliczne, choć smutne, panie,
                      Więc pełne jest moje mieszkanie...
                      Posłuchaj, o nocy blada,
                      Ty, zwierzu, posłuchaj ballady,
                      Jak z tymi ludźmi gadam,
                      Jakie im daję rady...
                      Lecz najpierw herbatkę im daję,
                      Która jest słodka i czarna,
                      I mówię z udanym żalem,
                      Że muszę wyjść na kwadrans,
                      Że chwilę zostaną sami,
                      Więc niech się nie gniewają...
                      A potem schowany za drzwiami
                      Słucham jak rozmawiają...
                      A w ich rozmowach jest smutek
                      I żal, i ból, i łzy,
                      Ale tych rozmów skutek
                      Nie jest bynajmniej zły,
                      Bo sobie mnóstwo pocieszeń
                      Mówią, podają sposoby:
                      A to na pustą kieszeń,
                      A to na wszystkie choroby.
                      I mogą się wygadać,
                      Ponarzekać, pobiadać
                      I sprawdzić wielokrotnie,
                      Że nie cierpią samotnie.
                      O, zwierzu, który nocą
                      Błądzisz, wyjąc ponuro,
                      Posłuchaj teraz, po co
                      Prowadzę to całe biuro?
                      Po to, że moje prywatne
                      Zmartwienia i rozpacze
                      Wyglądają przy tamtych
                      Całkiem, całkiem inaczej.
                      O, takie są malutkie,
                      O, takie są niewielkie,
                      Już po prostu nie smutki
                      Tylko komary lub pchełki
                      Rozpatrywania nie warte...
                      Dlatego otwieram w kolejny
                      Każdy (z wyjątkiem świąt) czwartek
                      Swe Biuro Spraw Beznadziejnych.
                      Więc - żebyś w trosce nie żył -
                      Więc - żebyś nie żyła w płaczu -
                      Przyjdź do mnie, ponury zwierzu,
                      Przyjdź, nocy, targana rozpaczą...
        • Gość: Kafar Ja wykorzystam przerwę na sprawy organizacyjne :)) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 10:39
          Poprzez wicher i słotę,
          Przez bezkresną dal śnieżną,
          Poprzez żar i spiekotę,
          Przez pustynie bezbrzeżną,
          Poprzez kry, poprzez lody,
          Przez odwieczne zmarzliny,
          Poprzez bagna i wody,
          Nieprzebyte gęstwiny
          Poprzez leśne dąbrowy,
          Poprzez stepy i knieje,
          Poprzez mroczne parowy,
          W których nigdy nie dnieje
          I gdzie płoszą się sowy,
          Gdy złe jęknie lub strzyga,
          A dźwięk słysząc takowy,
          Serce w trwodze zastyga...
          Niezrażony ciemnością,
          Która mrozi głusz dziką,
          Sam na sam z samotnością,
          Co do szpiku przenika,
          Pełen hartu i woli,
          Podpierając sam siebie,
          Mając zamiast busoli
          Krzyż Południa na niebie
          Pokonując złe żądze,
          Wietrząc wrogów w krąg wielu,
          Ufny, iż nie zabłądzę,
          Idę naprzód, do celu.
          Drogi mej nie wytyczy
          Ni głos werbla, ni cytra,
          Póki starczy mi siły,


          Idę po pół litra!
          • Gość: Palnick Coś ty! (Zaloty) IP: *.stenaline.com 24.01.04, 11:23
            Jacek Kaczmarski

            Coś ty! (Zaloty)

            - Pójdź, najdroższa, na kolano -
            Prawię frazą wyszukaną -
            Nastał czas miłosnej kośby!
            - Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

            (Jest w tym "coś ty" nutka wiotka,
            Co radośnie nie dowierza,
            Jakbym z domowego kotka
            W drapieżnego wyrósł zwierza).

            - Chodź, uniosę Cię daleko,
            W nieskończoność pod powieką.
            Gdzie nie dręczy świat nieznośny!
            - Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

            (Jest w tym "coś ty" rękawiczka
            W twarz ciśnięta mojej jaźni
            I wyzwanie na policzkach:
            Nie obiecuj, bo się zbłaźnisz!)

            - Nie baw się figowym listkiem,
            Wszak intencje moje czyste.
            Serce szczere, cel niesprośny!
            - Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

            (Jest w tym "coś ty" przyzwolenie,
            Co sugestią za nos wodzi,
            Że dążeniu i spełnieniu
            Sprośna szczypta nie zaszkodzi).

            - Lżej przez życia brnąć czeluście,
            Gdy rozprasza mroki uśmiech
            I przymierze żądz podniosłych!
            - Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

            (Jest w tym "coś ty" wątek znany:
            Ufność błoga i beztroska.
            Dla latarni zakochanych
            Czeluść życia to błahostka!)

            Z drapieżnika znowu kotek
            Mówię wreszcie, syt miłości -
            Będzie z tego z dziesięć zwrotek;
            - Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

            (Jest w tym "coś ty" zrozumienie
            Smaku, co zasycha w ustach,
            Pobłażliwość, smutku mgnienie
            I nieprzenikalność lustra).

            Ona śpi, a ja w rozpaczy:
            Jedno "coś ty" - tyle znaczy!
            Dożywocie niepewności!
            - Coś ty! - szepce śpiąca - Coś ty!
    • Gość: Dezydery Dezyderata IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 11:53

      Dezyderata

      Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można
      znaleźć w ciszy.

      O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze
      wszystkimi.
      Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i
      nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
      Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
      Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze
      znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

      Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
      Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz
      w zmiennych kolejach losu.
      Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
      Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych
      ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

      Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
      Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i
      rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają
      z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

      Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
      Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i
      samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
      Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być
      tutaj.
      I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na
      dobrej drodze.

      Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się
      trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia
      zachowaj spokój ze swą duszą.
      Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
      Bądź uważny. Dąż do szczęścia.

      Desiderata

      Go placidly among the noise and haste and remember what peace there may be in
      silence.

      As far as possible without surrender be on good terms with all persons. Speak
      your truth quietly and clearly; and listen to others, even the dull and
      ignorant; they too have their story. Avoid loud and aggressive persons, they
      are vexations to the spirit. If you compare yourself with others, you may
      become vain and bitter; for always there will be greater and lesser persons
      than yourself.

      Enjoy your achievements as well as your plans.
      Keep interested in your career, however humble; it is a real possession in the
      changing fortunes of time. Exercise caution in your business affairs; for the
      world is full of trickery. But let this not blind you to what virtue there is;
      many persons strive for high ideals and everywhere life is full of heroism.

      Be yourself. Especially, do not feign affection. Neither be cynical about love;
      for in the face of all aridity and disenchantment it is perennial as the grass.
      Take kindly the counsel of the years, gracefully surrendering the things of
      youth.

      Nurture strength of spirit to shield you in sudden misfortune. But do not
      distress yourself with imaginings. Many fears are born of fatigue and
      loneliness. Beyond a wholesome discipline, be gentle with yourself.
      You are a child of the Universe; no less than the trees and the stars; you have
      a right to be here.
      And whether or not it is clear to you, no doubt the universe is unfolding as it
      should.

      Therefore be at peace with God, whatever you conceive Him to be, and whatever
      your labours and aspirations, in the noisy confusion of life keep peace with
      your soul. With all its sham and drudgery and broken dreams, it is still a
      beautiful world. Be careful. Strive to be happy.


      Według popularnej wersji: anonimowy tekst znaleziony w Kościele Św. Pawła w
      Baltimore

      W rzeczywistości: jak mi zwrócono uwagę, (za co dziękujęsmile - piękne dzieło
      współczesnego poety, Maxa Erhmanna



        • Gość: Palnick Nie wierzę. IP: *.stenaline.com 04.01.04, 15:31
          Nie wierzę

          Nie wierzę w łaskę Opatrzności
          Lecz w piękno nie nazwane wierzę
          W to, co mi sprzyja z wysokości
          Co mnie naznaczy i wybierze...
          Gdy w pysze piekło wre ogniste
          Jakże je duch pokona Boży?
          O, byle serce było czyste
          A reszta jakoś się ułoży

          Kręcę się niczym wół w kieracie
          Nadzieję swą w zanadrzu chroniąc
          Wszystko zdobywam, wszystko tracę
          Wiecznie spóźniając się i goniąc
          Niech wonnie piecze się pieczyste
          Nim otchłań się u stóp otworzy...
          O, byle niebo lśniło czyste
          A reszta jakoś się ułoży

          Do każdej rzeczy modły wznoszę
          Do wszystkich rzeczy, ścian i kranów
          O życie bez rozłąki proszę
          I bez porywczych huraganów
          Niech się rozjaśnią dale mgliste
          Niech świat nie burzy się, nie sroży...
          O, byle ręce były czyste
          A reszta jakoś się ułoży




    • camrut ______no to teraz na wesolo:)))))))))_____________ 09.12.03, 07:33
      Stanislaw Baranczak /syberyjskie striptizerki

      słyszą sardoniczne szmerki
      sarkającej szpetnie sali
      (sala - sami swoi, stali
      smakoszowie strip-spelunek,
      super-samczy swój stosunek
      sygnalizujący spazmem
      śmiechu, sykiem ,,Sssss!'', sarkazmem
      Sybiraka-sybaryty):
      ,,Ściągać szuby, seniority!'';
      ,,Seniority? Skąd! Seniorki!'';
      ,,Starzejemy się, sikorki-
      -sześćdziesięciosześciolatki?
      Sklęsły słynne super-zadki?'';
      ,,Skandal! Szwindel! Szmalu strata!
      Striptizerka - szpakowata!'';
      ,,Szokuj, sławo seks-salonów,
      Szarmem swoich salcesonów!''
      Satyrycznym szpilkom spekta-
      torów stępia szpice sekta
      starowierów; starowierzy
      sądzą: ,,Skoro Seks się szerzy -
      Seks stanowi sedno Sensu,
      stąd slogany: SEKS-SZALEŃSTWU
      SERCEM SPRZYJAJ, STAROWIERZE;
      STRIPTIZERKI SZANUJ SZCZERZE!''
      Solidarne stanowisko
      siurpryzuje środowisko,
      satysfakcjonując szereg
      syberyjskich striptizerek
      • camrut ______z pradziejow_______________________________ 09.12.03, 07:42
        Z pradziejów /Andrzej Waligorski

        Łowiec w krzach czeczota iszcze,
        Kneź w dworzyszczu wziął zydliszcze,
        Siadł, zagędźbił na podkurek,
        Zaraz kur wór wniósł chór dwórek.
        Rozdźwierzyły się podwoje,
        Pojedynczo, lub po dwoje
        Wchodzą przaśni, kraśni woje
        Ni gieroje, ni playboje,
        Gwarząc swoje ćmoje-boje.
        Grzmią pokrzyki "Sława, sława!"
        I knehini Pipkosława
        U przedproża-zaporoża
        Kiej problem na ostrzu noża
        Lub kiej na gondoli doża
        Ta detyna boża stawa
        Wywołując grzmiące brawa.
        Iście to magnacka feta,
        W sosie własnym wajdelota,
        I filety z filareta
        I kompoty z Wizygota
        Tur w bratrurze,
        Żubrze udźce,
        Wszyscy nuże
        Chap za sztućce,
        Ale kneź przed tą zabawą
        Chciał wystąpić z mową-trawą -
        Już się podniósł,
        Wsparł o blat się,
        Kiwnął w przód się
        Oraz w zad się,
        I rzekł w średniowiecznej mowie:
        - Mociumichmośćwaćpanowie!
        Jako wieda ano spokąd,
        Dadźbóg raciąż do nipokąd,
        Brzęczyszczeje dyćka dziewierz,
        Grzymidojda sierdząc nie wiesz!
        Ady ino kićki dziopa
        Cimcirymci Hryćka kopa?
        Ady ino ćwiąka łajba,
        Ano bździąg odbita szajba
        Ano gwoździec! Uździec ano!
        Tu owacją mu przerwano,
        Na ramiona go porwano,
        Udzielono mu poparcia
        I zabrano się do żarcia.
        Choć po prawdzie z całej mowy
        Nikt nie pojął ni połowy,
        Gdyż kneź mówił o tych rzeczach
        Raczej w stylu średniowiecza,
        Zasię młodsze pokolenie
        Znało tylko odrodzenie,
        Więc nie doszła ich kneziowa
        Mądrość niedościgła...
        - To skąd te brawa wpół słowa?
        - Bo kolacja stygła!

        • camrut ______zachwycenie__________________________ 09.12.03, 07:53
          ZACHWYCENIE /Andrzej Waligorski

          Gdy czasem młoda polonistka
          Taka naiwna, schludna taka,
          Egzaltowana, świeża, czysta,
          Że chciało by się siąść i płakać.

          Więc gdy ta polonistka właśnie
          Małpując młodopolskie pozy
          Wybiegnie o porannym czasie
          Boso na łąkę między brzozy,
          Poigra z pliszką i skowronkiem
          Oraz z pudliszką i z biedronką,
          Przywita ze wschodzącym słonkiem,
          Wołając: - Witaj jasne słonko!

          Z róż i powojów splecie wieńce,
          Pomacha rączką do motyla,
          Kraśnym obleje się rumieńcem
          Widząc jak pszczółka kwiat zapyla.

          Coś z Anny German gdy zanuci,
          Wyrecytuje coś z Asnyka,
          A potem bardzo się zasmuci
          Nad żabką, którą bocian łyka,

          I chcąc zapłakać nad półtrupem
          (bo drugie pół ten bocian urwał)
          Wlizie tą bosą nogą w kupę
          I wyda okrzyk: - Ożesz kurwa!

          To - jeśli byłbym na tej łące
          Naocznym świadkiem tego zgrzytu -
          Jak jestem facet niepijący,
          Pół litra wychlałbym z zachwytu!
            • camrut _________z notatnika_____________________________ 12.12.03, 11:03

              Tym Wligorskim to tak w te zimowe chlody, na rozgrzanie smile)
              U nas strrrrrrrrrrrrrrrrrrrrasznie zimno - lody surprised)

              Gorace buziaki smile)
              K.

              ps. bardzo przypadlo mi do gustu Twoje skojarznie zachwycenia wink

              Z NOTATNIKA ALKOHOLIKA /Wligorski

              Poniedziałek.
              Czterdzieści lat kończę akurat,
              Był torcik ze świeczkami, klops i denaturat,
              Gdy chciałem zdmuchnąć świeczki, zrobił się fetorek
              I musieli mnie gasić. Byczo było.

              Wtorek.
              Nieszczególna pogoda, niż, wiatry i mżawka...
              W kiosku ruchu na rogu tylko Przemysławka,
              Da się pić, pod warunkiem że się soku doda.
              Żeby tak gdzieś Old Spice'a... Szkoda marzyć.

              Środa.
              Byłem dzisiaj na meczu, grała pierwsza liga,
              Zabrałem na rozgrzewkę pół litra Boryga
              I baranią kiełbasę (sprzedają bez kartek)
              Sąsiedzi narzekali że coś śmierdzi...

              Czwartek.
              Przyszła dziś do mnie Frania, niezła z niej armata...
              Piło się Auto-Vidol, Ludwika i Skrzata,
              Ale w łóżku niestety urwał mi się wątek...
              Oj, żebym nie był w ciąży! Tfu, odpukać!

              Piątek.
              Kac, i to taki skurwiel jak stąd do Lublina...
              Na szczęście w domu była jeszcze terpentyna,
              Sam wypiłem, a resztką nakarmiłem kota.
              Bydlak wybił mi dziurę w suficie.

              Sobota.
              Nowalijka! Dziś pierwszy raz był rozpuszczalnik!
              Przy trzeciej setce Heniuś zamienił się w palnik,
              Aż sąsiedzi pytali co to u nas strzela?
              Siedzę i łatam fotel... Ot, psi los...

              Niedziela.
              Agonia była lekka, króciutkie rzężonko,
              Teraz śpię już spokojnie, nade mną lśni słonko
              A grób mój zdobi napis: "Skarb kryje ta ziemia,
              Przechodniu, pod tym głazem leży Polska Chemia!"

                • camrut ____zanim kto wybierze swa profesje :O)___________ 13.12.03, 15:56
                  Bajarz jajarz / Waligorski

                  Komu bozia poskąpiła
                  I rozumu dała pół,
                  Kogo niania upuściła
                  W niemowlęctwie główką w dół,
                  Kto się uczyć nie chciał w szkole
                  I pan mówił "ty matole",
                  Komu aż trzeszczała pupka,
                  Bo tak wszyscy lali głupka -
                  Niech się wstydem nie rumieni,
                  Łzami doli swej nie zrasza,
                  Do tłuczenia niech kamieni
                  Ochotniczo się nie zgłasza,
                  Może bowiem żyć jak książę
                  I kwitnąć jak kwiatek
                  Z układania durnych książek
                  Dla nieszczęsnych małych dziatek :
                  - o Muchomorku - bandziorku,
                  - o Karaluszku - świntuszku,
                  - o Kotce - kompletnej idiotce,
                  - o Krokodylku - imbecylku,
                  - o Bażancie - malwersancie,
                  - o Wilku - debilku,
                  - o Kosie co dłubał w nosie,
                  - o Mrówkojadzie co lubił w przysiadzie,
                  - o Szopie Praczu - rozpruwaczu,
                  - o Tasiemcu w jednym Niemcu,
                  - o Pasożycie w jednym Izraelicie,
                  - o Owsiku w jakimś Chińczyku,
                  - o Myszce w kiszce,
                  - o Gliździe,
                  - o Smierdzielu - gwałcicielu,
                  - o Lilijce - lesbijce,
                  - o Lisku - syfilisku,
                  - o Gorylu - pedrylu,
                  - o Niedźwiadku - pierdziadku,
                  - o Mewce - kurewce,
                  - o Matołku na wysokim stołku,
                  - o Krecie w komitecie,
                  - o Tajniaczku - bydlaczku,
                  - I o Mendzie w urzędzie!
                  A ja też zapalę fajkę
                  I gdzieś koło wtorku
                  Machnę lewą nogą bajkę
                  O autorku - upiorku!!!

                  • Gość: Danziger Re: ____do mojej ukochanej Magosi______ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.03, 19:50
                    I Do , Cherish You


                    All I am, all I'll be

                    Everything in this world

                    All that I'll ever need

                    Is in your eyes

                    Shining at me

                    When you smile I can feel

                    All my passion unfolding

                    Your hand brushes mine

                    And a thousand sensations

                    Seduce me 'cause I

                    I do cherish you

                    For the rest of my life

                    You don't have to think twice

                    I will love you still

                    From the depths of my soul

                    It's beyond my control

                    I've waited so long to say this to you

                    If you're asking do I love you this much

                    I do

                    In my world, before you

                    I lived outside my emotions

                    Didn't know where I was going

                    'Til that day, I found you

                    How you opened my life

                    To a new paradise

                    In a world torn by change

                    Still with all of my heart

                    'Til my dying day

                    I do

                    Cherish you

                    For the rest of my life

                    You don't have to think twice

                    I will

                    Love you still

                    From the depths of my soul

                    It's beyond my control

                    I've waited so long to say this to you

                    If you're asking do I love you this much

                    Yes I do

                    I really love you, I do

                    I really love you

                    If you're asking do I love you this much

                    I do

                    Cherish you

                    From the depths of my soul

                    It's beyond my control

                    I've waited so long to say this to you

                    If you're asking me do I love you this much

                    I do

                    I do
                    • camrut ___'Replika kobiety plskiej (...)' :P___________ 03.01.04, 06:55
                      Z przymrozeniem oka, rzecz jasna tongue_out


                      Replika kobiety polskiej na odpowiedź młodzieńca polskiego*

                      Nie tobie, mój Sowizdrzale,
                      Złotowłosy piękny paziu,
                      Nie tobie, mój słodki Aziu,
                      Taka przystała odpowiedź
                      Na tęsknoty me i żale,
                      Na mojego serca spowiedź!
                      Ty niewdzięczny, ty niepomny,
                      Ty, pieszczony jak Żuanek,
                      Mentor panieneczki skromnej,
                      Półdziewicy półkochanek,
                      Ty, bawidełko mężatek,
                      Feblik matek, wdów gagatek,
                      Spowiednik arystokratek,
                      Ty, co piłeś do przesytu
                      Zmysłów mych najskrytsze dreszcze,
                      Co dziś cały ciepły jeszcze
                      Od puchu mojej pościeli,
                      Ty - mi mówisz o kądzieli ?
                      Więc ty, mimo twego sprytu,
                      Nie poznałeś mnie na tyle,
                      Że dla ciebie dokumentem
                      Są Marynie i Maryle?!
                      Że dla ciebie pismem świętem
                      Sa Aniele i Anielki
                      I ten ckliwy produkt wszelki
                      Waszej wytrzebionej "jaźni",
                      Waszej smutnej wyobraźni ? !

                      Więc te cuda polskich dziewic
                      Swojskiej cnotki miły zapach
                      Te gosposie i te Zosie,
                      Które sobie przy bigosie
                      Fantazjował pan Mickiewicz,
                      Aby znaleźć w nich pociechę
                      Po swoich miłosnych klapach,
                      Czyjejż są tęsknoty echem?
                      Czyjeż ideały godne?
                      A te w czułym atramencie
                      Urodzone nimfy wodne
                      Pana Słowackiego Jula,
                      O którego... mankamencie
                      Wie dzisiaj każda smarkula
                      I który mu wypomina
                      Nawet Świderska Alina!!
                      A ten... trzeci wasz poeta...
                      No, ten... hrabia... z dużym nosem,
                      Któremu każda kobieta,
                      Co ją ujrzał bez bielizny,
                      Była symbolem Ojczyzny,
                      A łóżko ofiarnym stosem!
                      (Tak w męczeństwa aureoli
                      Z każdą popływał w gondoli,
                      Potem - ona poszła z dzieckiem,
                      A on rozmawiał z Czarnieckim!)
                      Powiedz, proszę, z jakiej racji
                      Ja mam brać odpowiedzialność
                      Za tych figur monstrualność,
                      Wylęgłych w imaginacji
                      Rozmaitych takich panów?!
                      Więc te przeróżne perwersje
                      Lechickich erotomanów,
                      Polskie matkki, polskkie żony,
                      Te Grażyny i Aldony,
                      Ty chcesz uważać za wersję
                      Autentyczną kobiecości?
                      . . . . . . . . . .

                      To się można wściec ze złości!!

                      Zostaw całą tę bibułę,
                      Złotowłosy paziu słodki,
                      Zostaw te androny czułe,
                      Wielkich duchów małe plotki!
                      Wierz mi, wszyscy ci poeci
                      To są duże, stare dzieci
                      I najgłupsza panna z pensji
                      Nie ma tak śmiesznych pretensji.
                      Że ktoś stworzył Tadeusza,
                      Winszuję mu sercem całem,
                      Lecz czyż każdego geniusza
                      Mam uwieńczać własnym ciałem ?
                      Płacić długi społeczeństwa
                      Ceną mojego panieństwa?
                      Zapytajcie się Maryli;
                      Opowie wam każdej chwili -
                      Czuje w kościach do tej pory
                      Te filareckie amory
                      I ten poetycki kierat,
                      W jaki wprzągł ją pan literat!
                      W niewinności szukał chluby,
                      Mleczkiem pijał zdrowie "lubej",
                      Ballad płodził całe łokcie,
                      Z sercem czystszym niż paznokcie
                      Mierzył, zbrojny w pancerz wiary,
                      Siłę (męską!) na zamiary!
                      Takie ma kobieta szanse,
                      Gdy się z wieszczem wda w romanse.
                      A niech która się odważy
                      Zerwać nici tych szantaży,
                      Śluza przekleństw się otwiera:
                      "Puchu marny" et caetera!

                      Pójdź, mój paziu, chwile płyną,
                      Nie dla nas ta gra słów pusta:
                      Gdy pić zechcesz życia wino,
                      Zawsze znajdziesz moje usta,
                      Choć pod oknem trubadury
                      Giną w lirycznej agonii,
                      Drwij z całej literatury,
                      Oknem właź bez ceremonii!


                      Tadeusz Boy Żeleński
                      Pisane w r. 1906

                      .....

                      wink
                      • camrut ___i jeszcze w kolorze.... 'green' :P____________ 03.01.04, 07:04
                        Teatrzyk Zielona Gęś - ma zaszczyt przedstawić:

                        "Miłość"
                        Osoby:
                        On & Ona

                        On:
                        (poeta)
                        Mario, kocham cię. Kocham tak, jak nikt przedtem i potem. Jak nikt na świecie.
                        Jak nikt w dziejach. Tak nie kochał ani Dante, ani Don Juan. Miłość. Czy ty
                        rozumiesz, co to jest miłość?

                        Ona:
                        (medyczka)
                        Rozumiem. Jest to psychiczna hipermetamorfoza prowadząca do hipercenestezji,
                        co w konsekwencji daje angiopatyczną neurastenię.

                        On:
                        Dziękuję.

                        K U R T Y N A
                        spada ze złowieszczym świstem.

                        Konstanty Ildefons Gałczyński
                        1947

                        .....
                        tongue_out
                        • Gość: Palnick Re: ___Och, Ziuta :-))))_______ IP: *.stenaline.com 04.01.04, 10:21

                          Niestety nie znam nazwiska autora tej niewątpliwej perełki ale tekst ten
                          śpiewał Ireneusz Dudek,

                          Och, Ziuta

                          Och, Ziuta, dziś życie me przegrane jest
                          Przegrane jest przez jedną noc
                          Och, Ziuta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć
                          Jak się pozbyć ciebie stąd

                          Urodę świnki Piggy masz
                          Wagą przewyższasz nawet ją
                          We śnie mnie straszy twoja twarz
                          A wszystko to przez jedną noc


                          Och, Ziuta, ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet
                          Tylko czasem wina brak
                          Lecz Ziuta, gdy wytrzeźwieje człowiek
                          Wtedy inny gust ma, inny smak


                          Pokazać się gdzieś z tobą wstyd
                          Dwie klasy podstawówki masz
                          Swym krzykiem nerwy psujesz mi
                          A wszystko to przez jedną noc


                          Och, Ziuta, pijany byłem gdy przed ołtarz
                          Zaciągnęłaś mnie
                          Och, Ziuta, dlaczego, dlaczego się zgodziłem
                          Tak żałuję, tak żałuję dziś


                          Za byle co ty bijesz mnie
                          Pieniędzy żadnych nie chcesz dać
                          Szepczesz koteczku; kochaj mnie
                          A wszystko to przez jedną noc


                          Och, Ziuta, dlaczego mą dziewczyną
                          Pierwszą stałaś się tej nocy złej
                          Och, Ziuta, kobiet dotąd nie znałem
                          Nie wiedziałem jak to robi się


                          Hrabiowski tytuł przecież mam
                          A ty gosposią byłaś mi
                          Podniosłaś swój społeczny stan
                          A wszystko to przez jedną noc

                          • camrut Re: ___Maz i ja :-))))_______ 04.01.04, 19:53

                            Mąż i ja

                            Jesteś z mężem w Zakopanem,
                            A ja z Łodzi listy piszę,
                            Listy czarne, umęczone.

                            Mąż twój słynny jest poeta,
                            A ja, śmieszmy, chudy chłopak,
                            Piszę czarne, ciężkie zdania.

                            Maż twój świetnie jest ubrany,
                            Uczesany, wygolony,
                            I co dzień bieliznę zmienia.

                            A ja, czarny i nerwowy,
                            Wykrzywione mam obcasy
                            I zacerowane spodnie.

                            Maż twój w jasnym garniturze,
                            Leżąc w cieniu na fotelu,
                            Pije zimną limoniadę -

                            I artykuł długi czyta
                            O tym, że jest mądry, słynny,
                            Znakomity i genialny.

                            A ja, nędzny i spieczony,
                            Chodzę czarny w skwarnym mieście,
                            Ścieram kurz i pot, i troskę
                            Z ostrej twarzy nie golonej.

                            W domu kładę się gorący
                            Na kanapę ceratową;
                            I rozmyślam, jak tu zacząć
                            Sto dwudziesty list do ciebie.

                            Leżę czarny i zmęczony,
                            Aż mnie ciężki sen zabija,
                            A gdy budzę się - jest wieczór
                            Różowawo-popielaty.

                            Więc wychodzę, chodzę, chodzę
                            I wrykuję się w kamienie,
                            Płaczę, lecz udaję katar
                            Przed znajomym napotkanym.

                            A ty z mężem po kolacji
                            Pijesz wino przy stoliku,
                            Uwerturę z "Orfeusza"
                            Gra orkiestra uśmiechnięta.

                            Wszyscy wam się przyglądają,
                            Podziwiają twą urodę,
                            O talencie twego męża
                            Szepcą z wielką rewerencją.

                            Mąż twój, rzewnie podchmielony,
                            Mówi wreszcie: czas do domu...
                            Wychodzicie roziskrzeni
                            I mąż trzyma cię pod ramię.

                            A ja, czarny, na ulicy
                            Kombinuję, kombinuję:
                            "Jeśli w czwartek list wysłałem,
                            To już mogła być odpowiedź".

                            - - - - - - - - - - - - - - -

                            Słuchaj - uderz męża w mordę
                            I wybiegnij w noc pod gwiazdy,
                            Pomyśl o mnie, przedstaw sobie
                            Mnie, strasznego chłopca z Łodzi!

                            Bo ja krzyczę tam z tęsknoty
                            I wytężam senne oczy,
                            I zgarbiony, siedzę, piszę,
                            Piszę groźny list do ciebie!


                            Julian Tuwim




                • Gość: Palnick Re:______autor nieznany a opis sytuacji...:)______ IP: *.stenaline.com 04.01.04, 14:24
                  Na oddziale

                  Co dzień na oddziale naszym
                  Coś dziwnego dzieje się
                  Co pan lekarz nie uważa
                  Stąd to bierze się.

                  Napoleon chlapie zupą
                  Robi wszystkim nam na złość
                  Je z rękami za pazuchą
                  Taki głupi gość.

                  Gordon Benett mnie stresuje
                  Wdycha z zapalniczki gaz
                  Boję się, że eksploduje
                  I pochlapie nas.

                  A Mickiewicz wybił szybę
                  Jak się ze Słowackim bił
                  Przez to z okna wypadł Ikar
                  I rozwalił ryj!

                  Reagan zjadł dziś pelargonię
                  A kotleta nie chce jeść
                  Teraz kotlet jest w wazonie
                  Pelargonia uuu... gdzieś.

                  A Joanna d'Arc zgłupiała
                  Mówi, że odejdzie stąd
                  Że góralem jest z Podhala
                  Porypało ją!

                  Wszyscy jacyś nienormalni
                  I ja źle się czuję tu
                  Nie chcę być już Marilyn Monroe
                  Tylko Winnetou...

                  • camrut Re:______co do opisu sutuacji.. :)_____ 04.01.04, 20:04
                    Kuplety laureata z Tworek


                    Z repertuaru "Bandy"
                    Przesiedziałem w Tworkach kilka lat.
                    Potem parę lat u Bonifratrów.
                    Mnie w dzieciństwie mur na głowę spadł,
                    Fakt ciekawy bardzo dla psychiatrów.
                    Bili mnie, badali treść mych snów,
                    Wodą oblewali nawet we śnie!
                    Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale wypuścili mnie za wcześnie.

                    Miałem już trzy żony. Pierwsza - drań.
                    Za to druga - wiedźma! Wódka, karty!
                    Trzecia - no, po prostu z "takich pań".
                    Teraz chcę się żenić po raz czwarty.
                    Bo małżeński stan mnie nęci znów,
                    Sądzę, że to życie mi umili - - - - -
                    ... Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale mnie za wcześnie wypuścili.

                    Szwagier mój podatki płacić ma.
                    Wziął przez rok z dwadzieścia pięć tysięcy,
                    Lecz w zeznaniu podał tylko dwa.
                    ?Jak to, mówię, nic nie podasz więcej?!
                    Bądź uczciwy! Prawdę zawsze mów!
                    Zapłać wszystko! Zapłać w jednej chwili ..."
                    ... Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale mnie za wcześnie wypuścili.

                    Mówią wszyscy, że ma wojna być.
                    Ja powiadam, że nie będzie wojny!
                    Moi państwo, komu chce się bić?
                    Świat rozbraja się i jest spokojny.
                    Liga nie dopuści, żeby znów
                    Ludzie bili się i w krwi pławili!!!
                    ... Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale mnie za wcześnie wypuścili.

                    Na państwową gdzieś posadę - dwóch
                    Kandydatów ma największą szansę.
                    Jeden - to fachowiec, chłopak zuch,
                    Drugi - jest przy wojsku ordynansem.
                    Kogo wzięli? Szkoda chyba słów.
                    Sądzę, że fachowca wyróżnili ...
                    ... Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale mnie za wcześnie wypuścili.

                    Gdy za parę lat na nowy Sejm
                    Nowych posłów będzie kraj wybierać,
                    Posłuchajcie dobrej rady mej:
                    Po co mamy kłócić się, użerać?
                    Wszyscy na BB głosujmy znów,
                    Wszyscy na sanację, bracia mili!
                    ... Jeszcze jeden rok, a byłbym zdrów,
                    Ale mnie za wcześnie wypuścili.


                    Schyzio Frenik

                    Julian Tuwim
                    1933

            • camrut ______zaangazowanie :O)__________________________ 12.12.03, 11:07
              Zaangażowanie /Waligorski

              Nie sztuka pisać o kwiatuszkach,
              Obłoczkach, ptaszku oraz drzewkach,
              Za to nikt nie da ci po uszkach,
              Nikt się na ciebie nie pogniewa.
              Nikt nigdy ci nie zechce przylać,
              Szef rozwścieczony nie zawoła:
              - Musicie się tak wciąż wychylać`?
              Piszcieżeż, kuchnia, coś o pszczołach!
              Więc piszę: Pachną w słońcu ziółka
              (obszar plus minus jeden hektar),
              A wśród tych ziółek igra pszczółka
              Biorąc do pyska słodki nektar.
              Przy tej okazji w kwietny pyłek
              Siada na maku lub na chabrze,
              A że ma dość kosmaty tyłek,
              Więc zwykle pyłkiem się ubabrze.
              Potem przenosi go do słupka
              I kwiat zapładnia mimo woli,
              Więc gdyby nie tej pszczółki pupka -
              Brakłoby jabłek i fasoli.
              Proszę, już wierszyk jest niedługi,
              Sama w nim prawda, nic ryzyka,
              Lecz mam gdzieś pszczółkę, jej zasługi
              I kwiatki, w które mordę wtyka.
              Oduczyłbym ją tkwić na boku,
              Ustawiłbym tę zgagę w pionie:
              - Oż ty, szemrana po odwłoku,
              Brzęknij po czyjej jesteś stronie.
              Niestety... pszczółka milcząc siedzi
              Lub dalej lata i się trudzi,
              Nie łatwiej ją do wypowiedzi
              Skłonić niż całą kupę ludzi...
              Ha, widać to nie jej domena,
              Nikt jej inaczej nie wychowa,
              Nie zmieni jej w Buchwalda, Twaina,
              Ilfa, Pietrowa i Czechowa.
              Nie zrobi z pszczółki satyryka,
              Co do ostatniej swej minuty,
              Tam gdzie nie trzeba, będzie wtykał
              Palce. A nawet ich kikuty...

                • Gość: Kafar Re: ______modlitwa ateisy:O)________________ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.03, 01:18
                  Modlitwa laika
                  Andrzej Waligórski

                  Druga wersja - Modlitwy do Karola Marksa

                  (z cytatami z Tuwima i z Konopnickiej )

                  Panie! Najmędrszy z profesorów!
                  Chciej przyjąć wniosek mój paniczny:
                  Zachowaj nas od Nikiforów
                  W dziedzinach pozaartystycznych!
                  Niech żyją wolni i szczęśliwi,
                  Niech rzeźbią lub malują jaja,
                  Lecz niech naiwny prymitywizm
                  Po innych pionach się nie szlaja.
                  Wszyscyśmy winni im uznanie,
                  Podziw dla formy i pomysłów,
                  Lecz ty fachowców daj nam, Panie,
                  Do ekonomii i przemysłu.
                  Chmury nad nami rozpal w łunę,
                  Uderz nam w serca złotym dzwonem,
                  Niech ruszą w kraj ogromnym tłumem
                  Kadry, dogłębnie wyszkolone.
                  Daj nam uprzątnąć dom ojczysty,
                  W zyski zamienić śmiało straty,
                  Po co ma biedny być, choć czysty,
                  Niech będzie czysty i bogaty!
                  Niech więcej Twego brzmi imienia
                  W uczynkach ludzi niż w ich pieśni.
                  Głupcom odejmij dar marzenia,
                  A sny szlachetnych ucieleśnij.
                  Czasem zaś uderz się po mieczu,
                  Niech ktoś się twoim gniewem strapi,
                  Kto jest nieukiem po ćwierćwieczu,
                  Ten, widać, uczyć się nie kwapił.
                  Niech twoi słudzy go wywiodą
                  W lasy i gaje, w głąb przyrody,
                  By zamiast nam u nóg być kłodą,
                  Prawdziwe mógł piłować kłody.
                  To będzie jego młodość druga,
                  Gdy z kija, deski albo gnata
                  Nożem pajaca se wystruga,
                  Lecz nie wystruga z nas wariata.
                  O Panie, co telewizorów
                  Oczyma widzisz nas w całości,
                  Deglomerację Nikiforów
                  Zechciej zarządzić w swej mądrości,
                  I weź jej ster w surowe dłonie,
                  Bo czas tracimy wciąż w nadmiarze,
                  Błagając różne stare konie:
                  - Pójdź, koniu, ja cię uczyć każę!
        • Gość: Palnick Re: ______Boy__________________________ IP: *.stenaline.com 02.01.04, 14:16

          Tadeusz Boy - Żeleński

          Gdy się człowiek robi starszy...

          Gdy się człowiek robi starszy,
          Wszystko w nim po trochu parszy-
          wieje;

          Ceni sobie spokój miły
          I czeka, aż całkiem wyły-
          sieje.

          Wówczas przychodzą nań żale,
          Szczęścia swego liczy zale-
          głości.

          I mimo tak smutne znamię,
          Straszne go chwytają namię-
          tności...

          Z desperacją patrzy czarną
          Na swe lata młode zmarno-
          wane,

          W wspomnień aureolę boską
          Pręży myśli swoje rozko-
          chane...

          Z żalem rozważa w swej nędzy
          Każde "nicniebyłomiędzy-
          nami",

          Każdy nie dopity puchar,
          Każdy flirt młodzieńczy z kuchar-
          kami...

          Wspomni z jakąś wielką gidią
          Swe gruchania, ach jak idio-
          tyczne,

          I czuje w grzbiecie, wzdłuż szelek,
          Jakieś dziwne prądy elek-
          tryczne...

          Jakąś gęś, z którą do rana
          Szukali na mapie Ana-
          tolii,

          Jakiś powrót łódką z Bielan,
          Jakiś wieczór pełen melan-
          cholii...

          Gdybyż, ach, snów wskrzesła mara,
          Dziergana w rozkoszy ara-
          beski.

          Gdybyż bodaj raz, ach gdyby
          Sycić swą CHUĆ jak sam Przyby-
          szewski!...

          ...I wdecha zwiędłe zapachy
          Nad swych marzeń trumną nachy-
          lony,

          I w letnią noc, w smutku szale
          Łzami skrapia własne kale-
          sony...
          • camrut ____i Galczynskim po oczach :))___________________ 03.01.04, 03:50
            10 Limeryków

            I
            Był Chińczyk w pustyni Gobi,
            który straszne kawały robił.
            W końcu znienawidzony
            przeniósł się w inne strony,
            ale nic sobie z tego nie robił

            II
            Był pewien anioł w niebie,
            co ciagle robił pod siebie.
            Koledzy, chociaż beczy,
            orzekli, dość tych rzeczy!
            I ten anioł musiał spać na drzewie.

            III
            Była pewna poetka w Krakowie,
            co patrzyła w świat coraz płciowiej,
            leczył ją pewien pastor,
            lecz trzy na jedenastą
            coś jej stuknęło w głowie.

            IV
            Był członek związku szoferów
            nieprawdopodobny nierób:
            godzina za godziną
            grał w oko i w domino
            i wcale nie woził pasażerów.

            V
            ByŁ pewien pan w Koźminku,
            co strasznie nie lubił kminku.
            Raz krzyknął: dość tych kpinek,
            ciągle kminek i kminek!
            I umarł, jak stał, przy kominku

            VI
            Był pewien pisarz młody,
            co nigdy nie dostał nagrody,
            w końcu, zdenerwowany,
            sprzedał dwie cudze wanny
            i wyszedł zupełnie z mody.

            VII
            Był pewien kominiarz Binder,
            co trzymał w szafie cylinder.
            Chodził, co bylo gafą,
            na procesje z ta szafą,
            zamiast nosić na głowie cylinder.

            VIII
            Był pewien mnich z Tipperary,
            który strasznie lubił dolary,
            lecz, ze nogę miał krzywą,
            robił z dolarów piwo
            - ten dziwny mnich z Tiperary.

            IX
            Był pewien poeta w Łodzi,
            który ciągle na rzęsach chodził.
            gdy go koledzy z płaczem
            błagali, chodź inaczej,
            odpowiedział: co was to, do cholery, obchodzi?

            X
            Była pewna dama z Radziejowa,
            co hukała nocą jak sowa,
            wię mąż był przerazony
            z powodu takiej żony
            i otruł ją wodą Burowa

            Konstanty Ildefons Gałczyński

            ....
            buziaki!
            surprised)
            • Gość: Palnick Re: ____smutna kolęda______________ IP: *.stenaline.com 04.01.04, 01:54

              Kolęda

              Na Twoje urodziny jestem sam bezbronny
              Broń nakazałem sobie odłożyć ołówek
              I tarczę kartki schowałem w szufladę
              Tamtą kobietę zwróciłem rodzinie

              Osoby dawnych wierszy ode mnie odeszły
              I nie mam uroczystej zastawy na stole
              I nie ukrywam się za krzakiem drzewka
              Czy za zasłoną parującej zupy

              I nie mam psa pod stołem z którym bym rozmawiał
              I żaden list nie przyszedł Nadawcy umarli
              Na wymyśloną im przeze mnie śmierć
              Autorzy byli i zabrali książki

              I wreszcie nie mam żadnej ojczyzny gdy trup
              Pamięci leży w brudach jak zużyta chustka
              A tę za oknem właśnie śnieg zasypał
              Razem z poezją śmiercią i Afryką

              Mam tylko wyszczerbioną szklankę po musztardzie
              I w butelce spirytus denaturowany
              Od którego mózg płonie fioletowo
              Jak zapalona rtęciowa żarówka

              Ale jeszcze nie piję go kiedy spod śniegu
              Dochodzą mnie zaklęcia pijanego ludu
              Co usiłuje wymusić odpowiedź
              Od milczącego na talerzu karpia

              Życzę im by się przecież jakos dogadali
              Co się na pewno stanie skoro nawet talerz
              Niedługo zacznie mówić ludzkim głosem
              I barszcz i bigos i grzyby w kapuście

              Ja zanim odkorkuję naleję wypiję
              Zanim się z sobą samym podzielę opłatkiem
              Skórki od chleba suchego jak wargi
              Tymi spierzchłymi tyle Ci opowiem

              Począłeś się w kobiecie z wielkiej melancholii
              W łonie jak dom ogromny co nie zamieszkany
              Sam się zaludnia najpierw echem kroków
              Aż magnetycznie skupią się atomy

              Począłeś się w kobiecie najbrzydszej na świecie
              Co chociaż obdarzona pośladkami dwoma
              Piersiami uwieść nie zdołała męża
              Teraz się rodzisz żeby mnie zwyciężać

              24 XII 1968
              -------------
              Moc serdeczności dla Ciebie i Janusza!
              P.
              • Gość: Kafar Re: ____Modlitwa do Karola Marksa______________ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.04, 00:59
                Andrzej Waligórski

                MODLITWA DO KAROLA MARKSA

                Druga wersja - Modlitwa laika

                (z cytatami z Tuwima i z Konopnickiej)

                Panie, pozbyłem się oporów
                I wniosek złożyć chcę paniczny:
                Zachowaj nas od Nikiforów
                W dziedzinach pozaartystycznych.
                Niech żyją wolni i szczęśliwi,
                Niech rzeźbią lub malują jaja,
                Lecz niech naiwny prymitywizm
                Po innych pionach się nie szlaja.
                Wiem Panie, wiele już zrobiono,
                niejeden usunięto zator,
                Lecz tu i ówdzie, jak muchomor
                Pośród prawdziwków tkwi amator.
                Twoje nauki studiujemy,
                Wierzymy w kształt wielkiego dzieła
                I wszyscy chętnie cię poprzemy
                W odnowie, która się zaczęła.
                "Chmury nad nami rozpal w łunę,
                Uderz nam w serca złotym dzwonem"
                Niech przyjdą dużo większym tłumem
                Kadry, solidnie wyszkolone.
                "Niech więcej Twego brzmi imienia
                W uczynkach ludzi, niż w ich pieśni,
                Głupcom odejmij dar marzenia
                A sny szlachetnych - ucieleśniaj".
                Daj nam uprzątnąć dom ojczysty,
                W zyski zamienić pozwól straty,
                Po co ma biedny być, choć czysty?
                Niech będzie czysty i bogaty.
                Lecz czasem uderz się po mieczu,
                Niech ktoś się Twoim gniewem strapi,
                Kto jest nieukiem po ćwierćwieczu,
                Ten widać uczyć się nie kwapił.
                Spraw by nadeszła wielka fala
                Co wszystkie bramy pootwiera,
                A facet z wykształceniem drwala
                Niech nie dotyka komputera.
                Niech twoi ludzie go wywiodą
                W lasy i w gaje, w głąb przyrody,
                By zamiast nam u nóg być kłodą -
                Prawdziwe mógł piłować kłody.
                Tam go ucieszy bór i struga,
                Tam i pokrzyczy, i polata,
                Nożem pajaca se wystruga
                lecz nie wystruga z nas wariata.
                Panie, najmędrszy z profesorów
                Który nas widzisz z wysokości!
                Dezintegrację Nikiforów
                Zechciej zarządzić w swej mądrości,
                I weź jej ster w surowsze dłonie,
                Bo czas tracimy wciąż w nadmiarze
                Błagając różne stare konie:
                " - Pójdź koniu, ja cię uczyć każę!"
    • limakty Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst 11.12.03, 17:45
      Palnic, nie ważne czy to napisał Marqez , czy ktoś inny. Ważne jest to , że
      otrzymałeś te słowa od bliskiej Ci osoby. To są piękne słowa!
      Wiele razy chciałem Ci to napisać, ale całą energię niepotrzebnie poświęcałem
      na dziecinne walki z ludźmi, którzy właśnie te słowa codziennie rano powinni
      przeczytać , za czym zastukają w klawiaturę.
      Jestem już po wszystkim, jest mi lżej., bo zakończyłem swoją niepotrzebną ( a
      może potrzebną misję smile)] i wracam do normalnosci.
      Pozdrawiam
      LIMAK
      • Gość: Palnick Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.stenaline.com 23.12.03, 00:17
        limakty napisał:

        > Palnic, nie ważne czy to napisał Marqez , czy ktoś inny. Ważne jest to , że
        > otrzymałeś te słowa od bliskiej Ci osoby. To są piękne słowa!
        > Wiele razy chciałem Ci to napisać, ale całą energię niepotrzebnie poświęcałem
        > na dziecinne walki z ludźmi, którzy właśnie te słowa codziennie rano powinni
        > przeczytać , za czym zastukają w klawiaturę.
        > Jestem już po wszystkim, jest mi lżej., bo zakończyłem swoją niepotrzebną ( a
        > może potrzebną misję smile)] i wracam do normalnosci.
        > Pozdrawiam
        > LIMAK
        ===================
        Cieszę się Limak, że to napisałeś. To bardzo ważne, żeby znaleźć rzeczywistą
        miarę i wagę rzeczy. Tekst Marqueza bardzo w tym pomaga. Życzę Ci najlepszego
        oraz przyjemności związanych z Twoją przemianą.
        Pozdrawiam serdecznie,
        Palnick
    • Gość: Kafar Re:Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeństwa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.12.03, 19:48

      Jan Twardowski

      Śpieszmy się

      Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
      zostaną po nich buty i telefon głuchy
      tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
      najważniejsze tak prędkie że raptem się staje
      potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
      ja czystość urodzona najprościej z rozpaczy
      kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

      Nie bądź pewny że masz czas bo pewność niepewna
      zabiera na wrażliwość tak jak każde szczęście
      przychodzi jednocześnie jak patos i humor
      jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
      tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
      jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
      żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
      chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
      kochamy wciąż za mało i stale za późno

      Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
      a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

      Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
      i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
      i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
      czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
      • Gość: Palnick ////Kącik złamanych serc //// IP: *.stenaline.com 04.01.04, 13:42
        Agnieszka Osiecka

        Oczy tej małej

        Posłuchaj pan, panie podróżny,
        Co się zdarzyło na Próżnej:
        Żyła tam Jagna, dobra i czysta,
        I chodził do niej Jan kancelista,
        Akurat to była niedziela,
        Kręciła się karuzela.
        Zabrał tam Jagnę kochanek czuły
        I całkiem zmącił jej miły umysł.

        Oczy tej małej jak dwa błękity,
        Myśli tej małej - białe zeszyty.
        A on był dla niej jak młody bóg,
        Żebyż on jeszcze kochać mógł.

        A lato, jak bywa w Warszawie,
        Młodym slużyło łaskawie.
        On ją zabierał nieraz na łódki,
        A ona jego leczyła smutki.
        Posłuchaj pan, panie wędrowny:
        Nastał ten dzień niewymowny,
        Odszedł bez słowa kochanek podły,
        Na nic się zdały płacz jej i modły.

        Pociągi odchodzą i statki,
        Ona nie wróci do matki.
        Kto by uwierzył w całym Makowie,
        Że dla niej światem był jeden człowiek.
        Przez niego więc siebie zabiła
        Ta, co z miłości tańczyła.
        Bóg jej wybaczył czyny sercowe
        I lody podał jej malinowe.

        Posłuchaj, niewierny kochanku,
        Co nienawidzisz poranków:
        Wróci jeszcze do ciebie ta trumna,
        Gdzie leży twoja kochanka dumna.
        Bo taki, co kochać nie umie,
        Przegra - choć wszystko rozumie.
        Bóg cię pokaże swą nieczułością
        Za to, żeś gardził ludzką miłością.

        Oczy tej małej jak dwa błękity,
        Myśli tej małej - białe zeszyty.
        A tyś był dla niej więcej niż Bóg,
        Pokłoń się do jej martwych nóg.

        • Gość: Palnick Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.stenaline.com 04.01.04, 16:21
          Niepewność

          Gdy cię nie widzę, nie wzdycham nie płaczę
          Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę
          Jednakże, gdy cię długo nie oglądam
          Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam
          I tęskniąc sobie zadaję pytanie
          Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie

          Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale
          Abym przed tobą szedł wylewać żale
          Idąc bez celu, nie pilnując drogi
          Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi
          I wchodząc sobie zadaję pytanie
          Co mnie tu wiodło, przyjaźń - czy kochanie

          Gdy z oczu znikniesz nie mogę ni razu
          W myśli twojego odnowić obrazu
          Jednakże nieraz czuję mimo chęci
          Że on jest zawsze blisko mej pamięci
          I znowu sobie zadaję pytanie
          Czy to jest przyjaźń - czy to jest kochanie

          Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
          Po twą spokojność do piekieł bym wstąpił
          Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem
          Bym był dla Ciebie zdrowiem i pokojem
          I znowu sobie powtarzam pytanie
          Czy to jest przyjaźń - czy to jest kochanie


          • Gość: Emily Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.dc.dc.cox.net 09.01.04, 02:18
            K.P. Tetmajer

            HYMN DO MIŁOŚCI


            Tyś jest najwyższą z sił, wszystko ulega tobie,

            miłości!

            Życie jest żądzą, a tyś z żądz największą,

            prócz samej żądzy życia; duszą duszy

            i sercem serca życia tyś jest,

            miłości!

            Jeśli największym szczęściem zapomnienie,

            bezwiedza i niepamięć własnego istnienia;

            toś ty jest szczęściem szczęścia, ty, co dajesz

            omdlenie duszy i omdlenie zmysłom

            i myśli kładziesz kres upajający,

            miłości!

            Jeśli złudzenia są jedynym dobrem,

            toś ty największym dobrem, najsilniejsze

            ze wszystkich złudzeń ty, moc mocy,

            pierwotna, dzika, nie znająca kiełzań,

            święta potęgo,

            miłości!

            Jeśli pragnienia są jedyną ową

            poręczą, która chroni

            od upadnięcia w przepaść rozpaczy i wstrętu;

            jeśli są jedynym

            mostem, po którym można iść nad odmęt nudy;

            jeśli jedynym są lekarstwem, które

            broni od cierpień zwątpienia i zbrzydzeń,

            pogardy świata i od samowzgardy:

            to ty, o matko pragnień, jesteś ową

            poręczą, mostem i lekarstwem, jesteś

            zbawczynią ludzi,

            miłości!

            Czas idzie i zmieniają się wiary,

            bóstwa w proch upadają jedne po drugich,

            dziś czczone, jutro deptane,

            przechodzą przed oczyma ludzkości,

            by więcej nie powrócić:

            ty trwasz wieczysta, jak strach, głód i zawiść,

            pierwotna, tak jak one,

            jak one tryumfalna,

            nad wszystko wyniesiona, niepokonana

            niczym i nigdy, tak jak one,

            pierwotna, dzika potęgo

            miłości!

            Wdzięku, piękności natury,

            kędyś jest wobec wdzięku i piękna miłości?

            Jesteś jak rama

            do obrazu, jak otęcz promieni

            skrzącemu kręgowi słońca.

            Kędyś jest, liściu róży,

            wobec ust ukochanej?

            Kędyś, szafirze niebios, morza błękicie,

            wobec ócz ukochanej?

            Kędyś, szumie jaworów i śpiewie ptaków

            w wiosenne rano,

            wobec głosu ukochanej?

            Kędyś, ciszo grot pośród paproci

            pod gęstymi zaplotami bluszczów,

            wobec milczenia ukochanej?

            Kędyś jest, śniegu, różowiony blado

            od blasku słońca,

            wobec koloru ciała ukochanej?

            Kędyście, linie cudowne

            gór i skał, kędy łuk tęczy świetlisty,

            kędy przepysznych wodospadów wstęgi,

            smukłe narcyzy, palmy wybujałe,

            kędy obłoki lotne i powiewne

            wobec kształtów ciała ukochanej?

            Kędyś, mchu miękki, liściu aksamitny,

            wobec jej piersi dotknięcia i dłoni?

            Kędyś, marmurze gładki, grzany słońcem,

            wobec jej białych bioder, spływających

            cudowną linią

            w odurzający wzrok, dech wstrzymujący

            kształt, który rękę przykuwa do siebie?

            Kędyś jest, czarze nocy księżycowej,

            czarze poranku, kiedy słońce wschodzi

            zza gór dalekich;

            uroku jezior, co się nagle jawią

            pośród skał senne,

            i tej zieleni złocistej, ze szczytów

            widzianej w dali:

            wobec czaru ukochanej?

            Kędyś jest, melancholio wieczorów jesiennych,

            wobec jej smutku?

            Kędyś, wesele letniego południa,

            przy jej radości?

            Kędy o sławie sny, sny o potędze,

            zwycięstwach dumy, odpłaceniu krzywdy,

            o nieznoszeniu niesprawiedliwości:

            wobec snów o ukochanej?

            Kędyś, pragnienie posiadania złota,

            przy posiadania jej ciała pragnieniu?

            Kędyś jest, żądzo poznania wszystkiego,

            co jest poznanym albo nim być może,

            wobec pragnienia poznania wskroś duszy

            ukochanej kobiety?

            Tak, tyś największą z sił, tyś życiem życia,

            miłości!

            Najsłodszą rozkosz i najsroższą boleść

            ty sprawiasz; tyś jest, tak jak śmierć, królową

            wszechistnień ziemskich, pierwotna potęgo,

            miłości!


            --------------------------------------------------------------------------------
            • Gość: Kafar Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 02:49
              Jeremi Przybora smile

              Inwokacja (Bez ciebie)

              Bez Ciebie jestem tak smutny jak kondukt w deszczu pod wiatr
              Bez Ciebie jestem wyzuty z ochoty całej na świat
              Bez Ciebie jestem nieładny bez żadnej szansy u pań
              Bez Ciebie jestem bezradny jak piesek co wypadł z sań
              Bez Ciebie jestem za krótki na długą drogę przez świat
              Bez Ciebie jestem malutki i wytłuc może mnie grad
              Bez Ciebie jestem tak nudny jak akademie "na cześć"
              Bez Ciebie jestem tak trudny że trudno siebie mnie znieść
              Bez Ciebie jestem niepełny jak czegoś ćwierć albo pół
              Bez Ciebie jestem zupełny balon, łachudra i wół

              Kimkolwiek jesteś włóż na siebie coś i rusz
              Od stołu wstań z imienin wyjdź, zrezygnuj z dań i przyjdź

              Przy Tobie będę pogodny bo skąd bym smutek brać miał
              Przy Tobie będę podobny strukturą torsu do skał
              Przy Tobie będę upojny jeżeli idzie o głos
              Przy Tobie będę przystojny urodą silną jak cios
              Przy Tobie będę subtelny jak woń łubinu wśród pól
              Przy Tobie będę tak dzielny jak ten co zginął nam król
              Przy Tobie będę artystą od wzruszeń duszy do łez
              Przy Tobie będę z umysłu inteligentny jak bies
              Przy Tobie w jednej osobie Efebem będę ja bądź
              Poetą, mędrcem... a z kobiet - dużą blondyną ty bądź

              Więc kim byś była włóż na siebie coś i rusz
              Jeżeliś we śnie - z pościeli wyjdź przeciągnij się i przyjdź

          • Gość: Kafar Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.04, 13:39
            Cytaty ze zbioru H.Markiewicza "Cytaty mądre i zabawne"

            Miłość

            Źle na świecie żyć z babami, ale trudno żyć bez bab.
            [Arystofanes z Aten, Lysistrata, 411 p.n.e]

            Serce nie sługa, nie zna, co to pany,
            Nie da się okuć przemocą w kajdany.
            [Zabobon czyli Krakowiacy i Górale,a. III 1816]

            Serce nie ma zmarszczek.
            [Charles Guillaume Etienne, Joconde, a. III , 1814]

            Jak dobrze się składa, jak dobrze zaczyna
            Że ja jestem chłopiec, a tyżeś dziewczyna.
            [niemiecka piosenka ludowa]

            Miłość to egoizm we dwoje.
            [Germaine de Stael-Holstein]

            Lepiej jest kochać i stracić,
            Niż w ogóle nigdy nie kochać.
            [Alfred Tennyson, In memoriam, 1850]

            Miłośc polega na tym, by móc się razem wygłupiać.
            [Paul Valery, Monsieur Teste, 1896]

            Zostawmy ładne kobiety mężczyznom bez wyobraźni.
            [Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu, 1925]

            Starość nie chroni przed miłością,
            ale miłość chroni przed starością.
            [Coco Chanel]
            • Gość: Palnick Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.stenaline.com 25.01.04, 16:35
              Jeremi Przybora

              Już kąpiesz się nie dla mnie

              Już kąpiesz się nie dla mnie
              W pieszczocie pian
              Nie dla mnie już przy wannie
              Odkręcasz kran
              Nie dla mnie już natryskiem
              Zraszasz czary swe wszystkie
              Wiem że czeka aż wyschniesz
              Już inny pan

              Korzystasz już nie dla mnie
              Ze stacji pomp
              Lecz choć ból w otchłań pcha mnie
              Ty kąp się, kąp
              Chcę, by schludność twa kwitła
              Kąpiel tobie nie stygła
              Choć podcięłaś mi skrzydła
              Strąciłaś w głąb

              I tylko pomyśl sobie w dogodniejszej porze
              O tym, co już bez ciebie kąpać się nie może
              Boże!

              Już kąpiel twa nie dla mnie
              Nie dla mnie plusk
              Każda kropla w twej wannie
              Mój drąży mózg
              Smukłe ciało trąc frotem
              Nie pamiętasz już o tem
              Jak czekałem z łopotem
              Spragnionych ust

              To nie do wiary, że niedawno tak to było
              W słuchawce głos, kochanie dzwonisz, jak to miło
              A gdy pytałem, czy to z kranu gdzieś tak siąpie
              Mówiłaś, tak, bo ja się często kąpię
              Tak jeszcze wczoraj powiedziałabyś
              Tak jeszcze wczoraj, bo już dziś...

              Ty kąpiesz się nie dla mnie ...


          • Gość: Kafar Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 01:39
            Wspomnienie

            Mimozami jesień się zaczyna
            Złotawa, krucha i miła
            To ty, to ty jesteś ta dziewczyna
            Która do mnie na ulicę wychodziła
            Od twoich listów pachniało w sieni
            Gdym wracał zdyszany ze szkoły
            A po ulicach w lekkiej jesieni
            Fruwały za mną jasne anioły

            Mimozami zwiędłość przypomina
            Nieśmiertelnik żółty październik
            To ty, to ty moja, jedyna
            Przychodziłaś wieczorami do cukierni
            Z przeomdlenia, z przemodlenia senny
            W parku płakałem szeptanymi słowy
            Chłodzik z chmurek prześwitywał jesienny
            Od mimozy złotej majowy

            Ach z czułymi przemiłymi snami
            Zasypiałem z nim gasnącym o poranku
            W snach dawnymi bawiąc się wiosnami
            Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką

            • Gość: Palnick Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.stenaline.com 23.01.04, 02:05
              Jonasz Kofta

              Samba na rozstanie

              Nie, nie możesz teraz odejść
              Kiedy cała jestem głodem
              Twoich oczu, dłoni twych
              Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze
              Nim odbierzesz mi powietrze
              Zanim wejdę w wielkie nic

              Nie, nie możesz teraz odejść
              Jestem rozpalonym lodem
              Zrobię wszystko, tylko bądź
              Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment
              Płonę, płonę, płonę, płonę...
              Zimnym ogniem czarnych słońc

              Nie, nie możesz teraz odejść
              Popatrz listki takie młode
              Nim jesieni rdza i śmierć
              Bądź - proszę cię na rozstań moście
              Nie zabijaj tej miłości
              Daj spokojnie umrzeć jej

        • Gość: Kafar Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 02:20
          Muzyka i slowa Leonard Cohen.
          Genialne tlumaczenie - Maciej Zembaty

          Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób

          Kochałem cię dziś rano
          Ust naszych ciepła słodycz
          Jak senna złota burza
          Nade mną twoje włosy
          Przed nami na tym świecie
          Już inni się kochali
          I w mieście albo w lesie
          Też tak się uśmiechali
          A teraz trzeba zacząć
          Rozłączać się po trochu
          Twe oczy posmutniały
          Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób

          Na pewno cię nie zdradzę
          Odprowadź mnie do rogu
          Ty wiesz że nasze kroki
          Zrymują się ze sobą
          Twa miłość pójdzie ze mną
          A moja tu zostanie
          I tak się będą zmieniać
          Jak brzeg i morskie fale
          Czy miłość to kajdany ?
          Nie mówmy lepiej o tym
          Twe oczy posmutniały
          Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób

          Kochałem cię dziś rano
          Ust naszych ciepła słodycz
          Jak senna złota burza
          Nade mną twoje włosy
          Przed nami na tym świecie
          Już inni się kochali
          I w mieście albo w lesie
          Też tak się uśmiechali
          Czy miłość to kajdany ?
          Nie mówmy lepiej o tym
          Twe oczy posmutniały
          Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób



          • Gość: Kafar Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 02:32
            A teraz orginal Cohena:

            I loved you in the morning

            I loved You in the morning
            Our kisses deep and warm
            Your hair upon the pillow
            Lake a sleepy golden storm
            Yes, many loved before us
            I know that we are not new
            In city and in forest
            They smiled like me and You
            But now it's come to distances
            And both of us must try
            Your eyes is soft with sorrow
            Hey that's no way to say goodbye

            I'm not looking for another
            As I wander in my time
            Walk me to the corner
            Our steps will always rhyme
            You know my love goes with You
            As Your love stays with me
            It's Just the way it changes
            Like the shoreline and the sea
            But let's not talk of love or chains
            And things we can't untie
            Your eyes is soft with sorrow
            Hey that's no way to say goodbye

            I loved You in the morning
            Our kisses deep and warm
            Your hair upon the pillow
            Lake a sleepy golden storm
            Yes, many loved before us
            I know that we are not new
            In city and in forest
            They smiled like me and You
            But let's not talk of love or chains
            And things we can't untie
            Your eyes are soft with sorrow
            Hey, that's no way to say goodbye.


            • Gość: Palnick Re: ////Kącik złamanych serc //// IP: *.stenaline.com 23.01.04, 02:19
              Jonasz Kofta

              Ździebełko - Ciepełko

              Wiem, że miłość jest udręką
              Bo się wszystkiego od niej chce
              Ja pragnę mało, malusieńko
              A właściwie jeszcze mniej

              Ździebełko ciepełka
              W codziennych piekiełkach
              W wyblakłym na szaro obłędzie
              Różowa perełka, ździebełko ciepełka
              Znów wiem, że jakoś to będzie

              Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
              I biedne się czuje, niczyje
              Ciepełka ździebełko
              Ździebełko ciepełka
              Wystarczy i ewszystko przemija

              Ździebełko ciepełka
              Diamencik ze szkiełka
              Czułości kropelka na listku
              Ciepełka ździebełko
              Tkliwości światełko
              W twych oczach wystarczy za wszystko

              Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
              Uczuć, w których spalę się
              Jesteśmy przecież łatwopalni
              Dla mnie najważniejsze jest:
    • limakty Do Palnick-a 23.12.03, 16:55
      Widzisz. Tu na FA nie da się rozmawiać. Jak zaproponowałem , by dyskutować
      rzeczowo (nawet ostro, ale nie obrażając adwersarza), to rzuciła się na mnie
      wataha idiotów... Bałem sie wtedy wejść w ten wątek, by go ze względu na moją
      obecność nie rozpirzyli.
      Jeszcze raz pytam- czy można FA zamienić na forum dyskusyjne , bez tej
      wszechobecnej nienawiści?

      LIMAKTY
      • Gość: Palnick Czlłowieczeństwo... IP: *.stenaline.com 25.12.03, 12:34
        ANTONI SŁONIMSKI
        Ten jest z ojczyzny mojej

        Ten, co o własnym kraju zapomina
        Na wieść, jak krwią opływa naród czeski,
        Bratem się czuje Jugosłowianina,
        Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski,

        Z matką żydowską nad pobite syny
        Schyla się, ręce załamując z żalem,
        Gdy Moskal pada – czuje się Moskalem,
        Z Ukraińcami płacze Ukrainy.

        Ten, który wszystkim serce swe otwiera,
        Francuzem jest, gdy Francja cierpi – Grekiem,
        Gdy naród grecki z głodu obumiera.
        Ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem.
        1943
    • Gość: Palnick Nic dwa razy... IP: *.stenaline.com 31.12.03, 21:56
      Wisława Szymborska

      Nic dwa razy

      Nic dwa razy się nie zdarza
      i nie zdarzy. Z tej przyczyny
      zrodziliśmy się bez wprawy
      i pomrzemy bez rutyny.

      Choćbyśmy uczniami byli
      najtępszymi w szkole świata,
      nie będziemy repetować
      żadnej zimy ani lata.

      Żaden dzień się nie powtórzy,
      nie ma dwóch podobnych nocy,
      dwóch tych samych pocałunków,
      dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

      Wczoraj, kiedy twoje imię
      ktoś wymówił przy mnie głośno,
      tak mi było, jakby róża
      przez otwarte wpadła okno.

      Dziś, kiedy jesteśmy razem,
      odwróciłam się ku ścianie.
      Róża ? Jak wygląda róża ?
      Czy to kwiat ? A może kamień ?

      Czemu ty się, zła godzino,
      z niepotrzebnym mieszasz lękiem ?
      Jesteś - a więc musisz minąć.
      Miniesz - a więc to jest piekne.

      Uśmiechnięci, wpółobjęci
      spróbujemy szukać zgody,
      choć różnimy się od siebie
      jak dwie krople czystej wody.
          • Gość: Emily Re: Nic dwa razy... IP: *.dc.dc.cox.net 01.01.04, 19:34
            A dlaczego tylko prawie wszystkich? ja ide na calego i zycze Ci Palnicku
            spelnienia WSZYSTKICH marzen, nawet tych in spewink). Te in spe sa zawsze
            najciekawsze, bo ich jeszcze nie znamy i w nich tkwi najwieksza tajemnica
            zycia, nie sadzisz? dlaczegos lubie zagadki i labirynty.
            Happy 2004! wink)
            • Gość: Palnick Re: Nic dwa razy...do Emily IP: *.stenaline.com 04.01.04, 02:05
              Myślałem, że chcesz sobie zachować jakieś niespełnione marzenia... ot tak, żeby
              mieć za czym tęsknić.
              Jeżeli nie masz takiej potrzeby, również życzę Ci spełnienia wszelkich marzeń,
              miłości, współczucia, zdrowia, pogody ducha i tego żeby żar twojego serca trwał
              niezmieniony smile
              P.
              • Gość: Emily Re: Nic dwa razy...do Palnicka IP: *.dc.dc.cox.net 04.01.04, 02:31
                Myślałem, że chcesz sobie zachować jakieś niespełnione marzenia... ot tak, żeby
                >
                > mieć za czym tęsknić.
                > Jeżeli nie masz takiej potrzeby, również życzę Ci spełnienia wszelkich
                marzeń,
                > miłości, współczucia, zdrowia, pogody ducha i tego żeby żar twojego serca
                trwał niezmieniony smile
                ======
                Alez tak, naturalnie Palnicku! celowo przesadzilam z tym
                spelnieniem "wszystkich" marzen, chcialam byc szczodra. Mysle, ze marzenia sa
                procesem nieskonczonym - jedne nam sie spelniaja, inne nie, wiec je porzucamy
                albo modyfikujemy, i stale w naszych duszach rodza sie nowe. Moze ta droga i
                ten wysilek jaki stale pokonujemy w celu ich spelnienia sa wlasnie zyciem.
                Zycze Ci zycia wypelnionego marzeniami i radosnego, czasem bolesnego, marszu w
                celu ich spelnienia. Jednym slowem, zycze Ci pelni zyciawink)
                • Gość: Palnick Dni, których nie znamy ... IP: *.stenaline.com 24.01.04, 01:07
                  Dni, których nie znamy

                  Tyle było dni do utraty sił
                  Do utraty tchu, tyle było chwil
                  Gdy żałujesz tych z których nie masz nic
                  Jedno warto znać, jedno tylko wiedz

                  Że ważne są tylko te dni
                  Których jeszcze nie znamy
                  Ważnych jest kilka tych chwil
                  Tych na które czekamy

                  Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad
                  Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł
                  Choć majątek prysł, on nie stoczył się
                  Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że

                  Że ważne są tylko te dni
                  Których jeszcze nie znamy
                  Ważnych jest kilka tych chwil
                  Tych na które czekamy

                  Jak rozpoznać ludzi których już nie znamy
                  Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
                  Jak oddzielić nagle serce od rozumu
                  Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu

                  Bo ważne są tylko te dni
                  Których jeszcze nie znamy
                  Ważnych jest kilka tych chwil
                  Tych na które czekamy

                  Jak rozpoznać ludzi których już nie znamy
                  Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
                  Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję
                  Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele

                  Bo ważne są tylko te dni
                  Których jeszcze nie znamy
                  Ważnych jest kilka tych chwil
                  Tych na które czekamy

                  Marek Grechuta
      • camrut ______cos z Baranczaka __________________________ 03.01.04, 07:31
        STANISŁAW BARAŃCZAK


        "PROSTY CZŁOWIEK MÓGŁBY, DO LICHA,
        ZDECYDOWAĆ SIĘ WRESZCIE, KIM JEST"


        "Prosty człowiek mógłby, do licha, zdecydować się wreszcie, kim jest.

        Skarbnicą moralnej prawdy, czy skarbonką marnej pazerności?
        sienno-pszennym oddechem Natury? odorem braku kąpieli?

        kimś po królewsku gościnnym? nienawidzącym obcych?
        opornie niezawisłym? idącym z pochodnią na wiec?
        pełnym mądrości wieków? nie znającym się na ekonomii?

        kimś, kto ściągnie ostatnią koszulę z grzbietu, jeżeli
        przyjaciel w biedzie? kto ściąga przezornie buty (świadomy,
        że i tak ktoś to zrobi) z nóg rannego, który zań walczył?
        milczącym podmiotem historii? jej skomlącym dopełnieniem dalszym?

        kimś na zdjęciu (fotograf zakosił Pulitzera za cały cykl),
        kto stoi na tle ruin własnego domu, niemy,
        wąsaty, oszołomiony ('Jak to: był dom - i znikł?...')
        oraz budzący współczucie - dopóki nie odkryjemy,
        że wyszedł na przepustkę z policyjnych koszar,

        gdzie przez cały poranek torturował jeńców
        z tą samą próżną (albo szczerą satysfakcją) w oczach,
        bo jego prosta natura rozumie niewiele więcej
        nad to, że wojna jest stemplem: 'Dozwolony każdy akt zła'?
        Słowem: kimś, kto krzywdzi Rilkego, nie chcąc zmieścić się w jego elegii,
        czy kimś, kogo pokrzywdził Rilke, pisząc swoje elegie dla..."

        "...Hrabin? znawców? samego siebie? To chciałeś powiedzieć? Ba!
        Gdyby Rilke istotnie miał kogoś w rodzaju kolegi
        ze szkoły albo z wojska, i ten - powiedzmy, co dwa
        lata - przysyłałby mu konkretny spis paru tysięcy
        tematów, których podjęcie przez poetę byłoby rozkoszą
        dla prostych czytelników - świat może wyglądałby nieco

        inaczej... Ale tylko nieco. Niejasny jest już sam obszar,
        zatarte są granice, które chcielibyśmy widzieć na Ziemi
        prostymi jak linie boiska na stadionie, tej misce na ryk
        jednoznacznego triumfu lub nienawiści. Pragniemy,
        by na właściwej połowie ustawił się każdy z nich,

        prostych ludzi - a linia podziału rysuje się śladem i trwalszym
        niż trochę wapna na trawie, i w ogóle nie tym: innym, starszym,
        tym, którego istnienie jest stwierdzonym i potwierdzonym
        faktem - całkiem odwrotnie niż w statystycznej tabeli -

        tylko w każdym pojedynczym przypadku, postępku, nawet wiadomym
        wyłącznie swojemu sprawcy. To wiele więcej niż tekst -
        sztandar, medalik, dyplom - deklaracji przynależności:

        rzecz nie w tym, czy się słucha kwartetu czy rżnącej kapeli;
        wybór jest i trudniejszy, i, w pewnym sensie, prostszy:

        każdy człowiek w każdej sekundzie decydować musi, kim jest."
        ....
        serdecznosci


          • Gość: Emily Re: ______sens istnienia_____________________ IP: *.dc.dc.cox.net 04.01.04, 03:38
            Ernest nie przekonal siebie, bo on pojmowal swoje zycie jako jednostkowe i
            odrebne od reszty zycia. Kiedy zrozumie sie, ze nasze zycie jest integralna
            czescia zycia Gai, wtedy nasza osobista smierc nie jest koncem i nie ma sie
            odczucia bezsensownosci zycia, bo ma sie przekonanie, ze nasza smierc stanie
            sie zrodlem nowych form zycia. Wtedy wie sie, ze zycie (z praktycznego,
            ludzkiego punktu widzenia) jest wieczne. Sensem zycia jest samo zycie - ktore
            jest cudem.
            • Gość: Palnick Re: ______Osiecka_____________________ IP: *.stenaline.com 04.01.04, 16:08
              Niech żyje bal

              Życie, kochanie, trwa tyle co taniec
              Fandango, bolero, bi-bop
              Manna, hosanna, różaniec i szaniec
              I jazda i basta i stop
              Bal to najdłuższy, na jaki nas proszą
              Innego kochani nie będzie
              Zanim więc serca upadłość ogłoszę
              Na bal, marsz na bal

              Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale
              Niech, żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale
              Orkiestra gra jeszcze tańczą i drzwi są otwarte
              Dzień wart jest dnia i to życie zachodu jest warte

              Szalejcie aorty gdy idę na korty
              Roboto ty w rękach się pal
              Miasta nieczułe mijajcie jak porty
              Bo życie, bo życie to bal
              Bufet, jak bufet zaopatrzony
              Zależy czy tu czy gdzieś tam
              Żyj, póki żyjesz i śmiej się do żony
              I pij zdrowie dam

              Chłoporobotnik jak boa grzechotnik
              Z niebytu wynurza się fal
              Widzi swa mamę, i tatę, i żonkę
              I rusza wyrusza na bal
              Sucha kostucha, ta miss wykidajło
              Wyłączy nam prąd w środku dnia
              Pchajmy więc taczki obłędu jak Byron
              Bo raz mamy bal

              • Gość: Emily Re: ______Osiecka_____________________ IP: *.dc.dc.cox.net 04.01.04, 17:01
                Och tak, Palnicku, piekniej i soczysciej od Osieckiej trudno to bylo opisac!
                Dzieki za przypomnienie tego wiersza. Zycie to bal, bolero, rozaniec, robota,
                basta, hosanna, placz i zgrzytanie zebow, i smiech przez lzy, i zapach i
                smak... Kiedys niewatpliwie kostucha wylaczy nas z pradu a raczej zrobia to za
                nas mitochondria - nasze endosymbiotyczne bakterie. Czy to nie zalosne, ze to
                one wydaja rozkaz smierci, a nie nasz spanialy mozg, ktory tworzy traktaty
                naukowe, filozoficzne, symfonie, poematy? Natura tak perfidnie to obmyslila,
                zeby odebrac mozgowi te ostateczna decyzje, bo podejrzewam, ze on zachlanny na
                zycie, nigdy by nie zadecydowal zeby odlaczyc nas od pradu. Ale jest to rowniez
                dowodem tego jak bardzo jestesmy czescia zycia Gai i to jest pocieszajace. Moze
                w drugim zyciu zakwitniemy kwieciem debowym-klonowym, albo pszczola przeniesie
                nas na kwiat rozy i staniemy sie jej owocem? Jest tyle mozliwosci nowego zycia
                po zyciu, ze az dech zapiera! Poki co niech bal trwa i trwa... orkiestra taka
                wspaniala, choc troche zwariowana, wlasnie zagrala poleczke...
                pozdrownienia serdeczne
                E
    • Gość: polishAM Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.nas37.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 01.01.04, 22:36
      Drogi Palnicku, miałem kiedyś do Ciebie szacunek, kiedy w szczerych słowach na
      forum kraj jako Kraken cytowałeś fragmenty z Talmudu tyczące się Jezusa
      Chrystusa, Jego matki Panny Marii i Świętego Pawła. Nie straciłem szacunku
      również kiedy w ferworze gorącej dyskusji powiedziałeś mi, że my Katolicy
      będziemy doprowadzeni do ostateczności i przed śmiercią będziemy zmuszeni się
      obrzezać. Szanować wroga to szlachetna rzecz. Ale Ty sie zacząłeś prostytuować
      umieszczając wątek, który nie pasuje do Twojej osobowości. Czemu ta nagła
      zmiana? Zmiana frontu, strategii czy metody? My Katolicy nie damy się nabrać na
      ten nagły wylew miłości. A nawet, jeżeli się nabierzemy to tam na górze czeka
      nas weryfikacja. Oby Twoje życzenia o nieistnieniu Boga wszystkich ludzi się
      spełniły. W przeciwnym wypadku...
        • Gość: kapitalizm Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.oc.oc.cox.net 02.01.04, 01:23
          Musze przyznac, ze z wiekszoscia tekstu zgadzam sie.
          Niestety ponizsze:

          " Wszy
          > stko
          > czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności
          > ,
          > niezależnie od tego kim , lub czym są."

          - jest chyba jakims nieporozumieniem. No bo jak mozna kochac i miec szacunek do
          kazdego bez wyjatku?
          Tak 'kochaja' tylko psy, my ludzie mamy rozum i nim sie kierujemy.
          A to oznacza, ze jestesmy wstanie rozrozniac dobro od zla, ludzi zaslugujacych
          na szacunek od ludzi zaslugujacych na pogarde.
          Tym w koncu roznimy sie od zwierzat.
          Czy popelniam jakis blad?

          • Gość: Palnick Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.stenaline.com 02.01.04, 11:53
            Gość portalu: kapitalizm napisał(a):

            > Musze przyznac, ze z wiekszoscia tekstu zgadzam sie.
            > Niestety ponizsze:
            >
            > " Wszystko czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i
            > godności, niezależnie od tego kim , lub czym są."
            >
            > - jest chyba jakims nieporozumieniem. No bo jak mozna kochac i miec szacunek
            > do kazdego bez wyjatku?
            > Tak 'kochaja' tylko psy, my ludzie mamy rozum i nim sie kierujemy.
            > A to oznacza, ze jestesmy wstanie rozrozniac dobro od zla, ludzi
            > zaslugujacych na szacunek od ludzi zaslugujacych na pogarde.
            > Tym w koncu roznimy sie od zwierzat.
            > Czy popelniam jakis blad?
            ----------------
            Myślę, że poszedłeś w kierunku oceny człowieka a tu chodzi jedynie o "warunki
            początkowe" - jak mi się zdaje.
            "Wszystko czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i
            godności, niezależnie od tego kim , lub czym są."
            Ja zdanie to rozumiem tak, że powinniśmy wychodzić do nieznanego sobie
            człowieka z założeniem iż to dobry człowiek i tratować z szacunkiem jego prawa
            i godność niezależnie czy jest on biednym cyganem, ciemnoskórym kloszardem,
            niewykształconym rolnikiem, bezdomnym bezrobotnym czy prezesem firmy.
            Myślę, że chodzi tu też o miłosierne traktowanie zwierząt, również tych
            przeznaczonych do uboju.
            Sądzę, że ważnym uczuciem, które można by dodać do już wymienionych w tym
            zdaniu jest współczucie. Rozumiane również jako próba wejścia w połozenie
            danego człowieka i chęć zrozumienia jego postępowania widzianego z jego punktu
            widzenia.
              • Gość: Palnick Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.stenaline.com 02.01.04, 21:17
                Gość portalu: kapitalizm napisał(a):

                > Z ta Twoja interpretacja zgadzam sie i mam nadzieje taka byla przeslanka
                > oryginalnego tekstu.
                > Zawsze wychodze z zalozenia, ze nieznana mi osoba jest warta mego szacunku i
                > poznania, oczywiscie do momentu gdy okaze sie odwrotnie.
                > W mysl zasady "Trust but verify" - chyba Reagan to powiedzial o ZSRR.
                ===============
                Pełna zgoda!
                  • Gość: Palnick Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.stenaline.com 23.01.04, 21:51
                    Ballada o walizce

                    Pewnego razu rozstać się przyszło
                    Na jakimś dworcu, może nad Wisłą
                    Komuś kto w życiu widział już wszystko
                    Z własną walizką

                    Zjechali razem chyba pół świata
                    Siekły ich mrozy, grzały ich lata
                    On na walizce rany wciąż łatał
                    Za łatą łata

                    Nosił w niej rady jeszcze od matki
                    Były tam wiersze i polne kwiatki
                    Lecz nie pojadą w swój rejs ostatni
                    Takie manatki

                    Bo przyszedł pociąg prosto do nieba
                    Powiedział stary kochana przebacz
                    Po co mam w niebie chodzić z walizką
                    Tam mają wszystko

                    Andrzej Sikorowski


                    • Gość: Palnick Re: Przerwa na refleksję i szczyptę człowieczeńst IP: *.stenaline.com 31.01.04, 08:57
                      Jacek Kaczmarski

                      Diabeł mój

                      Nie nauczono mnie paciorka,
                      Nigdy nie byłem u spowiedzi,
                      Więc od czupryny do rozporka
                      Niejeden diabeł we mnie siedzi.

                      Prócz tych, co dbają o natchnienie
                      Samopoczucie i rozkosze,
                      Szczególnie tego sobie cenię,
                      Którego w kręgosłupie noszę.

                      Tak mi usztywnił karku kręgi,
                      Że mimo groźby i namowy -
                      Ani kazanie, ani pręgierz
                      Nie zdoła mi pochylić głowy.

                      Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę
                      Tym, co potrafią ujść zatraty
                      I łączą swe talenty owcze
                      W stada wzajemnej aprobaty.

                      Przez to kalectwo - zdrowych ranię,
                      Na pogodzonych ściągam biedę,
                      Wszelkie zbiorowe pojednanie
                      Obracam w "jedność - minus Jeden",

                      Ani nie bronię się pogardą,
                      Ani nie brudzę się popiołem,
                      Lecz będę żył i umrę - hardo,
                      Chcąc nie chcąc - z podniesionym czołem.

                      Jeżeli hardzi Stwórcę brzydzą -
                      Niech mi odmówi odkupienia.
                      Choć chyba mnie zrozumie, widząc,
                      Że też samotnie trwa w przestrzeniach.

                      Bo czym są moje grzechy małe,
                      Gdy On pokornych ma - miliony.
                      Rzadko Mu głowę zawracałem
                      I tylko - w imię odtrąconych.

        • Gość: Palnick W odpowiedzi zwyczajowy apel do katolika... IP: *.stenaline.com 04.01.04, 01:59
          List św.Jana 4

          O źródle miłości

          19 My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.

          20 Jeśliby ktoś mówił: "Miłuję Boga", a brata swego nienawidził, jest kłamcą,

          albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga,

          którego nie widzi.

          21 Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i

          brata swego.

          List do Galatów 5

          5 My zaś z pomocą Ducha, na zasadzie wiary wyczekujemy spodziewanej

          sprawiedliwości.

          22 Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość,

          dobroć, wierność,

          23 łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa [6]
                      • wolf42 Re: wolf, spadaj z tego wątku. 04.01.04, 08:56
                        Gość portalu: Palnick napisał(a):

                        > To nie kloaka w której przywykłeś się taplać i skąd czerpiesz
                        > swoją "wrażliwość" i słownictwo.
                        > To wątek o człowieczeństwie a nie o zbydlęceniu, chamie z chama wink
                        > Więcej już nie będę reagował na twoje nienawistne, prymitywne rzygowiny - pa!

                        A czy Ty wiesz,ze ja kocham Cie wiecej niz ktokolwiek na tym swiecie?
                        Pewnie,nie,bo znaczenie przypisujesz slowom,ktore nic nie znacza.
                        Ten Twoj watek jest wspanialy,i wiecej takich by sie tu przydalo.
                        Nie martw sie,moja obrzydliwosc slow jest gra,pokazujaca obrzydliwosc
                        tego swiata,nic wiecej.
                        Wydaje mi sie,ze pasuje to jak ulal na Twoj watek o czlowieczenstwie;
                        gdybys Ty przypadkowo poznal innych ludzi,to by Ci mozg stanal w poprzek,
                        i zwatpilbys w jakiekolwiek czlowieczenstwo.
                        Niestety,ale akurat tutaj nie ma takich,bo tacy nie pisza po forum.
                        Nie pisza po nim ci i tamci,tylko przecietni,tacy jak my.

                        pozdrowienia
                        • Gość: Palnick Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie IP: *.stenaline.com 25.01.04, 21:49
                          Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie

                          1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim
                          ryzykiem.
                          2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji.
                          3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa
                          odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
                          4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym
                          zrządzeniem losu.
                          5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać.
                          6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń.
                          7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby
                          go naprawić.
                          8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności.
                          9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
                          10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią.
                          11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał,
                          będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz.
                          12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia.
                          13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej
                          sytuacji, a nie przywołuj przeszłości.
                          14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności.
                          15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi.
                          16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś.
                          17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość
                          przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
                          18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby
                          go osiągnąć.
                          19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem.
                          „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
                          tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja
                          prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
                          meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
                          jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko
                          czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności,
                          niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek
                          w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani
                          poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy
                          prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia
                          będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.
    • Gość: Palnick Pochwała koniunkturalizmu ;)) IP: *.stenaline.com 04.01.04, 09:02
      Jan Tadeusz Stanisławski

      Cykl. O wyższości Świąt Wielkiejnocy nad Świętami Bożego Narodzenia.

      Dlaczego?

      Pytają nas często studenci jak to się dzieje, że raz głosimy wyższość Bożego
      Narodzenia - a raz Wielkiejnocy. Czy nas to nie razi, i czy nie uważamy
      tego za niemoralne. A nade wszystko - co jest powodem. Odpowiadamy co jest tego
      powodem. Oto on: koniunkturalizm.
      Tak jest. Albowiem, gdy mamy bliżej Boże Narodzenie - wtedy głosimy jego
      wyższość.
      Wypieramy się tej wyższości, gdy tylko bliziutko Wielkanoc.
      Już widzimy jak Czytelnikom jeżą się włosy na głowie na taki wszech ogarniający
      cynizm niegodny humanisty ze skłonnością do socjalizowania. Już słyszymy jak co
      poniektóra matka zatyka ucho dziecka na takie dictum. Już nam wiadomo, który to
      publicysta katolicki zagrzmi przeciw nam na łamach swego organu, o sianiu
      defetystycznych i obcych nam miazmatów.

      I tu niestety, wszyscy oni zostaną haniebnie zaskoczeni i sromotnie pobici.
      Przy czym nie chodzi nam nawet o to, że pierwsi jawnie przyznaliśmy sie do tego
      copowszechnie istnieje (bo cóż to za odwaga stanąć po stronie większości !).
      Chodzi nam o zaćmienie umysłowe ogarniające ludzi, których można by podejrzewać
      przynajmniej o rozsądek jeżeli już nie o materialistyczny światopogląd.
      Przyjrzyjmy się bowiem sprawie jasno, a zróbmy to na przykładach. Oto ...
      bocian. Czyż nie jest on klasycznym przykładem koniunkturalisty, który czuje
      pismo nosem i wie kiedy wrócić do Polski ? ... A co się dzieje z bocianem
      nonkonformistą, który chciałby wrócić w lutym ?!... Lepiej nie mówmy.
      Oto pączki drzew ulegające koniunkturze wiosny!... Oto niedźwiedź umykający
      przed zimą do jamy. Oto człowiek koniunkturalista odziewający się w kożuch
      zimą, a nie latem. Oto rolnik, którego cynizm posunął się wręcz do granic
      nieprzyzwoitości, bo jak można hodować coraz dorodniejszą trzodę chlewną
      wiedząc, że państwo za to właśnie lepiej płaci ? ... A robotnik, przekraczający
      normy z chęci zysku i taniego poklasku ?... A student uczący się lepiej dla
      uznania w oczach dziekana ?... A młodzież zdająca matury, mimo, że wiedząca
      dobrze o tym, iż dzięki temu będzie popychana w kierunku studiów i bezrobocia?

      Jakże cudownie żyją sobie społeczeństwa niekoniunkturalne ! Nie sieją, nie
      orzą, z głodu umierają i czyste sumienie mają.
      Przyjemni zatem są ci ludzie, którzy właśnie uważają, że za wszelką cenę należy
      mieć własne zdanie. Własne zdanie, bo rację - niekoniecznie.
      Albowiem zdanie - to sprawa więcej gramatyczna, Racja natomiast - to rzecz z
      dziedziny logiki, czyli nauki o prawdzie. Można niegramatycznie mówić prawdę ,
      ale nie sposób mówić bzdur poprawną polszczyzną. Język natychmiast zdemaskuje
      to, co fałszuje głowa.
      Stąd niebezpieczne jest upieranie się przy własnych zdaniach, gdy demaskują one
      fałsz. Warto z nich zrezygnować i być z tego nawet dumnym. Choćby za cenę
      okrzyknięcia koniunkturalistami.

      I to by było na tyle.
        • Gość: Icek Mosze wyszperal coś takiego: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.04, 20:16
          Autor: Gość: Mosze IP: 5.5R* / *.cust.bezeqint.net

          Data: 09.01.2004 07:14


          "Trzy drzewa rosnące na wzgórzu rozmawiały o swoich marzeniach i
          nadziejach. Pierwsze z nich powiedziało: "Mam nadzieje, że pewnego dnia
          będę ozdobną skrzynią, w której trzymane będą klejnoty i każdy będzie
          mógł zobaczyć moje piękno." Wtedy drugie drzewo powiedziało: "Może
          pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla
          i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce świata. I
          każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze
          mnie będzie zbudowany." W końcu trzecie drzewo powiedziało: "Chce
          rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie
          zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i
          myśleć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem". Po kilku
          latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali
          natknęła się na nie. Kiedy zbliżyli się do pierwszego drzewa jeden z
          nich rzekł: "To tutaj wygląda na silne, wydaje mi się, że będę mógł
          sprzedać je stolarzowi" i zaczęli je ścinać. Drzewo było szczęśliwe,
          ponieważ wiedziało, ze stolarz zrobi z niego piękną skrzynie. Przy
          drugim, drwal powiedział: "To drzewo również wygląda na mocne,
          powinienem je sprzedać do stoczni" i drugie drzewo również było
          szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się
          potężnym statkiem. Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było
          przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się
          nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać. Wkrótce po
          przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki i
          żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione
          sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo
          zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego
          sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych
          głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w
          ciemności.Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach.
          Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i
          położyła Dziecię na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego
          drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi
          największy skarb wszechczasów. Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się
          na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo
          zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała
          się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby
          zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał
          i powiedział "Pokój!", a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało,
          że ma na swoim pokładzie Króla królów. W końcu przyszedł ktoś i zabrał
          trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z Człowieka, który
          je niósł. Kiedy się zatrzymali, Człowiek ten został przybity gwoździami
          do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła
          niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na
          szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na
          nim został ukrzyżowany Jezus.
          Kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze
          wiedz, ze Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię
          hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w
          jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec
          nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi
          są zawsze najlepsze."

          /Autor nieznany/
        • Gość: Palnick Tylko przez chwilę .... IP: *.stenaline.com 25.01.04, 03:09
          Jacek Kaczmarski

          Legenda o miłości

          On ją dostrzegł nagle, ona go dojrzała
          I świat im zniknął z oczu, jak z dmuchawca puszek.
          Ciało - jak powietrza - zapragnęło ciała
          I czujnie się jęły obwąchiwać dusze.

          Tyle niepewności i odwagi tyle!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę...

          Liczyli razem gwiazdy, biedronki i ptaki,
          Bo na siebie liczyć nie śmieli na razie.
          Każdy gest - sygnałem, każdy uśmiech - znakiem,
          Los - szyderczym szyfrem, astrologią wrażeń.

          Tyle prawd przewrotnych i tajemnic tyle!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę...

          Aż wręczył jej tulipan: prężny, łebski, gładki,
          Purpurą nabrzmiały, jak płonącym mrokiem.
          A ona na to róży rozchyliła płatki,
          By spłynęły po nich życionośne soki.

          Tyle tkliwych lęków w nieuchronnej sile!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę...

          Misterium energii - wulkan, błyskawice,
          Szramy po pazurach i chwalebne sińce;
          Zachłanną bachantkę skrzesał z bladolicej,
          Ona - z trubadura - swego barbarzyńcę.

          Tyle zapamiętań i przebudzeń tyle!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę...

          Gniazdo i pisklęta, spełnione pragnienia,
          Uznali więc, że teraz stać ich już na wszystko:
          Za dnia naprawiali usterki istnienia,
          Nocą przy kominku strzegli paleniska.

          Tyle dobrej woli, próżnych trudów tyle!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę...

          On ją zaczął zdradzać, choćby i w marzeniach,
          Ona drżała - czując cudzych oczu dotyk...
          Czas im siebie skąpił na wspólne olśnienia,
          W bitwy się zmieniały codzienne kłopoty.

          Tyle w nich oskarżeń i winy w nich tyle!
          Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

          I dopadł ich spokój. Ani się spostrzegli -
          Już grzali zziębłe stopy, choć wygasł kominek.
          I jeszcze z nawyku stare kłótnie wiedli,
          Gdzie miłość błądziła, jak zbędny przecinek.

          Tyle niespełnienia i przesytu tyle!
          Ale już wiedzieli, że tylko przez chwilę...

          Aż jemu się zmarło i ona w ślad za nim
          Odeszła między gwiazdy, ptaki i biedronki.
          Wszak byli na wieczność w sobie zakochani,
          Nie cierpiąc nawet w kłótniach najkrótszej rozłąki.

          Tyle było życia - konania w nich tyle...
          Ani nie poczuli, że tylko przez chwilę.
            • Gość: Palnick Półnonsens życia .... IP: *.stenaline.com 16.02.04, 23:24
              Stanislaw Ignacy Witkiewicz

              "Najgorszy jest półnonsens życia osobistego i
              społecznego, najgorsza jest połowiczność w ogóle, ta
              zasadnicza cecha naszej epoki"

              Czyż nie wystarczy spojrzeć na ostatni dzień swojego
              życia aby utwierdzić się w przekonaniu, jak słuszny jest
              ten aforyzm?
              A kiedy ostatnio Ty dokonałeś wyboru, który zawracałby
              Cię z obranej drogi, był nieodwracalny, nie był
              "połowiczny".

              Dawno?

              Zobacz, życie jest właśnie takie, kiedy już dochodzimy do
              wniosku, że dokonywane wybory prowadzą nas z prądem
              rzeki, okazuje się, że za dużo mamy do stracenia, boimy
              się, że nagle staniemy się dziwni dla reszty społeczeństwa,
              które świetnie się czuje zamknięte w swych rolach.

              Dużo łatwiej prościej i przyjemniej jest zgadzać się z
              tym co podają nam, wpychają, czasami potykamy się o to -
              weź mnie, chipsy friko uratują Ci życie, proszę studiuj,
              zarabiaj pieniądze, choć upijemy się razem, nie kochasz
              mnie? -jestem Twoja, każdy musi mieć telefon komórkowy,
              rodzice Cię kochają, przecież to świetna okazja!, on może
              być ci potrzebny, dlaczego nie pijesz? pij! ! .Pij więcej
              wtedy mniej się pamięta i mniej boli.
              Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie widzę drogi
              ucieczki, nie wiem czy znajdę ją kiedykolwiek?, czy nie
              będzie już wtedy za późno?
              • Gość: Emily Re: Półnonsens życia .... IP: *.dc.dc.cox.net 17.02.04, 03:56
                > Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie widzę drogi
                > ucieczki, nie wiem czy znajdę ją kiedykolwiek?, czy nie
                > będzie już wtedy za późno?
                =====
                Jakze trafne sa slowa Witkacego i Twoje(?). Polowicznosc lub czastkowosc
                naszego istnienia jest jednak znamieniem wszelkiego zycia. Bo czymze ono jest?
                Organizacja materii zdolna do pokonywania entropii? Ta sama materia, z ktorej
                sklada sie woda, ziemia i powietrze - tworzy nas. W tej chwili atom wegla
                wbudowany w nasze tkanki jest "zyciem", za chwile wytchniety jako C02 juz nim
                nie jest, lecz ponownie moze nim sie stac. Nieznosna czastkowosc instnienia!
                lecz jakze kojaca, bo daje nam swiadomosc wieczosci zycia (w ziemskiej skali
                naturalnie). Nie wiem, czy trzeba szukac drog ucieczki od tej czastkowosci,
                skoro ona jest integranie wpisana w samo zycie. Moze lepiej znalezc w niej sens
                instnienia? W zyciu nic nie jest jednoznaczne ani ostateczne i moze w tym jego
                najwiekszy urok - ze nie wiemy kogo spotkamy jutro lub za rogiem, ani kim jutro
                sami bedziemy.