oleg3
26.11.03, 09:43
"Dziennik Polski": Tylko za ten rok podatnicy zapłacą za uprzywilejowany
dostęp do leczenia tzw. erki oraz innych ważnych ludzi w państwie wraz z
rodzinami ponad cztery miliony zł.
Lekarze są oburzeni. Twierdzą, że "to sprzeczne z konstytucyjną zasadą
równości obywateli wobec prawa, szczególnie w sytuacji, gdy zwykli obywatele
czekają na zabiegi po kilkanaście miesięcy" - pisze krakowska gazeta.
Dziennik przypomina, że w grudniu 1998 r., tuż przed wprowadzeniem reformy
systemu zdrowia, w ustawie o wynagrodzeniach osób zajmujących kierownicze
stanowiska w państwie zapisano, że osobom tym oraz ich rodzinom przysługują z
budżetu państwa dodatkowe pieniądze na leczenie - niezależne od tych, jakie
ma NFZ, który dysponuje składkami na ubezpieczenie zdrowotne.
Wśród beneficjentów tego zapisu znajdują m.in. ministrowie i wiceministrowie,
wojewodowie, ich zastępcy, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego i Sądu
Najwyższego, posłowie i senatorowie, członkowie zarządów gmin.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy uznał, że zapisy ustawy kłócą się z
art. 68. ust. 2 konstytucji, który głosi, że: "obywatelom (....) władze
publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej
ze środków publicznych".
Związek skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie stwierdzili
jednak, że przepisy nie przewidują, by wnioski w takich sprawach mogły
składać do TK związki zawodowe, i sprawę oddalili.
W tej sytuacji OZZL wystąpił do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą, by on
to zrobił. Rzecznik nie dopatrzył się w zaskarżonym przepisie sprzeczności z
konstytucją - relacjonuje "Dziennik Polski".