hugo_w2
15.04.09, 09:56
Spotkanie przywódców państw NATO – zorganizowane z okazji wizyty
prezydenta Obamy w Europie – okazało się fiaskiem.
Nie tylko odżyła zimnowojenna zasada "Rosja przede wszystkim", ale i
brak konkretów (dodatkowych pieniędzy i wzmocnienia militarnego) w
sprawie Afganistanu oraz dystans USA wobec kontynuowania projektu
tarczy antyrakietowej sprawiły, iż ów szumnie zapowiadany szczyt
zakończył się na niczym. Nawet byłe państwa komunistyczne nie
zdołały wpłynąć na minimalną choćby zmianę kursu zachodniego paktu,
wyraźnie zmierzającego ku powolnemu odchodzeniu do lamusa historii.
Tylko kraje wschodniej Europy mogłyby ożywić NATO przez nadanie mu
nowego kierunku politycznego – zaangażowanie w szerzenie demokracji
na Wschód, wpierw na Ukrainie i w Gruzji. Zachód tego zdecydowanie
nie chce, preferując "ustawienie na nowo" stosunków z Moskwą, zaś
nowi członkowie nie mają wystarczającej siły nacisku. Jak zresztą
mogą mieć, kiedy największe z tych państw – Polska – zachowuje się
zupełnie niepoważnie. Staje się raczej pośmiewiskiem, którego nie
sposób brać poważnie.
Kraj znany już w Europie z kłótliwych polityków, którzy swe prywatne
animozje wynoszą na forum publiczne, i tym razem w Strasburgu dał
popis nieodpowiedzialności. Prezydent Lech Kaczyński poparł
kandydaturę Andersa Rasmussena na szefa NATO. Na co premier Donald
Tusk gniewnie zareagował, iż prezydent nie postępuje zgodnie z
rządowymi instrukcjami, które przewidują poparcie dla innego
kandydata. Naturalnie miał na myśli ministra Radosława Sikorskiego.
Prezydent państwa nie jest zobowiązany rządowymi instrukcjami i na
to publicznie Kaczyński zwrócił uwagę premierowi, ku uciesze
zebranych świadomych tego, że prezydent sytuuje się ponad rządem, a
nie jest częścią gabinetu. Ostra wymiana zdań między polskimi
politykami trwała jeszcze trochę wraz z wzajemnymi pomówieniami o
nadużycie alkoholu i właściwie skompromitowała jakąkolwiek sprawę,
jaką ewentualnie byłe państwa komunistyczne mogłyby wnieść na forum
NATO.
Zachowanie polskich polityków przekonało przedstawicieli NATO, że
inicjatyw z tej strony (jak poparcie dla Ukrainy i Gruzji, apele o
ostrożność wobec Rosji) nie należy brać poważnie, bo jest to kraj
nieodpowiedzialny. Wszelka więc polityka sojuszu, która mogłaby się
oprzeć na największym partnerze wschodniej flanki NATO, zostaje z
góry przekreślona.
No cóż... mamy, co mamy. Na choćby nieco większy format polskich
polityków nie ma co liczyć, Amerykanie mają coraz większą pewność,
iż NATO jako całość stało się organizacją niemożliwą do
pokierowania, a zachodnie państwa (z niewielkimi wyjątkami) nie
widzą interesu w dalszym utrzymywaniu sojuszu, który w swej
dotychczasowej postaci stracił rację bytu. Istnieć jeszcze może całe
lata, ale tracić będzie na znaczeniu.
Quelle PDN-NY(CK)