Dlaczeg Hitlerowcy byli tak obsesyjnie podejrzliwi

21.04.09, 20:07

...może mi to ktoś wyjaśnić.

www.muzeum.tarnow.pl/judaica/rokpam/getto/getto.html
OBWIESZCZENIE
W związku z zarządzonym przez Dowócę SS i Policji z Krakowie
wysiedleniem żydów, ogłaszam co następuje:
§ 1
Od 10 wrzesnia 1942 r. począwszy odbędzie się wysiedlenie żydów.
§ 2
Każdy Polak, który w jakikolwiek sposób utrudni akcję wysiedlenia
podlega odpowiednim karom.
§ 3
Każdy Polak. który podczas lub po akcji wysiedlenia przyjmie żyda
lub udzieli mu schronienia zostanie rozstrzelany.
§ 4
Przepustki uprawniające do wstępu do dzielnicy żydowskiej będą
anulowane z chwilą ukazania się niniejszego obwieszczenia. Osoby
które pomimo tego do dzielnicy żydowskiej wejdą podlegają surowym
karom i narażają się na zastrzelenie.
§ 5
Kto jakiekolwiek rzeczy bezpośrednio czy pośrednio od żydów bierze w
prezencie albo w inny sposób wejdzie w posiadanie, podlega surowym
karom. Każdy Polak mający w posiadaniu rzeczy będące własnością
żyda, zobowiązany jest takie posiadanie natychmiast zgłosić w
Policji Bezpieczeństwa w Tarnowie, gdyż w przeciwnym razie będzie
oskarżony jako szabrownik i podlega najsurowszym karom.
§ 6
Podczas transportu żydów z placu zbiórki na dworzec kolejowy zostaje
dostęp dla ludności na nastęujące ulice i place zabroniony: Lwowska,
Plac Dębowy, Bernardyńska, Rynek, Burek, Ogrodowa, Narutowicza,
Bandrowskiego, Plac Sportowy przy dworcu. Podczas odbywania się
transportu do wymienionych ulic mieszkańcy powinni zamknąć bramy
wejściowe domów oraz okna i zaniechać obserwacji transportu.
Nieprzestrzegający powyższych przepisów podlegają surowym karom.
Tarnów, 9 września 1942 r.
Der Kreishauptmann
Dr. Pernutz
    • goldbaum Bo byli.... 21.04.09, 20:39
      antysemitami. A antysemici sa podejrzliwi, chyba.
    • pozarski Re: Dlaczeg Hitlerowcy byli tak obsesyjnie podejr 21.04.09, 22:09
      Moze dlatego?
      www.haaretz.com/hasen/spages/1079819.html

      Leibl Muzykant fled from Janiszow and hid in the woods in a bunker with 30
      others. One night he was sent out on an errand and when he returned he found
      everyone else dead, naked and cut up in pieces. He assumed they had been
      murdered by local Poles based on the violent nature of the murders.
      Not
      knowing what to do or where to go, he turned himself in at the forced-labor camp
      of Budzyn.
      • dixxi Re: Dlaczeg Hitlerowcy byli tak obsesyjnie podejr 21.04.09, 22:34
        Ależ takie bestialskie mordowanie to raczej żydowska specjalność, co
        widzimy codziennie w Palestynie. Polacy żydów ratowali z narażaniem
        własnego życia, ale nikt nigdy nie słyszał o żydzie, który
        uratowałby nieżyda narażając swoje życie.
        • jaceq Dixi 21.04.09, 22:37
          a gdzie zgubiłaś Pixi?
        • eres2 Nie specjalność, a takie zwykłe mordowanie (I) 23.04.09, 00:32
          Dixxi: Ależ takie bestialskie mordowanie to raczej żydowska
          specjalność, co widzimy codziennie w Palestynie.

          eres: pisze historyk Andrzej Żbikowski („Żydzi”, wydaw.
          Dolnośląskie): „[...] Oddzielnym zagadnieniem są mordy na Żydach
          popełnione przez polskie oddziały partyzanckie. Przeważa opinia, że
          często dopuszczały się takich czynów jedynie Narodowe Siły Zbrojne,
          AK i BCh zachowywały się bardziej powściągliwie [...]. Do dziś
          potwierdzono na terytorium całego Generalnego Gubernatorstwa ponad
          120 masowych morderstw na ukrywających się w lasach Żydach, które z
          pewnością można przypisać polskiemu podziemiu. Jedno z nich zostało
          popełnione w czasie Powstania Warszawskiego: na Woli w ruinach
          browaru Haberbusza zdemoralizowana bojówka powstańcza ograbiła i
          zamordowała kilkanaście osób”.
          „[…] Chłopi dosyć często brali udział w niemieckich obławach
          szczególnie, gdy za doprowadzonych Żydów wyznaczono nagrodę; zwykle
          nie było to wiele – kilogram cukru lub soli, parę litrów wódki,
          odzież i obuwie zabitego.”

          Niżej krótki fragment książki „Na przełomie dziejów” Józefa
          Górskiego (rękopis 1960 rok. Biblioteka Narodowa, W-wa).
          (Józef Górski, attache wojskowy II RP we Francji, od 1922 zarządca
          dóbr rodzinnych w powiecie Sokołów Podlaski. "Wyznawca ideologii
          Dmowskiego" jak sam o sobie pisze.)
          „W nadleśnictwie dóbr Sterdyń odbywała się konferencja z gajowymi.
          Nadleśniczy robił wymówki jednemu z gajowych, że opuszcza się w
          swoich obowiązkach, że lasu nie pilnuje.
          >> Będę musiał was zwolnić – mówił on. – Co wtedy zrobicie, dokąd
          pójdziecie? – Ja z zimną krwią odparł gajowy – pójdę do gestapo<<.
          Niektórzy chłopi przechowywali u siebie Żydów, za co brali sowite
          wynagrodzenie. Później, gdy stałe niebezpieczeństwo, na które się
          narażali, zaczęło im zbytnio ciążyć, ucinali Żydom siekierą głowy.”

          Z opracowania „Wokół Jedwabnego” (IPN Warszawa 2002, tom 1):
          „Sam oskarżony zeznał w śledztwie, że do majątku Bzury jeden z
          pracowników, Stanisław Kozłowski, przywiózł ze Szczuczyna do pracy
          >>20 Żydówek w wieku od 15 lat do 30 lat<<. Pracowały one trzy dni w
          ogrodzie, kiedy to do majątku przyjechało na rowerach sześciu
          mężczyzn, w tym znajomy Zalewskiego, niejaki Tkacz. Polecili
          fornalom majątku wydać Żydówki, a później >>iść je zasypać, gdyż
          mają rozkaz od żandarmerii niemieckiej Żydówki te zabić<<. Ci
          odmówili, twierdząc, że >>kto zabija, niech zasypuje<<. Sam
          Zalewski, wziąwszy szpadel, przyłączył się do przybyszów. Jak zeznał
          w śledztwie: >>osobnicy ze Szczuczyna poszli do majątkowej kuźni i
          okuli pałki na końcu żelazem, ażeby lepiej było zabijać. Po okuciu
          pałek żelazem zabraliśmy Żydówki do wioski Bzury i tam zapędziliśmy
          do piwnicy[...] Po godzinie czasu przyjechały z majątku Bzury dwie
          furmanki drabiniaste, na jednej furmance jechał Krygiel [właśc.
          Stanisław Krygier -A.Ż.], a na drugiej Modzelewski Henryk<<.
          Kobietom polecono wsiąść na furmanki, tłumaczono im, że zostaną
          odwiezione do Grajewa. Pojechano jednak do >>boczkowskiego lasu,
          gdzie był wykopany okop, i tam kazaliśmy Żydówkom zejść z wozów i
          skupić [się], było wszystkich Żydówek 20 [...] po zejściu [...]z
          wozu kazaliśmy wszystkim Żydówkom porozbierać się do koszul i
          majtek, tylko dwie młode Żydówki, które miały stare ubranie, nie
          kazaliśmy im się rozbierać.
          Po rozebraniu się Żydówek zaczęli prowadzać po jednej nad okop i tam
          zabijali pałkami drewnianymi, na końcu okutymi żelazem. Tkacz zabił
          4 Żydówki. Jeszcze przed zabiciem pięciu osobników, oprócz Tkacza,
          których nazwisk nie znam, gwałcili jedną Żydówkę, [...]uderzając ją
          pałką 3 razy w głowę, i wpadła do okopu, zaś pozostałe Żydówki
          zabili [...]. Po zgwałceniu Żydówki ja wziąłem pałkę drewnianą od
          Tkacza i sam osobiście zabiłem Żydówkę. Z pomordowanych Żydówek
          otrzymałem pantofle i jedną sukienkę, zaś resztę ubrania zabrali
          [wyżej wymienieni] i zanieśli do gospodarza na Dybełce [...].
          Pomordowanych Żydów ja sam zasypywałem przez dwa dni. Modzelewski
          furman przyglądał się, jak my mordowali Żydów, zaś Krygiel
          pojechał<<."

          • eres2 Nie specjalność, a takie zwykłe mordowanie (II) 23.04.09, 00:35
            Dixxi: Polacy żydów ratowali z narażaniem własnego życia, ale nikt
            nigdy nie słyszał o żydzie, który uratowałby nieżyda narażając swoje
            życie.

            Eres: Słyszał, słyszał. Acz słyszał tylko ten, kto o takich
            przypadkach usłyszeć chciał.
            Trzeba stwierdzić, że tylko nieliczni historycy temu zagadnieniu
            poświęcają uwagę. Co nie znaczy, że pomoc ta nie miała miejsca.
            Wielu, także niedoinformowany Dixxi, wolą tkwić w błędnym
            przekonaniu, niż szukać rzetelnej informacji; utarty stereotyp
            kresowego Żyda współpracującego z NKWD nie pozwala im zaglądać do
            literatury historycznej. Zresztą o niesieniu pomocy Polakom przez
            Żydów w pewnych środowiskach polskiego społeczeństwa mówi i pisze
            się niechętnie, aby - być może - nie narażać się "prawdziwym
            Polakom", bo przecież od niesienia pomocy naszym bliźnim (choć
            Polaków nie uznających Żyda za bliźniego nie jest znów tak mało)
            jesteśmy tylko my Polacy. A o Żydach należy wg tych „prawdziwych”
            mówić tylko źle.
            O przypadkach życzliwości wobec Polaków czy polskiego patriotyzmu w
            środowiskach żydowskich mówią źródła polskie i żydowskie. Na
            przykład w pierwszych dniach sowieckiej okupacji Bund deklarował, że
            ojczyzną polskich Żydów jest Polska. Wiele przykładów niesienia
            pomocy polskim ziemianom przez kresowych Żydów przytoczył Krzysztof
            Jasiewicz w monografii losów ziemiaństwa na Kresach północno-
            wschodnich pod okupacją sowiecką. Na przykład Stanisław Falkowski,
            właściciel majątku Ostrzyca w powiecie pińskim, były prezes Sądu
            Okręgowego w Pińsku i ostatni prezes Kresowego Związku Ziemian na
            Polesiu znalazł schronienie we wrześniu 1939 r. u znajomych Żydów w
            Janowie Poleskim. Marię Rymsza , ziemiankę posiadającą majątki w
            powiecie lidzkim i nieświeskim, ukryli Żydzi w Klecku.
            Kiedy NKWD aresztowało Kazimierza Stankiewicza, współwłaściciela
            majątku Brzeżenki na Wileńszczyźnie, wówczas 600 Żydów z miasteczka
            Dukszty napisało petycję, prosząc komisarza NKWD o zwolnienie
            aresztowanego ziemianina. Prośba została uwzględniona i Stankiewicz
            wyszedł na wolność. Wiele szczęścia miał również Bohdan Przyłuski,
            ziemianin z powiatu Święciany. Kiedy zagroziło mu aresztowanie przez
            NKWD, znajomy Żyd uprzedził go o grożącym mu niebezpieczeństwie.
            Przyłuski zdołał uciec do Wilna. Inny ziemianin, Kazimierz Jeleński,
            właściciel majątku Glińczyszki, wiele zawdzięczał znajomemu Żydowi -
            pachciarzowi z Glińciszek, który dostarczał mu żywności i informacji
            w czasie rekonwalescencji. Jeleński walczył w czasie kampanii
            wrześniowej jako ochotnik w 110 pułku ułanów ppłk Jerzego
            Dąbrowskiego. W czasie walk w Puszczy Augustowskiej został ciężko
            ranny i umieszczony przez kolegów w Sztabinie. Dzięki pomocy
            znajomego Żyda Jeleński wyleczył się z ran, potem przedostał się do
            Grodna, a następnie do Wilna, gdzie odnalazł rodzinę. Podobną pomoc
            otrzymał ze strony Żydów Konstanty Redułtowski, właściciel majątku
            Czernichów Górny w powiecie baranowickim, senator RP. Kiedy pobyt w
            majątku stał się dla niego niebezpieczny, znajomy Żyd-rzeźnik
            przewiózł go w chłopskim przebraniu wraz z żoną do Baranowicz. Tam
            wraz z żoną znalazł schronienie w mieszkaniu Żyda Trybuchowskiego,
            który nie przyjął od Redułtowskich opłaty za pobyt. Żydzi, np. stary
            Kurchin, proponowali mu bezpłatną pomoc, mięso, chleb, sprzęty
            kuchenne, uprzedzali go również o niebezpieczeństwach. Kiedy
            aresztowania Polaków stały się powszechne, ostrzegali, by nie
            wychodził z domu, a potem aby wyjechał do Wilna. Redułtowski został
            aresztowany przez NKWD 4.10.1939 r. na dworcu w Baranowiczach,
            prawdopodobnie podczas próby wyjazdu do Wilna.
            Jerzy Dołęga-Kowalewski, właściciel majątku Nahorydowicze w powiecie
            lidzkim, wspominał, że jego szwagier został zaopatrzony w benzynę
            przez Żyda z Lidy, dzięki czemu mógł uciec do Wilna. Sąsiad
            Kowalewskiego nazwiskiem Mackiewicz (właściciel majątku Strzała)
            uzyskał zwolnienie z więzienia w miasteczku Zdzięcioł na skutek
            wstawiennictwa miejscowych Żydów. Natomiast jego kuzyna
            Dmochowskiego z majątku Sielec ukrywali w szpitalu w Lidzie
            miejscowi Żydzi.
            W Podbrodziu, miasteczku położonym ok. 50 km od Wilna, wielu Żydów
            wspólnie z Polakami dawało wyraz swojemu żalowi na wieść o agresji
            sowieckiej i pomagało polskim żołnierzom. Np. miejscowy Żyd -
            właściciel restauracji zabierał poszczególnych żołnierzy z ulicy i
            żywił ich za darmo w swojej restauracji.
            W Nowogródku miejscowi sklepikarze żydowscy życzliwie żegnali płk
            Boryckiego, który uciekał samochodem do Wilna. Kiedy przejeżdżał
            przez główną ulicę miasta, miejscowi Żydzi zatrzymywali go, żegnali
            serdecznie i wrzucali do samochodu artykuły żywnościowe, owoce i
            napoje.
            Jak wspomina Władysław Chudy, w czasie jego pobytu w więzieniu
            sowieckim w Brześciu nad Bugiem, do jego celi przysłano lekarza-
            chirurga ze szpitala żydowskiego w Brześciu. Lekarz zajął się
            chorymi i rannymi bardzo troskliwie. Starał się również udzielać im
            wszelkiej możliwej pomocy.
            Janina Niewiadomska wspominała, że od zsyłki na Syberię jej rodzinę
            (rodzice byli nauczycielami) uratował znajomy Żyd-aptekarz
            nazwiskiem Gilbert, który pracował w aparacie sowieckim.
            W Berezie Kartuskiej mieszkał Żydowski sklepikarz Alter, który miał
            dwóch synów: Irszka i Hone. Obydwaj powołani zostali do WP i wzięli
            udział w kampanii wrześniowej. Hone, który służył w artylerii
            przeciwlotniczej, został ranny w łopatkę. Po powrocie z wojny
            opowiadał dzieciom z sąsiedztwa swoje przeżycia i uczył je polskiego
            patriotyzmu. Często powtarzał sąsiadowi-Polakowi: "pamiętaj Polska
            będzie, Polska musi być, a ci (skinieniem głowy wskazywał na
            przechodzących ruskich sołdatów) pójdą sobie tak, jak przyszli."
            Owszem, świadectwa tamtej epoki pełne są informacji o antypolskich
            postawach Żydów, ale jest pewną prawidłowością, że przypadki
            zachowań negatywnych bardziej rzucają się w oczy, zwłaszcza jeśli
            obserwatorami są osoby doświadczające represji, strachu, poniżenia.
            Dobro jest zazwyczaj mniej widoczne, mniej "atrakcyjne", bo uznaje
            się je za coś normalnego. Coś, co bulwersuje, to odstępstwa od normy
            i może dlatego w postawach Żydów dostrzegano przede wszystkim
            zachowania szokujące polskie, a czasami i niepolskie otoczenie. Z
            drugiej strony, jeśli przypadki propolskich postaw kresowych Żydów
            zdarzałyby się równie często, jak przypadki postaw życzliwych, to
            musiałyby znaleźć odzwierciedlenie w źródłach tworzonych
            niekoniecznie przez osoby represjonowane. Tak się jednak nie stało.
            Oto inny autentyczny wypadek, gdzie Żyd, znany lwowski adwokat
            uprzedza Polaków przed grożącym im niebezpieczeństwem ze strony GPU,
            przed grożącymi im procesami, ostrzega przed adwokatami-komunistami,
            a syn jego, student (rok temu zresztą bardzo dotkliwie pobity przez
            polskich narodowych studentów), szczerze i na pewno bezinteresownie
            po prostu wywalcza w związku studentów dla Polaków różne zasiłki,
            pomoce, czy największą ilość miejsc w domach akademickich.
          • qwardian Re: Nie specjalność, a takie zwykłe mordowanie (I 23.04.09, 20:54
            eres2 napisał:

            Polecili fornalom majątku wydać Żydówki, a później >>iść je
            zasypać, gdyż mają rozkaz od żandarmerii niemieckiej Żydówki te
            zabić...


            Zbrodnia wojenna tamtych czasów, w zasadzie kryminalna, dopuszczono
            się egzekucji. Dzisiaj w naszej rzeczywistości organizacje
            przestępcze posługują się metodami nazwijmy to drastycznymi.
            Czytałem opisy o eliminowaniu przeciwników wiążąc ich dając na
            pożarcie żywcem szczurom itp. kamerując te akty... Za te akty siedzą
            w wiezieniach na koszt podatnika, w ciepłej celi z prycza i
            książkami oraz telewizją, drobne obowiazki jak otwieranie listów
            podczas gorącego sezonu rozliczeń podatkowych w instytucjach
            rządowych. Oczywiście szaleństwem byłoby rzucać winę na
            społeczeństwo, czy naród, ja jeżeli poczuwałbym się do relacji, czy
            więzi to prędzej z katem, ktory wykonałby egzekucję na Tkaczu. I
            taki jest stosunek do pospolitych morderców Polaków. Tacy Tkacze to
            nie byli lokalni nauczyciele, czy księża, albo doktorzy naturalnie
            tylko margines...
            Wśród Żydów natomiast cała śmietanka intelektualna, elity
            kolaborowały, skazywały na śmierć i nnigdy we własnym środowisku nie
            straciły poważania. To nie Tkacze kierowały żydokomunistycznym
            biurem politycznym, organami ścigania, prokuraturą... Podam przykład
            poniżej:

            U państwa Brusów często bywał mieszkający w Oksfordzie prof.
            Leszek Kołakowski. – Kiedyś Wolińska często opowiadała o latach 50.,
            ale później ten temat zniknął – mówi “Rz” prof. Kołakowski. – Ona w
            Wielkiej Brytanii przeszła metamorfozę. Jej stosunek do komunizmu
            uległ diametralnej zmianie. Bardzo krytycznie oceniała ten system.


            A Pani Wolińska za tysiąc takich Tkaczów szkód wśród narodu
            polskiego narobiła...
            • eres2 Re: Nie specjalność, a takie zwykłe mordowanie 25.04.09, 00:03
              qwardian: Wśród Żydów natomiast cała śmietanka intelektualna, elity
              kolaborowały, skazywały na śmierć i nnigdy we własnym środowisku nie
              straciły poważania. To nie Tkacze kierowały żydokomunistycznym
              biurem politycznym, organami ścigania, prokuraturą... Podam przykład
              poniżej

              eres: Zechciej proszę rozwinąć powyższe twierdzenia; skoro wg
              Ciebie „wśród Żydów cała śmietanka intelektualna, elity
              kolaborowały”, więc oczekuję, że owo pojęcie „cała” sprecyzujesz.
              Chyba że znasz tylko ten jeden, wymieniony przez Ciebie przykład.

              Twoje selektywne upatrywanie zła tylko w jednym środowisku tzw. elit
              wynika Qwardianie z Twoich antysemickich obsesji.
              Jest faktem, że część polskich obywateli w niedawnej przeszłości
              zhańbiła się kolaboracją z wrogami Polski. Dotyczy to także
              znaczącej części elit. Ponad trzy miliony Polaków było członkami
              komunistycznej partii (PPR/PZPR), partii będącej na usługach wroga
              naszego kraju – Sowietów. Celowo piszę polskich obywateli, bowiem
              dotyczy to także naszych mniejszości narodowych.
              Pośród tej olbrzymiej liczby kolaborantów było także wielu
              intelektualistów – pisarzy, naukowców, a nawet duchownych, o czym
              świadczą choćby ujawnione ostatnio liczne fakty współpracy z polskim
              aparatem terroru księży, pastorów, a nawet biskupów. Okazuje się,
              że – jak to trafnie w swoim wpisie określiłeś – „nigdy we własnym
              środowisku nie straciły poważania”.

              W nieco wcześniejszej przeszłości, w czasie niemieckiej okupacji,
              także niemało polskich obywateli, w tym wywodzących się z elit,
              zhańbiło się zdradą i współpracą z hitlerowskim najeźdźcą. Wątek ten
              rozwinę nieco szerzej.
              To, że w okupowanej Polsce nie utworzono rządu kolaboracyjnego, nie
              oznacza, że nie było ludzi chętnych do jego sformowania. Już w
              październiku 1939 r. powstało w Warszawie sprzysiężenie o
              kryptonimie NOR dążące do porozumienia z Niemcami i sformowania
              armii polskiej u boku Wehrmachtu. O to samo zabiegał Bolesław
              Piasecki, przedwojenny lider Falangi, a w PRL osławiony prezes PAX –
              współpracującej z komunistami organizacji „postępowych katolików”.
              Innym kandydatem na Quislinga był – jak już o tym wielokrotnie
              pisano – Władysław Studnicki, który proponował utworzenie dwunasto-,
              piętnastomilionowego kolaboracyjnego państwa polskiego i aż do końca
              wojny domagał się od Niemców sformowania polskich oddziałów w ramach
              Osttruppen. Z planów tych nic nie wyszło tylko dla tego, że sam
              Hitler nie chciał mieć polskich sojuszników, nie ufał Polakom.
              Zabiegi polskich nazistów, ze Studnickim na czele, dały – dzięki
              Bogu - mizerne wyniki. Były jednak w naszej najnowszej historii
              faktem haniebnym.
              Faktem jest, że niezależnie od starań wyżej wymienionych zdrajców, w
              niemieckich formacjach militarnych, głównie w Wehrmachcie, byli
              Polacy, którzy dobrowolnie, bądź niezupełnie dobrowolnie zostali
              zniemczeni i formalnie wciągnięci na tak zwane Volkslisty (oznaczone
              numerami od I do IV). Takich nowo-kreowanych Niemców polskiego
              pochodzenia (Volksdeutsche i Eingedeutschte) było aż ok. 3.5 mln..
              Spośród tych formalnie zniemczonych Polaków do wojska wcielono
              praktycznie całą męską populację w wieku poborowym (Wehrpflichtige).
              Wg historyków niemieckich w niemieckich formacjach militarnych
              służyło ok. 250 tys. Polaków (ci z listy II. grupy - Volksdeutsche i
              z listy III. grupy - Eingedeutschte). Żołnierze niemieccy określali
              tych swoich polskich Kameraden pogardliwie "Beutekameraden"
              (zdobyczni towarzysze broni).

              Powracając do elit - kolaboracja i zdrada szerzyły się także w
              Generalnym Gubernatorstwie. Wymienię tylko kilka spośród tych
              najgłośniejszych. Np. sprawa Marty Laury Władowej, wdowy po poległym
              generale Franciszku Władzie, d-cy 14. Dywizji Piechoty. Władowa
              nawiązała z wyższym oficerem Abwehry kontakty miłosne, ale i
              agenturalne. Wyrok wykonano 4.6.44 r..
              Także do jednego z najgłośniejszych należało wykonanie egzekucji (w
              Warszawie) na znanym polskim aktorze Igo Symie (m.in. za
              inspirowanie aktorów polskich do udziału w osławionym antypolskim
              filmie „Heimkehr”wink. Szczególnie przykre dla społeczności
              warszawskiej w latach okupacji było zachowanie znanej aktorki Marii
              Malickiej, a zwłaszcza aktora Adolfa Dymszy. Malicka, której Polska
              i Warszawa dały przecież wszystko, utrzymywała bliskie kontakty z
              agentem Wydziału Propagandy J. Horvathem i oficerami niemieckimi.
              Afolf Dymsza urządzał zaś w swoim mieszkaniu pijatyki w towarzystwie
              Niemców, afiszował się z nimi. Oboje zhańbili się występowaniem w
              legalnych teatrzykach.
              Warto dodać, iż na kolaborantów wydawano nie tylko wyroki śmierci.
              Głośna w Warszawie była publiczna kara chłosty wymierzona 13.5.44 r.
              w teatrze „Maska” dyrektorowi teatru „Komedia” Józefowi Grodnickiemu
              i o jednoczesnym ostrzyżeniu Witolda Zdzitowieckiego, kierownika
              artystycznego „Maski”. Postawiono im zarzut wyrządzania „szkody
              polskiemu życiu zbiorowemu” oraz zachowania „ubliżającego godności
              obywatelskiej i artystycznej aktorów polskich”. Stosowano też i
              różne formy infamii.
              Jak wiadomo, Adolf Dymsza, Malicka i wiele innych osób po
              wojnie „nigdy we własnym środowisku nie straciły poważania” i jak
              dawniej, podobnie jak Dymsza, pracowali w swoich zawodach i w swoim
              środowisku.
              Z hitlerowcami czynnie współpracowało kilku biskupów polskich.
              Jednego z nich – Czesława Sokołowskiego – sąd podziemnego państwa
              skazał na karę śmierci, choć egzekucji na nim nie wykonano. Bp.
              podlaski Czesław Sokołowski (Generalna Gubernia) był najbardziej
              gorliwym z nich. Były rektor KUL (1924–1925) na czele diecezji
              stanął po niespodziewanej śmierci bp. Henryka Przeździeckiego w maju
              1939 r. Jego zażyłe kontakty z okupantem od początku były dla
              Polaków szokujące. Potwierdza to m.in. apel bp. Sokołowskiego
              wystosowany do księży o zastosowanie się do rozporządzenia okupanta
              i przekazanie mu kościelnych dzwonów do stopienia i przerobienia na
              sprzęt wojenny. Sokołowski był jedynym biskupem w GG, który wydał
              takie polecenie. We wrześniu 1941 r. w konspiracyjnym „Głosie
              Prawdy” napisano wprost, że jego postępowanie „crying...) jest sprzeczne
              z godnością Polaka i duchownego. Biskup Sokołowski uczynił wyłom w
              mocnej postawie społeczeństwa polskiego”. Pod koniec 1942 r. – jak
              poinformowano rząd w Londynie – urządził on u siebie w pałacu
              przyjęcie dla hitlerowców, którzy przybyli w celu dokonania
              aresztowań w diecezji. Wkrótce potem, podczas świąt Bożego
              Narodzenia, pobłogosławił żołnierzy włoskich wyruszających z Siedlec
              na front wschodni.

              Plutony egzekucyjne organizacji niepodległościowych wykonały wyroki
              śmierci na niemałej liczbie polskich inteligentów - na literatach,
              dziennikarzach, artystach, arystokratach, urzędnikach, inżynierach,
              lekarzach, osobach duchownych, oficerach WP i na oficerach AK, także
              na synu b. prezydenta Poznania (Ratajskim). Słowem na ludziach
              polskich elit.
              • qwardian Niespełnione marzenia o polskim kolaboranctwie.. 25.04.09, 07:27
                eres2 25.04.09, 00:03 Odpowiedz
                Twoje selektywne upatrywanie zła tylko w jednym środowisku tzw.
                elit wynika Qwardianie z Twoich antysemickich obsesji.


                Ile katolickich dzieci pozbawił Pan życia w rytualnym obłędzie,
                Eresie… w ten sposób wybawiam Pana z grzechu dawania fałszywego
                świadectwa.

                …kontakty miłosne Laury Władowej, inspirowanie aktorów polskich
                do udziału w osławionym antypolskim filmie, pijatyki w towarzystwie
                Niemców, zachowania „ubliżającego godności obywatelskiej i
                artystycznej aktorów polskich”, zhańbili się występowaniem w
                legalnych teatrzykach. zastosowanie się do rozporządzenia okupanta
                i przekazanie mu kościelnych dzwonów, pobłogosławił żołnierzy
                włoskich wyruszających z Siedlec na front wschodni…


                Dlatego jest trudno mi się na Pana gniewać Eresie, owocny wynik
                dwóch dni poszukiwań, nie ma co, moje gratulacje. Trochę więcej o
                polskich elitach i zainteresowanie nimi władz okupacyjnych….

                30.06.1940 r.
                Gestapo sporządziło pierwszą tzw. listę gończą, zawierającą nazwiska
                polskich patriotów (m.in. działaczy politycznych, nauczycieli,
                oficerów, księży itp.) przewidzianych do aresztowania i
                rozstrzelania. Takie listy były sporządzane systematycznie, a każda
                z nich zawierała ok. 30 tys. nazwisk.
                Braciszkowie po stronie NKWD robili własne listy i otrzymali
                spontaniczną pomoc, jak Pan przypuszcza kogo?

                eres: Zechciej proszę rozwinąć powyższe twierdzenia; skoro wg
                Ciebie „wśród Żydów cała śmietanka intelektualna,
                elitykolaborowały”, więc oczekuję, że owo pojęcie „cała”
                sprecyzujesz.


                Przejdźmy więc do konkretów. Masowa kolaboracja żydowskich elit
                wynika również z prac prowadzonych przez Żydów. Pozostawmy szczegóły
                na później (jest ich cały worek)…



                Najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt już w
                1963 roku wystąpiła w książce "Eichmann w Jerozolimie" z
                dramatycznym oskarżeniem przeciw Judenratom, twierdząc, że bez ich
                pomocy w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem
                pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów.
                Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów z ich spisaniem i
                wyszukiwaniem. W różnych miastach okupowanej przez hitlerowców
                Europy powtarzał się ten sam perfidny schemat - funkcjonariusze
                żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o majątku,
                zapewniali pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do
                pociągu. W ocenie Hannah Arendt: "Dla Żydów rola, jaką przywódcy
                żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi
                niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii
                (...)" (podkr. J.R.N.) (H. Arendt: "Eichmann w Jerozolimie", Kraków
                1987, s. 151).
                Uległość Judenratów wobec hitlerowców oznaczała skrajną
                kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III
                Rzeszę. Hannah Arendt stwierdza wręcz: "O ile jednak członkowie
                rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii
                opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się
                uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali
                ogromną władzę aż do chwili, gdy i ich także deportowano" (H.
                Arendt: op. cit., s. 151).
                Dodajmy przy tym, że odgrywający tak haniebną rolę szmalcownicy, czy
                pomagające Niemcom w niektórych miejscowościach męty stanowiły
                prawdziwy margines społeczeństwa polskiego, zbiór szumowin. Wśród
                Żydów natomiast splamiła się straszliwie wielka część ich elity
                politycznej i społecznej. Stąd pochodzi tak niebywale ostra
                konkluzja H. Arendt - "Wszędzie, gdzie byli Żydzi, istnieli uznani
                przywódcy żydowscy, i to właśnie oni, niemal bez wyjątku
                współdziałali w ten czy inny sposób, z takiej czy innej przyczyny, z
                nazistami. Cała prawda przedstawiała się tak, że gdyby naród
                żydowski był istotnie nie zorganizowany i pozbawiony przywództwa,
                zapanowałby chaos, ale liczba ofiar z pewnością nie sięgnęłaby 4,5
                do 6 milionów ludzi" (H. Arendt: op. cit., s. 151, 160). Arendt
                powołała się przy tym na oceny sugerujące, że z powyższej ilości
                Żydów mogłaby uratować się mniej więcej połowa, gdyby nie trzymano
                się posłusznie zaleceń żydowskich (tamże, s. 160-161).
                Żydowski autor Baruch Milch tak pisał w przejmującej relacji o
                losach Żydów na b. wschodnich kresach Rzeczypospolitej (woj.
                lwowskie i tarnopolskie): "W każdym razie Judenrat stał się
                narzędziem w rękach gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami
                członkowie później się wyrażali, są "Gestapem na ulicy żydowskiej
                (...)" (B. Milch: Mój testament, "Karta", luty 1991, s. 6-7, 16).
                Przypomnijmy tu postać Chaima Rumkowskiego, prezesa Rady Żydowskiej
                w Łodzi, "króla" getta łódzkiego na usługach Niemców. Był on
                absolutnym władcą getta, w którym kursowały specjalne
                pieniądze "chaimki" i "rumki" oraz znaczki pocztowe z jego
                podobizną. Rumkowski urządził sobie harem w jednej willi i wciąż
                sprowadzał nowe piękne kobiety. W zamian za przyzwolenie Niemców na
                jego tyranię nad mieszkańcami getta arcygorliwie wykonywał wszystkie
                niemieckie rozkazy i wyekspediował olbrzymią większość swych
                poddanych do obozów zagłady. W końcu jednak i jego Niemcy wysłali do
                Oświęcimia, podobno natychmiast padł ofiarą swych żydowskich
                współwięźniów, którzy nie zwlekając ani chwili natychmiast po
                przywiezieniu go do obozu, spalili go żywcem w obozowym piecu (por.
                E. Reicher: "W ostrym świetle dnia. Dziennik żydowskiego lekarza
                1939-1945", oprac. R. Jabłońska, Londyn 1989, s. 29).
                Na Węgrzech członkowie Judenratów uczestniczyli w
                najhaniebniejszych, najbardziej podejrzanych moralnie transakcjach
                dla ratowania bogatych i wpływowych Żydów kosztem zdradzanych i
                wydawanych Niemcom ich biednych współziomków. W Budapeszcie za
                pośrednictwem wybitnego syjonisty dr. Rudolfa Kastnera, Judenraty
                ułatwiły Eichmannowi uśpienie czujności i deportowanie na śmierć do
                nazistowskich obozów zagłady 475 tysięcy Żydów w zamian za
                uratowanie 1.684 bogatych Żydów (znaleźli się wśród nich "ludzie
                wybitni" i członkowie syjonistycznego ruchu młodzieżowego (H.
                Arendt: op. cit., s. 54, 152). Eichmann umożliwił "nielegalny"
                wyjazd ponad półtora tysiąca Żydów do Palestyny (eskorta pociągu
                składała się w istocie z niemieckich policjantów) w zamian za "ład i
                porządek" w obozach, zapobieżenie tam panice i ucieczkom bardzo
                łatwym w zamieszaniu 1944 roku, gdy front był już tak blisko Węgier.
                W rezultacie tych "uspokajań" w obozach ze strony cieszących się
                autorytetem wpływowych Żydów Niemcy w porządku "wyekspediowali
                kilkaset tysięcy Żydów węgierskich" na zagładę. Po wojnie w czasie
                procesu w Jerozolimie sędzia Benjamin Halevi z Jerozolimskiego Sądu
                Okręgowego wydał orzeczenie stwierdzające, że Kastner "zaprzedał
                własną duszę diabłu". Izraelski Sąd Najwyższy pod naciskami
                polityków unieważnił jednak to orzeczenie, uniewinniając Kastnera,
                aby zatuszować tak kompromitującą Żydów sprawę. W kilka miesięcy
                potem w marcu 1957 roku Kastnera zabiło jednak dwóch węgierskich
                Żydów, którzy przeżyli czas masakry.
                • eres2 O cierpiących na fobie 25.04.09, 23:44
                  Qwardian: Ile katolickich dzieci pozbawił Pan życia w rytualnym
                  obłędzie, Eresie… w ten sposób wybawiam Pana z grzechu dawania
                  fałszywego świadectwa.

                  eres: Powyższe Pańskie „demaskatorskie” zdania z gatunku pure
                  nonsense
                  udostępnił dwojgu ze swoich licznych katolickich
                  wnucząt ich katolicki dziadek - eres. Jedno z wnucząt wsparła kolka
                  ze śmiechu, drugie wykonało niedwuznaczny gest palcem w okolicy
                  skroni.

                  Ale tylko Panu się zwierzę, że przeciętnie spożywam „w rytualnym
                  obłędzie” jedno katolickie dziecko dziennie (nie jestem wyznawcą
                  judaizmu, więc zjadam dzieciątka nie zagryzając macą).

                  A już zupełnie serio: Podane przeze mnie fakty nie wymagają żmudnych
                  poszukiwań, stanowią one treść tylko kilku akapitów obszernej pracy
                  hitoryka Leszka Gondka (profesor Uniwersytetu Gdańskiego) „Polska
                  karząca 1939-1945”, znajdzie je Pan także w pracy Jerzego
                  Kochanowskiego („Wyrwy w szeregu”wink.
                  Natomiast o kolaboracji Polaków z okupantami niemieckim i sowieckim
                  nie trudno znaleźć obfite materiały w literaturze historycznej i
                  pamiętnikarskiej. Dla ułatwienia podam Panu tylko kilka pierwszych z
                  brzegu pozycji: Adama Czerniakowa „Dziennik getta warszawskiego”,
                  Marka Wierzbickiego „Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim”, Bernarda
                  Goldsteina „Gwiazdy są świadkami”, Andrzeja Żbikowskiego „Żydzi”,
                  Emanuela Ringelbluma „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej
                  wojny światowej”, Stefana Korbońskiego „Polacy, Żydzi i holokaust”,
                  Heinricha Jaenecke „Polen, Träumer, Helden, Opfer”, Marka Jana
                  Chodakiewicza „Żydzi, i Polacy 1918-1955”, Bernarda Marka „Walka i
                  zagłada warszawskiego getta”.
                  Nie mam jednak dużej nadziej, że zechce Pan sięgnąć po którąkolwiek
                  z tych prac, nie wierzę bowiem, by miał Pan zamiar uleczyć się ze
                  swoich fobii i uprzedzeń.

                  Kończąc z Panem polemikę muszę ze smutkiem stwierdzić, żre tak to
                  jest, szanowny Qwardianie, gdy wiedzę o historii najnowszej zdobywa
                  się miast z rzetelnej historiografii - z przeproszeniem – z wykładów
                  Jerzego Roberta Nowaka i broszurek niejakiego Leszka Bubla.
      • qwardian Wiedząc dziś co wiem i znając tamtą rzeczywistość. 22.04.09, 17:58
        hmm....

        A co to za interes miał Muzykant on an errand(niezłe
        sformułowanie), że on bez świadków jedynie ocalał i co najlepsze
        potem do Hitlerowców sie zgłosił o przyjęcie. Hehe takich muzyków to
        wśród Żydów więcej było, Pożarski....
        • pozarski Re: Wiedząc dziś co wiem i znając tamtą rzeczywis 22.04.09, 18:10
          hmm...hehe...crying
        • sz0k podziwiam Cię qwardian 22.04.09, 19:59
          Za to, że zawsze spokojnie rozmawiasz. Nawet z tak wyjątkowymi korwami jak pozerski.
Pełna wersja