Gość: chala
IP: *.rdu.bellsouth.net
08.12.03, 04:37
LPR bedzie z tego rozliczana.
Rydzyk, ojciec duchowy tej nazistowskiej partii tez swa partyjke w tym
chorzze rassistow polskich ma.
Polacy juz tak nisko upadli ze zamiast logiki uzywaja argumenty swego oprawcy-
Hitlera.
Zakłamanie
Profesorowie John Earl Haynes i Harvey Klehr opublikowali książkę pod
tytułem "Zakłamanie: historycy, komunizm i szpiegostwo" ("In Denial:
Historians, Communism and Espionage). Książka ta udowadnia, jak lewicowe
środowisko akademickie - marksiści i liberałowie, przeważnie Żydzi -
ignorowało, zaprzeczało i przekręcało dowody rzeczowe pochodzące z sowieckich
archiwów o zimnej wojnie, jak i udziale w niej komunistów amerykańskich,
głównie żydowskiego pochodzenia.
Rewelacje po zimnej wojnie niezbicie wykazały słuszność amerykańskich
krytyków komunizmu i udowodniły sowieckie zbrodnie oraz posłuszeństwo i
lojalność amerykańskich komunistów wobec Stalina. Dyskusja na ten temat była
jak dotąd skutecznie zakazana na uczelniach amerykańskich.
Marksiści wszystkich krajów
"Front Page Magazine" z 25 listopada 2003 r. opublikował wywiad doktora
Jamie'go Glazova z autorami wyżej wspomnianej książki. Sam Glazov wspomina,
że jako dziecko przebywał w Związku Sowieckim, cierpiąc z powodu prześladowań
jego rodziców przez KGB. Później obracał się w środowisku zdominowanym przez
lewicowców w USA, którzy tłumaczyli mu, że społeczeństwo amerykańskie było
uosobieniem gorszego zła niż Sowiety. Profesorowie, przesiąknięci marksizmem,
kpili sobie z określenia Sowietów jako "imperium zła" przez prezydenta
Reagana, mimo że komuniści w XX wieku uśmiercili ponad sto milionów ludzi,
goniąc za socjalistyczną utopią. Symbolem zakłamania sowieckiej
rzeczywistości był slogan z gułagu na Sołówkach: "Żelazną pięścią będziemy
prowadzić ludzkość do szczęścia".
Do dziś dla marksistów na amerykańskich uniwersytetach zbrodnie komunistów są
nadal bez znaczenia wobec ich "wspaniałej" utopijnej wizji socjalistycznej
przyszłości. Badania rzeczywistości sowieckiej nazywają gmeraniem w "duchach
przeszłości" i nudnym "dłubaniem w cmentarzach". Nie interesują ich
informacje o zbrodniach sowieckich, bo to nie służy ich marksistowskim celom.
Co najwyżej wykręcają się, że "ofiar było mniej", że "terroru nie było",
że "tylko biurokraci są winni", lub że "masowe morderstwa były ceną
modernizacji".
Marksiści na uniwersytetach amerykańskich usiłują rehabilitować Komunistyczną
Partię USA jako grupę bohaterskich demokratów niesłusznie prześladowanych
przez ludzi zacofanych. W ten sposób przygotowują kadry nowego radykalnego
ruchu, którego przykładem jest ruch neokonserwatystów o tradycjach
trockistowskiej permanentnej wojny o komunizm, teraz przedstawianej jako
permanentna wojna o "demokrację" (naturalnie w ramach politycznej
poprawności). Historyczne analogie służą im jako broń w dzisiejszych
zmaganiach ideologicznych.
Glazov ubolewa, że w Rosji nie było międzynarodowego sądu nad elitą
komunistyczną, podobnego do Trybunału w Norymberdze, który pokazałby światu
socjalistyczny terror. W tym kontekście Klehr przypomina Katyń i przyznanie
się Gorbaczowa do winy Sowietów w wymordowaniu ponad 20 tysięcy polskich
jeńców wojennych. W latach 80. szereg katów sowieckich udzielało wywiadów,
opowiadając, jak z zimną krwią dokonali tego masowego mordu. Byłoby rzeczą
normalną, żeby Polska lub Narody Zjednoczone zażądały wówczas postawienia
katów przed międzynarodowym trybunałem. Głównym przeciwnikiem tego procesu
sprawiedliwości były kręgi liberałów i marksistów zarówno na Zachodzie, jak i
w samej Polsce.
Niestety, w Polsce nie zabroniono byłym dygnitarzom komunistycznym i agentom
aparatu terroru dostępu do wysokich stanowisk w rządzie i w wojsku. Na
dłuższą metę zdrowie społeczne i polityczne Polski wymaga spojrzenia prawdzie
w oczy. To hańba narodowa, że głową państwa polskiego jest komunistyczny
minister Kwaśniewski, a premierem - były pierwszy sekretarz partii Miller. A
teraz zanosi się na to, że Kwaśniewski będzie mógł przedłużyć własne rządy
przez wylansowanie swojej żony Jolanty na następnego po nim prezydenta, żeby
dalej rządzić "per procura".
Lewicowa demagogia
Autorzy "Zakłamania" mylą się, gdy bronią "wojny z terrorem" przed
oskarżeniem, że jest ona spiskiem w stylu "demagogii McCarthy'ego". Obecna
wojna z terrorem jest pojęciem mylącym i pozbawionym sensu, jak to wykazał
Zbigniew Brzeziński, gdy porównał to pojęcie z "wojną z blitzkriegiem". W
wojnie z Hitlerem blitzkrieg był tylko taktyką walki, tak jak i terror jest
tylko taktyką.
Pojęcie wojna z terrorem jest słowną manipulacją, której celem jest unikanie
wyraźnego określenia walczących stron. To wyraźny syjonistyczny chwyt
propagandowy, mający na celu wzbudzenie solidarności świata z Izraelem i
stworzenie wspólnego frontu przeciw wszystkim faktycznym i domniemanym wrogom
Izraela. To właśnie ekstremiści rządzący Izraelem doprowadzili do rozpaczy
Arabów palestyńskich. Zdesperowani Palestyńczycy, pozbawieni innych środków
oddziaływania czy wreszcie - walki, bronią się samobójczymi atakami.
Autorzy "Zakłamania" piętnują przemilczanie używane jako broń propagandowa.
Piszą, że na przykład w sprawie amerykańskiego komunizmu i antykomunizmu
historycy amerykańscy stworzyli niezdrową sytuację, posługując się
przemilczaniem, jak i udawaniem, że w sprawie komunizmu nie ma zakłamania.
Niestety, teraz też panuje zakłamanie w kwestii radykalnego syjonizmu. Dziś
media amerykańskie, zdominowane przez Żydów, przemilczają tragedię Palestyny
i przedstawiają ją w taki sposób, że Amerykanie nie wiedzą, jaka jest
rzeczywistość pod okupacją izraelską. Prawda w tej sprawie staje się coraz
bardziej niewygodna, w miarę jak z upływem czasu amerykańska okupacja Iraku
staje się coraz bardziej podobna do izraelskiej okupacji Palestyny.
W Polsce podobne manipulacje dostrzegamy między innymi w sprawie prawdziwego,
zaborczego i morderczego dla Polski oblicza żydowskiego ruchu roszczeniowego,
niemieckich żądań windykacyjnych czy ostatniego bardzo niekorzystnego dla
Polski kursu polityki Francji i Niemiec w ramach UE.
prof. Iwo Cyprian Pogonowski