grippen
02.06.09, 14:54
Zawsze pozostanie ryzyko „łańcucha nieszczęśliwych okoliczności“
jakiegokolwiek rodzaju , które nigdy nie sprowadzi ryzyko lotu do
zero procent.
Jest poza tym interesującym jak media z „niczym” , mianowicie
żadnymi nowymi rozpoznaniami o katastrofie , teraz całymi godzinami
spekulują.
Najpierw trzeba ustalić rozbicie samolotu , następnie odnaleźć i
przeanalizować czarną skrzynkę .
Niektóre badania NTSB trwają kilka lat , by dojść do wniosków.
Zatem cierpliwość jest wskazana jeśli chcemy mieć możliwie
precyzyjne informacje o katastrofie.
W żegludze są używane emergency position indicating radio beacon
EPIRB , małe nadajniki radiowe , za pomocą których satelity albo
search-and-rescue służby ratunkowe mogą zlokalizować potrzebujące
ratunku statki albo samoloty.
W lotnictwie jest także skrót ELT (emergency lokator transmitter).
Zatem w żegludze (EPIRB) wykorzystuje sygnał-GPS i w potrzebie
może być aktywowany.
Przesyła wtedy na 406 MHz sygnał alarmowy , który zostaje odebrany
przez COSPAS-SARSAT-Satelitę i dalej przekazuje do służb
ratunkowych.
Te systemy alarmowe są najczęściej tak skonstruowane , że
automatycznie stają się aktywne, gdy dostają się pod wodę, a więc
gdy statek tonie.
Jeśli sobie dobrze przypominam z moich lat ( szkoda , że niema
teraz u mnie gripiego) , w lotnictwie używany jest podobny system ,
który ma nazwę ELT i służy , gdy po rozbiciu się maszyny albo
awaryjnym lądowaniu maszynę można szybko odnaleźć.
Jeżeli czytają to teraz experci lotniczy : czy ten system nie jest w
każdym samolocie obowiązkowy ? Dlaczego więc ta zaginiona maszyna
nie jest odnaleziona … ?
( z cyklu: gdy odchodziłem z armii , łza w oku świadczyła , że nigdy
nie dowodziłem Suchojem)