Dodaj do ulubionych

Europejskie wybory ...

09.06.09, 08:23

Wybory do Parlamentu Europejskiego właściwie nie mogą stanowić
zaskoczenia.
Przewagę utrzymały partie centrowe – na lewo i na prawo od centrum,
choć zyskały na znaczeniu przede wszystkim partie prawicowe.

Zyskały sobie popularność, bazując głównie na społecznym
niezadowoleniu. Dwa zasadnicze wątki sprzyjały politykom tych
frakcji – frustracja z powodu kryzysu gospodarczego oraz
antyimigranckie nastroje. Oba tematy kampanii politycznej były
zresztą ściśle ze sobą powiązane, jak np. w Wielkiej Brytanii, gdzie
niezadowolenie z powodu rosnącego bezrobocia łatwo wykorzystywali
demagodzy, kierując gniew wyborców na imigrantów, rzekomo
odbierających ludziom pracę, a więc i na polityków establishmentu,
którzy dopuścili do napływu cudzoziemców na Wyspy.
Ale antyimigranckie nastroje zyskują też na popularności z innych
względów. W państwach Europy Zachodniej milionowe rzesze
cudzoziemców z krajów muzułmańskich nie asymilują się w
społeczeństwie. Stanowią wyraźnie odrębną grupę, postrzeganą jako
obcą, oglądaną z nieufnością, a nawet zgoła wrogością.
Lata liberalnej polityki wszystkich bez wyjątku krajów Unii
Europejskiej doprowadziły do powstania ogromnych gett obcokrajowców.
Nie tylko wyraźnie zaznaczają oni swoją odrębność, ale jeszcze
manifestują wrogość do społeczeństwa, w którym mieszkają, nie widzą
dla siebie perspektyw. Są to grupy, gdzie bezrobocie jest
największe, a frustracja – najsilniejsza. Tarcia między tymi grupami
a resztą społeczeństwa narastają, co sprzyja karierom polityków we
Francji, w Holandii, w Belgii czy we Włoszech. Na lokalnym rynku
politycy ci mają mniejsze szanse, albowiem muszą liczyć się z
rozmaitym jednak elektoratem, ale wykorzystują niewielkie
zainteresowanie wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Właśnie z powodu znacznie słabszego jednak zainteresowania
wykorzystują to politycy ugrupowań mniejszych, krzykliwszych oraz...
antyeuropejskich. Przeciwnicy UE, a dokładniej – pogłębionej
integracji znajdują posłuch części elektoratu i zdobywają miejsca w
parlamencie.
I bardzo dobrze. Dotychczas bowiem nie istniała w tym gremium
opozycja. Od teraz będzie ona z urzędu chronić obywateli krajów
członkowskich przed nadmierną integracją, odczuwaną w wielu krajach
jako zamach na suwerenność państwową albo jako marginalizację państw
mniejszych kosztem dominacji najpotężniejszych członków UE, tym
zwłaszcza Niemiec i Francji.
W nowych krajach członkowskich frekwencja była słabsza, tak jak w
Polsce, gdzie do urn nie pofatygowała się nawet jedna czwarta
wyborców. Ludzie jeszcze nie widzą korzyści z UE, a jej parlament
sprawia wrażenie instytucji odległej i bez wielkiego znaczenia,
niekiedy przedstawianej jako wrogiej. Ale więcej było głosujących
niż 4 lata temu. Polacy oswajają się ze swym miejscem i rolą we
wspólnocie.
Quelle PDN-NY(CK)
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka