cyniol
26.07.09, 13:07
pyta ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Dziś po latach, widząc bicie kupców przez wynajętych osiłków i cyniczne
wypowiedzi pani prezydent Warszawy, zastanawiam się, co sie stało z dawną
charyzmatyczką Hanną, która tak łatwo przekształciła się w drapieżnego
polityka? Jaki mechanizm zadziałał?
W 1995 r. uczestniczyłem w rekolekcjach, które prowadziła ... Hanna
Gronkiewicz-Waltz, wówczas ulubienica wielu środowisk katolickich, afiszująca
się swoją przynależnością do Odnowy w Duchu Świętym i narzucająca się swoją
osobą wielu kuriom biskupim, które ustawicznie odwiedzała przy byle okazji. Do
kościoła św. Andrzeja na przy ul. Grodzkiej poszedłem z ciekawości, bo widok
kobiety przemawiającej do duchownych z ambony był jak na konserwatywny Kraków
bardzo egzotyczny.
Nauki ówczesnej pani prezes NBP były nadzwyczaj egzaltowane i typowo
neofickie, ale od strony teologicznej beznadziejne. Niektórzy z duchownych
zagryzali wargi, aby nie wybuchnąć śmiechem, gdy charyzmatyczka Hanna
popełniała lapsus za lapsusem. Mimo wszystko dałem się jej uwieść i za kilka
miesięcy w wyborach prezydenckich zagłosowałem na panią prezes.
Dodam też, że w rekolekcjach tych oprócz duchownych uczestniczył prawie cały
krakowski establishment, w tym wielu bankowców. Wśród nich dwóch panów, którzy
już wtedy znani byli ze swych afer, a którzy w kościele siedzili w pierwszej
ławce z rękami złożonymi jak aniołki.
No coż, jeżeli ktoś jest katolikiem z przekonania, to pozostanie nim na
zawsze. Jeżeli jednak ktoś praktyki religijne traktuje tylko jako chwyt
propagandowy w karierze politycznej, to wcześniej czy później zrzuci swoją
maskę i pokaże swoją prawdziwą twarz.
www.niezalezna.pl/article/show/id/23105