stormbird
23.08.09, 10:16
Gdy schodziłem po trapie …to było chyba na Pacyfiku … już na
pirsie , podbiegł taki mały obama…
Nie zwróciłem się do niego słowem rydzyka , że brudny ….
Wyjąłem portfolio i dał mu 10 dolców….
Chciał mnie pilotować do miasta …ale , nie chciałem , chciałem wśród
tych silosów portowych sam powędrować ..wiedziałem , że
niebezpiecznie… ale miałem doświadczenie z Istanbułu , gdy mnie
bandyci zamknęli w ślepej uliczce …miałem wtedy broń …stasi -oficer…
Wyobraź sobie , przeprawiasz się promem przez Bosfor do
Azji ..wychodzisz na keję i udajesz się do osiedla które też jest
Istambułem ale azjatyckim , przechodzisz obok rynku , sprzedaż
koni ..oglądasz ..czujesz na plecach , że już cię pilotują…idziesz
dalej w głąb miasta …wchodzisz w ślepą uliczkę…
Czujesz się bezpiecznie w końcu masz gnata….
I teraz jak w westernie odrywają sie trzej ze ściany , nacierając
z wolna na ciebie…
Robię odruch sięgając na nery …
Ale by nie wejść w kolizję z władzami …zamarkowałem , że na nerach
mam makarov’a,..rozpierzchli się. ..
To działało w każdym porcie …
Czy znasz uczucie marszu w wielkim ponurym porcie , w ciszy i
bezruchu pośród martwych silosów ???
wielki ołów sztalugowy , przeraźliwa cisza ..te gigantyczne
rury , silosy …
Wtedy rozumiesz Armstronga , tego z księżyca…. Ale tam nie było
bandytów ….
amerykanskie porty są ponure ....