IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze

09.01.06, 17:48
Wiem że był już podobny wątek, ale mi chodzi troszkę o co innego. Nie tylko o kwestie typu: partner mnie nie rozumie/rozumie, ale o sprawy czysto techniczne, łączące się ze wspólnym zamieszkaniem czyli np. jak sobie radzicie ze wzdęciami śpiąc z kimś codziennie w jednym łóżku, albo z biegunką kiedy akurat ukochany/ukochana się kąpie zajmując jedyną w mieszkaniu łazienkę:)? Bardzo liczę szczególnie na opinie osób pozostających w związkach małżeńskich...
    • alexis26 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 05.03.06, 19:01
      nie jestem mezatka ale mam chlopaka i spedzamy razem noce i IBS razem z nami:)
      powiedzialam mu o swoim problemie i akceptuje mnie taka jaka jestem czuje sie
      przy nim calkiem dobrze zero stresu i IBS jakby slabszy wiec to zalezy tez z kim
      sie jest .Dodam tylko, ze najgorzej jest na poczatku znjomosci ( zreszta kazdy
      wie o co chodzi)wtedy wszytko staje sie bardzo krepujace i trudno zachowac zimna
      krew, ale w miare znjomosci wyjawia sie pewne sekrety i jesli spotka sie osobe
      wyrozumiala na tyle, ze akceptuja nasze dolegliwosci problem skrepowania znika
      szkoda ze nie zabiera ze soba IBSu:)pozdrawiam
      • enterol250 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 07.03.06, 09:37
        od razu mowie ze nie mieszkamy razem z romeo, ale widujemy sie dosc czesto,
        wiec mam pewne doswiadczenie w kwestii poskramiania ibs. hmm, na poczatku
        bywalo krepujaco, szczegolnie zanim wybranek dowiedzial sie o istocie moich
        rewelacji jelitowych. potem nastapilo pewne rozluznienie i tak jest do dzisiaj,
        tzn. nawet jesli jest kiepsko (wzdecie, zaparcie, biegunka etc) to on przyjmuje
        to jako cos naturalnego, moze sie przyzwyczail, hehe. zdarza sie ze oboje z
        tego zartujemy, ale raczej nie wtedy kiedy mnie boli brzuch. mysle, ze
        niebagatelna kwestia jest poczucie bezpieczenstwa i zaufanie, ktore wycisza
        dolegliwosci. nie ukrywam jednak, ze wspolne mieszkanie byloby jakims wyzwaniem
        dla nas (oczywiscie nie tylko ze wzgledu na moje trzewia, hehe)

        czolem towarzysze,
        ent
        • libra72 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 07.03.06, 19:49
          jest dobre forum, dla mlodych mezatek, a na drugi raz przepraszaj w swoim
          imieniu!
          • enterol250 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 08.03.06, 11:09
            libra72 napisała:

            > jest dobre forum, dla mlodych mezatek, a na drugi raz przepraszaj w swoim
            > imieniu!

            Libra, znow nie wiem co mialas na mysli piszac powyzsze. Sama wiesz, ze ibs
            jest problemem w zwiazkach. Twoje anse zrzucam na karby nerwicy, ale miej
            swiadomosc, ze nikt nie ma cierpliwosci jak ciagutki!

            Trzymajcie sie wszyscy,
            ent.

            • ragazza4 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 08.03.06, 18:00
              Ja wiem o co chodziło librze. Nie będę jednak odpowiadać na jej zaczepki,bo i po co:)
              • libra72 Re: IBS a związki - ujęcie praktyczno-technicze 08.03.06, 18:45
                owszem ulatwie Ci Ragazza twoje domysly, otoz wczoraj wchodze na forum zeby
                sobie zobaczyc co nowego, i czytam powyzszy post iw sumie nie mialam zadnego
                ale ,a zdrugiej strony dziwia mnie osoby ktore chca ukryc swoja chorobe przed
                najblizszymi.Tak sie sklada ze problem ten, sama testowalam od a do z ,z tym ze
                ibs dopadl mnie po 7 latach malz., i przeszlam przez najciemniejsze strony tej
                choroby chcac nie chcac razem ze swoim mezem,dla porownania moge Cie pocieszyc
                ze z problemem zdrowia zmagalam sie od 2 lat po slubie i wiem konkretnie
                leczylam zaburzenia chormonalne aby zajsc w ciaze po drodze zaliczania nowych
                lekarzy i kolejnych szpitali, i badan chyba rozchwialam sie emocjonalnie jak
                rowniez moj organizm mial dosc leczenia,wiec olalam "to", po 5 latach po
                zaoszczedze wielu opisow, bo co kogo to obchodzi, ale wlasnie dzieki temy
                zapadlam na ibs tzn,jestem pewna ze kilkakrotne kuracje antybiotykowe+sres
                doprowadzily do choroby,no a potem to juz byl koszmar jak zaczol sie ibs reszta
                co prawda przeszla ale ta choroba jest przynajmniej na poczatku byla najgorszym
                przezyciem dla mnie,Widzisz teraz ze nie tylko TY masz ibs ,ale tez sa ludzie
                ktorzy oprocz niego maja inne problemy zdrowotne.Powiem tak z wieloletniego
                doswiadczenia wiem ze ZAWSZE! choroba ma wplyw na jakosc zwiazku tego nie da
                sie uniknac, wiem to po sobie mialam super wyrozumialego meza ,ktory bral urlop
                jak tylko ibs nie pozwalal mi zyz .Ale to zrobilo swoje ,nie mysl ze pisze to
                poto zeby Cie straszyc ,ale mi tego nikt nie powiedzial ,ze nawet najlepszy
                facet na dluzsza mete tego nie wytrzyma ,jak non stop kobieta jest chora -
                mysle tu o swoich koszmarnych biegunkachi calej otoczce tej choroby, chyba to
                rozumiesz ,i po 8 latach niestety maz nie wytrzymal chociarz bardzo sie
                kochalismy,oczywiscie "tu" zaczyna sie inna historia ale tyle moge Ci
                napisac ... ze nie ma wyjatkow trzeba sobie w miare mozliwosci radzic samemu, i
                nie absorbowac drugiej osoby,ale ja to zrozumialam po dlugim czasie i nawet 1,5
                roczna terapia ktora miala mi pomoc na ibs u psychoterapeuty nic nie dala, bo
                co mozna zrobic jak czlowieka meczy ...., ale dzis jestem wdzieczna mezowi ze
                mna "potrzasnol",bo dzieki temu zaczelam normalniej zyc, no a przedewszystkim
                urodzenie dziecka bylo momentem gdzie musialam przestac myslec o swoich
                dolegliwosciach i podkresle tu ze wcale one nie znikly , wiec pomysl sobie ze
                byc moze czeka Cie w zyciu jeszcze trudniejszy czas kiedy ,bedzie trzeba radzic
                sobie z ta choroba ,a poki co nie niszczyc zwiazku z powodu swoich
                dolegliwosci, inaczej mowiac zacisnac zeby i zyc z tym, chociaz wiadomo ze nie
                bedzie latwo.troche sie rozpisalam ale mnie ta choroba duzo kosztowala, i wiem
                co to znaczy.
          • muminek25 Libra 08.03.06, 18:10
            A dla ciebie Libro też jest dobre forum :'PSYCHOPAPKA'. Mogłabyś (się) tam popisać.
Pełna wersja